„Mam zamiar współtworzyć firmę, która będzie wstawiać innowacyjne automaty vendingowe do galerii handlowych.
Historie tych wszystkich ludzi, którzy utracili majątek są wstrząsające, i chciałbym czegoś takiego uniknąć. Przeczytałem że działacie pro publico bono, więc mam nadzieję uzyskać u was pomoc.
Czy umowy na automaty vendingowe są tak samo skonstruowane? Na ile lat jest podpisywana tak umowa ? Teraz mam pytanie, czy mi jako prezesowi, który nie posiada rodziny, ani żadnego (sic!) majątku osobistego coś grozi? Czy galerie będą chciały podpisać umowę z osobą bez żadnego majątku? Czy są jakieś konsekwencje ogłoszenia upadłości konsumenckiej w takim wypadku? Czy upadłość konsumencka pozwoli anulować te długi ? Nawet nie będę współwłaścicielem tej firmy. Czy forma prawna spółki, jako akcyjna, może pomóc w tym wypadku? Czy spółka, która będzie właścicielem tej spółki będzie ponosiła jakąś odpowiedzialność ?
Bardzo bym prosił o odpowiedź na te nurtujące mnie pytania”.
Szanowny panie. Tak życzliwie panu odpowiem. Jeśli pan pójdzie małymi krokami czyli otworzy jeden punkt to po co rozważać kwestie upadłości?
Jeśli pan nie wierzy w ten produkt to sugeruję jednak poszukanie innej możliwości.
Rozumiem, że rozważa pan „za i przeciw” jednak wystarczy lektura bloga i znajdzie pan odpowiedzi na pytania, które pan postawił. Odpowiedzi nie moje-przedsiębiorców. Sposób traktowania przedsiębiorców jest toksyczny i nie biznesowy.
Poza tym nie jesteśmy firmą doradczą w stosunku do galerii handlowych. Doradzamy jak wyjść, a nie z czym wejść.
Proszę sobie to przemyśleć i podjąć decyzję. Sugeruję wyspy w galeriach społemowskich. Pozostałe proszę omijać szerokim łukiem. Bo może to nie być Łuk Triumfalny. Decyzję pan sam podejmie i proszę wybaczyć-bez naszego udziału.
„Piszę do Państwa ponieważ mój tata po ponad 20 latach prowadzonej działalności od 2,5 roku został „zmuszony” przez franczyzodawcę do przejścia do galerii.
Był to warunek konieczny do dalszej współpracy. Niestety wszystko wskazuje na to że firma jest w stanie likwidacji i nie podpisuje już żadnych umów franczyzy a mój tata wraz ze wspólnikami został z umową na kolejne 2,5 roku + kary za nieczynny sklep.
Proszę o informację i wskazówki co powinniśmy zrobić. Dodam jeszcze, że oczywiście w naszym mieście (350 tys. mieszkańców)jest przynajmniej 5 CH, ostanie otworzone w zeszłym tygodniu.
Jesteśmy rozgoryczeni sytuacją, bo po 20 latach uczciwej działalności tata musi sprzedać dom aby spłacić długi. Oczywiście firma z którą była podpisana umowa oraz przedstawiciele CH nie chcą rozmawiać.
Proszę o wskazówki co mamy dalej robić bo tata z każdym dniem odpłaca to swoimi nerwami i zdrowiem”.
Dziękuję za list. Sprawa dotyczy marki SONY. Firma kilka miesięcy temu opuściła dotychczasową siedzibę w Warszawie.
Jeden ze wspólników byłego już franczyzobiorcy trafił do szpitala. Zagrożenie dla zdrowia i życia może być podstawą do zerwania tej umowy.
Jest wielu „partnerów” różnych marek, którym podano, że galerie są jedynym miejscem do prowadzenia działalności. W momencie kłopotów firmy „partner” zostaje na lodzie z umową z galerią i nie ma na to wpływu. W tym przypadku przedsiębiorcy nie mają papieru na to, że franczyzobiorca postawił warunek „albo galeria, albo nic”. Wszystkie rozmowy odbyły się na gębę. Nie ma na to kwitu.
wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj o tym, że jeśli nie masz niczego na piśmie może być trudno uzyskać cokolwiek.
