Jak szczury-poradnik najemcy

Nie jestem ekspertem od wszystkiego. Wiecie jak to jest. Jeśli ktoś jest ekspertem od wszystkiego to znaczy, że do niczego. Dlatego nie udzielam rad w sensie jaki biznes wypali, a który nie ma szans. Od tego są „eksperci” w galeriach handlowych. Opisuję rzeczywistość, a nie wirtualia.

Ostatnio jednak spotkałem dwoje bankrutów. Padli na sklepach zoologicznych. Jeden w galerii Sfera w Bielsku-Białej i Gemini Jasna Park w Tarnowie. Bilans? Milion długu.

Drugi bankrut ma 700 tysięcy długu. Jeden sklep w Millenium Hall w Rzeszowie, a drugi w galerii „Nowy Świat”.

Tymczasem w galerii-centrum handlowym Klif w Warszawie stoi wyspa. Jak wiemy koszty są niższe i wyjście bezbolesne. Od dwóch lat można tam kupić akcesoria dla zwierząt. Na przykład taki psi golf.

Kosztuje 200 złotych.

-Dajemy sobie radę. Jesteśmy już prawie dwa lata. Kupują ludzie te rzeczy-odpowiada miła Pani. Fajne są te ubrania dla zwierząt. Nie robię jednak więcej zdjęć, bo jak wiecie niby „nie wolno”. Sporo ochroniarzy więc lepiej się nie wychylać i nie wykłócać.

Ten przykład opisuję jako dowód, że otwarcie sklepu zoologicznego jest ogromnym ryzykiem. Chyba, że masz realne koszty najmu, opłat eksploatacyjnych i za części wspólne.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj o tym, ze galeria rekwiruje wszystko włącznie z żywym inwentarzem. Gdzie trafiają psy, króliki i szczury? Nie wiem. Wiem, że niektóre galerie chowają się jak szczury przed prawdą. Ale wiem też, że dzięki nam-nie uciekną.



I wrócę

 Taki dostałem tekst.

„Warto walczyć o swoje racje”

Jeszcze pół roku temu mało kto, oprócz samych zainteresowanych, wiedział o problemie najemców galerii handlowych. Ja również, bo nigdy najemcą nie byłem i nie jestem. Znam od wielu lat za to Daniela Dziewita, Don Kichota, jak nazwał go portal retailnet.pl próbując zdyskredytować jego dążenia do pokazania prawdy o funkcjonowaniu wspomnianych galerii.

Minęło więc parę miesięcy i oto okazuje się, że nawet sami deweloperzy nieruchomości komercyjnych zauważyli, że problem jednak istnieje. I postanowili coś z tym zrobić.

Z całą pewnością właściciele galerii handlowych o problemach najemców wiedzieli już wcześniej. Nie śpieszyli się jednak z wnioskami, bo nikt publicznie o dramatach poszczególnych ludzi wynajmujących powierzchnie handlowe w galeriach nie mówił.

Niestety znalazł się Don Kichot, założył bloga, zorganizował stowarzyszenie, i zaczął za własne pieniądze jeździć po Polsce i rozmawiać z najemcami. Szybko okazało się, że osób zrujnowanych handlowaniem w galeriach są dosłownie setki. Nie tylko o nich zresztą chodzi. To przecież również ich rodziny, a także pracownicy, którzy tracą możliwość zarobku z dnia na dzień.

Równie szybko okazało się, że powody dramatów najemców są niemal w każdej galerii podobne – delikatnie mówiąc obiecanki, zmanipulowane dane o klientach galerii oparte o słynne „piki”, czyli otwierające się i zamykające drzwi, nierzetelne informacje i sprytnie konstruowane umowy, a także permanentny brak zrozumienia i chęci pójścia na kompromis w sytuacjach podbramkowych.

 Kiedy więc wszystkie te prawdy zaczęły przedostawać się do opinii publicznej i uwierać właścicieli galerii handlowych, postanowili oni coś zrobić. I zrobili – spotkali się 2 grudnia w warszawskim hotelu „Hilton”, gdzie przyznano, że tak dalej być nie może.

