Na tapczanie-poradnik najemcy

Dziś o meblach. W galeriach i centrach handlowych coraz częściej maskują pustostany. Czyli jeśli widzisz mebelki w środku oznacza to, że mamy do czynienia z wystawą na zupełnie innych warunkach. Chodzi o to, aby pustostan robił wrażenie, że jest dobrze. Najwięcej tego rodzaju zamaskowań widziałem m.in. w Rzgowie.

Natomiast te zdjęcia, które dziś publikuję zrobiłem w Warszawie.

To meblowy „pół ded mols”. Czyli praktycznie upadające hale. Za „kotwicę” czyli spożywkę robi Biedronka.

 
Sam pomysł na hale meblowe jak najbardziej okej. Niemniej jednak jak widać mamy do czynienia z prehistorią sukcesu. Mało tego. Zamawiam w pustej kawiarni kawę i wodę.

-Szału tu nie ma…- zagaduję.

-Eeee no wie pan…. Ale, są plany żeby tu była kręgielnia i dyskoteka!

Przyglądam się wystającym drutom i pozaciąganym „okiennicom”. Producent zrobił na tym kasę w skali kraju. Te rolety to złoty strzał. Podobnie z witrynami. I całą retailową otoczką. Ale biznes się kończy. Pozamiatane. Pomieszanie mebli i lamp plus Biedronka równa się równia pochyła.

Na zakończenie ktoś odtańczy sambę i ostatni zgasi światło. W Krakowie w słynnej galerii Bronowice pani namawiała mnie na kurs.

-Nauczymy pana z rabatem ruszać brzuchem. Mamy tutaj szkołę tańca. Mamy sambę, rumbę, chachę…

Podziękowałem.

Życzę Wam udanego wypoczynku. Z daleka od ded molsów. Nie koniecznie „na tapczanie”. Przepraszam „na sofie”)



Naćpani?-poradnik najemcy

Dziś o kwitach. Jak wyglądają fv za tzw. „części wspólne”?

 

W zabrzańskiej galerii Platan wyglądają tak.

 

Brakuje pozycji: papier toaletowy, fifki i zużycie tlenu. Tymczasem kobieta z Poznania wciąż dostaje fv pomimo, że przygodę z retailem zakończyła.

„Kolejna odsłona oszustwa. Przesyłam ci teraz faktury jakie nadal otrzymuję z galerii mm w Poznaniu.


Zważywszy na to, że od 1 lipca 2014 nie jestem tam obecna to rewelacja. Naliczanie kosztów części wspólnej przy braku zużycia prądu w lokalu. I teraz wniosek. Trzeba wszystko sprawdzać 
Kiedy jesteśmy zabiegani i otrzymujemy kolejną stertę faktur …..mogą tam napisać co tylko chcą”.

 

Tymczasem zarząd Gemini Holdings albo się naćpał albo zamierza to zrobić, albo nie rozumie.

Też dostałem w minionym tygodniu kolejne dokumenty pomimo, że unieważniłem umowę i czekam na zapłatę kasy. Jakby nie rozumieli powagi sytuacji. Jakby żyli w wirtualnej rzeczywistości. Jakby wciąż odprawiali gusła na Gubałówce ze złożonymi dłońmi, gdzie Rafał Sonik (zwycięzca Rajdu Dakar) się ostatnio modlił. Wspominał Jana Pawła II. To jest mniej więcej tak jakby Karolowi Wojtyle napluł na katafalk.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że po jej podpisaniu prosta droga do naćpania. Przykład idzie  z samej „góry”.

P.S. Panie Rafale. Czekam na recenzję książki i filmu. Wypadałoby powiedzieć „dziękuję”. Ja rozumiem modlitwy, wywiady, ściganie. Ale czasami warto coś przeczytać dla higieny umysłu. Nie tylko śledzić wydumane lajki. Tak życzliwie sugeruję. Po znajomości. (autorowi mema-dziękuję).

Współpraca-poradnik najemcy

Blog ma stałych Czytelników, którzy nie tylko czytają, ale też piszą czy robią zdjęcia. Dzięki temu jest ciekawszy i nie jest monodramem. Mało tego pomaga w ogarnięciu tematu. Pan Marek z Bielska-Białej regularnie podsyła mi linki, materiały i dzieli się tym co myśli.

„Przesyłam zdjęcia z Krupówek wykonane tam również zaczynają 
się pustostany ….


Na Krupówkach w Zakopanem jest naprawdę dużo turystów. Nawet w tygodniu….
Może sklepów jest po prostu za dużo ?


Zdjęcia nie są najlepszej jakości. Do zdjęcia przygotowywałem się ponad 
10 minut.
Tyle ludzi tam się przemieszcza.

Byłem niedawno w Centrum miasta Bielska-Białej. I taki zastałem widok. W 
SDH KLIMCZOK też są na parterze nowe pustostany….


Temat galerii BAWEŁNIANKA- bomba. Ale był wcześniej bankrut w retailu. 
To galeria w (prawdopodobnie) Zielonej Górze lub w Bydgoszczy.

Pisała o tym Gazeta Wyborcza jakoś tak na jesień 2014r. Tylko tam nie 
doprowadzono do budowlanego wykończenia obiektu. O tym, że to porażka, 
zorientowano się zdecydowanie wcześniej niż w BAWEŁNIANCE.

W zależności od klasyfikacji (czas) BAWEŁNIANKA ma na pewno „srebrny 
medal” w dziedzinie retailowych porażek. W kategorii obiektów budowlanie 
skończonych należy przyznać „złoty medal”. Zdecydowany zwycięzca tej kategorii … Ciekawe, kto to finansował ? Kim jest właściciel ?”