Franczyzodawcy nie interesuje co dzieje się z przedsiębiorcą nawet po wielu latach współpracy. Warto pamiętać o zabezpieczeniu się na piśmie przed taką niespodzianką.
„Bycie wredną suką” w galerii oznacza bycie wyrachowanym. Nie należało zwracać uwagi na problemy innych osób, raczej zalecano, by trzymać się zasady: „to nam ma być dobrze, a nie komuś innemu”. – Tymczasem stawki ludzi z ochrony czy serwisu sprzątającego wynosiły 4 zł za godzinę, a zdarzało się, że mieli 24-godzinny grafik pracy– opowiada kobieta”.
Z okazji zbliżających się Świąt życzę Panu z całego serca zdrowia, wytrwałości, pogody ducha oraz zadowolenia z rodziny. Mam nadzieję, że szybko się Pan nie podda. Jest jeszcze tyle do zrobienia…..
Niech Pan, Panie Danielu nie zwariuje od tych paranoicznych zdarzeń, które Pan opisuje. Przekazałem adres Pańskiego bloga do kilku znajomych w innych krajach europejskich. Odpowiedzieli mi, że to bardzo dobra powieść fantastyczna, takie NOWOCZESNE science-fiction. Autor ma bardzo bogatą i rozwojową fantazję.
Wiem, wiem wybrałem zły moment (okolice 1 kwietnia…). Później posłałem tym samym znajomym adres bloga PanaSamcika. I TO ICH ROZWALIŁO !!! Ludzie w cywilizacji tzw. „zachodniej”nie rozumieją takich sytuacji. Dla nich to totalna abstrakcja…..
Dlaczego Bank, który przegrywa proces i wyrok jest prawomocny, nie wykonuje postanowień tego wyroku (zwrot pieniędzy, kosztów, itp.). Gdzie jest nadzór państwa, sądu. U nas to jest możliwe, tam nie. Nadzór bankowy i sąd daliby takiemu bankowi popalić …. Dlaczego Bank nie chce się z klientem dogadać, zawrzeć jakąś ugodę, wypłacić pieniądze „po cichu”. Tylko walczy w sądzie przeciwko klientowi. Przeciwko wielu swoim klientom….
Jako Polacy możemy czuć się w Polsce zeszmaceni. O komorniku, co ukradł ciągnik (w asyście Policji) osobie bez długów to już nawet nie wspomnę….
Jakim prawem galeria może „zaaresztować” towar najemcy bez prawomocnego wyroku Sądu z wydanym tytułem wykonawczym ? Dla mnie to niepojęte … Dlaczego ludzie, którzy z różnych powodów chcą skończyć „współpracę” z galerią muszą uciekać w nocy ? Nawet, jeżeli najemca ma długi wobec galerii, to zaaresztowanie towaru wydaje mi się przestępstwem…. Jest BEZPRAWNE. Przecież dług może być fikcyjny, źle obliczony.
Pozdrawiam Marek P.S. Ma Pan świadomość, że przez pisanie prawdy na blogu „psuje” Pan retailowe interesy wąskiej grupy lokalnych bogaczy ?”
Panie Marku jednak mnie pan wybudził z jak widać krótkiego letargu. Dziękuję za życzenia i list.
Panie Marku – świadomie ostrzegam przedsiębiorców w Polsce-młodych, starszych, bez znaczenia. A to że duzi coś tracą? Nie sądzę, aby zubożeli z tego tytułu. Rozumiem, że odnosi się pan do materiału w katowickiej Wyborczej.
Na razie nie ma go w sieci, a z kolei nie mam możliwości wrzucenia go w PDF-ie, bo jestem poza Bielskiem i nie czytałem.
Dziękuję że pan zainteresował różne środowiska. Te za granicą również. Tym bardziej, że jeden z byłych najemców wrócił do Polski, otwarł butik w galerii i się powiesił. Przyjechał do kraju, aby tutaj żyć, tu pracować, bo tam zarobił pieniądze.
Co do pańskich refleksji to przy okazji tych Świąt już dziś zostawmy zeszmacenie i całą resztę. Niech to będzie jednak czas spokoju i wypoczynku-czego panu i Czytelnikom raz jeszcze-serdecznie życzę.
wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że po jej podpisaniu płacisz ukryte fikcyjne koszty, fikcyjne kwoty jakich przed jej podpisaniem – nigdy nie znałeś.