 „Zwrócono także uwagę na kwestie małej świadomości biznesowej niektórych uczestników rynku centrów handlowych. Po stronie deweloperów zdarzają się podmioty niedoświadczone, które oferują najemcom zupełnie nierynkowe stawki czynszowe, zaś sieci handlowe uogólniają to zjawisko i odbierają te stawki jako miarodajne dla polskiego rynku. Z kolei coraz więcej najemców nie do końca rozumie istotę biznesu w centrum handlowym – coraz częściej zdarzają się sytuacje w których najemcy pod zmyślonym pretekstem po prostu zabierają z lokalu towar i opuszczają centrum.

 Wskazano, że nie chodzi tu tylko o niewielkie, lokalne podmioty, ale również o takich graczy, jak Marcpol czy Kappahl – komentuje dla redakcji Retailnet Robert Szczepanek radca prawny, Causa Finita Commercial Real Estate Law Firm” – napisano m.in. po spotkaniu na stronach retailnet.pl.

Jest więc jakaś jaskółka. Ile w tym zasługi samych najemców, trudno określić. Na pewno jednak ich poświęcenie, zorganizowanie się w stowarzyszenie i otwartość nie pozostała w tym przypadku bez echa. Bo warto walczyć o swoją prawdę. Wiedział o tym Don Kichot…”

Obserwator

P.S. Wczoraj zmarł nagle mój ojciec. Najpierw go pochowam. Potem się pozbieram. I wrócę.

Nasz kanał-poradnik najemcy

Jestem w trasie. W Kujawsko-Pomorskim. Utknąłem w drodze w jednym z hoteli, bo lód i ślisko. Odbyłem spotkanie z kilkudziesięcioma najemcami. Ale o czym i gdzie rozmawialiśmy napiszę niebawem.

A dziś kilka wyjaśnień. Składek w Stowarzyszeniu nie będzie. Są ludzie, którzy nie mają na kartę telefoniczną, a co dopiero na składki. Poza tym szkoda czasu na sprawdzanie kto, ile itd. Zwrócimy się z prośbą do Ministerstwa Finansów o zgodę na zbiórkę publiczną. Środki przeznaczymy dla tych, którzy są w Stowarzyszeniu i realnie nie mają szans na nic.

Poza tym, dziś na youtubie rusza nasz kanał Przeliczeni-poradnik najemcy w nowej wersji.

I prośba. Proszę o zasubskrybowanie kanału. Są z tego pieniądze. Nie duże, ale jakieś. Ilość pieniędzy nie jest uzależniona od ilości wyświetleń, ale subskrybcji. Słynny Wardęga-ten od pająka-zarobił 400 tysięcy złotych, ale nie zamierzam się przebierać ani za pająka, ani statuę wolności-symbolu systemu retail i malls po to, aby naprodukować subskrybcji. Kanał konkretny. I na temat. Dowiecie się więcej. Dużo więcej.

 



Bez komentarza-poradnik najemcy

Piszę do Pana z wiarą i nadzieją, że jest Pan w stanie mi pomóc, a jeszcze bardziej pomóc innym upubliczniając fakty przestrzegające przed wynajmem powierzchni sklepowych w dużych galeriach handlowych, a przynajmniej w Galerii Atrium Copernicus w Toruniu (…)

„To nie mój problem”

Lokal w Galerii Copernicus w Toruniu wynajmuję od 23 listopada 2005 r. i jest on usytuowany bezpośrednio przy wejściu do Galerii. Od czasu otwarcia kompleksu handlowego w okresach zimowych temperatura w moim sklepie systematycznie spadała. Początkowo do 15 stopni C. a w trakcie zmian warunków atmosferycznych na zewnątrz, niżej. Od 06. stycznia 2006 przez okres tygodnia wynosiła 12 stopni C.


Tłumaczenia ówczesnej Pani Dyr. Chomuntowskiej były dla mnie szokujące cyt.” Problemy instalacji grzewczej to nie mój problem podobnie jak temperatura na zewnątrz”. Jako najemca liczyłam na szybkie techniczne rozwiązanie problemu ogrzewania .

