Strzelanina w Monachium i sukces w Sky Tower-poradnik najemcy

W centrum handlowym Olympia w Monachium doszło do strzelaniny (największa gh w Bawarii) . Są zabici i ranni.

shopptwetter.com

Centra handlowe były już arenami różnych zdarzeń. Odległych od Polski. Strzelaniny w USA nie są niczym szokującym czy zaskakującym. Galerie są łatwym łupem różnej maści porachunków. Budynki- nie są na zamachy bombowe czy „z ręki” odporne. Zresztą użyteczności publicznej-żadne nie są. Poza stadionami czy metrem to centra handlowe są celem ataków terrorystycznych. I będą. Jako symbol walki „ze wszystkimi”.  

W Polsce oprócz szkoleń antyterrorystycznych-czyli jak się w razie czego zachować-jest spokojnie. I oby tak pozostało. Niemniej jednak jestem zdania, że w gh na tę potencjalną okoliczność należy się ubezpieczyć. I należy mieć jedną świadomość, że nie warto pchać palca między drzwi.

Tym bardziej, że pojawiają się informacje-nawet w tak prestiżowej gazecie jak Rzeczpospolita, że czas retailu czekają zmiany.

http://archiwum.rp.pl/artykul/1314768-Nie-dla-wszystkich–galerii-bedzie-miejsce-na-rynku.html

Materiał jest płatny w necie. Z papierowego wydania dziś dowiadujemy się, że nie wszystkie gh przetrwają. Natychmiast jednak dodane jest ALE. Że to nie będzie duża skala. Tuba propagandy obwieszcza, co, kto, gdzie zbudował i jakie wchodzą marki.

W materiale czytamy, że „wyszło celio”. Wiemy, że ciągle wychodzi i zapomnieli nie tylko o celio, ale o setkach zamykanych butików rocznie. I długach najemców. Rzeczpospolitej nie polecam. To tuba propagandowa nieruchomości komercyjnych w Polsce. Czyli deweloperki i całej branży. Ani słowa o proteście  w Wilanowie, o proteście w Tarnowie o tym jak się niszczy infrastrukturę miast w tzw. Rzeczpospolitej. Rozpływają się w kolejnych metrach kwadratowych do przysłowiowego intelektualnego ułomnego kwadratu.

250 tysięcy długu- z takim bilansem tkwi najemca w Sky Tower we Wrocławiu. Nikt nie zna wartości zadłużenia w tej wieży ciśnień i wirtualnych obrotów.  Najemcy pod butem siedzą cicho i zaciągają kolejne chwilówki na czynsz.  Wynoszą się jak zbite psy z tych osławionych sukcesem malli. Tego w rzepie-nie przeczytasz.

wniosek: przed podpisaniem umowy w gh pamiętaj o ubezpieczeniu-nie tylko towaru, nie czytaj rzepy- szkoda czasu i tych paru złotych.

P.S. Bloger jedzie na lubelską wieś. Poza zasięgiem- na digital detox. 

 

 

 

 

 

Retail na videlcu-poradnik najemcy

Czytelnicy z Radomia dali sygnał, że są. Podesłali zdjęcia i „newsletter „ dotyczący m.in.  gh Słoneczna i tego jak żyje ulica.

„Zdjęcia nie moje, natomiast historia warta opisania- w jednej z radomskich gh robiono zdjęcia ślubne.

q11

 

To chyba przerasta wszystko”.

q21

Ej tam zaraz przerasta. To retailova para młoda. Nie było jeszcze pogrzebów. Śluby już były. Wie pan jak to jest. Skoro ktoś tak chciał. To czemu nie? Nabili w końcu frekwencję.

I kolejny krótki sygnał tym razem ze środka.

 

„Są coraz większe pustki. Zniknęła już siedziba tu jednej z najbardziej popularnych restauracji w Radomiu- Teatralna,  sieciowa naleśnikarnia.

 

Kilka tygodniu widziałem że na sprzedaż jest za 500 tys. taka restauracja Fondo. Była tu również  kawiarnia Mount Blanc po której nie ma śladu. Zamknął się też ostatnio salon ze sprzedażą komputerów. Kartony zakrywają ze 30 m powierzchni po jakimś dużym salonie odzieżowym. Jest tu z 5-6 lodziarni typu Carte door, ale ruch jest też nie za duży.

 

W sklepach sieciowych również nie ma ruchu ( w większości.). W Adidasie, Big Starze, Reeboku, Pumie, Lee- pustki. Pamiętam jak 19 lat temu w 1997 r w lipcu siostra kupowała spodnie w Big Starze na głównej ulicy w Radomiu (tam już sklepu nie ma)- jaki tam był ruch, jak w ulu! Jedynie ruch jest w McDonaldzie i tez spory w KFC. Od poniedziałku do czwartku generalnie jak na ponad 200-tysięczne miasto mizeria”. 

 

Lista bankrutów jest dłuższa. I nie ma takiej możliwości, żeby się nie wydłużała. Pod jednym warunkiem-kilkaset złotych czynszu.  Jak na bazarze. Wtedy ma to sens. Nie ma sensu wykładać pół miliona złotych na cokolwiek co jest związane z gh, tym bardziej na używkę w Radomiu. Oferta jest całkiem kusząca.

 resto

„Lokal w pełni wyposażony w m.in.:

  • klimatyzację;
  • wentylację;
  • tryskacze;
  • ścianki ognioodporne;
  • wyposażenie gastronomiczne (m.in. chłodnie, zamrażarki, piec konwekcyjno-parowy, zabudowa baru)”

 https://otodom.pl/oferta/dzialajaca-restauracja-w-galerii-handlowej-ID2ZYuM.html

Myślisz o gastronomii? Najpierw koniecznie przeczytaj nowość.

resto2

Czyli książkę kelnera-tego od podsłuchów i tzw. afery taśmowej. Facet opisuje kogo, jak podsłuchiwali kelnerzy w nieistniejących już lokalach. To jednak jest średnio ciekawe. Bo znane. Interesujący jest opisywany przez kelnera mechanizm okradania właścicieli w restauracjach. Ciąg lewych rachunków i okradania szefów. Nawet do 40 tysięcy miesięcznie. Zastanawiam się, kiedy ktoś opisze poradnik jak okradać właściciela firmy w poszczególnych branżach. Dla przyszłych gastronomów pozycja kelnera-obowiązkowa choć pozostały przekaz w mojej ocenie –średni. (Konrad Lassota, Jak podsłuchałem system. Ośmiorniczki czyli elita na widelcu). Polecam.

Dziękuję za zdjęcia i ten newsletter. Zachęcam do wysyłania bieżących zdjęć i krótkich „newsów” jak się to modelowo zwija.

P.S. Ostatnio w Gemini w BB było full ludzi. Zero miejsc wolnych. Dziwne. Wypada jednak pogratulować-nie tylko kolejnych frajerów.

To też warto przeczytać. Ciekawe.

http://innpoland.pl/128431,gdanski-hotel-zatrudnil-wychowankow-domu-dziecka-efekt-so-stay-hotel-miazdzy-konkurencje-na-najtrudniejszym-rynku

 

Czkawka sieci może oznaczać zawał-poradnik najemcy

W biznesie jest jak w mrowisku. Ciągle coś się dzieje. Tysiące tekstów. Wyliczeń, tabel, wskaźników, danych, wskazówek, podpowiedzi, rad. Jedną z ciekawszych rozmów „o franczyzie” odbyłem jakiś czas temu z kimś, kto znany nie jest, nie szkoli, nie udziela „wywiadów”, bo jest człowiekiem nieznanym. Poznaliśmy się tutaj. Warto przebrnąć przez tę rozmowę myśląc o pójściu na swoje np. w branży odzieżowej. Rozmówca udzielał się na różnych portalach, podpowiadał -jak wiedział. Wielu ludzi szuka na własną rękę informacji o danej branży. Przeszukują internet. Odwiedzają fora internetowe. Być może komuś ta rozmowa się przyda, nakieruje, choć bezpośrednią podpowiedzią-nie jest.

Bogusław Fijałkowski od 16 lat na rynku. Inżynier, informatyk, handlowiec.

Co Ci daje franczyza?

