Śmieci ze śmierci-poradnik najemcy

Przed nami dni zadumy i spokoju. I wspomnień. Kto stracił kogoś bliskiego wie o czym piszę. Nie przypominam sobie z dzieciństwa, aby licytowano się na dynie, śmierci, kosy itp.

Niektóre galerie i centra handlowe w sposób „uduchowiony” robią sobie jaja z pogrzebu. I z kleru. Wszystkie atrakcje w konwencji żartu. Na zasadzie dewastacji umysłów.

Tę zakonnicę można kupić w jednej z galerii handlowych, gdzie najemca siedzi cichutko do wygaśnięcia umowy, bo dług rośnie. Nie specjalnie idą te świąteczne specjały.

–Mam Panu szczerze powiedzieć? Jest źle. Mamy zadłużenie, ale nie wiem ile. Właściciel siedzi tu, bo boi się kary-słyszę przyglądając się „hallowinowej” zakonnicy.

Nadmorski Leclerc robi akcję dla szkół, a w nagrodę, że przyjdziesz będziesz oglądał te amerykańskie wynalazki i biegał jak głupek z dynią na głowie masz szansę wygrać aparat fotograficzny. Otumanienie totalne. I edukacyjne.

Ale tę zakonnicę na żywo spotkałem w galerii w mieście, gdzie KUL przyciąga wielu studentów.

-Jestem tutaj pierwszy raz w życiu. Naprawdę. Chciałam zobaczyć galerię, bo jestem w Krakowa-mówi dość zaskoczona pytaniem siostra zakonna. Jak zapewnia na zakupy nie przyszła, a szkoda. Podniosła by obrót.

wniosek: przed podpisaniem umowy proszę dopytać też o tematykę „eventów” związanych z naszą tradycją. Wielu Polaków tego nie trawi, że z pogrzebu robi się żarty, a ze śmierci-śmieci. To nie podnosi obrotów. Zaniża poziom intelektualnej rozrywki. Nie dla Klientów, ale dla dzieci, które jak wiemy klientami nie są. Taki śmietnik. Ze śmierci. 



„Faktem” po oczach-poradnik najemcy

Dziś o galebrytach. Mam na myśli celebrytów-takie przejęzyczenie. Nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy, ani temu, że celebryci, kreatorzy z różnych dziedzin pojawiają się w galeriach handlowych w wersji konferansjerów. Konferansjerka jest i była w cenie. Zaskoczył mnie jednak „Fakt”, którego fanem nie jestem – faktem dość ironicznego tekstu dotyczącego naszych polskich celebrytów.

Generalnie Fakt ubolewa, że to nie La Scala, a jedynie centrum handlowe w którym było nie było błyszczeli Pan Janusz z Panią Nataszą. Fakt na razie jeszcze nie zajrzał „pod spódnicę” nie jednej galerii handlowej, ale sądzę, że tak jak zagląda, gdzie się da, to w końcu i tam zajrzy.

Na jednym z portali, czytam że „pokazy mody w Centrum Handlowym Pogoria w Dąbrowie Górniczej oraz w Bonarka City Center w Krakowie zgromadziły wielu celebrytów. W Krakowie prowadzącymi byli Małgorzata Kożuchowska i Piotr Gąsowski. W Katowicach pojawili się Dorota Wellman, Tomasz Jacyków (…) Prowadzącym był Marcin Prokop”. W tekście nie wiele na temat klientów.

Trudno jednoznacznie powiedzieć jakie przełożenie te spotkania mają na obroty najemców, ale wiem, że „event” którego bohaterem w Bielsku-Białej był Tomasz Jacyków dla najemców był niewypałem. Kilkudziesięciu rotacyjnie przyglądających się w tym dzieci nie podniosło obrotów najemcom. Rafał Sonik, polski sportowiec, filantrop i właściciel dwóch galerii handlowych z całym szacunkiem szału nie zrobił prezentując swoje rajdowe osiągnięcia na kładzie.

To jednak kładzie się cieniem nie tylko na tych, którzy promują filantropijnie czy nie system retail, ale na bankrutów najemców, wyniszczonych i wprowadzanych w błąd i kolejnych nabieranych przez fantastyczny PR. Co ciekawe jeden z naszych polskich celebrytów muzycznych na ostro reklamuje sobą całkiem profesjonalny klub w galerii w Czechowicach-Dziedzicach.