Uznając, że tak niski poziom temperatury w sklepie jest niezgodny z warunkami umowy najmu wystąpiłam do Dyrekcji o obniżenie czynszu – bez odpowiedzi.


Sytuacja występowania w okresach zimowych tak niskiej temperatury w sklepie utrzymywała się do końca 2010 r. pomimo moich cyklicznych ustnych zgłoszeń do Dyrekcji Galerii.

Pragnę zaznaczy, że utrzymywanie się tak niskiej temperatury było przyczyną udzielenia pracownikowi w tym okresie nieplanowanego urlopu, chcąc uniknąć łamania prawa pracy w stosunku do osoby zatrudnianej (może wykonywać pracę w temperaturze min.18 stopni C). W tej sytuacji, pomimo moich ciągłych infekcji górnych dróg oddechowych w tym czasie i przyjmowania antybiotyków, zmuszona byłam sama pracować w sklepie po 12 godz. dziennie.

„To nie Meksyk”

W październiku 2010 r. wskutek dalszego braku rozwiązania problemu właściwego ogrzewania mojego sklepu przekazałam Dyrekcji Galerii informacje pisemne o temperaturach występujących w wynajmowanym przeze mnie sklepie i warunkach pracy. Ze strony z-cy Dyr. Pani Katarzyny Rak otrzymałam wtedy odpowiedz: cyt” jest zima, a to nie Meksyk, abym miała w sklepie ciepło”. Taka odpowiedź doprowadziła mnie do wybuchu płaczu i zmuszona byłam poskarżyć się Pani Dyr. Ewie Machowskiej – Górnej. Zostałam przeproszona przez Panią z-cę dyr. Katarzynę Rak, która swą wypowiedz tłumaczyła skłonnością do tzw. ciętego języka.

Po tym fakcie Dyrekcja Galerii początkowo do czasu technicznego rozwiązania problemu właściwego ogrzewania, zainstalowała przy wejściu do mojego sklepu dmuchawę, która przyczyniła się do wzrostu temperatura na poziomie środka sklepu do 18 a chwilami 20 stopni C. Od tego momentu, czyli 17.12.2010 r. w okresach zimowych w sytuacji niskiej temperatury na zewnątrz, wejście do mojego sklepu MIRO zdobi grzejnik-dmuchawa ustawiony w odległości 1,5 m od wejścia do sklepu, wywołujący ironiczne uśmiechy wchodzących klientów.

Pomimo wielu obietnic Dyrekcji o estetycznym i funkcjonalnym bliskim rozwiązaniu tej sytuacji do dzisiaj pozostaje to niezałatwione.

Jak w stawie”

W dniu 12.12.2005 r. wskutek przecieku wody przez poszycie dachowe do wnętrza mojego sklepu zostały uszkodzone towary oraz meble regałowe. Do tego typu zdarzeń dochodziło wielokrotnie zarówno zimą jak i w pozostałych porach roku przy większych opadach deszczu.

Trwało to do sierpnia 2014 / dziewięć lat /, kiedy to po ulewie w początku lipca 2014 – niedziela – będąc w pracy udokumentowałam fotograficznie obfite przecieki wody, z poszycia dachowego Galerii. Woda poprzez sufit zalewała mi kasę meble i towar – buty skórzane i galanterię skórzaną.

Po tym zdarzeniu wreszcie naprawiono dach usuwając usterkę i zadając tym samym kłam rzekomo wymyślanych przeze mnie poprzednio zgłaszanych przypadkach.

Fanaberie”

Pod koniec 2013 r. rozpoczęto rozbudowę Galerii Atrium Copernicus w Toruniu. Ciągły kurz z terenu budowy przedostawał się, również do mojego sklepu czyniąc spustoszenie. Prowadzę sprzedaż butów marek zagranicznych, również z delikatnych skór licowanych oraz zamszowych torebek co w takim przypadku doprowadziło do powstania znacznych szkód w asortymencie mojego sklepu. Kurz i drażniący górne drogi oddechowe pył wywołuje u mnie cykliczne zapalenie gardła i naraża na przyjmowanie kolejnych partii antybiotyków. Do dzisiaj trwają badania prowadzone na zlecenie inwestora przez likwidatora szkód kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy.

