Jak karne-to sprawy-poradnik najemcy

Zakładam, że część czytelników kibicuje polskiej reprezentacji. Sporo kibiców pracuje w gh. Od kierowników sklepów poprzez kelnerów na ochroniarzach kończąc. Czytelnik podesłał zdjęcia jak to wygląda w środku kiedy nasi walczą o awans, a potem strzelają karne.

 t1

Fajnie. Nie ma obrotów-bo są wakacje-ale przynajmniej są mecze. 

t2

Wprawdzie telewizory kuszą promocją to giga zakupów nie widać.  Widać jednak coraz wyraźniej, że franczyza+retail=pewna całość. Te systemy się uzupełnią, napędzają i są ze sobą ściśle związane. Te galeryjne w szczególności. Podobny patent. Badania. Liczenia. Ale nie tylko.

Zajrzyjmy w takim razie do ojczyzny Platiniego Michela tam, gdzie decyduje się teraz piłkarskie euro. To po USA liderzy w wymyślaniu i zmyślaniu tzw. konceptów. Też tam są karne. Sprawy.

 „Czarna strona franczyzy”. Pod takim tytułem ukazał się materiał w jednej z francuskich gazet.

 

„Na nic się zdało, że Marc Brunelet, lat 54, był z natury nieufny. Okazało się, że to nie wystarcza. Jego franczyzodawca – Point Cadres, specjalista w dziedzinie obramowań – zaproponował mu lokalizację w centrum Troyes (Aube): on znalazł inną, kilka metrów dalej, o wiele taniej. Polecono mu dostawców, aby urządzić jego przyszły sklep. Marc wolał zrobić to we własnym zakresie i zaoszczędził na przejściu „niemal 60% sumy, na jaką opiewa faktura”.

Kiedy podpisywał umowę z tą marką Marc myślał, że wszystko przewidział. Błąd. „Oprócz 6% miesięcznej opłaty licencyjnej, przelewałem 1% obrotów, aby móc korzystać z reklamy” – wyjaśnia. Nie podjęto jednak żadnych działań. Co więcej, nie miałem wyłączności na moje produkty i byłem zmuszony bardzo drogo za nie płacić.” Marc wytrzymał pięć lat, aż do wygaśnięcia swojej umowy. Następnie otworzył swój własny sklep: „Ciągle prowadzę tę samą działalność, ale teraz jestem naprawdę niezależny.”

W przypadku tej franczyzy ponad połowa zrezygnowała z prowadzenie franczyzowych punktów. Autor przestrzega przed podpisywaniem umów podczas targów franczyzy zwracając uwagę na doskonale przygotowanych przedstawicieli handlowych, których zadaniem jest tak pokazać produkt, aby biorca podpisał umowę.

We Francji franczyzobiorcy nie istniejącej już sieci Blue Spirit podpisali umowy na sprzedaż fantazyjnej biżuterii. Franczyzową firmą zarządzał skazany za oszustwa związane z podatkiem VAT. Franczyzobiorcy pieniędzy nie odzyskali. Sprzedawca know how trafił do więzienia.

Franczyzobiorca marki cukierniczej pozwał franczyzodawcę, który sfałszował wyniki w dokumencie informacyjnym dotyczącym wyników i przewidywanych obrotów. Okazało się, że dane zostały wymyślone po to, aby biorca podpisał umowę. Po pół roku okazało się, że system franczyzowy nie ma racji bytu. Sąd w Paryżu po przedstawieniu dowodów i ukrytych informacji dla biorcy unieważnił tę umowę. Franczyzodawca nie poinformował biorcy, że w tej miejscowości są już sprzedawcy tych samych produktów.

Dokumenty ujawniające należy sprawdzać na własną rękę. Poszkodowani franczyzobiorcy we Francji zakładają sprawy sądowe jednak często nie mając pieniędzy na prawników i ich szanse na wygraną są niewielkie.

Głośnym echem odbił się skandal związany z firmą, która sprzedawała franczyzę polegającą na przewozie przesyłek. Biorcom spodobała się idea jak i niskie opłaty wstępne. Franczyzodawca nie wypłacał biorcom pieniędzy i sprawa trafiła do sądu. Firma zbankrutowała a wraz z nią biorcy franczyzy. Są uznał, że zawarta umowa nie była franczyzową i przekształcił umowy franczyzowe na umowy o pracę, bo realnie franczyzobiorcy zawarli stosunek pracy. Zostali na bruku-bez pieniędzy.

Firma Cash Converters z kolei specjalizowała się w kupnie i sprzedaży używanych rzeczy. W 12 miesięcy franczyzobiorca sprzedał know how 50 biorcom. Rok później cała sieć upadła”.

 

Fragment książki Franczyza-fakty i mity. Premiera: wrzesień 2016 r.

P.S. Dziękuję czytelnikowi za zdjęcia. Pozostałym życzę fantastycznych wakacji. I obrotów.

P.S. Atmosfera we Francji-niestety-znów robi się gęsta.

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/francja-ewakuowano-centrum-handlowe-w-nicei/96nyme

 

 

 

Zagrożenie dla życia ludzi-nie ma znaczenia-poradnik najemcy

Wczoraj wspomniałem o retailovych kroplach i wiadrach do ich łapania, ale te zdjęcia z dziś są potwierdzeniem, że w tym miejscu w Jaworznie gh nie mogła stanąć. Na etapie budowy budowano w dole, gdzie powstawało  bajoro. I dziś popadało.

zalanie2

Klienci mieli szczęście. Woda+ prąd =zagrożenie dla życia ludzi.

zalanie

zdj. http://www.jaw.pl

Gh powinna zostać zamknięta do  odwołania. Najemcy przed podpisaniem umowy w gh nie mają pojęcia, że to są buble. Zagrzybione buble.

Galena sama w sobie jest skazana na porażkę. W maju czytaliśmy o kolejnym kuriozum.

„Do zdarzenia doszło w męskiej saunie – ktoś postawił wiaderko na rozżarzonych węglach, wywołując w ten sposób pożar. Spowodowało to automatyczne uruchomienie natryskowej instalacji przeciwpożarowej….”

http://www.twj.pl/index.php/miasto-2/1914-zalanie-w-galenie

Czyli puściły tryskacze i ludziom zalało lokale.

Warto raz jeszcze przypomnieć, że umowy nie przewidują niczego dla najemcy. Żadnych odszkodowań, rekompensat. Pożar czy deszcz-nie jest wystarczającym „powodem”  do tego żeby stamtąd wyjść przed wygaśnięciem długoterminowej umowy. No chyba, że prawnik ma jaja i wie jak się za to zabrać.