 Od jakiegoś czasu czytam to co Pan opisuje. To naprawdę nie mieści się w

głowie. Czy naprawdę jest aż tak źle ? Czy dorośli ludzie potrafią

myśleć i wyciągać odpowiednie wnioski ?

 

Swoją drogą, wydaje mi się, że w treści bloga brakuje pewnego

„szerszego” spojrzenia na temat retailu. Obecnie jestem

współwłaścicielem pewnej małej firmy w Bielsku-Białej. Więc też mogę

dorzucić „parę groszy do tematu”.

 

Zwrócił Pan, Panie Danielu uwagę na wiek osób (najemców) galerii ? I

jakie ma Pan spostrzeżenia ? Wydaje mi się, że zdecydowana większość to

osoby po 40-ce i starsi.

 

I tu jest problem. Najemcy przegapili „rewolucję komórkowo – internetowo

– paczkomatową”. Obecnie sklepy stacjonarne są przeznaczone tylko do

oglądania towaru i jego wypróbowania na miejscu. Zakupy robi się tak.

 

Trzeba zapamiętać (lub zrobić zdjęcie komórką) jaki produkt wybraliśmy i

poszukać tego samego w necie. Małą przesyłkę można przesłać np.

In-postem z odbiorem w paczkomacie za 9-11 zł. brutto. I po temacie.

 

Kilkunastoletnie dzieci zamawiają towar smarfonem, wybierają adres

paczkomatu i enter.  Odbiór do 2-ch dni roboczych. Są dostępne programy,

gdzie wpisując nr produktu (lub skanując kod kreskowy) po kilku minutach

na komórce wyświetli się adres sklepu, gdzie ten produkt jest najtańszy.

Ja tak kupiłem telewizor 40″. Różnica w cenie 600 zł. To sporo.

 

Obecne paczkomaty obsługują karty płatnicze, zapłacić za dostarczony

towar można bezpośrednio przy paczkomacie w momencie odbioru przesyłki..

Najemcy sklepów w galeriach, których produkty da się swobodnie przesyłać

do klientów, czeka zagłada. Nie da się tego cofnąć.

 

Ostatnim gwoździem do trumny polskiego handlu będzie rozpoczęcie

sprzedaży w Polsce przez AMAZON. To będzie w tym roku. Skala

działalności spowoduje, że nie będzie takich firm jak np EMPIK czy

MERLIN. Zniknie 40% sklepów. Będzie rzeźnia. Dopiero wtedy najemcy w

galeriach będą „piszczeć”. Czy ktoś to potrafi przewidzieć ? Można

poczytać w necie ile np. zniknęło księgarń w USA, kiedy Amazon rozpoczął

wysyłkową sprzedaż książek”.

Dziękuję Panu i za teksty i zdjęcia. A wnioski czy spostrzeżenia?

Niech każdy wyciągnie sam. Czekam na listy, zdjęcia, filmiki.

Pokazujmy nie to co nam wmawiają, ale jak jest w rzeczywistości.

Odsyłam do wpisu z dnia 18 marca „Widmo” i 19 marca „Upadłe centrum”.

Na ulicy-poradnik najemcy

Łomża to małe miasto. Kiedyś wojewódzkie. Dziś liczy trochę ponad 60 tysięcy mieszkańców. Galeryjny rak, toczy to trzecie co do wielkości miasto województwa podlaskiego.

Podjeżdżam do najnowszej galerii handlowej. Jak w wielu miastach ksiądz sąsiaduje z „miejscami pracy”. Pośrodku drzewo.

Pomiędzy jednym i drugim widzę pracującego człowieka.

Wózek zmienił przeznaczenie.

-Mam 73 lata. Kiedyś pracowałem w urzędzie wojewódzkim. Potem, po zmianach zostałem pierwszym strażnikiem miejskim w Łomży. Mam z ZUS-u 800 złotych miesięcznie. Muszę sobie jakoś radzić. Robię najtańsze zakupy. Na nic więcej mnie nie stać…

Podobnie jak kilkoro najemców, którzy w tej nowej galerii podpisali umowy.

Pomimo deklaracji, że czynsz jest negocjowalny okazuje się, że nie jest. Czynsz na poziomie 49 euro za metr jest łomżyńską abstrakcją i koszmarem dla tych, którzy dali się zwieść.

Co ciekawe, jest tam już galeria o wdzięcznej nazwie:

To galeria dwuczęściowa.

A w środku wygląda to tak.

Diler Big Stara miał tutaj płacić 16 tysięcy miesięcznie.

Wcześniej przy ulicy płacił 6 brutto. I usłyszał warunek. Albo się przenosisz do galerii ty, albo my wstawimy ci tam konkurencyjny sklep.”Partner” się przeniósł. Dziś już go tam nie ma.

Segreguje śmieci za karę na rzecz innego miasta. Ratuje się przemytem zza wschodniej granicy. I wpadł. Teraz za karę wykonuje prace społecznie użyteczne. Żona pod opieką psychiatry stara się znaleźć siłę, aby cokolwiek robić.

Sama stokrotka ma swojską nazwę. I nic poza tym.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej zdecydowanie w tym przypadku należało zostać przy ulicy. W efekcie najemca po Big Starze wyleciał na ulicę. Z domu, mieszkania i działki nic nie zostało. „Zmieniły” właściciela.

Nareszcie-poradnik najemcy

Poznań.