Ciągle pretensje”

Początkowo fakty zakurzeń zgłaszane do Dyrekcji przyjmowane były jako fanaberie i lekceważone. Budowa trwała a ja codziennie rano rozpoczynałam dzień handlowy od czyszczenia torebek, butów kartoników z obuwiem wyeksponowanym w sklepie i mebli. –Koszmar. Codzienne rano przed przybyciem do pracy strach, czy włączając światło w sklepie znowu nie zastanę białego pyłu pokrywającego wszystko co znajduje się w środku. W dniu 27.02.2014 otwierają jak zwykle sklep około 8,30 zastałam artykuły handlowe i meble pokryte białym pyłem. Płacząc napisałam odręcznie pismo do Dyrekcji informujące o zaistniałym fakcie usłyszałam wtedy o obecnej Pani Dyrektor, która ze zdziwieniem poinformowała mnie, że jestem jedyną osobą, która ciągle ma pretensje. Doszło do tego, że sprzątaczki sprzątające okolice wejścia krytycznie komentowały ciągłe problemy powstające w moim sklepie i z niektóre z nich z aroganckim nastawieniem sprzątały posadzki przed moim sklepem.

Jedna z tych Pań pozwoliła sobie nawet na wykrzykiwanie niecenzuralnych słów kierowanych pod moim adresem z powodu mojej prośby o nie pozostawianiu sprzętu do sprzątania / wózka z akcesoriami do sprzątania/ przed wejściem do mojego sklepu. Przypadkowo świadkiem tego zdarzenia była Pani sekretarka Dyrekcji.

Zafoliowanie”

Chcąc ustrzec się przed dalszymi przypadkami zasypywania białym pyłem-kurzem zakładałam po zamknięciu sklepu folie ochronne na cały towar znajdujący się w sklepie jak również doraźnie zabezpieczałam folią żaluzje wejściowe do sklepu. / operacja około 40 min./ Tak działając dobrnęłam do dnia 23.07.2014 r. kiedy w nocy doszło do poważnego zakurzenia wszystkiego co znajdowało się w sklepie. Fakt ten niezwłocznie zgłosiłam w Dyrekcji Galerii wymuszając wręcz swoją argumentacją obecność Pani Dyrektor w pomieszczeniu sklepu. Pani Dyrektor dokonawszy pobieżnych oględzin wykazała wielkie zdziwienie zastanym stanem / do tego czasu nie zadysponowała czasem i większym zainteresowaniem /.

Zadeklarowała natychmiastową interwencję w kierownictwie budowy oraz uzyskałam informację o ubezpieczeniu inwestora i deklaracje o obowiązkowym pokryciu przez firmę budowlaną wszystkich poniesionych strat wynikających z faktu zakurzenia sklepu. Na likwidatora szkody Pana Rekowskiego musiałam czekać do dnia 01.10.2014 r. / ponad trzy miesiące/ ponaglając jego przyjazd kilkoma rozmowami. W noc poprzedzającą obecność likwidatora doszło do kolejnego faktu zakurzenia o nie tak wielkiej jak opisywałam skali.

Sporządzono na miejscu stosowną dokumentację oraz kilka dni później wysłałam panu Rekowskiemu udokumentowane 22 fotografiami szkody jakie zaistniały w wyniku zaistniałych przypadków zakurzania do 23.07.2014r. Niestety Pan likwidator na podstawie, jego zdaniem, tak znikomej ilości zdjęć nie był w stanie wykazać ewidentnej winy Kierownictwa budowy za zaistniała sytuację, upatrując przyczyn leżących po stronie Galerii.