Ta nowa gh została odebrana przez lokalne tzw. służby, na lokalne zamówienie lokalnych „potrzeb”. Czy ktoś za to kiedykolwiek beknął? Nie słyszałem. Ale o masowych bankructwach w PCC gdzie runął sufit już tak. Kto zapłaci jeśli po następnym odbiorze dzieciaki porazi prąd, bo całe te mury w środku są mokre?

 

Pilnuj swoich pieniędzy-poradnik najemcy

W bankach są takie nazwijmy to departamenty. Zajmują się różnymi specyficznymi dla laika trudnymi do określenia tematami. Jednym z nich są osoby od przeliczania przeliczników. I dziś w Citybanku panika. Co ciekawe nie od wczoraj, ale od kilku dni czyli jeszcze przed Brexitem rozpoczęło się wielkie przeliczanie przeliczników przeliczonych bankowców.

Na razie przeliczono, że bank ten stracił ok. 30 procent. Dlatego liczą po 16-18 godzin dziennie od kilku dni i próbują się doliczyć. Są to informacje poufne- sugeruję przeniesienie pieniędzy do innych banków. Np. Spółdzielczych-koszty obsługi rachunku indywidualnego czy firmowego są wyższe, przelewy też. Ale nie ma legendy, że „wszystko za darmo”.

bank

zdj. http://www.citybank.pl

Poza tym czynsze na koniec miesiąca dla galerników podskoczą wraz z kursem euro. Dlatego sugeruję podpisywanie tylko w złotówce pod jednym jednak zastrzeżeniem-nie 100 zł z metra w pierwszym roku w ramach promocji. Potem czynsz w górę. Taką promocję zastosowano w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie się gh buduje. Podczas łapanki takie oferty promocyjne mogą być mylące.  Tymczasem niedaleko, bo w Rawie Mazowieckiej w pasażu ludzie żyją- w sensie, że najemcy.

Lokal za 3800 brutto plus drobne za części wspólne sprawiają, że tam ma to sens. Jednomiesięczny czy trzymiesięczny okres wypowiedzenia to bezpieczna formuła robienia czegokolwiek. W pasażu wprawdzie nie ma klimy, ale są klienci. To jedyny pasaż w tym 18.000 mieście. I to ma sens. Właściciele wyszli z założenia, że wolniej pójdziesz-dalej zajdziesz i nie wykluczone, że się rozbudują. Bo zarabiają wszyscy. Na normalnych zasadach.

Poza tym zapowiadane są ulewy. Warto przygotować wiadra w gh do łapania retailovych kropel.

P.S. Pozdrowienia dla „depozytowego” franczyzobiorcy z tego miasta. Jeśli masz rachunek, depozyt lub lokatę w city-to zwiewaj stamtąd. I podaj dalej.

Miejsce zrównoważonego rozboju-poradnik najemcy

Czytelnicy nie gęsi. I swój pogląd mają.

„W ramach ćwiczeń z języka polskiego staramy się zrozumieć, co poeta miał na myśli. Nowa inwestycja = nowomowa retailowa:

„Nowa nazwa jest odzwierciedleniem wartości, na których budujemy wizerunek marki. Centrum handlowe w Katowicach będzie obiektem nowoczesnym i zawsze na czasie, promującym takie wartości jak innowacyjność, radość, przynależność do grupy. Będzie to nowa przestrzeń publiczna pozytywnie wpływająca na otoczenie, zgodna z trendami ekologii i zrównoważonego rozwoju. Miejsce prospołeczne, przeznaczone dla osób dbających o poprawę jakości życia i właściwie rozumiejących pojęcie „life style”.

Filarami nowej nazwy są walory naszej inwestycji, wynikające z jej funkcji i oferty, dlatego kładziemy nacisk na komfort, różnorodność, kompleksowość, swobodę. Stąd nazwa Libero, która w języku łacińskim i esperanto oznacza wolny, wolność. Libero to wreszcie bezpośrednie nawiązanie do dzielnicy Ligota, której nazwa oznacza również wolność” – mówi Katarzyna Porębska, manager ds. marketingu w Dziale Centrów Handlowych Echo Investment”.

Panie Rafale. To perypatetycy.

A z innej beczki „Franczyza fakty i mity” czyli książka dedykowana filozofom, którzy wiedzą „jak”. Mały kolejny fragment.

 

„W kolejnej publikacji książkowej „Franczyza-droga do sukcesu” z 2009 roku autorka definiuje franczyzę jako „Franczyza to koncepcja, która gwarantuje franczyzodawcy sukces, a franczyzobiorcy pozwala minimalizować ryzyko związane z prowadzeniem działalności”.

 

Przywołuje markę Fornetti jako przykład dynamicznego rozwoju firmy zaznaczając jednak, że firma masowo zamyka punkty.  Węgierski koncept liczył w tamtym czasie 3 tysiące punktów na świecie. W Polsce ok. 150.

„Wymagany kapitał potrzebny do rozpoczęcia działalności wynosi około 60 000 – 80 000 PLN i uzależniony jest od wielkości lokalizacji, typu lokalu i stopnia jego przygotowania pod działalność gastronomiczną. W tej kwocie zawarty jest  koszt doprowadzenia mediów, zabudowy stoiska oraz jego pełne wyposażenie. Projekt stoiska i nadzór nad jego wykonaniem firma oferuje Partnerom bezpłatnie”-zachęca tekst ze strony internetowej.

Odpowiedzialna za rozwój sieci franczyzowej Fornetti jest szczera i rozmowna.

 

-Nie polecam franczyzy. Po co płacić? Niech pan weźmie kącik piekarniczy. My robiliśmy franczyzę pod klucz i zdarzało się, że samo podłączenie mediów to był koszt 40.000 złotych. Franczyza pana ogranicza, musi pan podpisać umowę na trzy lata i ma pan związane ręce.

 

Zrezygnowaliśmy z wykonawcy 1,5 roku temu z prostego powodu. Okazało się, że przepłacaliśmy my i franczyzobiorcy za stoiska. Bardzo dużo punktów się zamknęło. Dziś mamy 35 firmowych własnych i dwadzieścia kilka franczyzowych zresztą ludzie przechodzą za naszą zgodą na kąciki a nie na franczyzowe punkty . 30% naszego sukcesu to był zapach który przyciągał. Teraz niestety mamy zmienioną technologię i nie wypiekamy ciasteczek w garowniku i tego zapachu nie ma. To był taki drożdżowy zapach. Dziś jest tylko wypiek.

