Zamknięcie do odwołania- to nie jest bankructwo

Pogłoski o jej przedwczesnej śmierci okazały się być przesadzone. Mała restauracja Nabo stała się obiektem niemal karczemnej awantury na szczeblach władzy centralnej  pomimo, że to ekskluzywny lokal i z klasyczną karczmą nie ma wiele wspólnego. Szczegóły awantury w sieci znajdziecie m.in.tutaj.

https://www.stefczyk.info/2020/04/03/minister-emilewicz-chciala-pomoc-restauracji-nie-spodobalo-sie-to-internautom/

Tymczasem oprócz informacji o zamknięciu „do odwołania”-nie ma info o bankructwie. Na szybach pojawiło się takie przesłanie

Zamknięcie jest „do odwołania”,  po odwołaniu- nastąpi otwarcie.

Nie jest to pewność, ale domniemanie uprawdopodobnione jasnym, pozytywnym przekazem. Zatem kłótnia-nie była potrzebna, a pani Minister oberwała od internautów-w szczególności tych z Poznania. I nie zauważyła obok- innej restauracji z kuchnią orientalną , ta faktycznie się zamknęła-bo zniknął szyld, po którym pozostał jedynie ślad.

Innych śladów z optymistycznym przekazem jest więcej.

To sygnał od przyrody, że z nią jest wszystko w porządku.

Na siłownię na świeżym powietrzu, jeszcze nie czas.

Na place zabaw dla dzieci też.

Kończy się ten spacer tak:

Przekaz dla dzieci zostaje taki.

Człowiek jest jak pająk-poradnik najemcy

Dzierżawa za złotówkę

Król jest nagi

Historyczny ranking

Na naszych oczach dzieje się historia. Za kilkadziesiąt lat studenci  i uczniowie ze zdziwieniem przeczytają o zdarzeniach, które są naszym udziałem. Zdziwieniem, którego źródła mieszczą się w jednym słowie-kruchość.

Pająk budujący swoją pajęczynę poluje na to co wpadnie w sieć. Jeżeli mocniej dmuchnie to sieć się rwie, a pająk się chowa . Po niedługim czasie wraca i odbudowuje sieć i czeka na okazję. W przypadku człowieka jest inaczej. Choć on sam uważa, że jest nieśmiertelny, a nowoczesne technologie świadczą o tym, że jest geniuszem.  Człowiek zapomniał po co żyje i o tym, że to co ma dziś, jutro może stracić. To co dziś się dzieje wydaje się być nierzeczywiste, irracjonalne, tak jakby się nie działo naprawdę.

W historii jednak nie takie zdarzenia miały miejsce, kiedy ludzie tracili z dania na dzień wszystko, bo przyszło tsunami, zatrzęsła się ziemia i miasto runęło. I takich przykładów jest setki, tysiące. To co buduje człowiek jest kruche. Współczesny model gospodarki oparty na wzroście i kredycie-ma swoje konsekwencje już dziś.

Leży przede mną Tygodnik Wprost z 17-23.02.2020. Choć wydaje się to irracjonalne to ten egzemplarz jest jednym z ostatnich w wersji papierowej.

30 marca pojawił się ostatni numer, redakcja została rozwiązana i Wprost jest dostępny wyłącznie w sieci. Słabe wyniki sprzedażowe plus kwarantanna doprowadziła właściciela do decyzji o likwidacji tygodnika. Czyli ten numer, który leży przede mną jest historycznym, pamiątkowym z dość symboliczną okładką.

Tydzień temu zadzwonił dziennikarz z Gazety Pszczyńskiej. To mały lokalny dwutygodnik , którego byłem redaktorem naczelnym na etacie, a potem wydawcą za złotówkę miesięcznej dzierżawy.  Potem przejął Gazetę kolejny wydawca, a w miniony piątek Gazeta wyszła po raz ostatni.  Dziennikarz pisał tekst historyczny czyli, kto, co, gdzie, kiedy i co z tego wyniknęło. Gazeta Pszczyńska nie była dużym tytułem z wielkim kapitałem i pojawiła się po raz pierwszy 29 lat temu. Rynek reklamowy kurczył się z każdym rokiem, lidlowsko-kauflandowo-biedronkowo-żabkowe gazetki reklamowe też swoje zrobiły. Inserty czyli wkładki do środka to groszowe wpływy.  