Wernisaż”

W tej sytuacji dosłałam Panu likwidatorowi Rekowskiemu kolejnych 100 fotografii ukazujących fakty braku odpowiedniego zabezpieczenia terenu budowy przed przedostawaniem się kurzu w postaci białego pyłu budowlanego do ciągów komunikacyjnych w Galerii /porwane folie zabezpieczające, niezabezpieczone prześwity w ścianach oddzielających poszczególne sklepy, pokryte kurzem posadzki w ciągach komunikacyjnych, pokryte kurzem artykuły w innych sklepach np. stoisko z rajstopami czy reklamowany samochód stojący w pobliżu mojego sklepu. Niestety to wszystko okazało się niewystarczające dla likwidatora szkód. Trudno było na tej podstawie zdiagnozować winnego i zapanowała przerwa w likwidowaniu szkody. Po dwóch rozmowach ponaglających w dniu 07.11.2014 r. Pan Rekowski pojawił się w Galerii w Toruniu w towarzystwie rzeczoznawcy obuwia i galanterii skórzanej/ na rzeczową ocenę szkód zmuszona byłam czekać prawie 4 miesiące/.

Szał rekompensaty”

Wskutek takiego postępowania i opieszałości w rozwiązaniu mojego problemu i uciążliwości pracy w przedstawionych wyżej warunkach i wcześniejszych próśb o obniżenie wysokości czynszu najmu pozostających bez odpowiedzi, za pośrednictwem Kancelarii Radców Prawnych wniosłam do Dyrekcji w Warszawie o 30% obniżenie czynszu.

Po kilku dniach poinformowałam o tym Panią Dyrektor Galerii w Toruniu. Po kilkudziesięciu minutach otrzymałam od Pani Dyrektor Galerii Atrium Copernicus Ewy Górnej-Machowskiej pismo z informacją o obniżeniu czynszu o 20% w okresie od 01.01.2015 r. do 30.06.2015 r. Uzasadnienie akurat takiego terminu oraz wysokość obniżki jest dla mnie nieznana.

Dlaczego tylko na okres 6 miesięcy i dopiero od stycznia 2015 i tylko 20% ?, kiedy z takich zniżek korzystają sklepy powierzchniowo nieco większe i nie mających takich jak ja problemów z lokalem.

Od 9 lat wynajmuję lokal w Galerii o powierzchni 48,8 m2 płacąc czynsz około 12,5 tysiąca złotych/ w zależności od ceny euro/ otrzymując w zamian lokal nie spełniający warunków umowy, /brak należytego ogrzewania w okresach zimowych, ostatnie przypadki zakurzania i problemy z przeciekami sufitu/.

Chciałabym podkreślić, że w przedstawionym sklepie prowadzę sprzedaż obuwia i torebek wykonanych z delikatnych skór licowanych, nielicowanych, nubuku oraz kompletów wizytowych torebek i butów wykonanych z wysokogatunkowych materiałów.

Wyobraźnia

Czy potrafi Pan wyobrazić sobie jak wyglądają niektóre buty i torebki, na które przez 11 miesięcy spada biały pył budowlany?

Kończąc opisywanie mojej sytuacji jako najemcy w renomowanej i rozbudowywanej Galerii handlowej Atrium Copernicus w Toruniu chciałabym zapoznać Pana, i za jego pośrednictwem pokazać przyszłym drobnym najemcom co może ich, również spotkać po podpisaniu umowy najmu tym bardziej, że odwiedzając galerie handlowe nie bardzo są zorientowani w ich funkcjonowaniu, a jedynie postrzegają je jako wspaniałe miejsce do robienia zakupów i miłego spędzania czasu”.

wniosek: bez komentarza.