 

Namawiam na kącik piekarniczy bo może pan sprzedawać też inne pieczywo. Innych producentów. Mamy tez już rurki, gofry i kawę frappe. Ostatnio sam nasz partner w Kraśniku wybudował stoisko za 12.000 tysięcy złotych. Jak pan chce to pan też może sam zlecić. Mieliśmy ramowe umowy podpisane z Tesco i Obi, ale Tesco pada i to właśnie tam pozamykali franczyzobiorcy najwięcej punktów. Zostaliśmy tylko w dobrych Tescach.

Ja powiem jak liczyć potencjał. Dobrze by było, żeby obok miejsca gdzie stanie Fornetti przechodziło ok. 600 ludzi dziennie. O różnych porach dnia, w weekendy i dzieli się to przez dwanaście liczeń i wychodzi średnia potencjału ludzi przechodzących obok punktu. To się wtedy opłaca. Teraz będą zmiany czyli opłata wstępna wyniesie 10.000 złotych plus co miesiąc 600 złotych na działania marketingowe. Kiedyś bonusy wypłacaliśmy np. w  formie odzieży firmowej.

 

W firmie są ciągle zmiany. Mamy już 13 prezesa a ja sprzedaję know how od 16 lat. Od nas franczyzobiorca kupował tez piece za 4000 złotych, zamrażarki. Mamy ich sporo w magazynach.  Teraz rynek jest zwariowany.  Dziś ciasto jest wożone ze Słowacji bo taniej. Zamknięta została fabryka we Wrocławiu”.

Roboczy fragment książki „Franczyza-fakty i mity”. Autorzy: Mira Suchodolska, Rafał Kinowski  i Daniel Dziewit. Wydanie wrzesień 2016.

Sugeruję nie podpisywanie umów w gh Libero pomimo, że głównym najemcą jest Arek Milik napastnik reprezentacji Polski. Snajper Ajaxu ma i będzie miał z czego dokładać. 

 

 

Ten system bankrutuje-poradnik najemcy

Żyjemy w pokoleniu kopistów. To naturalne. Nie nazwałbym tego podglądactwem, ale coś w tym jest. Czyli skoro idą kebeby to idziemy w kebaby, skoro widzimy rowery, a na nich kawę w sprzedaży to kupujemy rowery, skoro lody świderki są rzekomym hitem to powstają jak grzyby pod deszczu. I dobrze. Każdy sposób jest dobry na to, aby coś robić. Problem powstaje wtedy, kiedy tego wszystkiego jest za dużo. Eksperci powiedzą, że to dobrze, bo rynek się oczyści. Kontestatorzy, że źle, bo to wylewa dziecko z kąpielą.

Podczas jednego ze spotkań rozmówca porównał gh do wypożyczalni kaset video. Kiedyś to był  faktycznie interes. Kiedy gh się pojawiły to był skok w nowoczesność. Duże, fajne, nowoczesne. Łatwe do zlokalizowania. To jest ich plus. Spożywka plus parking =wygoda. Nadszedł jednak czas nie tylko zmiany gustów, zwyczajów zakupowych, ale kryzys. Lepiej kupić taniej niż drożej.  Nie zmienia to faktu, że gh powstają i powstawać będą. Dopóki zepnie się ten mityczny procent zawartych umów-czyli 60%.  O tym, że z biznesowego punktu widzenia gh to błąd logiczny przekonują się Amerykanie od lat. Jednak kolejna fala bankructw i wyburzeń to teraźniejszość.

Ktoś powie co ma piernik do wiatraka czyli Polska do Stanów. To ma, że system retail jest bankrutem od lat 80. Gigantyczne kredyty na budowy to jest to know how. W czasach globalizacji pewne zjawiska przechodzą jak fala. Najpierw przyjemna, potem okazuje się-że to tsunami. Mało który fundusz obchodzi to, co będzie dalej w miejscu, gdzie miał być park czy tam, gdzie ktoś budował coś co nazywamy firmą, siecią czy firmą rodzinną.

Do dziś są w sieci artykuły poważnych polskich pism, które niepoważne dane serwowały potencjalnym najemcom, klientom i tzw. opinii publicznej o np. 27 milionach ludzi w jednej gh w Warszawie rocznie. Rozumiem, że Amerykanie mają specyficzne podejście do wielu spraw i jak pelikany łykają burgery. Skoro jednak oni dziś widzą, że bańka pęka to poważniej to brzmi. Dlatego tym bardziej warto zajrzeć do przedruku Bloomberga.

„Dla niektórych małych centrów negocjacje ws. przedłużenia terminu spłaty albo refinansowania kredytów może się okazać trudnym zadaniem. Kredytodawcy zaostrzają swoją finansową politykę wobec nich wskutek rosnących obaw o przyszłość branży, a także bardzo słabych wyników finansowych domów handlowych, w tym Macy’s oraz Nordstream, a także bankructwa innych – Aeropostale oraz Authority. Najbardziej ucierpiały stare centra w niewielkich miasteczkach i miastach, które nie są w stanie poradzić z konkurencją internetowych sklepów i nowych efekciarskich centrów, które przyciągają zamożnych klientów.

– Od wielu lat uważa się, że branża detaliczna jest przesycona. Pojawienie się na rynku graczy online przyśpiesza proces oddzielania zwycięzców od przegranych – mówi Tad Philips, analityk Moody’s Investors Sernice.

Coraz trudniej znaleźć nabywcę na centra wysokiego ryzyka. Pula kupców się kurczy, a finansowanie jest niedostępne”.

(…)Greek Street szacuje, że do końca następnej dekady upadnie następnych kilkaset domów handlowych)”.

Tyle z Bloomberga. Dziękuję za linka. To, że w Polsce się buduje, nie oznacza, że się zarabia. Gh to zorganizowany system. Jak sekta. Taki multi level bankruting.

http://forsal.pl/artykuly/952777,amerykanskie-centra-handlowe-wymieraja-do-2030-upadnie-kilkaset-kolejnych.html

 

Powiesi się w Kutnie?-poradnik najemcy

Taki dostałem list.

 hujnia1

„Witam

 

Mam 56 lat. Od kilku lat leczę się na depresję (nawracającą). Mam związaną z tym dokumentację z przychodni i z leczenia szpitalnego. Na początku tego roku poczułem się lepiej. Podjąłem decyzję o rozpoczęciu nowej działalności. 

W związku z tym 27 stycznia 2016r. podpisałem umowy na wynajem 2 lokali w galerii handlowej Prima Park Kutno na okres 5 lat.

