In nomine Patris et Filius-poradnik najemcy

Zakonnicy z Tyńca zabrali się za franczyzę. Historia tego zgromadzenia zakonnego sięga dawnych czasów. Aby sami mogli powstać ustalili reguły wg których żyli. Porzucili wszystko dla Boga i zasad, które ustalili. Mnich to ten dla którego najważniejsze jest  dążenie do Boga.

Święty Benedykt w swoich regułach uznał pracę jako jeden ze sposobów służby Bożej. Stąd kultowe ora et labora czyli „Módl się i pracuj”.

mnichzdj. internet

Pracują do dziś, a ich „produkty benedyktyńskie” przechodzą do nowożytnej historii-jako niechlubny przykład wprowadzenia w błąd i oszustwa w biznesie. W tym przypadku na nieistniejących benedyktyńskich produktach.

Produkty Benedyktyńskie-to firma Benedicite. Z przytupem weszła na rynek w 2006 roku w formule franczyzy i mnisi zapowiadali, że sieć będzie liczyła ponad 120 sklepów franczyzowych. Otwarł się pierwszy, drugi, w końcu siedemdziesiąty.

Rarytasy miały być rzekomo wytworzone przez mnichów w oparciu o stare zdrowe receptury o najwyższej jakości-bez konserwantów. Nie istotne wówczas było to, że po znanej lwowskiej bibliotece został tylko popiół. Po pożarze z receptur nic nie zostało, ale początek legendy był zachęcający. Już na starcie ceny były wyższe niż rynkowe -bo to prawie rękodzieło.

Coś wyjątkowego i ekskluzywnego, a dodatkowo produkowane za tajemnymi murami w oparciu o tajemne przepisy. W ofercie sprzedażowej było pół tysiąca tych produktów (syropy, dżemy, oliwki, piwo, wina, wędliny, miody, słodycze czy kosmetyki).

Produkty były w taki sposób zapakowane i opisane, że nie ulegało wątpliwości co do ich pochodzenia. Że są wytworem pracy rąk ludzkich w tym przypadku dodatkowo uświęconych.

Okazało się jednak, że ani jeden produkt-nie jest wytworem pracy mnisich rąk, ale zwykłych producentów, tych samych którzy dowożą towary do hipermarketów.

Produkty opakowano w klasztorny „habit” dołączono do butelek kawałek ścierki-tak aby kojarzyło się z domową piwniczką. Dobudowano do tego ideę i rozpoczęła się sprzedaż franczyzy. Kiedy franczyzobiorcy dowiedzieli się co kupili-uderzyli do mediów, a te ujawniły skandal i oszustwo.

Benedyktyni sprytnie ułożyli treść umowy w której zastrzegli „śluby milczenia” pomiędzy partnerami tak, aby nie wymieniali się informacjami.  Ci jednak zostali oszukani i mówili o tym głośno. Okazało się, że to nie są żadne benedyktyńskie procedury, ale normalne produkty zamawiane u dostawców.

Oliwy do ognia dodał fakt, że te same towary można było nabyć w niższych cenach. Biszkopty z Jarosławia ubrane w nazwę „sióstr benedyktynek” kosztowały osiem złotych, w innym- nie benedyktyńskim sklepie cztery złote. Po aferze w mediach doszła kolejna. Tym razem pracownicy świeccy pozwali zakonników, bo Ci nie wypłacili im za nadgodziny i zwolnili z pracy.

Franczyzobiorcy się zbuntowali. Każdy wyłożył 30 tysięcy złotych za franczyzę, do tego do 70 tysięcy złotych na meble (miały być stylizowane, jednakowe) plus kilkanaście tysięcy złotych za …system komputerowy, który akurat logiem zakonników nie był sygnowany. Mało tego, zakonnicy kasowali po 500 złotych miesięcznie od głowy za jego używanie…do tego czynsz, koncesja, zusy i pensje…

Wg benedyktynów inwestycja miała się zwrócić po 1,5 roku tymczasem niektóre sklepy zamknęły się już po kilku miesiącach. Przy marży 30 procentowej nie mieli szans na jakikolwiek zysk-krótko mówiąc zbankrutowali.

modlitwazdj.www. wordpress.com

W umowach zawarto klauzule milczenia za złamanie której franczyzobiorca miał zapłacić mnichom 30 tysięcy złotych kary. Kolejne 30 tysięcy za wprowadzenie produktu spoza listy wynikającej z umowy.

Ludzie chcieli walczyć, ale szybko opuścili ręce. Woleli odejść przegrani niż być oskarżonymi o walkę z kościołem. Jeden z mnichów stwierdził, że partnerzy są nieudolni i „skończyła się postsocjalistyczna laba”.

Tymczasem dla właścicieli sklepików rozpoczął się koszmar. Z jednej strony, umowy zawarli na 7 lat z których nie potrafili się wyplątać z drugiej opóźnione dostawy lub ich całkowity brak doprowadziły do upadku niemal całej sieci. Kościół umył ręce i nabrał wody w usta. Winni nie są oni, ale… producenci, dostawcy no i oczywiście przedsiębiorcy. W końcu reguła milczenia znalazła swoje praktyczne zastosowanie. Ludzie zostali na lodzie. Dziś pozostały niedobitki plus internetowy sklep należący do opactwa.