P.S. I jeszcze jedno. Gdyby to była kwestia wybujałej fantazji to zająłbym się literaturą sciene-fiction, a nie literaturą faktu. Zapewniam pana, że pana znajomi jeszcze nie raz będą zaskoczeni.
Wyjaśniam co oznacza, że się „wyłączę”, bo wzbudziło to „zaniepokojenie” jednego z Czytelników.
-Jak to? Co oznacza, że się odsuniesz? Codziennie go czytam. Pomaga mi to. Czekam na kolejny wpis, a ty się wyłączasz? O co chodzi?-taki dostałem rano telefon.
Chcę na chwilę odpocząć od tematu. Zresetować się. Nie daję rady pisać codziennie, a kolejnych zdjęć i tematów mam na miesiąc do przodu-i ciągle ich przybywa. Przypomnę, że w lipcu zniknąłem na 10 dni i zrobiłem sobie detoks od kompa, telefonu, telewizji i całej reszty. Dlatego bez obaw.
Napisanie książki i realizacja filmu jest pierwszym krokiem do ujawnienia skandalicznych praktyk i oszustw w obszarach dotyczących meduzy czyli franczyzy w powiązaniu z cudownym światem galerii handlowych.
To będzie druga część i wreszcie trzecia dotycząca „cudownych dzieci” polskiego retailu ze szczególnym uwzględnieniem cudotwórcy, akolity i człowieka za życia świętego, filozofa, teologa, stagiryty, perypatetyka, ojca duchowego, biznesmena, który nie potrafi liczyć czyli-Rafała Sonika.
(wizytówka Sonika sprzed kilkunastu lat-dziękuję Czytelnikowi)
Ten „pies na baby” nijak ma się do retailowej teologii wg SS (Super Sonik) .
Ale to melodia przyszłości. Jest więcej historii związanych z tym w jaki sposób wykańcza się z aureolą nad głową polskie firmy.
Zatem spokojnie. Krok po kroku. Sukcesywnie. Nie zamierzam porzucić bloga, bo pojawiła się książka i film. To jest już temat zamknięty i czas zabrać się za kolejny. Dlatego wysyłajcie zdjęcia, teksty, dokumenty, kręćcie filmy i będziemy nadal pokazywać jak to wygląda od kuchni.
Jestem w pociągu relacji Katowice-Warszawa. W przedziale zakonnica Bogumiła. Rozmawiamy.
Na jej kolanach pies.
-Skąd ten pies?-pytam.
-Wie pan kilka lat temu zmarła mi matka i załamałam się. Lekarz przepisał mi psa na receptę. W ramach dogoterapii. Mieszka ze mną w celi i przełożone zgodziły się na to.
-I co? Tak biega po kaplicy, po korytarzach?
-Tak. Siostry go zaakceptowały i lubią go. On wzbudza sensację kiedy biega po ogrodzie. Dzieci na spacerze podchodzą do niego i zaprzyjaźniają się…
-W zakonie nie wolno mieć zwierząt…
-Nie wolno. Ale to była wyjątkowa sytuacja. Jego obecność mi bardzo pomaga. Są klasztory gdzie mieszkają psy czy koty, ale one są wspólne. Mój jest tylko mój.
Jak się okazuje Bogumiła jest ze zgromadzenia, które pracowało dla papieża Jana Pawła II.
-To były piękne czasy-wspomina…
-Papież pojawił się na bilbordach reklamujących galerię handlową…
-Jak to?
-No tak. Zdjęcia z papieżem reklamowały galerię.
-Moim zdaniem nie powinno tak być. Takie reklamy to raczej produktów, jakiś rzeczy i wykorzystywanie zdjęć z nim jest chyba przesadą…
Jedziemy, rozmawiamy. Pies-zakonnik spokojnie zapoznał się z innymi uczestnikami podróży. Sympatyczny york i zakonnica. Pies w habicie dojechał do celu podróży. Mieszka w Warszawie.
Przywołuję ten dialog z kilku powodów. Po pierwsze jest 10 rocznica śmierci papieża, po drugie nie przypuszczałem, że można z wizerunkiem papieża robić praktycznie co się chce i gdzie się chce. I po trzecie wskazuję, że problemy nie dotyczą tylko bankrutów, nie tylko w galeriach handlowych. I lekarz przepisał jej psa. Bo to pomaga. Nie pomagają prochy i nie pomaga alkohol. Trzeba szukać mentalnego – nie chcę pisać, że duchowego, bo daleko mi do pustej retoryki Sonika-wsparcia.
