Kolejowa „okazja”-poradnik najemcy

W związku z dynamicznym rozwojem Polskich Kolei Państwowych warto przyswoić sobie określenie stricte wywodzące się terminologii kolejowej. Jak każda branża tak i ta ma swoje specyficzne i specjalistyczne określenia. Każdy wagon ma swoje przyporządkowanie, symbol i nazwę. Osoby pracujące na przeróżnych stanowiskach też mają swoje odpowiednie funkcje.

Rozważając oferty kolejowe w systemie retail należy wiedzieć, że międzytorze to coś pomiędzy wyjściami i wejściami na perony. I właśnie tam. W tym unikatowym miejscu jest możliwość najmu lokalu na dworcu czyli już niebawem dworcogalerii w Bydgoszczy.

Rozwijam ten kejs, bo kierowała mną ludzka ciekawość jak to jest z pekapem w systemie retail i łudziłem się mrzonką, że co jak co, ale to co państwowe na cywilizowanych zasadach tzw. najmu funkcjonuje.

Postanowiłem zatem zwrócić się z prośbą o przesłanie oferty do osoby zajmującej się wynajmem lokali w ramach Polskich Kolei Państwowych. Przemiła pani w słuchawce wytłumaczyła mi, co to jest międzytorze i nie zapomniała zapytać czy mam doświadczenie w biznesie. –Jakieś mam-odpowiedziałem. I pani przesłała ofertę na najem. Wg bilbordu i reklamowej zachęty-miała to być „okazja”. Zatem analizujemy wspólnie w ramach poradnika najemcy i nie ma tutaj znaczenia doświadczenie w biznesie.

 

PKPE

Czyli oczekują cyrografu w postaci trzech siódemek o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Chcą, abyś sam zaadoptował lokal i na 5 lat założył sobie kaganiec. Tego rodzaju umowy nie należy podpisywać pod żadnym pozorem. Bo nie ma wiele wspólnego z tzw. ryzykiem do którego często odwołują się eksperci, „ekonomiści” na państwowym wikcie, znawcy od retailowych umów, rynku  i prowadzenia czegokolwiek.

PEKAP2

Podpisanie siódemek jest nadzabezpieczeniem prowadzącym do ruiny. I pekap to stosuje. Rozumiem, że spółka podzieliła się na różne odnogi i wiem, że kompetencje w ten sposób są podzielone. Problem polega na tym, że z założenia pekap to firma do przewozu osób i priorytet – teoretycznie-to transport. Chodzi o „dywersyfikację przychodów” (to kolejne bon moty używane przez speców od retailu).

Trzeba przyznać, że pekap się rewolucjonizuje w pozytywnym słowa znaczeniu. I niech to robi. Zmiany są widoczne, remonty konieczne. Obsługa pociągów, serwis i standard idą w górę co jest niezaprzeczalne.

Zaprzeczalne jest jednak to, że oto kolejarze stali się ekspertami od biznesu, najmu, obrotu, przychodu, rozchodu i inwestycji budowlanych. W mojej ocenie to nie są umowy najmu lokalu, a przewidywania o zarabianiu są zbliżone do opóźnień pociągów.

Jestem zdania, że tych umów nie należy podpisywać w takiej wersji. Nie wyposażać lokali, nie poddawać się trzem siódemkom jako standard.

I na zakończenie, taki dostałem list.

„Chciałem dorzucić swoje „trzy grosze’ do informacji o niewielkiej ilości kas na dworcach PKP. Za 5 lat będzie tylko po 1-2 kasy na dworcach PKP i to tylko w większych miastach. Za 10 lat kas na dworcach PKP w Polsce nie będzie wcale. Bilety będzie się kupować przez internet. Na telefonie wyświetli się bilet lub nr rezerwacji. Ten system działa w Skandynawii. Czyli da się. System tani nie jest, ale taka czeka nas przyszłość…. Wszyscy kasjerzy PKP za 10 lat staną się zbędni. Tak samo jak kasjerzy na bramkach poboru opłat naszych „autostrad”. Będą winiety lub automatyczny pobór opłat. To bardzo dobrze, że PKP nie będzie wyrzucać naszych pieniędzy na projektowanie i budowę zbędnych boksów kasowych. Choć prawda jest taka, że PKP i wszystkie 40 spółek PKP zmarnuje każdą ilość pieniędzy (publicznych i „unijnych”). Podobnie jak ZUS, NFZ, PFRON i inni….”

Wars wita nas-poradnik najemcy

Polskie Koleje Retailowe przeżywają drugą młodość.

https://www.youtube.com/watch?v=Ylx4OeyDWMs

Szczytem jest osiągnięcie o wdzięcznej nazwie Pędokpino. PKP to konglomerat różnych spółek. Sami wiedzą ile ich jest-śmiertelnikowi trudno się doliczyć.

Jedną z nich, czy czymś co można nazwać „dobrą zmianą” są bary-te kultowe- na kolejowych kołach i te mniej kultowe-stacjonarne. Spółka w ramach swojej działalności pozbyła się problemu w postaci utrzymania wagonu restauracyjnego Wars. Dziś i od wielu już lat-to jest franczyza.

Zatem sprawdźmy na trasie Bielsko-Biała-Warszawa-jak ten „koncept” idzie.

0174

Zmęczony klient zrobił obrót na poziomie 10 złotych.

0203

Wars-nie pęka w szwach.

Jaki franczyzobiorca zrobił obrót w jedną stronę?

0193

Dycha moja to daje „stówkę”. 

0184

Po 20 minutach skład wraca w drugą stronę z Warszawy do Bielska-Białej.

Ile franczyzobiorca odprowadza „składki” dla tego, kto ten „koncept” wymyślił? Z danych jakie podał mi opornie jeden z poprzednich „właścicieli” tego właśnie Warsu- 400 złotych za jeden dzień „tam i z powrotem”.

Nie zarabiał. Był nerwowy. Roztrzęsiony. W jaki sposób tam trafił? Nie wiem, ale wiem, że szybko uciekł-i następny wpadł.

Opisuję ten „koncept” z dwóch powodów. Dla franczyzodawcy to świetny „koncept” na nic nie robienie. Bo marka Wars-sama w sobie-nie potrzebuje reklamy. Jest znana. Nie znane jednak dla przeciętnego podróżnego są detale. Czyli kto, co i za ile. Franczyzobiorca kolejowy nie był w stanie zarobić na obsługę.

Podam jeszcze franczyzowe ceny:

-pomidorowa, flaki, żurek-12 złotych,

-schabowy, ziemniaki, ogórek-28 złotych,

-pierogi 18 złotych,

-sernik, szarlotka-9 złotych,

-kawa-9, latte-13, piwo od 9,50-12 złotych.

I to co ważne. W planach są Warsy stacjonarne. Proszę pamiętać o zapisach w umowach.  Wars wprawdzie jest znany, ale mając obok siebie Mc Donaldy, New Yorki i podobne wynalazki plus narzucone sposoby prowadzenia tego „z góry”-może nie mieć szans. Plany „otwarć” przy nowych konceptach dworcowych, na płytkach są zapowiadane. Jako potencjalny najemca dworcogalerii warto, abyś widział, jak to wygląda na kółkach. I od kuchni.