W ciąży-poradnik najemcy

Przeczytajcie ten list który do nas dotarł:

„Witam serdecznie,

piszę do Państwa ponieważ mam poważny problem. Wynajmuję lokal w galerii handlowej na czas nieokreślony, w związku z czym okres wypowiedzenia wynosi 3 miesiące…

Tutaj właśnie pojawiają się schody, ponieważ sklep nie przynosi żadnych zysków (800 zł miesięcznie obrotów), czynsz nieco ponad 2 000… Złożyłam wypowiedzenie, prosiłam o możliwość szybszego rozwiązania umowy, tłumacząc się niewypłacalnością, złym stanem zdrowia… Niestety właściciel to nawet nie chce ze mną rozmawiać, a jego przedstawiciele są bezradni… Oczywiście proponowałam kogoś na moje miejsce, na ten okres wypowiedzenia, ale kategorycznie się nie zgodzili… więc prawdopodobnie nie uniknę wysokiej kary za zamknięcie lokalu…

Nie wiem czy istnieje jakiekolwiek wyjście z tej sytuacji, siedzę sama w sklepie, bo pracowników nie jestem w stanie nawet opłacić, do tego jestem w 5 m-cu ciąży, o czym informowałam właściciela, prosiłam o wcześniejsze zamknięcie, tłumaczyłam bólem kręgosłupa i inne… niestety Ci sami ludzie, którzy przy zawieraniu umowy byli bardzo mili, teraz nie chcą w żaden sposób się dogadać… odstraszają wszystkich możliwych najemców, żądając od nich wysokich nakładów finansowych, gruntownego remontu lokalu oraz wypowiedzenia półrocznego…

Wygląda na to, że kosztem własnego zdrowia będę wypełniać postanowienia wynikające z tej umowy.. Ale i tak nie do końca. Nie jestem w stanie zostać do końca okresu wypowiedzenia, bo nie utrzymam już nawet sama siebie. Czy można w jakiś sposób uniknąć tej kary?? Raczej nie dogadam się z właścicielem, bo już niejednokrotnie próbowałam…”

Zasugerowałem Pani następujące pytania do zarządu.

1.Kto poniesie odpowiedzialność jeśli dojdzie do poronienia w sklepie.

2.Czy mają świadomość, że kobieta w ciąży nie może pracować non stop? Czy znają kodeks pracy?

3.Gdzie w tej umowie jest zapisane, że będąc w ciąży ze względu na zagrożenie życia i zdrowia musi realizować umowę? Przecież w umowie nic na temat ciąży nie jest wspomniane.

4.Jeśli nie zgodzą się Pani wyjść bez kary to proszę ich pozwać.

5.Jeśli nie wyrażą zgody podjedziemy tam z kamerą i my zadamy te pytania.

Pani powiedzmy Magda (imię do naszej wiadomości) postanowiła postawić sprawę w ten sposób. Jak dziś mi powiedziała zarząd się zgodził. Wczoraj opuściła sklep bez kar. Brawo dla zarządu, tylko po co ten stres?

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej proszę zadbać o wpis dotyczący ciąży. Proszę w niej wskazać, że w takim przypadku umowa z mocy ciąży przestaje obowiązywać.



Kto za co płaci-poradnik najemcy

Bytom. Galeria Agora. Zaglądam tam nieprzypadkowo. Przejazdem odwiedzam najemców. Nie zdążyłem na spotkanie z byłym właścicielem pizzerii.

W jego miejsce wchodzi kolejna restauracja.

Co ciekawe, Powiatowy Urząd Pracy współpracuje z galerią, ale oferty pracy, które mają być wyświetlane dla zainteresowanych są niedostępne.

Podobnie, jak w innych miastach i tutaj sypie się szkło.

Gdyby dziecko wpadło na szybkę to spada z dość wysoka.

Nie martwi to jednak skoro tak to sobie jest. Podobna nonszalancja jest w „Echu” w Kielcach.

Na górze są wystawione prace. Ciekawe przesłanie dla zwiedzających. To zdjęcie dedykuję właścicielom galerii handlowych i firmom zarządzającym.

I drugie zdjęcie dedykowane głupcom.

To drugie w kontekście zastraszania najemców, szantaży i wyłudzania pieniędzy pod różnego rodzaju naciskami.