Znam tylko systemy z branży odzieżowej i tutaj w branży franczyzą określamy system stricte depozytowy w sensie towarowym – czyli towar jest franczyzodawcy – nie Twój. Jak do tego dołożysz w miarę znany i rozpoznawalny brand i zbudowaną w oparciu o niego sieć to możemy mówić o jakimś systemie franczyzowym. Jak nie ma tych dwóch rzeczy to nie ma mowy o franczyzie, bo są systemy typu damy Ci wizualizację, wskazówki, reklamę naszego brandu w branży i gdzieś indziej, a Ty masz tylko w sezonie kupić za 50 czy ileś tysięcy to nieporozumienie, a nie franczyza. To tak gwoli wyjaśnienia o czym rozmawiamy i teraz do rzeczy: według mnie największym problemem w handlu odzieżą i największym bólem głowy dla handlowca w tej branży są stoki czyli to co zostaje po sezonie. Załóżmy, że jesteś sam, niezależny i niezrzeszony, prowadzisz sobie sklepik odzieżowy. Kupujesz sobie towar, potem sprzedajesz – żyjesz z marży.

 

Mamy czerwiec – za chwilę będzie końcówka sezonu więc przestajesz kupować, bo i tak faktycznie to nie ma co. Załóżmy, że aby Twój sklep wyglądał dobrze i był zatowarowany potrzebujesz 1000 sztuk odzieży – wtedy rotacja jest niezła i się sprzedaje. Jak masz 700 to już klienci mówią – tutaj nic nie ma i sprzedaż zaczyna kuleć.

 

Robisz więc wyprzedaż – aby jakoś nawiązać walkę z sieciówkami mocno głęboką, więc często sprzedajesz mocno poniżej ceny zakupu, a i tak zostaje Ci powiedzmy 30 % średnich stanów magazynowych  – w tym hipotetycznym przypadku dajmy na to 300 sztuk.

 

Zablokowane pieniądze przynajmniej na rok i mocno zdeprecjonowane, bo za rok spróbujesz to sprzedać jeszcze niżej. I tak co sezon… w pewnym momencie prawie nie musisz już nic kupować (i często nie masz za co) bo i tak masz pełen sklep towaru… tyle, że z poprzednich sezonów i sprzedaż leży i kwiczy a Ty plajtujesz. To jeden scenariusz – zobaczysz go w co drugim butiku tutaj, inny to taki jak u mnie – wcześnie się zorientowałem, że stokowanie się to droga do samozagłady więc aby nie dopuścić do nich i zachować płynność mocno ciąłem ceny i agresywnie wyprzedawałem.

 

I po rozliczeniu sezonu nagle okazywało się, że obroty co prawda były niezłe, stoków dużo nie zostało, ale średnia marża to 25%, więc rentowność taka sobie, bo marże na rynku ze względu na dużą konkurencję uległy mocnemu spłaszczeniu. I dochodzimy do odpowiedzi na twoje pytanie. Franczyza depozytowa zdejmuje mi mój podstawowy problem stoków z głowy, bo po sezonie wracają do centrali i daje do tego wyższą średnią marżę czy też prowizję, bo zazwyczaj w granicach 30%. Nadto zdejmuje mi z głowy problem towarowania, szukania, negocjowania, kupowania itd.

 

Handlowaliśmy wieloma markami: House, ViceVersa, Volcano, Vertus, Patrol, mniej i bardziej znane. Niektórych marek już dziś nawet nie pamiętam, bo czasami współpraca kończyła się po jednym maksymalnie dwóch sezonach – albo nie była trafiona marka, albo warunki były takie, że kończyliśmy współpracę. Mówimy o czasie kiedy jeszcze byliśmy niezależni.

 

Przeciętna franczyza depozytowa daje Ci średnio 30 procent prowizji i ona albo jest stała przez okres całego roku albo się zmienia czasowo w zależności od miesiąca – raz jest więcej raz jest mniej – to żadna tajemnica – tego się dowiesz na pierwszej rozmowie z przedstawicielem sieci. Sieci też chcą uzyskać rentowność i w okresie wyprzedażowym bardzo mocno tną ceny, bo też chcą się pozbyć stoków stąd czasami niższe prowizje na okres wyprzedaży. Po to zresztą są wyprzedaże i wtedy nadrabiasz obrotami.

 

Na dłuższą metę to nie ma sensu -jest to nauczenie konsumenta pewnych zachowań i klient w pewnym momencie będzie czekał tylko na te akcje promocyjne. To dopiero wychodzi po roku czy dwóch latach i jest pewnego rodzaju strzałem w stopę – stąd kłopoty sieci, które miały wpisane w strategię częste akcje promocyjne typu „na weekend wszystko minus 40%”. Klient, dla którego cena jest podstawowym wyznacznikiem nie jest i nigdy nie będzie klientem lojalnym.

 

 

Jeszcze kilka lat temu wiele firm oferujących franczyzę depozytową miało kilkanaście sklepów własnych, kilka franczyzowych plus ze 200 punktów sprzedażowych w całej Polsce na zasadzie typowo zakupowej. Do tego programy partnerskie. Ja przeszedłem na franczyzę depozytową niejako z automatu – prosto z systemu partnerskiego.

Nie ma ryzyka.

Jak nie ma – jest cały czas, tylko nieco inne. Jest ryzyko, że się sieć położy – w ciągu ostatnich kilku lat trochę systemów znikło z rynku. A nawet jak się nie położy i tylko dostanie czkawki to czkawka sieci u Ciebie może oznaczać zawał – chyba, że jesteś gwiazdą w sieci.

Kilka lat temu miałem sytuację w jednej z sieci, że podobno, bo już nie pamiętam dokładnie, albo statek zatonął, albo pożar w porcie był i kontenery spłonęły, w każdym razie efekt był taki, że dostępne było maksymalnie połowa kolekcji. I jeśli jesteś w monobrandzie to to jest dla Ciebie wyrok. Co prawda sieć też ma wtedy problem, są zakupy interwencyjne od innych i przemetkowywanie, ale to tak czy inaczej działania spóźnione i sezon idzie na straty. Pytanie tylko ile Ty wtedy stracisz.

Oddajesz niezależność za stoki, stałą prowizję, zarządzanie towarem, procedury, promocje i wyższą odwiedzalność, bo Polacy kochają sieciówki. Tyle, że sieci ze względu na sposób działania, strukturę i wielkość mają dużą bezwładność, nie są w stanie szybko reagować. Będąc niezależnym możesz. Coś za coś. Na dziś rynek się oczyścił, co miało paść już padło, zostały najmocniejsze systemy i możesz wybierać w zależności od tego ile chcesz zainwestować między Croppem, House, Diverse, Greenpoint, Top Secret, Moodo, 4F, Medicine, Trollem. I te systemy są wg mnie bezpieczne, inne, które gdzieś się reklamują  to quasi franczyzy i szukanie jeleni. Natomiast to, czy zarobisz na tych w miarę bezpiecznych czy nie, jest zupełnie inną kwestią – w każdej umowie znajdziesz zdanie, że franczyzodawca nie daje gwarancji sukcesu franczyzobiorcy.

 

Jest jeszcze model pośredni – zachowujesz jakąś formę niezależności oddając część powierzchni sklepu pod kornery, czyli depozyty czy towar w komisie innych marek. Tylko nie można tutaj o franczyzie sensu scricte, bo nie idzie za tym najczęściej żadne know how.

To jest zasada komisowa. Bezpieczna. Plusem jest też to, że mając część powierzchni dla własnej dyspozycji dostaję oferty stokowe od różnych firm. Ile sprzedam tyle sprzedam, resztę zwracam bez konsekwencji. Tak też można. Ale wracając do historii – w pewnym momencie jak sieci się u mnie pojawiły zrozumieliśmy, że musimy upodobnić się do sieciówek – przejąć ich zalety, a zostawić z boku wady. Więc poszła inwestycja – meble w ramach umowy, ale co ciekawe to nie był system franczyzowy tylko partnerski. Mieliśmy wybór. Chcieliśmy upodobnić się do sieci żeby konsumenci myśleli, że jesteśmy sieciówką, a nie byliśmy, aczkolwiek obrandowanie mieliśmy już zgodne z wizerunkiem i wizualizacją sieci.