Można kupić wciąż franczyzę…Zadłużona firma o nazwie Benedictus Memes SA wypuściła obligacje i chce dostać środki z rynku. Dług to jedyne 3,5 miliona złotych. Teraz w ofercie mają być ziołowe suplementy diety plus do tego dziczyzna, jagnięcina…może znów, ktoś  da się na to nabrać.

Nowe polowanie-przed nami. Benedyktyńska firma znów zapowiada budowanie sieci handlowej i opowiada o przyszłych zyskach…dlatego …in nomine Patris-zanim podpiszesz jakąkolwiek umowę.

Przedstawiam pierwszy fragment książki, która „się pisze” o franczyzie czyli Meduzie… Zapraszam do kontaktu: oson@vp.pl

O Meduzie w systemie retail-poradnik najemcy

 Bielsko-Biała. Radom. Od kilku miesięcy jestem w „kontakcie” z kobietą, która zamarzyła o sprzedaży odzieży. W handlu siedzi od „zawsze” tzn. od ukończenia szkoły. Dziś jest kobietą po czterdziestce.

-Nikogo nigdy nie okradłam, nie oszukałam, nie robiłam problemów Klientom w sprawach reklamacji czy zastrzeżeń. Pomagałam bratowej w prowadzeniu sklepu kiedy ta zaszła w ciążę. Zaciągnęliśmy kredyt w sumie na około 300 tysięcy złotych. Na franczyzową markę.

Właściciel-producent był przemiły-przed podpisaniem umowy. Kiedy w galerii w Radomiu zarzynały nas czynsze plus opłaty dodatkowe- ten człowiek pokazał swoje prawdziwe oblicze. Galeria handlowa naciskała nas na spłatę zadłużenia i dali nam trzy dni na opuszczenie sklepu. Jednocześnie od dawna rozmawiali z właścicielem marki o tym, żeby on go przejął-myśmy o tym – nie wiedzieli.

Kiedy dostałam pismo z galerii handlowej nagle i on się pojawił z papierami do podpisu dotyczącymi zgody na zajęcie przez niego sklepu. Sklep zajął w całości. W sumie zarekwirował nasz sprzęt na sto tysięcy złotych. Zadłużenie wobec galerii nie było duże, bo rozkręciliśmy ten punkt i już się bilansował. Wtedy do akcji wkroczył franczyzodawca. Ja nie miałam prawa podpisać tych dokumentów. Wszystko działo się szybko. Pod wpływem ogromnej presji. Podpisałam.

Nam-zawalił się świat. Mąż ma dziś 46 lat… prawie trzy lata –kiedy to wszystko się działo-zaplanował samobójstwo. Przyglądałam się mu z boku. Dziwnie się zachowywał i coś mnie tknęło któregoś dnia i poszłam za nim do garażu. Stał na drabinie ze sznurem na szyi. Pobiliśmy się. Wpadłam w szał. Opamiętał się. Dziś jest na psychotropach. Doszło do kłótni w rodzinie.

Pretensje brata, bratowej, wzajemne oskarżanie. I kredyty do spłaty. Poszłam do pracy jako sprzątaczka. To trwało rok. Mąż ma stałą pracę. Jest wciąż rozbity i nie chce na ten temat w ogóle rozmawiać. Jest wycofany, ale to lepsze dla niego niż gdyby miał to jeszcze raz przerabiać. Wynagrodzenie zajmuje komornik. Byłam na policji, poradzili. Byłam w prokuraturze-robili wielkie oczy. Prawnicy sugerowali znalezienie dobrego karnisty-bo wbrew pozorom znalezienie takiego- łatwe nie jest. I kiedy trafiłam na bloga. Postanowiłam zadzwonić.

Tyle w skrócie przedstawienia tematu.

Karnista się znalazł. Czy zajmie się tą sprawą i na trzy miesiące przed przedawnieniem zajmie się tym tematem? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne. Ten podpis w świetle przedstawionych dokumentów nie jest ważny. Ważne jest to, że ta rodzina się pozbierała, ale nie godzą się na to, aby tę sprawę zostawić.

To znany producent w Polsce i franczyzodawca. Kilkadziesiąt sklepów w kraju. Jeśli ten temat trafi na wokandę to ta historia trafi do książki o franczyzie po polsku. O Meduzie w systemie retail. Już z konkretną marką i nazwą i pytaniami które zadamy. Taka będzie struktura tej książki. Z pytaniami. O faktach.

Jeśli prowadziłeś franczyzowy sklep, jeśli masz coś do powiedzenia w tej sprawie, to napisz do nas. Zespół redakcyjny czeka. Przyjrzymy się każdej sprawie czy marce, choćby nie wiadomo jak była uznana na świecie. Mamy już i poważne marki i poważne wały. Ale jeśli chciałbyś coś dodać to zapraszam. Szukamy też pozytywnych przykładów. Z tymi ostatnimi jakoś trudno. Może ktoś się odezwie.

oson@vp.pl