„Przy ul. Hetmańskiej miało stanąć wielkie centrum rozrywkowo-handlowe. Ale inwestor zmienił plany – zamiast galerii ze sklepami, basenem i kinem wybuduje biurowce. – Nasyciliśmy się już wielkimi centrami handlowymi – komentują eksperci. W przyszłym roku Poznań zostanie liderem w ilości centrów handlowych w Polsce. Gdy przy rondzie Rataje stanie ogromna Posnania, na głowę każdego poznaniaka przypadać będzie metr kwadratowy centrum handlowego. Wydawało się, że to nie koniec wielkich obiektów ze sklepami w Poznaniu…”

Proszę jednak pamiętać, że ratailowe umowy funkcjonują także przy wynajmowaniu biur-nie tylko w Poznaniu. Czyli jeśli zakładasz firmę, albo przenosisz do biurowca to musisz tam być tyle lat, ile się zobowiążesz, bo jeśli nie to czeka Cię „kara”. Podobne zagrożenie pojawia się także w przypadku przejmowania lokali „przy ulicach”. Coraz częściej słychać zapowiedzi przenosin „na ulice” w wersji retailowej. Proszę o tym pamiętać.

Jako, że na kilka dni wyjeżdżam i przez kilka dni mnie nie będzie na blogu publikuję rozmowę z fachowcami z Poznania. Potrafią pomóc w przearanżowaniu sklepu. Faktycznie pomóc i wskazać co należy zmienić.

Nie bajdurzą o zmianie aranżacji, światełek czy kafelek. Wiedzą o czym mówią.

Spotkaliśmy się w Warszawie podczas seminarium dotyczącym pseudo biznesu w galeriach handlowych. Jestem zdania, że fachowe doradztwo może pomóc.

 

Co to właściwie jest to doświadczenie zakupowe?

 

Doświadczenie zakupowe to – w dużym skrócie – suma wszystkich wrażeń, których każdy z nas doświadcza podczas zakupów w sklepie lub punkcie usługowym. Czy sprzedawca był kompetentny? Czy produkty były właściwie oznaczone? Czy przymierzalnie zapewniały minimum komfortu? Czy mogliśmy płacić kartą? Czy w sklepie było czysto? Czy udało nam się bez problemu zwrócić kupiony produkt?

 

Tych pojedynczych wrażeń nie pamiętamy zbyt długo, ale one zamieniają się w emocje związane z daną marką lub siecią. A te, w połączeniu z wrażeniami z użytkowania samych produktów wpływają z kolei na nasze kolejne wybory i decyzje zakupowe. Mówi się czasem, że gorzki smak słabej jakości zostaje z nami znacznie dłużej, niż słodycz niskiej ceny. Niestety jest tak, że emocje negatywne łatwiej się utrwalają, bo są dla nas ważniejsze – stanowią przestrogę na przyszłość.

 

Po pewnym czasie okazuje się po prostu, że niektóre sklepy i marki lubimy, a niektóre nie, choć często nie do końca zdajemy sobie sprawę dlaczego. Do tych pierwszych chętnie wracamy, drugich staramy się unikać.

 

 

Czy to samo można powiedzieć o centrach handlowych?

 

Tak, decyzja o wyborze centrum handlowego, w którym zrobimy zakupy, opiera się na podobnych mechanizmach. Oczywiście decydujący wpływ ma zwykle szerokość oferty i czas, który musimy przeznaczyć na dojazd. Ale zwróćmy uwagę, że szczególnie poza Warszawą, te wielkości często są porównywalne. I wtedy o wyborze celu zaczynają decydować czynniki takie jak na przykład bezpłatny parking, łatwość orientacji w przestrzeni galerii, czystość toalet, a nawet poziom oświetlenia czy panująca w środku temperatura. To wszystko przekłada się na sympatię wobec danego centrum handlowego i decyzję o wizycie zakupowej.

 

 

Manipulujecie?

O manipulacji w marketingu możemy mówić, jeżeli chwalimy się czymś, co nie do końca jest prawdą, ale klientom trudno to zweryfikować. Częstym przykładem jest „ekologiczność” produktu, jego zbawienny wpływ na zdrowie czy proces odchudzania. Takie manipulacje są skuteczne, bo poprawiają nam samopoczucie – sami niejako się oszukujemy, chcemy w nie wierzyć. A to już dowód właśnie na potęgę emocji i ich znaczenie w procesie zakupu.

 

Jakości doświadczenia zakupowego nie da się zmanipulować. Jest weryfikowana codziennie, przez każdego klienta wchodzącego do sklepu. Czy doświadczenie przekłada się na sprzedaż? Przykładem może być Apple Retail Store, pierwszy sklep, który został w całości stworzony pod kątem najlepszego możliwego doświadczenia klienta.

W ciągu 10 lat od powstania sklepy te stały się najlepiej na świecie zarabiającą siecią detaliczną (pod względem stosunku sprzedaży do powierzchni). Oczywiście, Apple ma świetne produkty – ale je wszystkie można kupić także gdzie indziej, zwykle o około 10-20% taniej, często bez wychodzenia z domu. Klienci godzą się zapłacić więcej, by móc bez ograniczeń wypróbować produkty, skorzystać z fachowej porady i darmowego serwisu. W sklepach Apple nie ma żadnych promocji, bo plakaty z informacjami o nich zakłócają kontakt z produktami.

Co ciekawe, nie ma też kas – jeżeli zdecydujemy się na zakup, sprzedawca dokona transakcji przy pomocy mobilnego terminala w miejscu gdzie podjęliśmy decyzję. To pokazuje, że konsekwentna orientacja na doświadczenie klienta przynosi wymierne efekty. Za sukcesem wielu innych marek, choćby takich jak IKEA czy Starbucks, również stoi zainteresowanie dokładnym zbadaniem potrzeb emocjonalnych klientów i ciągłe dostosowywanie do nich modelu obsługi.

 

Wpływ emocji na zachowania zakupowe został też wielokrotnie potwierdzony naukowo. Okazuje się na przykład, że osoby w pozytywnym nastroju przetwarzają informacje pobieżnie, częściej posługują się schematami i stereotypami.