Bo jest taki odbiór, że sieciówka to coś więcej.

Tak. Na to składa się wiele czynników. Ważna jest marka, brand, jej rozpoznawalność. Poza tym standarty obsługi, reklamacji, możliwość zwrotów czy wymian – to co w sieciach od dawna jest normą w małych sklepikach dopiero się zakorzenia. W mieście masz ze 30 sklepów odzieżowych i 90% z nich po kilku latach i zastokowaniu wyglądają jak szmateksy. Tak się handlować nie da. Dlatego kupiliśmy meble. Aby nie było zarzutu, że sieć na tych meblach zarabia dostaliśmy kontakt do producenta i bezpośrednio zamówiliśmy. Po jakimś czasie musieliśmy jeszcze trochę dokupić (sieć w międzyczasie padła) okazało się, że są tańsze mniej więcej o 40%. Ale nie jestem pewny, czy z pierwszym zakupem to był wałek czy meble staniały, bo już był kryzys.

 

Niemniej jednak w każdej franczyzie depozytowej musisz kupić meble i wyposażenie od sieci do tego doprowadzić lokal do standartów. I nierzadko jest to ogromny koszt. Jeśli sieć sobie liczy średnio 2.500 netto za m.kw. (np. LPP) i lokal ma mieć minimum 200 m.kw to mówimy tutaj o pół bańce netto. I cały czas masz w umowie, że sieć nie gwarantuje powodzenia.

Nam się udało – w sieciach, z którymi współpracujemy jesteśmy w ścisłej czołówce sprzedażowej w Polsce. Ten wynik uzależniony jest od bardzo wielu czynników, ale w naszym przypadku też od szczęścia. Czyli ciężka praca, w naszym przypadku głównie małżonki, dobra lokalizacja, niskie koszty lokalu i dobra konkurencja. Nie mamy tutaj konkurencji wprost, silnie też pracowaliśmy nad wizerunkiem i to daje efekty. Żadna marka tutaj nie da czegoś takiego, że zrobi się samo. Są marki mocniejsze i słabsze, przy czym łatwo się zorientować, że franczyza silnej marki, więc z założenia bardziej bezpieczna jest mocno droższa – inwestujesz kupę kasy w całe wyposażenie i salon.

Czyli dodatki.

Tak. I tutaj dochodzimy do tego co nazywa know how. Sieci w swojej strukturze i w swoim modelu działania muszą zakładać unifikację i nie dziwi mnie, że muszą być takie same meble wszędzie i cała reszta. Know how to są procedury wewnątrzsieciowe, czyli jak powiesić, z czym powiesić, dlaczego tak a nie inaczej, jak oświetlić żeby to się sprzedawało. Kiedy zrobić akcję promocyjną, jaką – tak aby była skuteczna. To jest nie do przecenienia i rzeczywiście jest to istotne wsparcie w sprzedaży.

W przypadku LPP składają się na to przeróżne akcje promocyjne i reklamowe, facebook, prasa branżowa – to jest coś co daje właściciel sieci. To jest to know how. To, jak ktoś zarządza sklepem ma mniejsze znaczenie, bo nie masz wiele do powiedzenia. Jak zatrudnisz ludzi to Twoja sprawa, jakie mają wynagrodzenia też, ale w umowach franczyzowych funkcjonują zapisy, że sieć ma prawo de facto zwolnić twojego pracownika w każdym momencie. Jeżeli przyjdzie jakiś kierownik regionalny i stwierdzi, że ten, a ten się nie nadaje i robi krecią robotę to sugerują Ci i często jest to wpisane w umowę, że należy przenieść go na inne stanowisko co tak naprawdę jest jednoznaczne ze zwolnieniem z pracy.

 

W drugą stronę też to działa?

Nie słyszałem, żeby franczyzobiorca mógł taką opinię wyrazić  w drugą stronę czyli żeby jakiś regionalny stracił robotę.

 

Moim zdaniem reklama to nie jest know how. Nie jest tajemną wiedzą. Klient widząc reklamę krótkich spodenek w spożywce nie koniecznie pobiegnie je kupić. Nie trafione reklamy mogą zaszkodzić, a nie wspomóc sprzedaż. Sieci i tak zaczynają klękać.

 

Klękać to za dużo powiedziane, ale nie jest tajemnicą, że sytuacja jest trudna. Kiedyś, aby otworzyć franczyzę np. croppa lub house musiałeś spełnić określone i dość wygórowane warunki. Miasto miało liczyć 50.000 mieszkańców, w innym przypadku 30.000, a dziś znam lokalizację w miasteczku trzynastotysięcznym. Zostaje to spłaszczone, wymagania poszły w dół., choć ceny za franczyzę wcale nie. Cały rozwój sieci polegał na ucieczce do przodu poprzez zwiększanie swoich powierzchni sklepowych i w ten sposób napędzanie sprzedaży. Moim zdaniem ten model zaczyna się kończyć. I dla wielu dość szybko się skończył. Np. Viceversa. Bardzo szybko otwierali kolejne sklepy i w pewnym momencie nie mogli tego sfinansować i cześć. Sieć musiała paść.

Kolejnym ryzykiem jest to, że na pozór wszystko wygląda ładnie, a nie wiesz co się dzieje w środku tak naprawdę w centrali. Jeżeli jest to spółka giełdowa to możesz sobie pewne rzeczy sprawdzić w sprawozdaniach finansowych. Jeżeli to nie jest spółka giełdowa to nie masz szans i tak naprawdę nie wiesz. Można słuchać plotek. Jednak jeżeli ktoś nie jest z branży to nie wie w jakiej kondycji jest dana marka i nie ma szans – franczyzobiorcy poza wyjątkami milczą. Był taki szał jak się pojawiły dotacje dla bezrobotnych i 80 procent dotacji na własną firmę u nas to były pieniądze na sklepy odzieżowe. Każdemu się wydaje, że to jest najprostszy biznes. Jadę do centrum hurtowego, kupuję towar, otwieramy sklep i próbujemy działać. I stereotyp był taki, że lepsze jest 1,500 złotych czystego zysku na swoim niż zarobienie tych samych pieniędzy u kogoś. Ludzie nie biorą pod uwagę tego ile czasu trzeba poświęcić żeby zarobić. Czasami to jest praca i po 18 godzin dziennie.

 

Jak prosperują te sklepy  z dotacji?

 

Pozamykane. Sporo ich było. Urzędy Pracy się zorientowały, że żadna z tych firm nie przetrwała więc wstrzymano udzielanie tych dotacji lub ograniczono. Finansowali wyposażenie, ale towaru już nie. Ten boom na dotacje się skończył. Ludzie, którzy biorą dotacje myślą, że to jest łatwe.

 

Przejdźmy do modelu franczyzy.

Dwa razy wpadliśmy na minę w przypadku sieci franczyzowych. Choć się zabezpieczaliśmy i jesteśmy rozważni. Są sieci które działają na zasadzie monobrandu czyli jeden sklep, jedna marka, np. Cropp, House, Top Secret. I jeżeli coś się z siecią stanie to nie masz żadnego manewru. Poza tym, że ewentualnie możesz zmienić logo i zainwestować znowu w nowy towar.

 

To gdzie ta mina?

 

Nie masz dostępu do danych finansowych. W przpadku marek Viceversa i Face weszliśmy do sieci nowo tworzonych, ale firmy funkcjonowały na rynku od kilkunastu lat i nic nie wskazywało na to, że mogą wpaść w tarapaty – współpracowaliśmy wcześniej od pięciu lat. Do tej pory mam mieszane uczucia, bo współpracę zakończyliśmy wzorowo. Oni się wyłożyli i do końca nie wiem czy z ich winy. Tam z dnia na dzień banki wypowiedziały im faktoring – coś za uszami pewnie było. Mieli z 10 punktów własnych plus otworzyło się trochę franczyz depozytowych z ich systemem na ich sprzęcie. Nie kupiliśmy od nich mebli i nie narzucono kwoty inwestycji jedynie wizualizację. Oni żeby się ratować ratowali też pośrednio moją dupę. Zrobili kosmiczną wyprzedaż i ciuchland totalny czyli odzież za kilkanaście, kilkadziesiąt złotych. Zrobiliśmy wtedy przez kilka miesięcy dobre pieniądze. Odzyskaliśmy swoją kasę. Zostaliśmy z lokalem resztę towaru oddałem.