 

W jednym przypadku miała być to działalność gastronomiczna lokal 100 m2, w drugim handlowa lokal 20 m2. Planowane rozpoczęcie działalności galerii 1 września 2016 r, przekazanie lokali miesiąc wcześniej. 

 

Niestety w drugiej połowie kwietnia nastąpił nawrót choroby. od 26 kwietnia przebywam na zwolnieniu lekarskim. W związku z powyższym nie jestem w stanie podjąć planowanej działalności ani w chwili obecnej ani w realnej perspektywie. 

O fakcie tym poinformowałem wynajmującego, przesłałem kopię zwolnienia oraz zaproponowałem polubowne rozwiązanie umów. Do chwili obecnej nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Z przeprowadzonej w dniu wczorajszym rozmowy telefonicznej wynika, że wynajmujący nie podjął żadnych kroków w celu pozyskania innego najemcy i uważa umowy za obowiązujące. 

 Chcę nadmienić, że umowa na lokal gastronomiczny zaczęła praktycznie obowiązywać od 1 kwietnia, gdyż uwarunkowana była wpłaceniem kaucji ok. 30 tys. zł. Wynajmujący został poinformowany o moim stanie zdrowia 22 kwietnia, czyli 3 tygodnie później. Miał więc dość dużo czasu by podjąć kroki w celu pozyskania innych najemców. W związku z powyższym proszę o pomoc prawną lub kontakt do kancelarii w celu rozwiązania zaistniałej sytuacji”.

Tyle z tego listu. Człowiek ma myśli samobójcze. Porozmawialiśmy chwilę. Mam nadzieję, że się nie powiesi czy w inny sposób nie zrobi sobie krzywdy. Czynsz w tej gh to za dwa lokale ponad 11.000 złotych. 

 

Opisywałem wiele miesięcy temu kobietę w ciąży. Nie mogła wyjść z gh pomimo coraz gorszego samopoczucia. W końcu udało jej się z tego wyjść.

Ze strony internetowej wynika, że firma Mallson Property Group zajmuje się komercjalizacją. W samej jednak firmie dowiadujemy się, że współpraca została wstrzymana z inwestorem.

Generalnie chodzi o to, aby ustalić kto ma odpisać człowiekowi na pisma. Miła pani z Mariotta (tam mieści się Mallson) przekierowuje do inwestora, którego przedstawiciel z kolei twierdzi, że Mallson im pomaga.

Czas najwyższy, aby  sprawę wziął jednak prawnik i psycholog. Nie ma z kim na ten temat rozmawiać. Na temat pomocy w tej konkretnej sytuacji.

 

 

Z Tomaszowa do szparagowa-poradnik najemcy

Szukając informacji na temat franczyzy w Polsce łatwo nie jest. Praktycznie fora są puste i pytanie brzmi, czy jest tak dobrze czy są inne powody dla których wielu informacji-nie ma. W zapowiedzi strony-portalu www.polskafranczyza.pl czytamy:

„Polska Franczyza Forum Rozmowy Opinie Systemy Franczyzowe. W naszej ofercie Forum Franczyzna znajdziecie Państwo szereg ogłoszeń, dzięki którym w łatwy oraz przyjemny sposób można odnaleźć interesującą ofertę. Systemy franczyzowe to dobry pomysł na biznes, który może w przyszłości przynieść szereg pozytywnych korzyści. Zapraszamy do zapoznania z naszą ofertą”.  

I wchodzimy na forum. Tutaj gwiazdą jest Żabka.

http://polskafranczyza.pl/read.php?30,2

Cenne informacje dla potencjalnych ajentów. Niby temat Żabek ograny, oklepany niemniej jednak wciąż aktualny. Żabka cieszy się zainteresowaniem przyszłych adeptów handlu. Forum jest jednak obszerne. Być może się rozkręci i w przyszłości stanie się cennym źródłem wiedzy jak systemy franczyzowe oplotły mackami uszczęśliwionych biorców. Zachęcam do tego, aby właśnie tam wrzucać ważne informacje z punktu widzenia zadowolenia i niezadowolenia. Pro publico bono i bez wulgaryzmów. Najwyższa pora, aby takie forum ożywić tym bardziej, że to systemy franczyzowe dla wielu są ostatnią deską ratunku-po utracie pracy lub w trakcie szukania nowych perspektyw na przyszłość.

Gorącym tematem okazały się Delikatesy Centrum. Nie wykluczone, że w jednej ze stacji TV pojawi się program na temat tej sieci. Z całą pewnością jednak mechanizmy są podobne. To oni. Nieudacznicy. Zabrali się za biznes. Janusze. Problem polega jednak na tym, że w momencie gdy do Polski wchodziła franczyza-mniej więcej początek lat 90 to w tym samym czasie pojawiła się książka za oceanem, że jest oszustwem. Przemilczana. Jakby jej nie było. Przypomnimy w takim razie, kto ją napisał i dlaczego. 

Przekaz do ludzi z ulicy jest taki. Przychodzi do Ciebie właściciel marki i mówi tak. Budują galerię, albo tam wchodzisz, albo my tam otwieramy własny sklep. I co robisz?

Zostaw to. Nie wchodź. Daj im to logo i pogódź się z tym, że albo znajdziesz nowe, albo zamykaj interes. Bo nie masz szans, a jak się przewrócisz to właściciele loga i tak przejmą sklep, który Ty wyposażysz- z klientami o których tyle lat zabiegałeś. Na tym to też polega. 

Trwają histeryczne łapanki kolejnych najemców i franczyzobiorców do nowo budowanych gh. Tymczasem w Tomaszowie Lubelskim rozbudowana gh świeci pustostanami, a byli parweniusze stali się zbieraczami szparagów we Francji-na poczet długów. 

szparagi_660

Można też ogórkami odrabiać procent od obrotu.

szparagi

Po butikach, bieliźnie i milionie pomysłów na biznes pozostało to. Plusem tej „franczyzy” jest gwarancja bólu pleców, rąk i szansa na „nowe otwarcie”.

wniosek: przed podpisaniem umowy franczyzowej w gh lepiej jedź na szparagi. Coś z tego zostanie.

 

 

 

 

 

 

Zwijamy się-zawodowo-poradnik najemcy

Polecam tekst z Białegostoku.