Nastrój negatywny skłania je do postępowania ostrożniejszego, bardziej kontrolowanego i racjonalnego. Dlatego utrzymywanie klientów w dobrym nastroju podczas zakupów skutkuje szybszym podejmowaniem przez nich decyzji i łatwiejszym rozstawaniem się z pieniędzmi.

 

 

Apple czy IKEA mają praktycznie nieograniczony budżet na takie projekty i badania. A co mają zrobić mali najemcy czy nawet duże sieci które prowadzi jeden właściciel, aby poprawić doświadczenie zakupowe i zwiększyć sprzedaż?

 

Jedną, z pozoru bardzo prostą rzecz – sprawić, by klienci nas polubili. Jeżeli nawiążą pozytywną więź emocjonalną z naszym sklepem czy marką, to chętniej będą do nas wracać, częściej polecać znajomym, a nawet więcej wybaczać.

 

Taki proces zawsze należy zacząć od sprawdzenia, jakiego rodzaju doświadczenie oferujemy obecnie. Musimy zastanowić się, kim najczęściej są nasi klienci, z jakimi potrzebami do nas przychodzą i na czym najbardziej im zależy. To tak zwane typowe scenariusze wizyt. Potem musimy sprawdzić, jak wygląda realizacja tych potrzeb w praktyce, wcielając się w ich role. Co może im przeszkadzać i dlatego?

Jeżeli sklep jest duży – czy oznaczenia działów są widoczne od wejścia? Jeżeli odwiedzają nas matki z dziećmi – czy alejki są na tyle szerokie, że można pokonać je z wózkiem? Czy ludzie starsi nie muszą schylać się po produkty dla nich? Czy przypadkiem w kasie wiecznie nie brakuje drobnych? Oraz rzecz najważniejsza – ludzie. Pracownicy zawsze będą mieli decydujący wpływ na to, jaki wizerunek zostanie w głowach klientów po wizycie.

 

Zbiór wszystkich obserwacji, najlepiej pochodzących od różnych osób, to tak zwana mapa doświadczeń. Dzięki niej możemy zidentyfikować te bariery zakupowe, które najbardziej doskwierają klientom. Następnie najważniejsza część – tworzenie, wybór i wdrażanie czasami bardzo drobnych zmian, które mogą nam pomóc. Potem obserwacja efektów tych zmian, wprowadzanie kolejnych poprawek i znowu obserwacja.

 

Ten proces niestety nigdy się nie kończy, zawsze będzie jeszcze coś do poprawy. W dodatku oczekiwania klientów z czasem rosną i doświadczenia, które kiedyś były pozytywne – na przykład możliwość zapłacenia kartą lub zakupu na raty – stają się neutralne, a ich brak zaczyna przekładać się na doświadczenia negatywne.

 

 

 

Czy do tego konieczna jest obsługa zewnętrznej firmy?

 

To, co zapewniamy my, to możliwość spojrzenia na sklep nie tylko własnymi oczami, ale znacznie szerszej grupy klientów – wiemy, jakie są ich najczęstsze motywacje, oczekiwania i typowe zestawy zachowań. Wiemy też, jakie rozwiązania zwykle okazują się skuteczne w jakich sytuacjach. Nasze doświadczenie jest sumą wniosków z różnych, wykonanych przez nas projektów, dlatego wchodząc do miejsc sprzedaży widzimy pewnie trochę więcej niż ich statystyczny użytkownik.

Z drugiej strony, nasza znajomość konkretnej branży nigdy nie będzie tak pełna, jak właściciela i pracowników sklepu. Dlatego najważniejsze czynniki wpływające na doświadczenie, często można zidentyfikować samodzielnie. Szczególnie w przypadku, gdy sytuacja finansowa zmusza do oszczędności, dobrym pomysłem jest rozpoczęcie takiej analizy na własną rękę. Równolegle też możemy pokusić się o analizę doświadczenia w danym centrum handlowym. Kto wie, czy identyfikacja barier takich jak nieczytelny system oznaczeń czy zły stan toalet nie dadzą nam cennych argumentów przy negocjacji warunków wynajmu powierzchni handlowej.

 

 

Co jeszcze powinniśmy wiedzieć?

 

Przede wszystkim podchodzić z ograniczonym zaufaniem do firm lub osób, które twierdzą, że mają dla nas gotowe recepty. Skuteczność sklepu zależy od tylu różnych czynników, że bardzo trudno założyć coś z góry, bez dokładnego poznania specyfiki jego działania i charakteru otoczenia.

A zwiększanie sprzedaży dzięki zmianie mebli lub koloru ścian to raczej hazard niż logika. Wszystkie zmiany, a szczególnie te najbardziej kosztowne, muszą być najpierw dokładnie uzasadnione, a potem sprawdzone w konkretnym kontekście, najlepiej stopniowo. Czy piękny kolor ścian ma jakieś znaczenie dla klientów? Oczywiście że tak, ale znacznie mniejszy, niż na przykład kompetentna i życzliwa obsługa.

 

Jak tylko zdaliśmy sobie sprawę ze skali problemów, z jakimi muszą się mierzyć najemcy w galeriach handlowych, rozpoczęliśmy prace nad materiałami, które mogłyby pomóc w samodzielnej pracy nad poprawą doświadczenia zakupowego w sklepach. Chcielibyśmy zamknąć je w formie niewielkiego poradnika i udostępnić na naszej stronie internetowej. Gdy tylko będzie gotowy, damy oczywiście znać tu na blogu.