Reasumując, warto było odwiedzić tę „Agorę” i zobaczyć na własne oczy tamtejsze pustostany, jak i parking. Ale parking na razie zostawię, bo dotyczy ostrzeżenia dotyczącego przekroczonego stężenia gazu. Ten wątek jest o tyle ciekawy dla przyszłego najemcy, że zasługuje na szersze potraktowanie.


wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej proszę zapisać w umowie, kto odpowiada za części wspólne. Czyli kto ma zapłacić za wymianę tej szyby i kto ponosi odpowiedzialność na wypadek wypadku. I kto za niego ma zapłacić. Wydaje się, że skoro najemca płaci za części wspólne to najemca ponosi odpowiedzialność, dlatego warto to również ująć w umowie.

Katolans-poradnik najemcy

Bielsko-Biała. Krynica-Zdrój.

Do tego wpisu zainspirowali mnie modlący się bezdomni w katowickiej dworco-galerii.

Ale rozpocznę od zmiany w maskowaniu pustostanów. Subtelne ukrycie. W Gemini Park w BielskuBiałej pojawiły się wręcz rekwizyty, włącznie ze śniegiem.

W taki sposób ukrytych pustostanów nie widziałem.

To nowy trend, jak sądzę. Jeśli jesteś Klientem galerii to nawet tego nie widzisz. Tak jest to sprytnie zrobione. Ale lepiej tak, niż zostawić kiełbasy po bankrucie w witrynie. Odkąd w środku stanął batyskaf autokary z dziećmi ciągną z całego miasta. Po co? Aby nakręcić frekwencję.

Co ciekawe, dostałem odpowiedzi na moje pisma w których obnażam 6 milionów klientów w Tarnowie i dziesiątki tysięcy w Bielsku-Białej dziennie. W jednym czytam o tym, że galeria ma „wejścia”, a w drugim, że „klientów”. Jedno pismo napisał Zbyszek Nowak, a drugie Krzysiek Brączek. Panowie, czy wiecie o czym piszecie? Czy będziecie szli dalej w zaparte myślowego zatwardzenia? Przecież wiecie, że te miliony to ściema. Ale nie personalizuję problemu. Tam, gdzie elektroniczne liczydła tam ta sama ściema. Za wiedzą. Rzecz jasna. To taki „dupochron”-to nie my, to oni. To system.

Pełny dokument opublikuję w grudniu. Tak pod choinkę ode mnie. Na Święta. Do przemyślenia dla jednego, i drugiego, i Rafała Sonika. Filantropa. Właściciela dwóch galerii handlowych.

Człowieka, który najemcom organizuje…. pielgrzymki i swoim rozmodleniem na Jasnej Górze czy Gubałówce zaraża innych.

Co ciekawe, były bankrut Romek Kluska też postawił mini galerię w Krynicy Zdrój. To krynicki pasaż.

Rozmawiam z kupcami w centrum.

Jak oceniacie ten pomysł?

-Do dupy-krótka odpowiedź.

Umowy takie same jak w dużych galeriach. Kluska nie odpowiedział na moje pytania dotyczące jego światopoglądu w kontekście retailu. Jakoś o serach i owcach głośno, a o pasażu małe co nieco.

A też rozmodlony ostatnio. Przeżył prawdziwą metanoię (nawrócenie). Jego cytaty w religijnych książkach mają dodać otuchy nam wszystkim. Jakaś moda na kler w retailu przyszła. Na katoretail. To tak, jakby sobie szkłem tyłek wycierać. Jeszcze pozaideologicznie rozumiem, ale „Boga” w to mieszkać? Cienki PR.

Jako filozof i teolog z wykształcenia wiem o czym piszę i prowokacyjnie zapraszam już dziś najemców do modlitwy za wizerunkowych bankrutów. Zresztą z moich informacji wynika, że nie tylko wizerunkowych, bo sami… mają długi…

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej sprawdź KRS danej spółki, czyli ile komu jest winna pieniędzy. Nie kieruj się tym, że ktoś otoczył się klerem. To ściema w Biblię opakowana. Modlitwa i katolans może być uwiarygodnieniem dla potencjalnego najemcy. Jak się jednak okazuje na krótką metę.