 

„Najemcy nie chcą się otwarcie wypowiadać, że jest źle, a nawet bardzo źle. Wielu z nich nawet nie może o tym mówić z uwagi na klauzule umów, które podpisali. Jeśli podajemy informację, że jesteśmy z mediów, wszyscy nabierają wody w usta. Okazuje się, że część najemców boi się właścicieli galerii i nie wypowiada się oficjalnie. Ale kiedy pytamy o to, jak się wiedzie, udając potencjalnych klientów, najemcy są już nieco bardziej rozmowni. Wszyscy, co do jednego, podkreślają że jest coraz trudniej prowadzić działalność. Sieciówki jakoś sobie radzą. Zmniejszyły jednak liczbę pracowników. W sklepach obuwniczych i tekstylnych pracowników jest niewielu w porównaniu do tego, jak było jeszcze kilka lat temu. Na przykład na kasie w jednej z siecówek obuwniczych, siedzi tylko jedna osoba. Wcześniej były dwie. W innym sklepie obuwniczym jest podobnie. W kolejnym w ogóle jest jeden pracownik na cały, dość duży sklep.

Wcześniej pracowało nas tutaj 5 osób, teraz jestem sama. Na rano była moja koleżanka. Nie ma ruchu, mało się sprzedaje. Do sklepu wchodzą pojedyncze osoby, chociaż mamy dużo dobrych butów w przecenie – mówi pracownica jednego ze sklepów w Galerii Auchan na Produkcyjnej.

Myślę, że jakby nie goście ze wschodu, to trzeba by było cały interes zwijać. Teraz to oni najwięcej kupują, ale też dużo mniej niż jeszcze rok temu. Tak jak patrzę, to cały handel nam zamiera w Białymstoku – powiedziała pracownica innego ze sklepów tej samej galerii handlowej.

W Atrium Biała od dłuższego czasu nie ma już sklepu Real. We wrześniu ubiegłego roku pojawił się w jego miejsce Bi1. To nowa marka sieci hipermarketów należących do spółki Schiever, która współpracuje z Auchan.

 

zzz

Trudno powiedzieć, co z takimi miejscami handlowymi stanie się za kilka lat, kiedy w Białymstoku przybędzie jeszcze kilka galerii handlowych. Dwie nowe wkrótce pojawią się na Bohaterów Monte Cassino przy dworcu PKS. Galeria Jurowiecka, która znajduje się, w wydawałoby się idealnym miejscu, wciąż świeci pustkami”.

Ciąg dalszy tutaj. 

http://dziendobry.bialystok.pl/skonczyly-sie-zlote-plony-galerie-swieca-pustkami/

Portalowi dziękuję za promocję tego tematu i przestrogi dla ludzi. Cynicznie odpowiem co się stanie za kilka lat. Ostatni-zgasi światło. 

P.S. I w suplemencie. To też warto. 

http://dziendobry.bialystok.pl/jedna-przenosna-toaleta-moze-doprowadzic-do-likwidacji-bazarku-osiedlowego-przy-mickiewicza/

 

 

 

Zaszyfrowane umowy czyli sprawdzone know how-poradnik najemcy

Wszystko wskazuje na to że książka Franczyza Fakty i Mity pojawi się jednak we wrześniu, a nie w październiku. Na oko niektóre „biznesy” wyglądają na stabilne. Ukształtowane i wzbudzające podziw. Marek Konieczny jest prezesem zarządu Związku Dealerów Samochodowych w Polsce. Spotkaliśmy się. Ta rozmowa i kilka innych z ludźmi z różnych branż, a także przegląd franczyz w USA znajdą się w tej publikacji.

 

Marek Konieczny: branża dilerska w Europie i Polsce to jest specyficzny rodzaj franczyzy czyli to jest tzw. model autoryzacyjny. W polskim prawie oba te terminy nie są dookreślone nawet w dokumentach, które przygotowują importerzy. Z prawnego punktu widzenia model franczyzowy w żaden sposób nie jest opisany w motoryzacji. Ona ma specyficzną ustawę europejską, która potocznie jest nazywana GVO która na kilkustronicowym dokumentem który próbuje opisać ten model funkcjonowania co jest wolno franczyzodawcom czyli importerom i czego nie wolno wobec nich robić.

 

Opisano to jako klauzule dozwolone i niedozwolone .To są bardzo krótkie zapisy. Gdybyśmy chcieli taki model opisać w jaki sposób tworzy się sieć sprzedaży samochodów to mamy tutaj bardzo prosty dwupoziomowy w każdym kraju model funkcjonowania. Praktycznie w każdym kraju europejskim istnieje ktoś taki, kto spełnia rolę generalnego importera czyli kogoś kto odpowiada za daną markę w danym kraju i on wybiera sobie sieć dystrybucyjną w zależności od modelu, konceptu i czasu – kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy stają się jego autoryzowanymi przedstawicielami. Czyli przy pomocy umowy autoryzacyjnej, bo nie używa się nazewnictwa „franczyzowa” daje im prawo do sprzedawania towaru danej marki i reprezentowania tej marki w danym regionie. Czyli podpisuje umowę autoryzacyjną i ty będziesz dilerem marki A w mieście B.

 

To jest franczyzowa czy nie jest?

 

Jest autoryzacyjna vel franczyzowa zaraz to wytłumaczę.

 

Umowy są zaszyfrowane?

 

Z jakiegoś powodu to jest tak, że importerzy wstydzą się swoich umów. Próbują wmawiać, że one są tylko między importerem a dilerem, że nie mają prawa pokazywać tych umów prawnikom, innym pracodawcom, organizacjom. Nikomu.

szyfr

 

Prawnikom?

 

Tak. Niektórzy importerzy posunęli się do tego że zaszyfrowali umowy. Umowa miała swój specyficzny kod. Jest do tego specjalne oprogramowanie, które jakby popełnia niewidoczne dla przeciętnego człowieka błędy w tekście. Po wydrukowaniu takiej umowy trudno taki szyfr zauważyć. Jest jak linie papilarne. Każda jest inna. Kiedy ktoś wydrukował mimo wszystko taką umowę bez polskich znaków czy z jakimiś brakami np. dla prawnika to importer to z systemu jest w stanie wychwycić. Importerzy twierdzą że przekazanie takie umowy osobom trzecim jest złamaniem prawa. Straszą werbalnie. O karach nie słyszałem.

 

I to świetnie działa?

 

Nie działa. Mamy podstawowy element. Ubezwłasnowolnienie tym modelem umowy autoryzacyjnej jest bardzo duże. Być może nie tak duże jak w klasycznych umowach franczyzowych, gdzie nie występuje nawet marka przedsiębiorcy, ale jest nieznośne. Dilerzy nie są w stanie kontrolować własnego majątku. Do roku 2013 w momencie, kiedy diler marki „A” chciał sprzedać swój biznes innemu dilerowi marki „A” funkcjonującemu w tej samej sieci mógł to zrobić bez zgody franczyzodawcy. 3 lata temu to się zmieniło co powoduje, że ten diler musi przy każdej transakcji, przy pozbyciu się własnego przedsiębiorstwa nawet w ramach tej samej sieci uzyskać zgodę importera. Połową majątku tego człowieka dysponuje importer. Badania rynkowe i transakcje, które odbywają się na polskim i europejskim rynku pokazują , że ten sam obiekt i ta sama firma z autoryzacją jest warta mniej więcej połowę tego co firma bez autoryzacji.