 

—————

Agnieszka Chrostowska, Antoni Mączyński – od ponad 10 lat zajmują się zagadnieniami związanymi z doświadczeniem zakupowym i komunikacją POS. Twórcy firmy Human Traffic, specjalizującej się w badaniach i tworzeniu doświadczenia zakupowego w sieciach handlowych, projektowaniu przestrzeni sprzedaży i graficznych systemów nawigacji i oznaczeń.

humantraffic.pl

 

Czerwone uszy-poradnik najemcy

 „Witam.

Niektóre sieci zaczynają się zwijać:

http://wyborcza.biz/Gieldy/1,114507,17797010,Dyskonty_Czerwona_Torebka_Swital skiego_ida_do_likwidacji_.html#Czolka3Img

A jeszcze 2 tygodnie temu otrzymałem e-maila, że mogę zainwestować swoje 
pieniądze w ten biznes i mieć „spokojnie” odsetki 8% rocznie. Nie 
zainwestowałem…

Nie udał się ten biznes. Szkoda „inwestorów”. Zostaną „ogoleni”. Pewnie 
banki, ZUS i US już są ustawieni w kolejce do masy upadłości….
Po co w takim razie powstają nowe markety ? Ja tego nie ogarniam.
Artykuł z dzisiejszej Wyborczej:

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,17792723,W_miejscu_parku_stanie_kolejna_ga leria_handlowa.html

Dziękuję za list panie Marku.

Pasaże handlowe nie mają przyszłości. Sieć Czerwona Torebka powstała w 2011 roku i szumnych zapowiedzi rozwoju było sporo. Oferta którą pan dostał to rozpaczliwa próba wyciągnięcia od pana pieniędzy.  

Te cuda miały powstać  w tych miastach i miejscowościach, gdzie nie było supermarketów. Miało ich powstać ok. 4500 w całym kraju.  Pomysłodawcą tego „konceptu” jest Mariusz Świtalski-geniusz i twarz projektów na stanowisku „szefa zakładowej straży pożarnej”.  „Al Capone” początków transformacji. Świtalski stał się deweloperem i po aferze z Elektromisem chroni swojej prywatności. Nie tylko franczyzowe gazetki rozpływały się nad tym projektem i osobą Świtalskiego, który jest nietykalny. Na polski grunt przeniósł Żabki, Biedronki i wprowadził nowe „koncepty” przy gigantycznym PR całej branży franczyzowych „łapaczy”.

Rynek w Polsce został wydrenowany, a pieniądze wypompowane. Handel wraca do miast, choć wysokość czynszów „miejskich”  też nie pozwala w wielu lokalizacjach się rozwijać.  Często słyszę, że „wszystko dzieje się w galeriach” i tam są ludzie. I faktycznie galerie to miejsce koncertów, placów zabaw, wystaw zoologicznych czy zimowych ferii.

To jest tak pomyślane, że sama nazwa centrum handlowo- rozrywkowe wprowadza w błąd, bo nie da się połączyć handlu z rozrywką. Jeśli jest koncert to koncert, jeśli jest turniej w piłkarzyki to turniej, jeśli w jojo to w jojo-nie zwiększa obrotów -jedynie poziom hałasu lub widzów, który z kolei odstrasza klientów, którzy chcą np. w kawiarni na spokojnie porozmawiać.  To jest błąd – a priori. Wiem, bo to przerabiałem.

Sam pomysł takich imprez jest atrakcyjny dla dzieci czy dorosłych, ale tę funkcję kiedyś spełniały Domy Kultury-dla dzieci i młodzieży, miasta organizowały imprezy dla dorosłych i dzieci, koncerty, całe cykle. Ale nie same.

Zakłady pracy-tak było na Śląsku- organizowały różne odpowiedniki dzisiejszych „iwętów”.

W Tychach jest jezioro Paprocany. W wakacje co weekend organizowane były atrakcje. Rotacyjnie. W jeden weekend była to powiedzmy kopalnia „Wujek”,  a w kolejny zakład celulozy. Polegało to na tym, że przyjeżdżała orkiestra górnicza i grała.

Na boisku do siatkówki organizowano turniej dla wszystkich, w wodzie wyścigi kajaków,  konkursy piosenek itp. Nagrody rzeczowe fundowały te zakłady. Dziś to już przeszłość, ale retail mamiąc samorząd „cudami na kiju” próbuje wyręczać miasto i stawać się miejscem „kultury”. A to nie ma związku z handlem.

Choć pozornie wydaje się, że to wszystko jest „fajne”. I często jest wiele świetnych akcji w galeriach, nie rzadko faktycznie edukacyjnych niemniej jednak ubieranie w to wszystko „frekwencji”, „perspektyw” biznesowych jest świadomą ściemą. To jest pomieszanie z poplątaniem. O to mi chodzi.

Branża retailu wie jak to działa i pora się powoli zwijać z rynku i perspektywicznie rzecz biorąc szukać nowej pracy. Panowie „ciecie” czyli „dyrektorzy” tylko z nazwy mają szansę w nowej perspektywie finansowej 2014-2020 na przekwalifikowanie. Będzie sporo kasy na szkolenia. Wiele zawodów uwolniono. Miejsc w ochronie zawsze wystarczy, firmy sprzątające też są perspektywą dla specjalistów od marketingu. Taki będzie dalszy ciąg „kariery” firm komercjalizujących i współpracujących o franczyzowych „konceptach” nie wspominam, bo na samo hasło „franczyza”,  Ci którzy w Polsce zostali i siedzą już w różnych branżach od lat – uśmiechają się z politowaniem.

Niemniej jednak wiele osób nie wie jak to działa. W szczególności młodych. Szukają „sprawdzonego modelu biznesowego”.