 

Na własną rękę szukałem systemów depozytowych bez tej otoczki i całego know how. Rok się zbierałem i spadnięcie na cztery łapy łatwe nie było. Było nam bardzo trudno. Podobnie z Viceversą. Miałem swoje meble z systemu partenrskiego więc wejście do sieci to była inwestycja rzędu 5 tysięcy. Handlowaliśmy dwa sezony. W umowie zastrzegliśmy, że w salonie możemy w ramach uzupełnienia oferty handlować innymi markami. Dlatego sobie poradziliśmy. Ryzykiem w takich małych sieciach jest płynność finansowa sieci.

Zazwyczaj działają dwutorowo – sklepy własne, franczyzowe (więc sieć) i sprzedaż hurtowa. I w pewnym momencie nagle zabrakło towaru, bo prawie wszystko sprzedali hurtowo za gotówkę. To jest dla firmy bardziej opłacalne i pewne, bo jak idzie w depozyt to nie wiadomo ile tego się sprzeda a ile wróci jako stok. Więc jak jest okazja puścić za gotówkę kosztem kilku procent marży to nikt się nie zastawia. Co zostało w magazynach poszło na sklepy własne, na depozyty jakieś resztki. Musieliśmy szukać czegoś innego. Firma się nie rozłożyła, bo stała na dwóch nogach, niemniej jednak marka Viceversa już nie istnieje. Nam przetrwać pomogło to, że miałem dwa inne źródła dochodu, gdybym się kurczowo trzymał tylko odzieżówki, to bym nie przetrwał. Żadna sieć nie daje 100 procentowej gwarancji sukcesu. Wszystko zależy od zupełnie różnych i czasem nieprzewidywalnych czynników. Możemy mieć super sieć, z rozpoznawalną marką, a zupełnie zwaloną lokalizację. I nic z tego nie będzie.

 

Ale doradzają. Szkolą. Zapewniają.

 

Ale oni też nie wiedzą, a na pewno ich przewidywania są obarczone dużym błędem. Jeżeli wchodzisz w zupełnie nową lokalizację, której potencjału nie znasz to możemy sobie myśleć jak reklamują nowe galerie – 5 milionów ludzi w roku, zasięg 80 tysięcy. Tak naprawdę nie znamy przyzwyczajeń zakupowych ludzi w danym miejscu. I to się dynamicznie zmienia.

 

Wyobraź sobie sytuację, gdzie trafia Ci się dobra lokalizacja, inwestujesz 200-300 tys. Jest dobrze, rentownie, odzyskujesz kasę z inwestycji. Mijają ze dwa lata, sporo już odzyskałeś. I nagle ktoś coś gdzieś komuś jak to w Polsce bywa i stawiają Ci obok galerię czy pasaż handlowy – dwa lata temu o tym nie było mowy, bo nie było takiej możliwości, nagle się znalazła. I dostajesz ultimatum od sieci, albo wchodzisz do galerii, albo wchodzi sieć z własnym sklepem. A że stan deweloperski w galerii i w międzyczasie zmienił się wizerunek sieci to de facto znów musisz wyłożyć 300 tys. Co gorsza, czynsz w galerii jest tak wysoki, a obroty już mniej więcej znasz, że nawet przy galeryjnej zwyżce obrotów kasę będziesz odzyskiwał lat 10… albo wcale.

Nawiasem mówiąc – dlaczego w galerii musi być drożej niż przy ulicy. Weźmy pod uwagę tydzień. Sklep przy ulicy będzie pracował w dni powszednie 10-18, sobota 10-16 max, niedziela zamknięte. To daje 46 godzin tygodniowo. W galerii masz 9-21 dzień w dzień, co daje 84 godziny tygodniowo, więc bez mała dwa razy więcej. Dwa razy więcej możesz zarobić. Zatem dwukrotnie większy czynsz niźli przy ulicy jest zupełnie normalny, jak dodasz do tego wyższy standart, otoczenie, marketing to i trzykrotny jest jak pół darmo. Z takim tekstem spotkałem się u jednego z naganiaczy galeryjnych. Nie potrafił tylko odpowiedzieć na pytanie po co mi otwarcie do godz.21 skoro po 18-tej tak naprawdę ruch ma tylko spożywka.

 

Jak się nie wyłożyć?

 

Myśleć, myśleć jeszcze raz myśleć. Liczyć, liczyć jeszcze raz liczyć. Chociażby dane. Każdy potencjalny franczyzobiorca pyta przy nowej lokalizacji – ile możemy tutaj zrobić obrotu. Sieć odpowiada – tyle i tyle, dadzą nawet symulację. Bo mamy podobne miasto tutaj, tutaj i tutaj i mamy dane. Ale dane w ogóle nie muszą mieć przełożenia, bo są miasta 20-tysięczne, gdzie fajnie się handluje i 50-tysięczne gdzie jest totalna zmoczka. Czynników jest tak wiele, że nie sposób je wszystkie uwzględnić. Podstawą jest lokalizacja i to jest najtrudniejsze. Dobre są drogie, a jest ich niewiele i zazwyczaj w chwili obecnej są to nowe lokalizacje, gdzie dopiero się okaże co ona jest warta. Natomiast co do obrotów – mamy dwie spółki giełdowe LPP i Redan, które oferują franczyzę. Publikują sprawozdania finansowe.

Weźmy na tapetę choćby Redan. Za maj mamy komunikat: „Na rynku modowym sprzedaż towarów w maju 2016 r. wyniosła 21 mln zł i była wyższa o 4% niż w maju poprzedniego roku. W ujęciu narastającym sprzedaż sektora modowego wyniosła 94 mln zł i była 1% niższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku” – czytamy dalej. Powierzchnia punktów handlowych działających w sieci sprzedaży marek Top Secret, Troll i DryWash wyniosła 41,8 tys. m2, tj. była o 1% wyższa niż w maju 2015 r.”

Co z tego widać – 21.000.000/41.800 to daje ok.502 PLN netto na metr kwadratowy powierzchni sklepu. Dla równego rachunku weźmy 500 PLN. Pamiętajmy też, że to bardzo ułomna wartość bo średnia, a jak wiadomo ja i mój pies średnio mamy trzy nogi. Ale zakładając jakiś rozkład w miarę normalny wokół tej średniej są sklepy lepsze i gorsze i odchylenie spokojnie może wynosić ze 20%. Zatem jestem potencjalnym franczyzobiorcą i chce otworzyć którąś z ich marek.

 

Udało mi się wynająć lokal w wydaje się niezłej lokalizacji (to się dopiero okaże), niech będzie 100 metrów. W wariancie bezpiecznym założymy sobie, że będziemy słabszym sklepem – minus 20% od średniej, zatem sprzedaż wyniesie 400PLN netto z metra kwadratowego. Na co mogę liczyć. Obroty 40 tys netto. Przy prowizji rzędu 30% dostanę 12 tys. PLN. Koszty lokalu z mediami niech będą 6.000 PLN – do tego pracownicy, zakładamy normalną umowę bez kombinacji ze śmieciówkami, niech będzie 5.000PLN – nieco ponad minimalną krajową dla dwóch osób. Zostaje Ci 1000PLN. W sam raz na składkę ZUS i waciki – jeśli jesteś korposzczurem, któremu właśnie znudził się wyścig i chce bezpiecznie spróbować sił na swoim.

W wariancie średnim zostaje Ci już 4.000PLN – po opłaceniu ZUS-u i jakichś nieprzewidzianych kosztów niech Ci się zwraca 2.500 PLN miesięcznie. Rocznie to będzie 30.000 PLN, zwrot z inwestycji nastąpi po 3 latach z kawałkiem i wtedy dopiero zaczniesz zarabiać. Tak to mniej więcej wygląda, natomiast zawsze jest też prawdopodobieństwo, że trafisz lokalizację super i średnio z metra będziesz miał nie 500, a 1000 PLN. Choć równie dobrze nie trafisz i będziesz miał 300. To są bardzo uproszczone wyliczenia, bo zazwyczaj na otwarciu robi się znacznie wyższe obroty i wpadamy w euforię, potem jest już bardziej pod górkę.