I od piątku Gazeta Pszczyńska już nie istnieje. To był kapitalny czas nauki, budowania redakcji, poznawania nowych ludzi, uczenia ich się od nich i uczenia ich- jak szukać tematów, jak opisywać rzeczywistość, a jednocześnie twardych realiów rynku. W tamtym czasie w tym małym miasteczku funkcjonowało i utrzymywało się pięć różnych tytułów. Pszczyna była rozczytana w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zresztą to tam jest do dziś Muzeum Prasy Śląskiej ze starymi maszynami drukarskimi, introligatorskimi i zabytkowymi numerami jeszcze starszych gazet. Od redakcji dostałem też prezent Wielkanocny czyli papierowe, ostatnie wydanie plus reklamę za darmo.

I tak dzieje się  historia na naszych oczach i z naszym udziałem „na żywo”. Dlaczego uważam, że pomimo nadchodzącej recesji życie wróci na dawne, choć i nowe tory?

Nie dajmy sobie wmówić, że nagle przestaniemy jeździć nad jeziora, na wakacje, na obozy, że hotele będą niepotrzebne, że wesela odwołane nie zostaną „przywołane”.

Niektóre imprezy przesuną się w czasie, a to że część z tych firm żyjących z imprez czasowo się zawiesi nie jest definitywnym końcem tych firm. Nie jest pandemonium.  Bo to minie. Zapełnią się te kawiarnie, które przetrwają i te restauracje, które mają przetrwać.  Poza tym powstaną nowe. Nikt nie jest wróżem-niemniej z historii wynika, a ta „lubi się powtarzać”, że człowiek wprawdzie nie jest pająkiem i w kilka godzin nie odtworzy swojej pajęczyny niemniej jednak odbuduje to- co z nie jego winy-się porwało w dłuższym czasie. Nie takie waliły się systemy. Nie takie człowiek przetrwał kryzysy.

O galernikach nie wspominam. Pozostają death malle, których z roku na rok przybywało.  Mogą powstać lodowiska, schroniska dla ubogich. Pisałem o tym wiele lat temu. Dziś mamy kwintesencję nadpodaży i widzimy co jest niepotrzebne. Gh trafiają na śmietnik historii. Nikt nie będzie po nich płakał z wyłączeniem retailerów. Ludzie znajdą pracę poza nimi. Choć niektórym będzie trudno się odnaleźć.

A dziś część z nas siedzi w domach i przed nami Święta Wielkanocne. Wyjątkowo inne. Historyczne. Na naszych oczach dzieje się historia i pozostaje nam czekać na kolejne decyzje decydentów. Wydaje się, że „król jest nagi”-nie ma kasy, a podobno była. „Wszystko wokół rosło” i w trzy tygodnie zwiędło. Nie dajcie się omamić nowym „faktom”, a z drugiej strony nie popadajcie w rozpacz. Nie dajcie sobą manipulować wierząc, że będzie tylko super, albo że będzie apokaliptycznie. Nie wiemy jak będzie. Wiemy jednak, że chcemy iść na spacer, na kawę, na zakupy, do pracy. Chcemy grillować, zwiedzać świat i co ciekawe-spotykać się z ludźmi.

Przypomnijmy sobie wojnę w Chorwacji. I to co się działo po jej zakończeniu. Jeszcze dym nie zniknął z murów, a kawalkada turystów jechała w świat. Po drodze stały czołgi, znaki na polach minowych, zgliszcza i ruiny. I przepowiednie „wróży” o tym, że za chwilę wojna wróci itd. itp. Pomimo to, ludzie tam jechali.  Jakiś koronakurwawirus nie przewróci wszystkiego. Bo wojna do Chorwacji nie wróciła.

Jedna z moich znajomych widzi dziś to czego nie widziała wcześniej. Jakąś większą wrażliwość ludzi wobec samych siebie, pytają się siebie nawzajem najpierw o zdrowie, potem –co ciekawe-słuchają siebie nawzajem. Słuchają. Co kto inny ma do powiedzenia. Wzrasta empatia i wzajemne zainteresowanie sobą. To jest jednak-jakiś plus.

Na Święta wrzucę kawałek książki „Kiedy odchodzą…”-historię pewnego człowieka od którego tchnie jakaś niewyobrażalna siła.  Stracił wszystko co po ludzku miało jakąkolwiek wartość.  Po kilku latach się pozbierał. Jak ten pająk. Nie. Milionerem nie jest.

Po galernikach nadchodzi czas „menagerów”-poradnik najemcy

Covidostoiska pojawiły się na bazarkach i przy chodnikach handlowych w Warszawie.