Dlatego co jakiś czas wracając do systemu retail i galerii handlowych przeanalizujemy wspólnie na blogu jak niektóre koncepty działają, próbując wychwycić te, które są faktycznie poparte rynkowymi możliwościami i mają cywilizowane zasady i pokazując  jednocześnie kryminogenne próby świadomego oszustwa.

A propos torebek. Takie dostałem zapytanie.

„Planuje otwarcie sklepu z torebkami damskimi w galerii, gdy natrafiłem na Państwa stowarzyszenie trochę się przeraziłem, mam pytanie czy dysponujecie Państwo danymi jakie mogą być obroty miesięczne na takich torebkach ?  
Chciałem prognozować procent od liczby wejść, ale po analizie Państwa publikacji nie jest to dobry sposób”.

Mogę pana zapewnić, że zajmując się retailem nie spotkałem człowieka, który „popłynął” na torebkach. Nie wiem jaka jest marża, ale wiem, że często do torebek handlowiec dorzuca inne akcesoria-portfele, apaszki. Samą wyspę pan znajdzie po jakimś bankrucie-więc nie warto inwestować w nową. Miesięczne wypowiedzenie w umowie gwarantuje panu bezpieczne wyjście. Więc ryzyko jest ograniczone. Resztę musi pan sprawdzić sam.

Nie wiem jakie można uzyskać obroty, bo jak pan wie każdy miesiąc jest inny. Nie ma pan jednak w retailu żadnej gwarancji, że zarząd na drugim końcu galerii nie zgodzi się na postawienie panu konkurencji z tym samym towarem.

W odcinkach-poradnik najemcy

Po raz pierwszy dostałem historię retailu w odcinkach. 

Odcinek 1

Zaczęłam prowadzić działalność gospodarczą w 1997 roku.
To dla Polski jeszcze był trudny okres transformacji. Nie byliśmy jeszcze w EU. Wyjazd za granicę do pracy wiązał się z tym ze można było być deportowanym.

Nigdy nie chciałam być zatrudniona chciałam zatrudniać. Moje  wizje zrobienia czegoś w życiu od początku samodzielnie. Ponieważ nie urodziłam się Paris Hilton więc do czegoś dojść pracą własnych rąk, umysłu .

Pierwszy kontakt z galerią miałam już w 1998 kiedy rodziły się Janki w Warszawie.
Ustawiłam tam karuzele dla dzieci a ponieważ to był geant czyli sieć francuska właściciele znali dobrze ten rynek z Francji to bardzo gorąco przyjęli mnie do grona najemców .

Odcinek 2

Byłam tam do 2002 roku.
Najpierw wprowadzili mi konkurencję, a później dali wypowiedzenie, bo coraz ciężej było płacić faktury ze względu na to ze galerie zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu.
Nie miałam od nikogo pomocy taki sprzęt trzeba albo gdzieś ustawić albo schować  i płacić kredyt ponieważ ja za nią musiałam zapłacić.

Udało mi się ustawić tę karuzelę w M1 w Poznaniu.
W 2002 w kwietniu.
Tylko dlatego, że galeria a właściwie ówczesny właściciel z Niemiec nakazał jej powrotu .
Miałam wtedy trzy karuzele i jedna z nich stała właśnie w m1 przez trzy miesiące.
Podczas jednej z wizyt dyrektorki regionalnej ku mojemu zdziwieniu oznajmiono mi ze to nie pasuje do ich koncepcji.
Kiedy dowiedział się o tym właściciel który z własnym dzieckiem przychodził do mnie zrobił szum i karuzela musiała wrócić na swoje miejsce.

Wszystko dobrze się toczyło do momentu powstawania kolejnych galerii.
A co za tym idzie spadku obrotów z powodu braku klientów
Kiedy czynsz na poziomie 8000zl ustalano za powierzchnię około 16 m kwadratowych nie wiem co Bóg sobie wtedy myślał .
Ja nie miałam wyjścia.
Oczywiście .
Czynsz płatny z góry  kaucje itd.
Kolejna odsłona .

M1 to sieć- mają tych markerów kilka.
Jednym z nich było m1 w Łodzi.
Które okazało się totalna klapą.
Ponieważ w Poznaniu jeszcze szło dobrze dyrektor ówczesny zwabiał najemców do Łodzi szantażując ich że jeśli nie podpiszą umowy to dostaną wypowiedzenia z Poznania.
To doprowadziło kilku moich znajomych do bankructwa.
Mnie też zwabiono, bo kupiłam kolejną karuzelę tylko nie do Łodzi, a do Częstochowy.
Zwabiono mnie mniejszym czynszem o połowę co w Poznaniu .
Ja wzięłam kredyt oczywiście ufna i pełna nadziei.

Oczywiście na nic ustalenia -umowy. Dyrektora z którym podpisałam umowę i który sam mnie prosił o ustawienie jej zwolniono z dnia na dzień.
Przyszedł nowy i od razu zmienił czynsz na dwa razy większy.
Cdn

Odc.3

Nie chciałam cale życie zajmować się karuzelami.
Moi znajomi z Francji z tego rodzaju działalności żyją godnie

Domy z basenami, Chanel, tiry osobiste samochody wakacje przez cały rok.
Tylko dlatego ze tam jest to pomyślane zupełnie uczciwie.
Czynsze są dużo mniejsze .

Chciałam całe życie otworzyć kawiarnię.
Mieszkałam w Paryżu więc byłam zafascynowana tym sposobem na spędzenie czasu w restauracjach kawiarniach bistro.

Miałam  dobrą szkolę .
W 2010 roku otworzyłam kawiarnię.
Oczywiście kredyty itd.