To jest Jacek Stachursky. Ten sam. Celebrytów w galeriach można by mnożyć. Nie pomnaża to jednak obrotów. „Obroty” są w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale na boksach. Nieopodatkowanych. Pięknie wykończonych i pozostawionych. Ale to już temat na inną okazję.

wniosek: przed podpisaniem umowy proszę zwrócić uwagę na koszty związane z „eventami”. Celebryci za pietruszkę nie pokażą się w galerii handlowej. Warto te kwoty poznać wcześniej i rzecz jasna-przelać na papier. Warto też wiedzieć, że konferansjerka w galeriach jest „passe’ ” i splendor w tym przypadku jest dość „umowny”. passe’-(fr.) miniony, przebrzmiały, niemodny.

Nie zjedzą-poradnik najemcy

W Warszawie zamknęła się kolejna restauracja w galerii Sadyba Best Mall.

W tej galerii rotacja jest częsta, jak i w innych galeriach w Polsce. Opuszczony lokal wygląda tak.

Co ciekawe w to miejsce wejdzie hiszpańska marka z zabawkami edukacyjno-kreatywnymi.

Część restauracyjna się pomniejszy, bo nie ma klienta. W tygodniu restauracje świecą pustkami. Nawet Mc Donald nie ma zbyt wiele pracy.

Tymczasem w Słupsku spotkałem plac zabaw z zabawkami dla dzieci w formule wyspy. Czyli w holu stoją zagrodzone atrakcje dla dzieci.

Jakie to ma znaczenie? Spore. Okazuje się, że aby otworzyć mini plac zabaw dla dzieci nie trzeba inwestować setek tysięcy w lokal, aby go zaadoptować. Poza tym wynajęcie boksu kosztuje zdecydowanie więcej pieniędzy niż utrzymanie wyspy.

wniosek: przed podpisaniem umowy sugeruję sprawdzenie możliwości dotyczących ewentualnego najmu powierzchni w pasażu, a nie w lokalu. Ryzyko jest zdecydowanie większe wynajmując lokal.

Przybywające puste przestrzenie i wirtualne dziesiątki tysięcy klientów są widoczne. Sugeruję nie podpisywanie umowy obarczonej „karami”. Jeśli to karami dla zarządu za nieumiejętne zarządzanie, wady techniczne, brak klientów, błędne kampanie reklamowe lub ich brak. No i za te nieprawdziwe dane dotyczące frekwencji.



Znaki czasu-poradnik najemcy

„Jestem najemcą boksu w c.h. Ptak. Zajmuję się produkcją odzieży. Podpisałem umowę najmu na 5 lat. Po 6 miesiącach nie udało mi się ani razu zarobić na czynsz.

Przyczyny:

– lokalizacja, położenie boksu jest w części hali, gdzie nikt nie dochodzi (gdy podpisywałem umowę zostałem poinformowany ze jest to miejsce jak w każdym innym w części hali)

– wszystkie moje projekty zostały podrobione w ciągu 1 miesiąca i sprzedawanie w innych miejscach c.h. Ptak

W dniu dzisiejszym jestem zadłużony po uszy nie mam za co żyć o czym poinformowałem c.h. Ptak – bez odzewu. Bardzo proszę o pilną pomoc”. 

Tego maila dostałem kilka dni temu. Przekierowałem najemcę do prawników celem analizy sytuacji. Dziś byłem w Łodzi – najemca nie stawił się na spotkanie, ale wykorzystałem ten czas i sprawdziłem jak wyglądają łódzkie galerie. Skusił mnie ten billboard. Wisi tuż obok galerii Manufaktura. 

Widać jak na dłoni, że billboardowa próba przyciągania Klienta w Łodzi ma też swoje zastosowanie. Tuż obok Manufaktury trwa licytacja na billboardy.

Wybrałem Galerię Łódzką. Przed wejściem spotykam 88-letnią kobietę. 

-Nie mam na życie. Moja 60 letnia córka nie ma pracy. Dlatego żebrzę, aby powiązać koniec z końcem… -mówi przyciszonym głosem. W głębi całująca się para nie słyszy tego wyznania. -Moja córka nie ma nikogo. Nie ma męża, partnera. Tak się ułożyło…-dodaje staruszka.

Wchodzę do środka.

Na piętrze spotykam Adama (39 l.)

-Jestem bezdomnym. Przyszedłem się ogrzać…

-Nie mam gdzie mieszkać. Moim domem jest noclegownia. Po rozwodzie moja partnerka zmarła. Zapadłem na gruźlicę i wylądowałem na bruku. Nie ma dla mnie pracy. Jestem hydraulikiem… tutaj jest ciepło. Do 20 się tutaj pokręcę. Minie kolejny dzień. Wieczorem pójdę do noclegowni…Żyję ze zbierania puszek…nie żebrzę…

Adama wybory samorządowe nie interesują, ale gazety czyta. Musi przetrwać. Podobnie jak najemcy, którzy podpisali umowy w galerii handlowej. Remonty dróg praktycznie odcięły Klientów.