Niemniej jednak w przypadku odzieżówki franczyza depozytowa dla świeżaka jest zdecydowanie bezpieczniejszym biznesem niźli działalność na własną rękę. Choć umoczyć można i niezależnie i w sieci. Franczyza nie załatwia wszystkiego i nie jest gwarantem, że na pewno się uda. Na początku roku kupowałem wyposażenie z likwidowanego Trolla. Lokalizacje jeśli nie świetna to na pewno dobra. Lokal świetnie zrobiony. A jednak się nie udało, mimo, że facet miał lokal własny, więc czynsz mu odpadał. Po dwóch latach franczyzy policzył sobie, że bardziej opłaca mu się wynająć lokal niźli samemu w nim handlować i to bez czynszu. A prognozy obrotów od sieci okazały się przestrzelone o 50%. I wynosząc pudła zachodziłem w głowę jak mogło mu się nie udać – dla mnie to był bez mała pewniak. I dla sieci pewnie też.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chaos, syf i nic się nie stało-poradnik najemcy

Kiedy w Nicei ginęli turyści, a w Turcji na ulice wyjechały czołgi to w Gdańsku mieszkańcy walczyli z żywiołem. Nieporównywalna waga tych zdarzeń nie zmienia faktu, że życie toczy się dalej. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu jak i na fale przypływu. W gh widać to jak na dłoni. Buble architektoniczne odebrane przez służby nie wytrzymują momentu na zasadzie „sprawdzam”. Czyli coś co w normalnej sytuacji jest nie do przyjęcia w przypadku gh nie ma zastosowania.

Lewe odbiory techniczne uderzają w klientów i najemców gh. Otwierając cokolwiek co związane jest z gastronomią należy spełnić surowe i uzasadnione, a bywa, że absurdalne przepisy w  zakresie bezpieczeństwa, czystości i behapu jako takiego. I nie przeskoczysz wymagań dotyczących ilości zlewów, szerokości, wysokości schodka czy długości wychodka. Przed uruchomieniem kawiarni, lodziarni, kebabiarni, resto czy burgerowni należy te kwestie mieć na uwadze przy przygotowywaniu  biznesplanu. Przedłużające się odbiory i „schody” mogą położyć biznes na „dzień dobry”, który dziś dobry nie jest w tzw. g bałtyckiej.  

„Klienci, którzy zdecydowali się na wizytę w galerii, przyglądają się zalanym sklepom, robią zdjęcia.W niektórych miejscach jest błoto Zdaniem wielu sprzedawców galeria jest w tak fatalnym stanie, z nie powinna zostać otwarta. – W niektórych miejscach jest jeszcze błoto. Brakuje informacji, narażone jest zdrowie pracowników, panuje chaos. Problemem jest stan budynku i okropny zapach – mówi właścicielka sklepu”.

Cały tekst tutaj.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20411487,galeria-handlowa-w-gdansku-otwarta-po-ulewie-jakis-koszmar.html#BoxNewsLink

Tymczasem zarząd na swoim fan peagu zapewnia, że jest w porządku.

„Przed chwilą mieliśmy kontrolę Sanepidu, która przebiegła pomyślnie i zyskaliśmy pozytywną opinię co do stanu centrum. Na miejscu jest profesjonalny zespół, który dba o to, aby wszystko przebiegało tak jak powinno w każdym aspekcie. Została także uruchomiona specjalna linia telefoniczna dla najemców”.

https://www.facebook.com/galeriabaltycka/?fref=ts

Na kontakt 24 wpadło klika zdjęć.

http://www.tvn24.pl/pomorze,42/gdansk-po-zalaniu-otwarto-galerie-klienci-wciaz-widza-bloto-i-wode,661557.html

Gh robi co może żeby budynek funkcjonował. Chodzi o to, aby zadłużonym najemcom nie zapłacić odszkodowania. Każda godzina jest cenna, bo policzalna choć nie w wysokości obrotów, ale realnie zniszczonego towaru i całej reszty. 

Tymczasem wracając do głównego nurtu- takiego dostałem maila.

„Byliśmy w poniedziałek w TVP u p. Jaworowicz niestety ale chyba nie będzie szans na przyjęcie sprawy, gdyż ,,w naszej historii nie ma tragedii” mówiąc krótko nikt się nie zabił jeszcze ani nic takiego, a to że mamy długi takie przez EC i za chwilę nie będzie z czego żyć to nie jest do pokazania. Natomiast dowiedzieliśmy się że podobna historia do naszej będzie dzisiaj przedstawiana w sprawie dla reportera po 21.00 w TVP. Jest to historia ajentów żabki.

 

Podaję kilka namiarów”.

 

I lista franczyzobiorców ajentów Delikatesów.

dlahandlu

zdj.dlahandlu.pl

W związku z tym, że zawarte treści maila są z punktu widzenia odbiorców mocne (nikt faktycznie się póki co nie rzucił pod pociąg) –to naszym zdaniem zasługują na to, aby porządnie je zweryfikować. Czyli dokumentacja książki Franczyza fakty i mity –zostaje wydłużona o miesiąc.

Co do odmowy zajęcia się wami to spokojnie. Być może faktycznie potrzeba, aby ktoś sobie wylał paliwo na głowę i jak żywa pochodnia zapłonął. Trzeba zrozumieć konwencję programu i cierpliwie z prawnikami pracować nad tym. Nie zrażać się tym pozornym niepowodzeniem. Poza tym przed podpisaniem umowy franczyzowej program Elżbiety Jaworowicz.

jaworowicz

zdj. natemat.pl

Warto zobaczyć tutaj.

http://vod.tvp.pl/25995064/14072016

A dla podróżujących w te wakacje np. do Bielska Białej godna uwagi nowa kawiarnia przy ulicy. Kawa plus hande made.

https://www.facebook.com/Caffe-Boutique-1562551860726345/?fref=ts

 

 

 

 

Tylko koni żal

Każdy ma swój armagedon. Nawet Ci najbogatsi. Boją się starości i śmierci. Francuska kultura pozbawiona treści upadła na naszych oczach. Giną zwykli przechodnie-turyści. Kultura jako taka i ta- biznesowa. Nie ma jednak skutków bez przyczyny. Traktowanie ludzi jak armatnie mięso, jak bydło, jak cytrynę historycznie kończyło się wojną. Bo nie tylko Francja-doszła do ściany. Promenada Anglików już nie będzie taka sama.

Aby zrozumieć dlaczego właśnie tam i w ten dzień należy wczuć się w ten gorący klimat. Klimat-nie dla wszystkich. Lazurowe Wybrzeże to miejsce niedostępne dla zdecydowanej większości przeciętnych Francuzów. Tam jest zbyt drogo. Dlatego to nie jest miejsce wypoczynku dla zwykłych ludzi. Przejazdem, na chwilę, na objazdową wycieczkę. Ewentualnie na tani camping.

Hotel Negresco czy Carlton to szczyt marzeń. Jachty, apartamentowce, helikoptery, ogrody, restauracje, eleganckie kawiarnie, palmy, rollsy. W wysokich budynkach apartamenty, a w poszczególnych skrzydłach klitki dla służby. 9m2 z prysznicem. Ludzie ulicy przeganiani przez służby squotują. Sporo żebraków. Obok luksusu skrajna bieda, brud, smród i ubóstwo. Dzielnice Marsylii od dziesięcioleci wyjęte spod reguł. Tam się nie wchodzi. Sfrustrowana młodzież szuka zajęcia i jakiejkolwiek idei. Dlatego zabijają i zabijać będą. I jest ich coraz więcej. Tymczasem świat biznesu, retailu, funduszy-ma się dobrze. Nie tylko na bogato, ale na tłusto.