Mam już dwie działalności .
Otwieram 8 04 2010 czyli na dwa dni przed katastrofą Smoleńską.
Cdn

Odc.4

Otwieram wyspę w galerii m1.
08 04 2010
Muszę z własnych pieniędzy podłączyć wodę odpływ prąd.

W tym samym dniu plajtuje pizzeria i kawiarnia jednego właściciela.
Tak jak gdyby dyrekcja nie wiedziała że prowadzone są rozmowy wypowiedzenia czynszu.
Kiedy umowy są tak skonstruowane że wyjść z dnia na dzień nie można 

Oczywiście moje przyłączą zostają, a ja przenoszę się na większą powierzchnię po kawiarni.

Na to miejsce gdzie byłam ja i zrobiłam wszystkie media dyrektor ustawia mi później konkurencję.

Za dwa dni w sobotę czyli w dni najbardziej uczęszczane przez klientów mamy wypadek lotniczy, ginie prezydent.

Odc.5

Ogłoszona żałoba narodowa
Niedziela market zamknięty
W następną zamknięty.
Nikt z właścicieli m1 zarządu np. nie zaproponował w tym miesiącu obniżki czynszu.
Dwie niedziele zamknięte nie z naszej winy to pociąga oczywiście długi rzędu tysięcy złotych 

Ale oczywiście nikt nie ma zamiaru obniżać, bo po co 
Przecież niewolnicy zapłacą pieniędzmi pracą za darmo.
Mówię o najemcach.
Cdn

Odc.6

Każde ryzyko porażka  była scedowana na nas najemców .
Żałoba narodowa tylko my ponieśliśmy konsekwencję .
Bo żeby nie było pretensji  pozwolono nam otworzyć swoje stoiska zaznaczono jednak, że real będzie nieczynny.
Czyli utarg zerowy.

Tak mijał czas było raz gorzej raz lepiej .Ale jak tak usiadłam i zrobiłam bilans i średnią zawsze był dramat.
W zimie przechodziliśmy wszyscy depresję a w lecie ciężko trzeba było pracować bez urlopu by odrobić zaległości w płaceniu faktur.
Cdn

Odc.7

Sklepy zamykały się i otwierały nowe.
Między innymi zamknęła się jedyna duża kawiarnia.
Obroty wzrosły 100%.
Pierwszy raz się ucieszyłam.

Otworzyłam drugi punkt w galerii mm w Poznaniu.
I to był gwóźdź do trumny .
Mój krzyż.

Wzięłam kolejny kredyt.
Zrobiłam tak piękne bistro.
Zamknęłam po roku czasu. Z resztą wszyscy zamknęli już swoje restauracje.
I to byłoby na tyle”.

Dziękuję za list, który dotrze do innych. Z mojej strony bez wniosku. To by było na tyle. Galeriom i centrom handlowym-dziękujemy.

Nad morzem i gdzie?-poradnik najemcy

„Na wstępie chciałem powiedzieć, że od dawna czytam Pańskiego bloga „Przeliczeni” i dziękuję za szerzenie wiedzy o systemie retail. 

Chciałem wejść do rozbudowywanej galerii Ogrody w Elblągu z salonem zoologicznym (mam już jeden działający sklep w mieście), ale zrezygnowałem na etapie wstępnej oferty przedstawionej przez panią od „łapania” najemców.

Przeraziły mnie stawki za czynsz podstawowy (euro/m2), czynsz od obrotu, opłatę serwisową (pln/m2), opłatę marketingową (pln/m2), marketing otwarcia (wysokości jednego czynszu), kaucja (3 czynsze powiększone o 15%) i oczywiście okres umowy 5 lat.

Te informacje i lektura bloga pomogły mi podjąć decyzję. Zostaliśmy z jednym sklepem, jak wszędzie jest ciężko, bo konkurencja spora ale przynajmniej śpimy spokojnie.

W galerii otworzył się sklep sieci Zoo Karina ile podziałają…zobaczymy.

Wracając do głównego tematu, jako że Elbląg jest blisko Gdańska, często tu przyjeżdżamy o znajomych, dla rozrywki, na zakup. Chciałem zwrócić Pana uwagę na temat nowopowstających galerii.

W samym Gdańsku są już: Madison, Manhatan, Galeria Bałtycka, Ala Centrum i sporo innych. Ciekawą rzeczą jest nowopowstająca Galeria Metropolia (http://galeriametropolia.pl/), tuż przy Galerii Bałtyckiej.

Oczywiście na oficjalnej stronie nie znajdzie Pan informacji, że po drugiej stronie dworca jest już spora galeria. Zdjęcia też są odpowiednio wykadrowane. 

Kolejna perełka to Forum Gdańsk (dawniej Radunia) szklane monstrum ma powstać w bezpośrednim sąsiedztwie starego miasta. Inwestycja powstaje w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego na blisko 6-hektarowej działce przekazanej przez miasto. Pod galerią będą przejeżdżały pociągi osobowe, towarowe jest to główna linia kolejowa.

Co z bezpieczeństwem ludzi w galerii w przypadku np. wypadku pociągu cysterny? Watro poczytać komentarze po artykułem:
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Forum-Gdansk-zamiast-Forum-Radunia-n89792.html?strona=4##tri
Kto przy zdrowych zmysłach się na to zgodził?

Jeżeli będzie Pan w Gdańsku polecam wizytę w okolicach Galerii Bałtyckiej we Wrzeszczu i Starego Miasta w Gdańsku.

Może znajdzie Pan chwilę na umieszczenie jakiegoś tekstu o sytuacji na rynku Trójmiejskiego retailu na swoim blogu”.

Cieszę się, że blog działa. Czyli ma to sens. Dziękuję za ten list. Komentarz do szlaku kolejowego pod galerią pozostawię bez komentarza.