O tym, że psy pomagają i jak się z nimi obchodzić mówili eksperci na parkingu pod galerią Best Mall w Warszawie.
Specjaliści od psów uczyli dzieci i dorosłych ja się z nimi obchodzić.
Bo pies może pomóc. Kot. Lub ktoś. Po to chyba są Święta. Żeby pomyśleć . Dlatego chcę się odsunąć. Mam nadzieję, że obrazowo to wytłumaczyłem nie popadając w patos i pustosłowie.
Życzę Wam zwyczajnie-spokojnych Świąt. Bez patosu. I słów na wiatr.
P.S. Akcji pod galerią nie organizował zarząd. Sklep z karmą. Fajna akcja.
-Mniejsza o to. Pamiętam. Zajrzę w przyszłym tygodniu.
-To czekam na pana.
W Urzędzie Miasta w Bielsku Białej jest specyficzne trio poborców podatkowych. Za każdym razem kiedy ich odwiedzam spłacając zaległości ucinamy pogawędki. W początkowej fazie naszej znajomości miałem syndrom jeża. Okazało się jednak, że to tacy sami ludzie jak my. Przyznam, że mają niewdzięczną robotę i poprawiają nastrój takim plakatem, który mnie rozbawił.
-Plakatów z jajem było więcej, ale jedna z pań uznała, że narusza to jej dobra osobiste dlatego został tylko ten-tłumaczy jeden z nich.
Luźna atmosfera. Jesteśmy niemal znajomymi. Co chcę przez to powiedzieć? Że komornika najlepiej polubić. Wiem, że mogą teraz polecieć gromy na moją głowę, ale to jest mój sposób „na komornika „ nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach za jaką uznaję zajęcie mojego auta „na odległość”.
Opiszę, żeby wyjaśnić. Oddałem 4 letnie auto do autoryzowanego salonu samochodowego w rozliczeniu. Po kilku miesiącach dzwoni handlowiec z salonu.
-Jest problem. Auto jest zajęte przez komornika z Warszawy. Kupił je klient z Łodzi i nie może go zarejestrować. Ten Klient to normalny facet i czeka na wyjaśnienie.
Na początku nie wierzę w to co słyszę. Sprawdzam. Szukam kwitów, nie ma. W końcu namierzam go. Komornik Warszawa-Wola. Jest tam 17 kancelarii komorniczych. Nic nie wiem o zajęciu. Nie mam wezwania. Niczego. Jak to możliwe? Trafiam w końcu na komornika, który zajął mi auto „na odległość”. I dostaję listę zajętych przez niego samochodów w powiecie bielskim. Z nazwiskami, numerami rejestracyjnymi. Po ustaleniu o co chodzi robię szybki przelew i sprawa jest odkręcona.
Miałem szczęście. Klient który kupił to auto z salonu to funkcjonariusz policji z wydziału kryminalnego z Łodzi. Kiedy dowiedział się o zajęciu-nieproporcjonalnie niskie w stosunku do wartości pojazdu- powiedział, że jego na tym świecie nic nie zdziwi. Był wyrozumiały. Gdyby nie to, praktycznie nowy nabywca mógłby uznać, że ktoś go chciał oszukać. Teoretycznie nie była to już moja sprawa, ale zająłem się tym, żeby nie było kwasu.
Czyli komornik komornikowi nie równy. Opisuję to zdarzenie czysto informacyjnie, że jeśli masz długi to komornik na odległość może Ci zająć ruchomość. Pomijam, że udostępnił mi listę dłużników, dane osobowe, bo to samo w sobie jest skandaliczne i stresujące. Nie składałem skargi choć temat zasługiwał na to. Taka niespodzianka. Tymczasem komornik z Krakowa zajął cały majątek bankruta w Kielcach. Proponuję abyście zobaczyli na spokojnie ten materiał.
Sytuacja wypisz wymaluj jak ze słynnym ciągnikiem. Jak się okazało komornik już odblokował urządzenia. Stres dla człowieka i zero korzyści. Doświadczenie życiowe. Moim zdaniem nie potrzebne nikomu.