Sposób myślenia jest zupełnie inny. Bo zarówno bieda jak i nadmiar wszystkiego zmienia mózg. Jedni nazywają to odrealnieniem, drudzy oderwaniem od rzeczywistości, jeszcze inni zmianami. Turek-milioner-miał udziały w poważnych firmach. Jedynym zajęciem była lektura Financial Timesa i sprawdzanie kursów walut. Nie było sieci. Praca trwała ok. kwadransa. Po czym stałe rytuały, te same rozmowy i jedyne zmartwienie co dziś zjemy, kto przyjdzie, kto z kim śpi. I kiedy ginie kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Stambule, bo zatrzęsła się ziemia Turek się martwi. Brat prowadzi stadninę koni arabskich – dwa padły. Popijając aperitif, kąpiąc się w słońcu rozważa wartość czworonoga i dolary, które legły pod gruzami miasta.

W nadchodzących dniach cały świat się połączy z Niceą. Świat normalnych ludzi, dla których konie nie mają, aż takiego znaczenia. Wczoraj w Sprawie dla Reportera Elżbieta Jaworowicz poruszyła temat żabkowiczów-samobójców. Samobójcy tam-samobójcy tu. Na razie na kaloryferze, czy „klamce”. Tej od drzwi.

Dziś jednak nie wypada o tym pisać. 

granicegrafika. media społecznościowe za gazeta.pl

Sukcesnews-poradnik najemcy

Siłą, a jednocześnie słabością gh jest PR lub/i reklama. Firmy szukają sposobu jak pozyskać takiego klienta (gh) i co zrobić żeby zrobić coś z niczego. Jak przyciągnąć ludzi i sprzedać to co dzieje się w środku. Jak sprzedać dane wydarzenie i jak doprowadzić do tego, żeby media ogólnopolskie lub lokalne „zacytowały”. Ilość cytowań jest jednym z mierników sukcesu danej akcji. Do tego dochodzi frekwencja. Hitem są mieszkania jako nagrody i loterie paragonowe. Samochody też przyciągają. I to nakręca ten pozytywny wizerunek, który ukuł się w świadomości. Drukowane słupki, wyniki, transakcje budynków robią wrażenie na przeciętnym odbiorcy. Inwestycje wokół, jakaś ławeczka, zjeżdżalnia, mini scena. Domy nowej kultury wiedzą jak to zrobić żeby się wyróżnić na tle imprez lokalnych. Retailove domy kultury próbują wyręczać muzea, galerie sztuki, schroniska dla zwierząt. I dziś taki news przebił się w zetce.

W głównym wydaniu wiadomości ogólnopolskich. Że w gh przygotowano parking dla psów. Że jest miska z wodą dla nich i tam można czworonoga zostawić by iść na zakupy. To ewenement na skalę kraju, dlatego też cenne sekundy newsowe zostały przeznaczone na parking dla psów. Wakacyjna plaża sprawia, że takie ciekawostki można wypuścić. Pomysł sam w sobie ciekawy. Nie wykluczone, że zainspirowany przez słubicki burdel.

Kilka słów wstępu. Słubice to miasto, które powstało po wojnie. Rzeka stanowi granicę polsko niemiecką. Miasto żyje z „Niemców”. Setki małych podmiotów utrzymuje się z części emerytur niemieckich seniorów. Kosmetyczki, fryzjerzy, handlowcy. Hula. Most ułatwia krótką przeprawę na spacer. Z psem. Senior idzie z psem na spacer i w międzyczasie może odwiedzać domy uciechy. W jednym z nich też jest parking dla psów. Czyli kojce. Czworonóg „parkuje”, a senior pączkuje. Pomysł na zwiększenie obrotów.

Tak robi się pijar. Czyli kilka kojców obiegnie kraj i podprogowy przekaz-jak dbają o klienta i psa, który mu towarzyszy. I to jest sukces agencji obsługującej konkretną gh. Jako, że lubię psy jestem zdania, że pomysł jest świetny. Zabrakło w newsie czy parking jest płatny czy w gratisie. Kilka euro można by zgarniać. I uruchomić franczyzową sieć. Nie dowiadujemy się z newsa czy ochrona będzie ich pilnowała, czy jest kłódka itd. Ważne jest to – jak traktuje się ludzi w środku. Czyli słynny Tour de Pologne. Tarnów. Dwa lata temu. Start spod Gemini Jasna Park. Dużo sportowców. Telewizji. Wielki świat przyjechał na daleką prowincję. Powiało sukcesem.

Pytanie co było wcześniej w sklepie zoologicznym. Zwierzęta. Gdzie się podziały? Być może trafiły do schronisk. Co się jednak stało z człowiekiem, który to prowadził? Wykopany nikt. Dlaczego? Sklepy zoologiczne muszą spełniać standardy sanepidowskie. Lokal duży. Sporo umywalek- i miejsca. Miejsca dla kolarzy. Za długi usunięto najemcę, żeby zrobić miejsce dla ludzi z Tour de Pologne. Dla Cześka ze swoją ekipą.

Jako, że miasto nie miało kasy na zapłacenie za start słynnego touru filantropijnie wykonaliśmy wówczas telefon z pytaniem, kto za to zapłacił. Zbyszek Nowak dyrektor gh był zdziwiony pytaniem jak my odpowiedzią. Organizatorem startu w Tarnowie była Siemacha. Stowarzyszenie filantropijne zajmujące się dziećmi, edukacją, sportem. Fajne cele i rezultaty. Robią z dzieciakami dużo dobrego. I zapłacili Cześkowi 100 czy 200 tysięcy? Nieistotne, kto zapłacił. Za szatnię zapłacił najemca. Kilkaset tysięcy długu było powodem dla którego szybko podziękowano najemcy. Kto wywoził zwierzęta? Trudno powiedzieć. Tak to zakulisowo działa.

Warto o tym wiedzieć przed, po jak i w trakcie. 

 

Burrbury zwija „interes”-poradnik najemcy

Nic bardziej nie cieszy jak to, że komuś coś wyszło czy zmienia się otoczenie. Lokalne uwarunkowania w Nowym Sączu są znane. Mam na myśli powstawanie gh. Teraz jednak czas to zostawić. Bo z galeryjnych kolan wstaje Nowy Sącz-miasto polskich milionerów, prężnie działającej fabryki pociągów i wracających powoli do centrum klientów. Nowy Sącz zapamiętam.

s26

To tam jadąc z górki do Zakopanego serpentynami podczas manewru wyprzedzania zajechał nam drogę samochód. 110 na liczniku. Kierowca spanikował i zaciągnął ręczny. Dwa kółka w powietrzu. Ułamki sekund. Laguna dała radę. Oparła się o betonowe obręcze na terenie cementowni. To był szok. Wszystko zaj..   szło. Full klientów. Media rozpisywały się o naszych pomysłach. I nagle moment mógł to wszystko zabrać. To był 2008 rok. Lato. Wygrzebując z się z samochodu z dołu podbiega człowiek i oczom nie wierzy. –Panie. Na kolana i do Częstochowy. Tutaj już wielu ludzi zginęło.

Samochód do kasacji. Na miejscu stały krzyże. Feralne miejsce. Średnio oznakowane. Zamawiamy taksówkę do Zakopanego. Dumny mieszkaniec Nowego Sącza po drodze tak wtedy mniej więcej opowiadał.

-U nas panowie to jest ekstra. Mamy tutaj naszych braci Korali. Tam na górze mieszkają-wskazuje ręką willę na wzgórzu. To są fajni ludzie. Jeżdżą majbachami, pierwsi w Polsce. I wiecie co. Wchodził Scholler do Polski i żeby ich wykurzyć obniżyli cenę lodów o połowę. I co oni zrobili? Zeszli z ceną jeszcze bardziej tak, że Scholler do nich na kolanach przyszedł i się dogadali. Na ich warunkach.

Dawne czasy. Dziś dostaję zdjęcia z Nowego Sącza. Byłem tam miesiąc temu. Pierwszy były najemca już tam nigdy nie wróci (gh), drugi dogorywa w Sandecji, trzeci-prawdopodobnie-nie podpisze umowy. I kilka zdjęć z tego co się dzieje w Sączu od czytelnika. Dużo wniósł od siebie.