 

W przypadku zastosowania tego modelu w innych branżach być może to nie jest aż tak bolesne. Jednak w naszej branży jest coś takiego co się nazywa wysokonakładowością. Czyli żeby wejść w biznes dilerski próg inwestycyjny jest dzisiaj w najmniejszej miejscowości w Polsce ok. 5 mln złotych w przypadku miasta do 50.000 mieszkańców. W przypadku większych miast to jest 10 czy 15 milionów złotych. W Europie jest to nazywane biznesem wysokonakładowym. Dlatego też ten biznes powinien być bardziej chroniony niż w przypadku innych franczyz. W momencie kiedy ktoś wchodzi w taką franczyzę z tak dużymi pieniędzmi, a później importer-franczyzodawca bez żadnego uzasadnienia pozbawia go tego biznesu to takie obiekty bardzo trudno zamienić na coś innego.

 

Są pozbawiani majątku?

 

Oczywiście. Co chwilę się zdarzają. To jest biznes w Polsce który skupia 800 firm, to jest 1500 punktów dilerskich. To nie jest zjawisko masowe, ale niestety coraz częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami.

 

Może nie znają się na biznesie? Nie nadają się do tego?

 

Zacznijmy od takiego czyli gdzie nie ma winy franczyzodawcy żeby nie bić w czambuł importerów. Czyli zabiera się do tego ktoś kto nie potrafi się dostosować do tego modelu, nie rozumie, nie potrafi czy przekracza granice umowne i prawne. Łamie zasady i nie spełnia warunków wynikowych, sprzedażowych. Ten ostatni powód zdarza się dość rzadko czyli z powodów wynikowych. Ten kto w to wchodzi nie ma żadnej gwarancji i ochrony, że w pewnym momencie importer poda bardziej lub mniej realny powód i człowiek traci wszystko. Położenie tych pieniędzy na stację dilerską jest „umoczeniem go”. Nie da się tego zamienić na sklep meblowy czy hamburgerownię. Przejście na inną markę jest bardzo trudne, bo rynek jest nasycony.

 

Jak to się odbywa?

Importer wypowiada umowę. Nieruchomość zostaje przy właścicielu, ale przedsiębiorstwo jest warte połowę co przedsiębiorstwo z autoryzacją a żeby autoryzację zdobyć trzeba włożyć gigantyczne pieniądze, aby spełnić standardy importerskie czyli franczyzowe. W tej branży nie ma wprawdzie opłaty na „wejście ”ani opłat miesięcznych ale są opłaty zawarte w bardzo wielu innych miejscach.

 

Jakich?

Musimy zbudować obiekt o odpowiedniej powierzchni, odpowiednim wyglądzie, wyposażeniu, który kosztuje ogromne pieniądze. Dostawcą lub kontrolerem dostawców jest importer. Importerzy samochodowi są np. niezwykle podnieceni w temacie płytek podłogowych czyli są one fetyszem. Można zażartować, ze płytki są najważniejszym elementem w salonie samochodowym.

 

Płytki?

 

One mają swoją wielkość, normę, wielkość, kolor. Importer zmusza dilera żeby te płytki kupił w konkretnym miejscu, u konkretnego dostawcy za konkretne pieniądze zwykle 5 razy drożej niż można, by takie same płytki można kupić na wolnym rynku w Polsce. Płytki tak samo wyglądające dla klienta nieodróżnialne. Zwykle importer nie wnika czy rzeczywiście chodzi właśnie o te a nie inne płytki ale faktura jest z odpowiedniej firmy którą wskazał i ważne jest to czy kwota się zgadza. I te standardy dotyczą wszystkiego: mebli, urządzeń, oprogramowania, modeli technicznych, materiałów reklamowych, stron internetowych, modeli marketingowych. Wszystkiego. Jedynie niektóre marki pozwalają kupować na wolnym rynku, ale w większości importer narzuca w 100 procentach.

 

Czyli teoretycznie gdyby chciał kupić system nowocześniejszy, tańszy, sprawniejszy i wprowadzający oszczędności to nie może go kupić?

 

Nie. Musi spełnić standardy producenta. Czyli w przypadku klasycznej franczyzy za którą płaci franczyzobiorca np. „za wejście” i nazywa się to opłatą franczyzową w tym przypadku jest poukrywana w różnego rodzaju opłatach. Kiedyś dilerzy policzyli, że importer mógłby funkcjonować i żyć bez sprzedaży samochodów. Gdyby policzyć koszty poboczne za które płacą dilerzy.

 

Czyli samochody są dodatkiem…

mebelzdj.www.mebletop24.pl

Można tak powiedzieć i przyjąć taki model, że przy zerowej sprzedaży samochodów importer funkcjonuje i żyje z różnych innego rodzaju opłat płaconych przez dilerów.

 

Czy ludzie i o tym nie widzieli? Widziały gały co brały.

 

Wiedzieli. Załącznikiem do umowy dilerskiej jest tzw. księga standardów tj. książka w której są poszczególne opisy. Spory na ten temat jak dalece może się posunąć importer w narzucaniu ciągle się toczą. Komisja Europejska próbowała wytrącić importerom z rąk i mówić że diler ma prawo do samodzielnych decyzji. Dziś mamy do czynienia  z pewnego rodzaju kontrrewolucją i od kilku lat Komisja Europejska przestałą się tym przejmować i wspiera producentów a nie Małe i Średnie Przedsiębiorstwa. Nikogo nie obchodzi los tysiąca iluś polskim firm i 20 tysięcy w Europie, bo należy dodać że ten zawód cieszy się dużym wprawdzie prestiżem ale też najniższym zaufaniem obok polityków i prawników. Więc kogo to obchodzi?

 

Czyli nie zarabiają?

Zarabiają.

 

To o co chodzi?

O to, że człowiek musi mieć w biznesie wolność wyboru. O to, że w modelu klasycznej franczyzy każdy zapłaciłby uczciwą stawkę za wejście, procent od obrotu i mógł wyjść z tego biznesu. Element kontrolowania przedsiębiorcy jest nieznośny, bo te standardy-zdaniem wielu dilerów nijak mają się do podnoszenia sprzedaży, a są jedynie narzędziem do wyciągania od nich kolejnych pieniędzy.