-Jest ciężko-słyszę w boksach… te remonty…nie wiemy, czy galeria obniżyła najemcom czynsze…nie słyszeliśmy o tym…-słyszę od pracowników.

wniosek: przed podpisaniem umowy proszę przeanalizować plan zagospodarowania przestrzennego, a także plany inwestycyjne związane z budową nowych dróg w pobliżu galerii handlowej. Remont w Łodzi zakończy się w przyszłym roku. Straty są odczuwalne. Kierowcy mają problem z dojazdem.

Przed podpisaniem umowy warto też wiedzieć, że bezdomni coraz częściej koczują w galeriach handlowych. Z żebractwem spotkałem się po raz pierwszy. To taki swoisty znak czasu. Sprzed kościoła-pod galerię.



Od góry-poradnik najemcy

Jestem w trasie. Wyjeżdżając zajrzałem do Galerii Katowickiej. Na zaproszenie najemców.

Połączona z dworcem kolejowym, który stał się galerią w galerii czy czymś galerio-podobnym odrębnym od samej katowickiej. Otóż swoje spostrzeżenia rozpocznę od fuszerki. Schody na „dworco-galerii” już nie wytrzymały ciężaru podróżnych choć nie dawno ten dworzec został otwarty.

Projektant tego dworca zapomniał o podróżnych, bo nie ma poczekalni dla pasażerów tak jak to jest stosowane w Europie czy na lotniskach. Przygotowano dla pasażerów ok. 60 siedzisk.

Ci, którzy nie mają miejsca siedzą na ziemi, albo błąkają się po szerokich pasażach galerii w środku.

Na tym galerio-dworcu tez są zatrudnieni ochroniarze-podobni do tych z katowickiej.

Ale tak, jak w latach 80. kolejarze wynajmują powierzchnię w tunelach.

Na dworcu najemców kasuje PKP, w galerii Katowickiej-właściciel. Z moich informacji wynika, że również w tym przypadku jest problem z ustaleniem, kto jest właścicielem tego projektu, bo podczas rozmów padają słowa o Funduszu, który ewentualnie może obniżyć czynsz. Ale czy najemcy podpisywali umowę z Funduszem?

Zarząd stosuje podobne metody jak i w wielu innych miastach w Polsce. Czyli tłumaczy dlaczego najemca ma zbyt niskie obroty w stosunku do czynszu.

To znaczy:

-nie płaci Pani czynszu, ale tylko Pani się nie bilansuje, pozostali sobie radzą (nie prawda),

-musi Pani wprowadzić program naprawczy (nie pomoże),

-co Pani zrobiła z działań marketingowych (próba „mobilizacji najemcy”)?

-dlaczego Pani tak późno je wdrożyła (pierwsze sugestie, że to najemca nie działał)?

-pomożemy Pani w tych działaniach (próba przeciągania obniżenia czynszu co może prowadzić do kolosalnego zadłużenia)-odsyłam do wpisu „Grają na czas”

-nam frekwencja ciągle rośnie i obroty najemców wzrastają tylko Pani nie ma wystarczających (nie prawda).

Czyli system się powiela również w Katowicach. Proszę się zatem nie dziwić. Mnie również nie dziwi fakt ukrycia pustostanów.

Kapitalne wyklejenia i dojrzenie klamki jest niesłychanie trudne. Na najwyżej kondygnacji były otwarte drzwi.

Pozostałe wydają się być specjalnie zaprojektowane ścianą graficzną. Ale na niższych poziomach już pojawiają się opuszczone lokale.


wniosek: tak jak ryba psuje się od głowy tak galeria pada od góry. Od najwyższych pięter sukcesywnie w dół. Przed podpisaniem umowy proszę o tym pamiętać.


Poprzez odrealnione czynsze galerie same sprowadzają się do przysłowiowego parteru. Poprzez absurdalne decyzje samorządowców przyzwalających na budowę kolejnych galerii handlowych. Jedna wybija drugą, a kto najwięcej traci? Miasto. Kogoś to interesuje? Nie koniecznie. W Katowicach ma powstać kolejna wielka Galeria. Być może nowy prezydent i radni powiedzą wreszcie-wystarczy.

Wyrzucili karmiącą-poradnik najemcy

W Radomiu karmiącą piersią kobietę w kawiarni wyproszono z galerii handlowej. O sprawie napisała Gazeta Wyborcza temat podchwyciły piątkowe Fakty TVN. A mnie to nie dziwi, ani nie szokuje.