„Ja też mam fajne wspomnienia po spotkaniu – zacząłem regularnie chodzić na kawkę do Prowincjonalnej – właściciel dziękuje za książkę i pozdrawia.
W biznesie ok – bardzo stabilnie.

s6

Nasze nowe kwietniki w witrynach ze starych opon samochodowych – ludzie przestają i o to chodzi.

s32

Porobiłem trochę zdjęć jak był ruch w Rynku z okazji Festiwalu DZIECI GÓR.

s8

Na imprezę Dzieci Gór co roku zjeżdża do Nowego Sącza wiele zespołów folklorystycznych z całego Świata- jest to barwna impreza i występy pod ratuszem.

s12

 Nawet pan KORAL ( ten od lodów Koral) podjechał swoim Rolls-Royce pod czerwone parasole – pewnie na kawkę.

Koral

Korale mają takie dwa po 1000000 zł każdy – firmę prowadzą bracia. Koral jest lokalnym pozytywnym patriotą – zafundował dla miasta pomnik papieża obok ratusza”.

papa

Ul. Jagiellońska – deptak – myślę ze wraca do dawno utraconej świetności.

s33

s52

 

 s111

 Kwesta na wyjazd do Grecji. „Przeliczeni” w promocji. Czyli jak w..wić system retail.

s121

Ta stówka trafiła do świnki na wyjazd. Adam-autor zdjęć się dorzucił. Nie, nie do juesej. Tam się już zwija kultowa marka. Marka premium. Dziś się wstępnie pożegnała. Ale żeby nie było-ciągle rośnie-dług. Zamknął się też kultowy Wook pod rondem 40 latka. Trzy punkty otworzył upadający Matras. Czyli wszystko okej.

Wciskają Ci marki premium, że chodzą? Wychodzą. Chcą Ci dać towar w depozyt?Bierz. Ale lokalu-nie wyposażaj. Niech zapłacą za meble i wstawią logo. Ich zdaniem to hula-sprawdź, gdzie się zamknęło. Nie podpisuj w gh. 

http://tvn24bis.pl/lifestyle,87/burberry-zamyka-sklep-w-warszawie-sprzedaz-spada,660778.html

Dziękuję za zdjęcia. Do następnego. Adam-dzięki. Pozdrowienia dla mieszkańców Bochni. Nie uczestniczę w dyskusji, ale kibicuję.

Jadę na kawę do Monte Carlo-poradnik najemcy

Zakładam, że retailove towarzystwo wygrzewa się na słońcu, a firmy komercjalizujące gryzą paznokcie. Co tu ze sobą zrobić w przyszłości? Biznes się kończy, frajerów ubywa. Komu tu wcisnąć kwadratową płytkę? Mam propozycję. Wolny etacik z dedykacją dla zarządzających Gemini Park w Bielsku Białej i Gemini Jasna Park w Tarnowie. Najniższy- rzecz jasna. Zakres obowiązków to:

-sprzątanie hostelu dla obywateli Ukrainy,

-toalety-codziennie,

-prysznice-codziennie,

-zaplecze socjalne-codziennie,

-pranie pościeli i prasowanie (krochmal nie wymagany) raz na dwa tygodnie,

-mycie okien, płytek kwadratowych (320m),

-robienie zakupów w lokalnej żabce dla obywateli Ukrainy.

Warunki:

-szacunek dla mieszkańców,

-bezinwazyjne sprzątanie-czyli nie przeszkadzające pracownikom,

-znajomość ukraińskiego (gwarantujemy kurs i know how),

-umiejętności społeczne, dokładność i poświęcenie w pracy,

-umiejętność liczenia-nie wymagana, wystarczy do trzech.

Zapewniamy:

-odzież ochronną,

-sprzęt w postaci mioteł, wiader, szmat, środków czystości,

-pracę w miłym zmotywowanym zespole,

-dla najlepszych szansa na awans i samodzielne zarządzanie czteroosobowym pokojem.

Oferty bez Cv można przesyłać do końca lipca.O wyborze zadecyduje konkurs w formule iwętu.

Doświadczenie: nie wymagane. I ten ostatni warunek -spece z gemini mają opanowany, czyli bawią się w sprzedaż franczyzy nie mając o temacie zielonego pojęcia. Doradzają. Jest wolny rynek.

http://bielskobiala.geminipark.pl/franczyza

Niestety nie podają jaki dług ma tam subwey lub/i z czego dokłada. A szkoda. Zastanawiający jest koncept czerwonego sombrero. Aż pachnie.

„Restauracje serwujące specjały oryginalnej kuchni meksykańskiej. W bogatym menu znajdują się między innymi: przystawki, zupy, sałatki, dania z kurczaka, wieprzowiny, wołowiny, mięs mieszanych, dania rybne i wegetariańskie, dania dla dzieci, desery i duży wybór napojów (w tym alkoholowych). Menu zostało przygotowane przez meksykańskich kucharzy z Coyoacan w mieście Meksyk – Tania Victoria Bustos i Antonio Granados Segura. Wykwalifikowany personel i miła obsługa”.  

Trzy lokalizacje w Poznaniu. Szału nie ma. Z neta nie wiele wynika. Fajny kapelusz.

Podobnie jak miniony tydzień. Czyli blog wskoczył na pudło. 3 miejsce zobowiązuje. Wciąż  w czubie jako niekomercyjny drażni. Aby dolać trochę miodu do tej beczki dziegdziu jeszcze jedna wiadomość. Wciąż czekam na kasę za książkę. I aby sprawiedliwości stało się zadość. Tam się wybieram.

13620904_1238742332824528_243109465642557422_n

Symbolicznego kraju na mapie Europy. Zarobione na retailu. Kolejne przeznaczę na Monte.

montecarlo

zdj.www.europalace.com

Monte Carlo. W cieniu hotelu paryskiego (nie widoczny po prawej). Pozdrawiam rozhisteryzowaną kancelarię „prawną”, którą boli, że niekomercyjny blog nie zarabia. Byłby pretekst. Zatem skoro go nie ma to daję gotowca. Zarabiam. Grubo. Na retailu i franczyzie. Doradzam. Jest wolny rynek. Spotkanie to 5 tysięcy euro w promocji last minute 4,99. Jeszcze jedno.

„Przeliczeni” w kategorii bestseller numerem jeden na ebookach w maju i czerwcu. Jest jak wino. I taka będzie. Wciąż aktualna. Celowo tak napisana, aby jak najwięcej na tym zarobić. A potem na wiecach nauczać-za kasę czyli jak zostać milionerem w miesiąc. Za dwa lata wznowienie z uaktualnieniem. Ma boleć. Tak jakbyś człowieku usiadł na brzytwie.

Ktoś mi wrzucił na klatę Kaczyńskiego. Jarka. Czyli porównał do lidera PISu. Łączy nas jedno i nie jest to piłka. Lista jest jednopunktowa.

kocik

Czytelnikom dziękuję.

„To jest nasz wspólny sukces! Wy jesteście tam, gdzie oni nie byli. I teraz towarzyszki i towarzysze idźmy razem po lepsze jutro. Po złote runo idźmy. Ono jest blisko. Budujmy naszą przyszłość w magazynach, stańmy się lwicą Europy. Już dziś nadszedł wielki dzień wyprzedaży. Vistula. Nasze dobro za grosze. W warszawskim klifie gajerki z 1499 na 499 złotych. W stolicy. Okazja. Zatem jedźmy tam wszyscy. Dla naszego wspólnego dobra, szczęścia i miłości braterskiej”.

P.S. Pozdrowienia i podziękowania dla firmy PR.  Ta trzydziestka będzie na kawę. Pozdrawiam.

 

 

 

 

Pytanie za 500 złotych-poradnik najemcy

Ajenci, agenci, partnerzy, franczyzobiorcy różnych maści pomysłów i ulga sukcesu. W świetle fleszy i fenomenalnych pomysłów. Tak prezentuje się poważny biznes w Polsce. Zaadoptowany i zaszczepiony na dobry grunt. Seria pytań jak z karabinu maszynowego ma wymierną wartość.