 

Płacą i też padają. To nie jest tak, że płacą i są szczęśliwi. Też przepłacają za meble i różne dziwne rzeczy. Też przebudowują. Odświeżają.

pytki

 

No dobrze, ale jeśli przebudowa kosztuje dwa miliony złotych to robi różnicę. Kredyt zaciągany jest w banku który jest w jakiś sposób poukładany z importerem. On ma go w kieszeni jak deweloper frankowicza.

 

To po co przebudowuje?

 

Bo musi. Nie ma wyjścia.

 

To bez sensu.

 

No bez. Nikt w Europie nie zrobił badań jaki wpływ ma przebudowa lokalu na zadowolenie klienta czy zmiana ciągła płytek. Zrobili to Amerykanie w ramach akcji Diler 2020 i wyszło im, że to bez sensu. Że to nie działa i nie ma związku na sprzedaż, obsługę klienta. Teraz kolejne stany wprowadzają zakaz narzucania takich klauzul i o to toczy się wojna bo ustalono że raz na 20-25 lat wystarczy.. Okazało się i poszło na to setki tysięcy dolarów-na te badania, że wymiana mebla nie ma znaczenia i te standardy to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy przez importera.

 

Taki system-model biznesowy. Wszystko albo nic.

 

Żeby to wszystko faktycznie było wszystkim to bym się zgodził natomiast przed wejściem w ten biznes należy pamiętać, ze z jednej strony jest wysokodochodowy,  a z drugiej między 60-70 procent jedzie na kredytach. Ostatni z bankrutów wyszedł z bilansem minus 27 milionów złotych. Zadłużenie wyniosło dwukrotność wartości firmy. Przez dwadzieścia lat był liderem wprawdzie nie w pierwszej setce, ale był gwiazdą.

 

Te standardy jednak doprowadziły do totalnej ruiny. Tego biznesu nie da się zatrzymać, to jest ciągły pęd, presja i kolejne koszty. Z tego biznesu nie da się wyjść. Ci którzy wyszli to albo skutecznie reinwestowali i nie stracili. Udało im się to sprzedać albo jak to się dzieje tracą absolutnie wszystko. Bo jeśli mają ustalone z importerem, że dostaną procent marży od samochodu i trzy procent od realizacji standardów a okazuje się że ich nie spełniają to nie są w stanie normalnie funkcjonować.

 

Może nie spełniają.

 

Na zamówienie importera. Czyli powiedzmy, że jest robiona sonda telefoniczna czy klienci są zadowoleni i z tego badania wychodzi, że nie są -to straty idą w kilka milionów złotych na koniec roku. Badanie nie jest weryfikowalne przez dilera. Powiem więcej diler nie myśli o tym, że ktoś może ciąć po to, żeby mu nie wypłacić pieniędzy. Z reguły kiedy importer ma problemy to badania są zaniżane po to, aby nie wypłacić ludziom pieniędzy. A przecież obaj wiemy, że jeśli jakiś marketer nie trafi w dobry moment to pan z różnych względów nie jest w danym momencie w ogóle zadowolony i to ma przełożenie na wynik ankiety. Nasze humory czasami są uzależnione od różnych czynników i nie jest to w żaden sposób reprezentatywne. Taki bonus to czasem nawet 2-3 miliony rocznie. Diler dostaje np. 1/3.

 

I zamożny diler kończy karierę w skarpetkach.

 

Bez skarpetek. Takich przypadków rocznie jest kilka. Spektakularnych. W minionych latach było ich więcej a ubezwłasnowolnienie jest tak daleko posunięte, że łamane są prawa do dysponowania swoim majtkiem. Czyli firmy dealerskie na rynku są warte ok. 6-7 miliardów złotych z czego połowa jest w rękach Niemców, Francuzów, Japończyków i paru jeszcze innych nacji. Połowa majątku małych i średnich przedsiębiorstw jest w zupełnie innych rękach.

 

Mamy też takich, którzy zainwestowali gigantyczne pieniądze i poszli z torbami, zostali z pustymi salonami, halami i są bankrutami z dziesiątkami milionów długów. Jeden z dilerów zbudował blacharnię namówiony przez importera i z milionera stał się człowiekiem bez grosza, domu. Gdyby mógł dysponować swoim majątkiem i mógł wyjść w odpowiednim momencie to do tej sytuacji mogło by nie dojść. Gdyby nie koszty standardów ludzie mogliby funkcjonować. Znane są przypadki samobójstw, depresji. To jest przykre i można tego uniknąć.

 

Gdyby nie było standardów nie byłoby sieci.

 

Jasne, że tak. Każdy z nas ma świadomość, że są menegerowie gdzieś tam u góry, ale z ludźmi na dole też należy się liczyć. Tego niestety nie ma i o to walczymy, żeby to zmienić. Nikt z dilerów samochodowych nie brał pod uwagę, że tutaj nie chodzi o samochody-bo biznes jest w innym miejscu.

 

Afera zupełnie niezależna od sprzedawców czyli vvgate wpłynęła na wyniki sprzedażowe w Polsce?

 

Nie. Nie w Polsce. W Polsce na ten skandal reakcja jest żadna. Świadomość ekologiczna jest żadna i odnotowujemy wzrosty. Polacy mają to w dupie. Dilerzy odnotowują wzrosty.

 

We franczyzie to bywa też tak, że dziś jesteś-jutro cię nie ma. Pojawiają się marki-krzoki, których jedynym celem jest złapanie frajera. W tej branży też tak bywa?

 

Kilka lat temu kiedy mówiono o wejściu na europejski rynek chińskich samochodów pojawił a się w Polsce spółka która zaczęła opowiadać, że jest przedstawicielem handlowym jednej z chińskich marek. Otworzyli bardzo ładne biuro, kupowali ogłoszenia, zaczęli szukać przedstawicieli regionalnych, brali pieniądze (kilkadziesiąt tysięcy). Iluś ludzi w to weszło a firma z rynku zniknęła. Tłumaczyli się, że rozmowy na autoryzację tej marki zostały zerwane natomiast sama marka nie miała pojęcia o tym procederze. To był blef który nie miał nic wspólnego z biznesem. Ci co wzięli zniknęli, a Ci co dali to się nie przyznają. W grę mogło wchodzić kilkaset tysięcy złotych.

 

Po co pan o tym nam opowiedział?