Zacytuję jednak fragment, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wyborcza cytuje tak:

– „Ochrona reprezentuje najemców, jeśli komuś przeszkadza kobieta karmiąca dziecko piersią, może poprosić ochroniarzy o interwencję. Zwłaszcza w lokalach gastronomicznych klienci czują się w takiej sytuacji niekomfortowo. Panie karmiące powinny mieć chusty zasłaniające pierś, wtedy pewnie nie stanowiłoby to kłopotu. To jest naturalna czynność biologiczna, ale ludzie różnie reagują – mówi dyrektor Galerii Słonecznej w Radomiu Michał Nowakowski”.

Informuję, że ochrona nie reprezentuje najemców. W tym przypadku reprezentuje Pana Nowakowskiego i właściciela galerii handlowej. Ochrona pilnuje złodziei sklepowych i potencjalnych złodziei-najemców. Firmy ochroniarskie są wybierane przez zarządy galerii handlowych, a nie przez najemców. Ci ostatni nie mają nic do gadania w tych sprawach, bo i nikt ich o zdanie nie pyta. Z tej wypowiedzi wynika, że dyrektor też zna się na tym jak kobieta powinna karmić dziecko, gdzie i co powinna mieć na sobie. Może Pan Nowakowski nie wie jak funkcjonuje dziecko i wymyśla teraz, że niby to najemcy się nie spodobało. Skoro tak, to dlaczego nie popytał najemców? Przecież jest monitoring.

Cieszy to, że media pokazują i takie przypadki. Bulwersujące opinię publiczną. Ale w tym bałaganie jest jak w czeskim filmie-nikt nic nie wie i winnych nie ma. Takie przypadki należy piętnować i krótko mówiąc z galerii handlowej zrezygnować, bo to jest toksyczne miejsce pomimo wielu kolorowych wrażeń. Powtarzam na blogu, że znają się na wszystkim i mamy oto, kolejny ekstremalny przykład.

A z innej beczki dodam, że jeden z najemców-bankrut chciał cokolwiek wynieść ze sklepu. Przykuł się łańcuchem, żeby go nie usunięto ze środka. W innym kobieta ochroniarz pobiła się w windzie z drugim ochroniarzem. Oboje przestali pracować. W moim przypadku realizowaliśmy film promocyjny w lokalu. Ochroniarz wszedł do środka i bez ceregieli przerwał nagranie. Bo takie mają wytyczne -nie od właściciela Agencji Ochrony-od zarządu galerii. Tak to wygląda w realu od kuchni.


wniosek: przed podpisaniem umowy proszę pamiętać, że na wybór firmy ochroniarskiej nie mamy wpływu. Praca ochroniarzy może naruszać wizerunek naszego sklepu, punktu, całej galerii handlowej. Działając na jej szkodę i skutecznie odstraszać Klientów.

P.S. Jeżeli jesteś świadkiem podobnych sytuacji to podziel się z nami. Mamy formułę otwartą. Ku przestrodze dla tych którzy myślą o biznesie w galerii handlowej i nie wiedzą jak to wygląda od kuchni. oson@vp.pl

Andrzej i Joanna-poradnik najemcy

Publikuję fragment tekstu z piątkowej Gazety Prawnej. Jak się okazuje Pan „Profesor” którego wczoraj przedstawiłem jest mężczyzną i kobietą w jednej osobie. Absurd? Nie. Podczas spotkania miał na sobie portki i marynarkę. Wyglądał na mężczyznę. Naciągniętym przez oszusta w aferze Amber Gold podaję numer komórki do tego człowieka. Tylko nie wiem czy będzie Joanną czy Andrzejem czy jednym i drugą.

602 517 519

„Przez kilka lat jeden człowiek używał dwóch tożsamości. Pierwsza to Andrzej Dobrzyniecki-Cartier. Partner zarządzający londyńskiej kancelarii prawnej, lobbysta. Bywały w świecie, polskim Sejmie, resortach i mediach. W drugiej tożsamości jest… Joanną – prawniczką albo ekonomistką. Ściganą przez prawo tyle nieskutecznie, ile nieudolnie. W 2010 r. skazaną na karę grzywny. W tym samym roku oskarżoną o oszustwo – proces toczy się do dziś. Raz uniewinnioną. Dwa razy cieszącą się umorzeniem śledztwa przeciwko sobie.