Jeden ze znanych mi komorników wspomina: – Kiedyś zająłem obrazy. Pozaklejałem ramy. Dłużnik jednak wyciął płótna ze środka i przyczepił jakieś sreberka z bombonierek. Nie miałem pojęcia, że tak można zrobić. Człowiek ten jednak wykaraskał się z długów i wszystko spłacił. Zdarzało się, że ktoś siekierą próbował bronić majątku…
Komornicy są więcej warci niż windykatorzy z galerii handlowych. Ci ostatni namawiają Cię żebyś zaciągnął kredyt, zastawił nieruchomości. Komornicy widząc takie sytuacje z byłymi najemcami zaciskają pięści. Jak dalej tak pójdzie to nie będzie czego i z kogo zciągać.
Dlatego sugeruję sprawdzone podejście jakkolwiek by was nie wkurzało to co piszę. Polubiłem komorników i jeśli zdarza się chamska rozmowa to ucinam temat asertywnie.
Sprawdzone zdanie wyuczone przez lata w galeriach to : „Nie mam”. I tyle. Jeśli ktoś napiera, że to poważna sprawa to odpowiadam, że poważny jest nowotwór mózgu albo guz i sprowadzam rozmówcę na ziemię. Zapłacę albo wtedy kiedy będę miał, albo wtedy kiedy będę mógł i ile będę mógł. I jeśli się określisz, że cokolwiek chcesz płacić- to działa. Podobnie sugeruję rozmawiać z bankiem. Strachy na lachy. Sami trzęsą portkami, bo wpuścili ludzi na szwajcarską minę, a teraz głupa palą. I stołki pod tyłkami też coraz cieplejsze.
Zapewniam was, że to działa. I dawno przestałem się bać komorników. Niektórych polubiłem i przy tej okazji pozdrawiam, bo wiem, że też tu –na bloga-zaglądają.
Zostawiam wątek osobisty i przenieśmy się tymczasem do galerii gdzie Czynsz Czyni Cuda. Galerii pana Miłka. Cudotwórcy.
„Witam panie Danielu. W związku z tym ze zostały zajęte przez panią komornik świnie należące do mojego męża nie do mnie (są na to faktury) wysłałam panu dokument zajęcia.
Chcę panu tylko nadmienić ze firma która „odpaliła” mi tzw. trzy siódemki, a z którą prowadziłam interesy nie miała jak widać skrupułów tak samo jak galeria, która wystawiła mi wezwanie do zapłaty z absurdalną kwotą, tymczasem kolejne sklepy się zamykają w galerii Warmińskiej.
A galeria wystawia jaja na aukcji… No jaja!!! Ktoś tu sobie robi… Ponadto galeria zablokowała mnie na FB a ja tylko skomentowałam zamknięcia otwarcia i podobno wizytę kierownictwa Inditexu (Zara) bo im też się biznes nie kręci:)
Standardowo wszystkim mówią ze nie trafili z towarem i są nieudacznikami… Prokurator musi się tym zająć co niebawem się pewnie stanie… Pozdrawiam i dziękuję że ” ma pan jaja”. Bo trzeba je mieć żeby walczyć z tymi złodziejami”.
Z tego co wiem to pan Miłek nie zobaczy ani grosza. Miasto jak wiemy płaci koleżeński czynsz w stosunku do przedsiębiorców z Olsztyna. Pan Miłek stał się cudotwórcą polskiego retailu. Jego twarzą.
Ale żeby nie mieszać na razie wątków sugeruję polubić panią komornik mimo wszystko i dać jej prosię na święta. Myślę, że zdejmie zajęcie. Podobnie jak stało się to w Kielcach. I dobrze.
wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej komornika możesz znać ze słyszenia. Po jej podpisaniu znajomość z nim bezpośrednia-jest kwestią czasu.
P.S. Odpowiadam na pytania czy to żart prima aprilisowy. Powiem tak, mam poczucie humoru, ale ten wpis to nie żart.
Poza tym już dziś zapowiadam, że się trochę wyłączę. W piątek ukaże się spory materiał w jednej z dużych gazet. Mocny. I myślę, że niektórym nie będzie do śmiechu.
Poza tym rusza promocja książki. I to też nie jest żart. Ale gdybym miał pokusć się o żart z okazji pierwszego kwietnia to brzmi tak: od dziś kończę pisać bloga. Ze strachu.