 

Chcę zwrócić uwagę na problem. Podzielić się wiedzą i z jednej strony przestrzec, bo to jest rentowny mimo wszystko biznes, ale z drugiej strony człowiek w takim układzie jest pozbawiony swoich praw. Góra nie wszystko wie najlepiej. Ludzie się starają, wypluwają flaki. Poświęcają rodziny, talenty i zaangażowanie. I bywa, że wszystko na nic. Trzeba to uregulować inaczej, bo jeśli nie-to ten sprawdzony system-nie przetrwa. Sprzedawca samochodów wchodził w to dla samochodów, a nie dla płytek i kolejnej zmiany wizualizacji”.

 

Tyle z tej rozmowy. W sumie to fragment-wycinek. Jedna branża. Przed podpisaniem umowy franczyzowej- trzeba pokojarzyć co jest czym. W publikacji postaramy się wykazać co jest tą faktyczą franczyzą-nie dającą gwarancji, ale minimalne poczucie „sprawdzenia” czy to realnie działa. Wnioski można wyciągnąć własne.

 

 

 

 

 

 

 

Paragrafy, artykuły, punkty i podpunkty

Staram się trzymać z daleka od polityki. W tym sensie, że widzę, czytam, obserwuję. Lepiej ugryźć się w stopę. Na razie zapowiadany podatek od wielkich sieci-jest zapowiadany, porządek z banksterką miał być zrobiony, ale póki co branża oprócz tego, że nie zarabia tyle ile by chciała ma się całkiem dobrze. Frankowicze jak przegrywali procesy tak przegrywają, sieci jak doiły tak doją. I dołują. Deflacja zżera rynek. I na to system retail nie był przygotowany tym bardziej mały żuczek, który w amoku siedzi uwięziony w klatce paragrafów.

 

Obiektywnie na to co się dzieje na rynku szary człowiek nie ma wpływu i Ci wielcy zresztą też. Potwierdza to Grupa Muszkieterów w swoich odpowiedziach na pytania, które po niemal pół roku oczekiwania wreszcie przyszły i stanowisko Muszkieterów pojawi się w książce Franczyza Fakty i Mity. Nie wprost i nie jednoznacznie, ale sygnalizują trudności na rynku. Sam fakt uzyskania odpowiedzi moim zdaniem oznacza, że tak duży kapitał nie zlekceważył naszych pytań, nie machnął ręką. Świadczy to o dojrzałości zarządzających grupą Muszkieterów. Duże korporacje z siedzibami poza granicami kraju mają to do siebie, że nie odpowiadają na trudne pytania. To przemyślania strategia. Lepiej przemilczeć, aż dany temat przyschnie, a potem materiały pijarowskie znów „porządkują” sytuację w ramach zarządzania kryzysowego. I tak to się kręci.

 

Co ważne Grupa Muszkieterów nie wyciągnęła muszkietów i nie chce nas rozstrzelać paragrafami prawników. To też jest metoda. Pismo, wezwanie i próba zastraszenia procesami. Przykład Żabki czyli nie wydanej publikacji na temat ajentów jest tego dowodem choć skoro z kolei Żabka zaprosiła nie doszłą  autorkę do współpracy, a ta odmówiła to wydaje się działanie Żabki za słuszne. Nie mnie jednak oceniać. Fora internetowe huczą pomimo nowej kampanii „Mały wielki sklep”. Hasło wydaje się zbliżone do reklamy Chorwacji czyli „mały kraj, na wielkie wakacje”.

super

I faktycznie Chorwacja wakacyjna potrafi być wielka. I jest. Jednak nie dla tych, którzy wdepnęli na kolce jeżowca. Można jednak tego uniknąć. Na każdym rogu buty przeciwjeżowcowe są dostępne. Jak z franczyzą Żabek. Nie każdy wdepnął na kolce, choć statystycznie nie wygląda to dobrze. Można zaopatrzyć się w takie „buty”, że będzie przyjemnie i kolec paragrafu nie zaora człowieka. Bo pomysł na coś nowego jest trudny.

 

Chodzi o przekonanie-nie wiarę-jak w mityczne pretensjonalne greckie cytaty w niektórych galeriach handlowych-że produkt się przebije, że będzie rentowny, że ktoś go zauważy i się przekona-że to co nowe nie koniecznie zbudowane jest a priori po to-aby wyciągnąć od klienta jednorazowo pieniądze. Pytacie o „moich Ukraińców”, jak to idzie. Idzie powoli, z mozołem dzień po dniu. Bo to coś nowego, a wyróżnienie się w sieci jest-sami wiecie-nie wystarczy pogrzebać w portkach i krzyknąć-mamy start up! Tak się teraz te nowości nazywają. Odpowiadając na to pytanie czyli jak idzie odsyłam do dzisiejszej.

bomba

Bo jeśli ten tygodnik pisze m.in. o portalu to bez względu na to co się dalej wydarzy-jest to mały sukces, który finalnie nim nie jest.

fajne31

Bo rzadko jest tak, że z dnia na dzień pojawia się pieniądz- w domyśle-duży. Rzadko też jest tak, że oto czołowa zagraniczna telewizja wkleja do głównego wydania wiadomości materiał o portalu.

http://pracadlaukrainy.pl/news/sayt-pracadlaukrainypl-v-novinakh-11

 

I z tego się cieszę. Że został zauważony. Że poszło w świat. Bez pieniędzy. Bez ogłaszania światu na siłę. Bez zdjęć z założonymi ramionami koniecznie z bocznego profilu na kredowym papierze.

 

Reasumując portal odrobił 1000 złotych, profili przybywa. Teraz kierunek obieramy na pracodawców. Mozolnie. Dzień po dniu. Znajomi dzwonią żebym załatwił im Ukraińca do pracy. Nie załatwię. Bo nie będziemy Agencją Pracy do leasingowania ludzi. W leasingu mam samochód. W leasingu ludzie podpisują umowy w gh (to nowa formuła, leasing płytek kwadratowych) i wiemy-jak to się kończy.

 

Wracam do książki o systemach franczyzowych w Polsce. Do tych  milionów i tysięcy pomysłów na biznes. Jednym z nich jest sieć franczyzowych domów publicznych i kopia Wersalu budowana za pieniądze szejków. Na razie jeszcze w Polsce ten pomysł nie wystrzelił jak korek z szampana. Nie wykluczone jednak-że się pojawi.

 

A tak na marginesie dzisiejsza „jedynka” w Polityce zaskakuje.

hujnia

 Wyszło faktycznie z worka (nie mylić z pracą). Jak ten chorwacki kolec.

P.S. Polityce dziękuję. Ten portal to nie jest wał. Na razie Chorwacja jest przy nim wielka. Może urośnie?