Ten blog ma inteligentnych Czytelników i mój jest zbędny.

W Poznaniu runął sufit i nie ma co przewidywać. Poza tym jeśli faktycznie poniesie mnie nad morze to zajrzę do tych galerii i poszukam tych milionów ludzi. Pozdrawiam pomorskie ze Słupskiem i Grudziądzem włącznie.

 

„Mam na imię K. i niestety trafiłam na Pana bloga za późno.

Galerie w nietrafionych miejscach to największe zło, które pociąga za sobą całe rodziny. Mamy zaufanie do deweloperów i tego całego marketingu, bo przeciez oni przebadali rynek, wiedzą, że ta inwestycja się powiedzie, że przyniesie spore zyski, przcież nie budowaliby takich obiektów w miejscach nieatrakcyjnych, gdzie nie ma klientów, gdzie nie ma zapotrzebowania na takie sklepy. Jaka byłam naiwna.

 

Dzisiaj chciałabym cofnąć czas i nie podpisywać żadnych umów.

 

Kombinuję skąd tu wziąć pieniądze, mój najpilniejszy dług, który muszę spłacić do końca maja to 9000zł, nie są to jakieś kosmiczne pieniądze, ale dla mnie to ogromna kwota, nasze rodzinne oszczędności po roku dokładania do sklepu to okrągłe 0. Nie mamy już nic.

 

Może zna Pan jakieś osoby, może przedsiębiorców, którzy potrzebują pomocy w papierach, nie jestem księgową, ale mogę przepisywać jakieś pisma, liczyć w excelu, cokolwiek. Szukam gdzie się da.

 

Z  początkiem czerwca ostatecznie zamykam działalność gospodarczą z długiem (kara za wyjście z galerii, to nie te 9 tys.), rozejrzę się za pracą, może uda mi się gdzieś załapać. Po tych wszystkich przejściach jestem pesymistką na maxa, takim wrakiem.

 

Najgorsze, że ucierpiała na tym moja rodzina, mąż i dzieci.

 

Trzeba się pozbierać i iść do przodu, choć to bardzo trudne.

 

Dziękuję za bloga, na pewno uchroni Pan niejedną osobę przed podjęciem najgłupszej decyzji w życiu, jaką jest podpsywanie umów na czas określony np. 5lat zamiast na czas nieokreślony z np. 2 miesięcznym wypowiedzeniem. Tu jest sedno.

 

P.S.Gdy będzie trzeba, oczywiście prześlę swoje dane. Na razie proszę nie ujawniać mojego imienia, bo sprawa się jeszcze nie zakończyła, nie chcę sobie zaszkodzić”.

 

Jeśli pani nie prześle danych to jak pani pomóc? Skoro nie wiem skąd pani jest?

 

Dziękuję jednak za list. Napisała pani, „że trzeba się pozbierać” i to jest sedno sprawy.

 

Nie sądzę, aby pani swoim nieujawnianiem cokolwiek zmieniła. Galerie zacierają ręce, kiedy ludzie się boją. A wg mnie należy jechać po bandzie. Po to. Aby wiedzieli, że ich czas się skończył. Definitywnie.

 

http://wnas.pl/artykuly/7628-autor-przeliczonych-rozjezdza-walcem-galerie-handlowe

 

http://ksiazki.wp.pl/gid,17461028,tytul,Galerie-pelne-przeliczonych,galeria.html

Przejęcia-poradnik najemcy

„Już od dłuższego czasu sledzę bloga „przeliczeni w środe 15 kwietnia 2015 roku zamieścil Pan wzmianke, iż rozpoczał pracę nad franczyzą i kolejną ksiażką dotyczacą właśnie takiej formy tzw.”współpracy” między firmami.

Moja historia „współpracy” z „ulubioną marka dżinsową Polaków”rozpoczeła się w 1995 roku i trwała do 2011 do czerwca. Mały przedsiebiorca inwestuje swoje ciężko zarobione pieniądze w rozwijajaca się w Polsce nowa marke otwiera kolejno sklepy 1995 (450 tys.) potem w 1997 kolejne (500tys.) w 2003 (500 tys.) 2005 (650tys) potem w 2006 przejmuje kolejne dwa (200 tys).


„Wspołpraca” nigdy nie należala do łatwych najpierw na zasadach dealerskich,a potem tj. 2007 jako franczyza w Bielsku-Białej. W tym mieście mieszka jeden z prezesow firmy. Moja historia jest dluga, zawiła momentami horror lub jak kto woli powieść sensacyjna.Opisanie jej to mnóstwo czasu i miejsca na blogu, dlatego Panie Danielu jeśli oczywiście zainteresuje Pana ta historia zapraszam do siebie na rozmowę. Mieszkamy niedaleko siebie.

Wszystkie fakty, które przedstawię są poparte dokumentami, cieżko było je zdobyć,ale jestem uparta i wiem jak i gdzie szukać.Marka zniszczyla mnie, moją rodzinę i cały dorobek życia, ale się nie poddaję i nie poddam. Udowodnię że mnie okradziono w białych rękawiczkach na papierze poprzez   księgowanie. To jest sposób na przejęcie majątku. Wiem, że nie tylko mnie tak „załatwiono”przejmujac ich majatki i wypracowane miejsca przez 15,20 lat. Z niektórymi mam kontakt.  Pozdrawiam Teresa.”

Taki dostałem list (pisowania oryginalna). Ciekawy. Spotkanie również. Marka Big Star przemując sklepy pozbawiła ludzi nie tylko godności, ale i pracy.

Rodzice jednego ze zwycięzców You Can Dance w Polsce, są w podobnej sytuacji. Czekam na kontakt z osobami, które współpracowały z marką Big Star w Polsce. oson@vp.pl