Dziś. Poranek prawą nogą i lektura nadobowiązkowa czyli My Company (12,99 zł) –Strefa Ludzi Przedsiębiorczych-jedynka zachęca tytułem „Startupy made in Poland czyli młodzi podbijają Londyn, Berlin i Dolinę Krzemową”, dalej Własny Biznes Franchising (7,50zł) i jedynka „Jaki wybrać biznes czyli pomysły na firmę do 100.000 złotych”. Omena Mensah projektuje meble, a Tax Care wchodzi we franczyzę. I ostatni tytuł w ramach lektury na lipiec czyli Franczyza & Biznes (9,90 zł), a w nim o gotowaniu na kółkach i o najstarszych franczyzach. Pakiet dostępny w sieci.

fuck

-I elemy niebieskie.

Po czym seria 5 czy 6 pytań, po kolei. O zapalniczkę, o wodę, o batona. W końcu prawa noga przekręca się na lewo.

-A mieszkanie za tysiąc pani ma?

-Proszę?

-Czy ma pani mieszkanie?

-Do wynajęcia?

-Nie, do kupienia.

-?????????

-Ile jeszcze ma pani w zestawie tych pytań?

Włącza się pani obok.

-500 złotych kary mamy proszę pana jeśli nie zadamy tych pytań. Nich pan to opisze na ich stronie jako klient, bo klientów szlag trafia.

-Pani jest biorcą?

-Ajentem.

-Nie widzę różnicy.

-Wie pan nawet na stacjach paliw mogą zadawać mniej  tych pytań.

Pani nie wie, że wiem. Taki styl. Seria bzdurnych pytań narzuconych z góry. Brakuje jeszcze pytania jak było wieczorem i czy pan/i nie potrzebuje na zapas.

Tak wygląda biznes ajencko-franczyzowo-partnersko-dilerski. „Ruch” pada na twarz. Te nowoczesne sposoby sprzedaży wymyślone przez chłopaków po marketingu czy zarządzaniu trzymają się jeszcze jakoś. 500 złotych kary za niezadane pytanie i powiedzmy 500 klientów dziennie razy pięć pytań to 2500 pytań o to samo-dziennie razy 30 dni to 75 tysięcy pytań. I ajent nie wie jak się nazywa. Faktycznie to biznes dla ludzi przedsiębiorczych, kreatywnych i pełnych polotu. O szerokich perspektywach. Motywator- te pięć stówek. W zasadzie potknięcie się na niezadaniu pytania to szybki pieniądz dla dawcy systemu. Przyjmijmy, że na te szacunkowe 75.000 pytań miesięcznie pracownik czy ajent zapomni pięć razy. 2500 złotych w plecy i dodatkowy pieniądz dla dawcy. Teoretycznie wystarczy 40 punktów po pięć wpadek i jest na okrągło 100.000 zł miesięcznie w bonusie.

To tak na wakacyjnym marginesie- „przed podpisaniem umowy”. W nie tylko galerii handlowej.

Zostawmy to i przejdźmy do konkretnych pomysłów. Czy można zarobić na naderwanych trampkach, brudnych adidasach kończąc dziennikarskie studia?

 buty

 

12 miesięcy, 25 pracowników i klienci w kraju i za granicą. To pomysł polskiej firmy Wosh Wosh. Nie ma odpowiednika w Europie. Chapeaux bas. To kapitalny pomysł na zaoszczędzenie pieniędzy i sygnał, że można zarabiać na butach nie będąc szewcem. Co można zrobić z takim pomysłem? Tylko polecić. Zadowolonych klientów przybywa, a efekt? Znajdziecie tutaj.

Niezadowoleni też są-firma została zasypana zleceniami idącymi w tysiące. Nie była na to przygotowana, ale daje radę. Jest zapotrzebowanie na renowację trampek i adidasów. Nie skopiowany biznes. 

https://www.facebook.com/woshwoshPL/?fref=ts

„Bardzo dziękujemy, że jesteście z nami i zawsze możemy liczyć na Wasze wsparcie. Przepraszamy za to, że czasami współpraca z nami nie była najłatwiejsza, ale nie mieliśmy od kogo czerpać wzorców. Jesteśmy pierwszą tego typu firma w Polsce, a nawet w Europie. Sami musieliśmy przecierać szlaki odnowy butów w Polsce. Ten rok dał nam bardzo dużo, wiele się nauczyliśmy i obiecujemy, że będzie tylko lepiej. WoshWosh 9 lipca 2015 tworzyły dwie siostry, teraz jest nas ponad 25. Dziękujemy, że byliście i jesteście z nami cały czas. Bądźcie czujni, już niedługo szykujemy dla Was niemałą rewolucje „.

Brawo dla Wosh Wosh)))!

 

 

Deal for you!-poradnik najemcy

Sporo się dzieje w zakresie opodatkowania sieci. I mówi o zakazie handlu w niedzielę czy ograniczeniu go właśnie w tym dniu. Interesujący tekst polecam na temat, ogólnie-rentowności.  

„Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji uważa, że nowe regulacje mogą niekorzystnie odbić się przede wszystkim na hipermarketach, gdyż ten segment ma – według niego – najniższą rentowość. „Hipermarkety od kilku lat przechodzą kryzys. Większość z nich jest nierentowna” – powiedział Faliński.

Jego zdaniem boleśnie skutki nowego podatku może też odczuć część supermarketów oraz niektóre indywidualne sklepy kupieckie. Najmniej – jak przekonywał – dotknięci zostaną najsilniejsi gracze, czyli dyskonty i kupieckie systemy franczyzowe, które cieszą się – według niego – najwyższymi rentownościami”. Cały tekst:

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/handel/podatek-obrotowy-uderzy-w-hipermarkety/c4n2qt

Biorcy wychodzili już na ulice w proteście przeciwko opodatkowaniu. Franczyzowi krezusi biznesu z kilkuprocentową marżą drżą o każdy grosz. Przyjmując jednak do wiadomości, że markety są nierentowne to należy zaznaczyć, że z przybudówkami nazywanymi gh. Pasaże bankrutów uwiązanych umową 5+5+2. Na przykład.

Wiele się pisze i mówi na temat biznesu. Warto zadać sobie pytanie dlaczego- skoro jest tak dobrze i mamy do czynienia z fenomenem informacyjnym w postaci „ciągle rośnie”- widzimy wysyp żabek, biedronek, galeriobiedronek (quasi gh)- na sprzedaż.

Inwestorzy zwijają manatki licząc, że ktoś to kupi. Że złapią frajera na umowę biedronkową do np. 2054 roku. Ale zakup franchise może być też okazją życia. Tym bardziej, że „ciągle rośnie”-jest rentowne. Sprawdzone i perspektywiczne. Szukasz sposobu jak się pozbyć pieniędzy? Przeanalizuj.

http://www.okolica.pl/oferty-inwestycyjne/

Dla anglojęzycznych czytelników blog „o franczyzie” zza oceanu.

NYBIllegalFranchiseSale.2

Interesujący.

http://www.unhappyfranchisee.com/ny-bagel-cafe-illegal-franchise-pre-spring-promotion-sale/

Tymczasem 150 tysięcy ludzi broni niedźwiedzia polarnego zamkniętego w galerii handlowej jako atrakcji dla „klientów”.

„Specjaliści zaznaczają, że niedźwiedziom polarnym najtrudniej jest stworzyć warunki przypominające ich naturalne środowisko. Dodają, że na pewno nie można go wrzucić do ciasnego pomieszczenia z basenem i liczyć na to, że się przyzwyczai”.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-czy-to-najsmutniejszy-niedzwiedz-na-swiecie-zwierze-przetrzy,nId,2233937#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Ludzie bronią misia.

Spacerujecie po gh? Widzieliście ludzi jak zwierzęta w klatkach po 12h bez okien przy sztucznym świetle? Podkówki uśmiechniętych „inwestorów”? Podeślijcie w takim razie zdjęcia-tych szczęśliwych. Tych modelowych kartdorów, roszerów iwnetów i np. koszulowych męskich brandów.

Podpowiadają Ci gh jako sposób na biznes? Nagraj to. Niech Ci napiszą na piśmie. Notarialnie. Nic na gębę. 

P.S. Niezłomni opublikowali rozmowę z blogerem. Stara rozmowa, ale temat na czasie. Wszystko przed nami. Powoli się ten kartongips kruszy.Dziękuję za linki i maile.