Koszyki wielkanocne zastąpiły „główki”.

Rynek reaguje na zapotrzebowanie na maseczki ochronne.

Tatiana handluje 12 godzin dziennie-utarg to kilkaset złotych (120 sztuk poszło w piątek). Do wyboru mamy maseczki bawełniane (te szybciej schodzą) i syntetyczne.

Bazarek na Sadybie funkcjonuje bez przestojów. Sprzedawcy prowadzą bieda firmy z których mimo wszystko mogą się utrzymać. Tutaj przerostu zatrudnienia nie ma, stąd też zwolnień grupowych nie będzie. Oddychają świeżym powietrzem, warzywa, kury i gęsi kupują od rolników stąd też łańcuch dostaw funkcjonuje bez przerw i jest niezagrożony.

Seniorzy z zakamarków swoich szaf wygrzebują stare google z lat 80. Śniegu tej zimy zbyt wiele nie było, google Carrera  przydały się na covidoczasy.

Nadzwyczajne środki ostrożności i minimalizacja ryzyka widoczne są wszędzie.

I chęć niesienia pomocy ludziom starszym, samotnym –za darmo.

Na wsi mieszkańcy-Ci starej „daty”-mają w sobie więcej dystansu. Witają i żegnają się „na łokieć”.

Ten z prawej to Marian Ślepecki były marynarz z ORP Błyskawica. Nieraz opowiada jak to było w dawnych czasach-tzw. „zimnej wojny”, o rejsach, służbie i wypadku na statku. Podczas ostatniego dramatycznego rejsu kilku marynarzy ugotowało się żywcem po wybuchu jednego z silników. „Błyskawica” zcholowana przez inny statek wojenny  pozostała już w porcie. Uszkodzony statek stał się muzeum-można go zwiedzać.

Zostawmy dawne czasy i przenieśmy się do „tu” i „teraz”. Jak sobie radzić w tym czasie?

-nie oglądam newsów non stop ile osób umarło, ile umrze, ilu jest zakażonych-programy newsowe oglądam dwa razy dziennie, nie czytam poradników o koronawirusie i o tym jak atakuje płuca,

-na portale wchodzę rzadko,

-gram w statki, kości, remika, czytam książki,

-często rozmawiam przez telefon, nie piszę smsów,

-nie wchodzę w rozmowach na tematy polityczne i teorii spiskowych,

-nie roztaczam katastroficznych wizji,

-mówię o tym, że kwarantanna się skończy i życie będzie powoli wracało „do normy”, część osób straci pracę, część zmieni pracę, wiele firm upadnie, powstaną nowe.

I tak te godziny i dni mijają nie do końca stracone. Nie myślę o niezarobionych pieniądzach, stratach. Staram się nie czytać zbyt wiele newsów „gospodarczych” o upadkach, bankructwach, zwolnieniach i tarczy antykryzysowej. Tym bardziej, że nie ma takiej tarczy i takich pieniędzy, które mogłyby dziś  „ochronić” wszystkie  firmy i pracowników przed zwolnieniami. Paradoksalnie te bazarkowe są najmniej narażone na zamknięcie. Tu nie ma „lewarów”, „outsourcingów”, „leasingów” „franchisingów” „faktoringów” „start upów” , „standardów” i jest więcej tlenu- pomimo kilku metrów kwadratowych powierzchni sprzedażowych.

Rynek pracy już „czeka” na dyrektorów, menagerów i retailerów. To jest ich czas. Skończył się czas galernika, a rozpoczyna czas pokazania talentów i wyjścia ze „strefy komfortu”.

Zajrzyjmy jeszcze tutaj, gdzie swoje żniwa mają producenci sklejek do zabijania okien w witrynach.

https://www.washingtonpost.com/local/coronavirus-boarded-up-storefronts/2020/03/29/41e08476-70a9-11ea-aa80-c2470c6b2034_story.html?fbclid=IwAR0JgEUqVMZFAl-Y93aQLBmFdwH1i_xlQ7WaNRS-LG_7MVwI5q9Jt4IbFiw

I tutaj:

https://nypost.com/2020/03/31/barnes-noble-stops-selling-magazines-while-coronavirus-rages/?fbclid=IwAR1s6wjyjy29nhjsnOtKxIdtjUe5gThjRzQ70aEA-4KCYOyje8gsFpPNXVU

Strona internetowa dla nowej książki „Kiedy odchodzą…” powoli się buduje.

www.kiedyodchadza.pl