Fikcyjny prawnik naciągnął pokrzywdzonych przez Amber Gold. Ludzie myśleli, że walkę o odszkodowania powierzają renomowanej kancelarii, że zarządza nią człowiek poważany w prawniczym świecie. Prowadzący interesy w Londynie, Nowym Jorku, Szanghaju i Dubaju. Ale to bujdy -piszą: Mira Suchodolska z Dziennika Gazety Prawnej i Marcin Rybak z Gazety Wrocławskiej”.


wniosek: jeśli ten mężczyzno-kobieta próbował naciągnąć kogoś: czyli najemców, byłych najemców w galeriach handlowych to proszę o kontakt ze Stowarzyszeniem-podpowiemy co dalej z tym zrobić. 
 
 

Nieukprawnicy-poradnik najemcy

W dniu publikacji w Gazecie Wyborczej (sierpień) byłem w tym czasie na Bałkanach. Mailem dostałem dwie oferty od polskich kancelarii prawnych z propozycją nawiązania współpracy. Zadzwonił do mnie też niejaki Franciszek Babik. Powiedział tak:

-Dzwonię z kancelarii prawnej z Londynu. Jestem teraz w Polsce i mamy dla pana propozycję pomocy w pana sytuacji.

Odpowiedziałem, że ten tekst nie jest apelem o pomoc i że mam dwie kancelarie prawne z których wsparcia korzystam. Odpowiedział, że mają „wielkie doświadczenie w tego rodzaju sprawach dotyczących galerii handlowych”.

Zasugerowałem, że jestem otwarty na współpracę i proponuję spotkanie z kancelarią Henclewskiego z Poznania i Doraka z Bielska-Białej. Babik odpowiedział, że polscy prawnicy się na tym nie znają i że ich kancelaria samodzielnie prowadzi tego rodzaju sprawy. Że polscy prawnicy nie mają wiedzy i doświadczenia. Zatem odpowiedziałem, że po powrocie do Polski zadzwonię.

Zastanowiło mnie to stwierdzenie, że polscy prawnicy się nie znają. Dlatego nie do końca obdarzyłem rozmówcę zaufaniem. Wydawało mi się to dziwne.

Zadzwoniłem po dwóch tygodniach. Babik wysłał mi maila ze szczegółami informując, że meneger lata po całym świecie i na szczęście w poniedziałek będzie w Warszawie.

Spotkanie. Wchodzi facet z kobietą. Otrzymuję wizytówkę.

Ja: Jest Pan profesorem czego? Nie znam angielskiego, jedynie mówię po francusku (nie pochwaliłem się tym, że uczyłem się w Strasbourgu, Marsylii, Nicei,Cannes czy Monte Carlo).

Profesor: Jestem profesorem prawa -powiedział z lekką wyższością w tonie i politowaniem, że nie mówię po angielsku. Mamy swoje oddziały w Dubaju, Szanghaju, Londynie, Tel Avivie, Nowym Jorku. W Warszawie mamy też oddział naszej firmy.

Profesor: Do nas nie przychodzi się z ulicy. Zapraszamy tylko wybranych. Co sprawiło, że postanowił Pan zwrócić się do nas? Jaki ma Pan problem?

Ja: Chwileczkę. Ustalmy najpierw, kto do kogo się zwrócił. To Państwa przedstawiciel zadzwonił do mnie z ofertą, a nie odwrotnie. Chcę się też dowiedzieć na jakiej podstawie Państwa pracownik użył sformułowania, że polscy prawnicy się nie znają. Henclewski jest laureatem nagrody Forbesa i wg tego pisma jest świetnym prawnikiem.

Profesor: Nie wiem co Panu powiedział.

Kobieta: wie Pan ja się ma tak wielu pracowników to czasami któryś coś powie nie tak, ale trudno brać za to odpowiedzialność.

Ja: to proszę mu zwrócić uwagę żeby takich rzeczy nie opowiadał.

Profesor: Nie znam szczegółów Pana sprawy.

Ja. Ale ja reprezentuję też innych najemców, a nie tylko siebie w tym momencie. Czytał Pan bloga i tekst w Wyborczej?

Profesor: Nie, nie czytałem. Tak szczegółowo nie wiem czego problem dotyczy, ale chciałem zasugerować inne niż standardowe rozwiązania. Ja 15 lat pracowałem w polskiej policji w wydziale do walki z Przestępczością Gospodarczą i wiem jak system w Polsce wygląda.

W Stanach jest tak, że istnieje sąd arbitrażowy i tak się załatwia te sprawy.

Tutaj praktycznie to nie istnieje. Proponujemy inne rozwiązania, a nie prokuraturę czy sądy. Nasza firma zajmuje się też kojarzeniem zagranicznych funduszy inwestycyjnych, które są zainteresowane kupowaniem galerii handlowych w Polsce. Tym się też zajmowaliśmy… mamy swoje sposoby, aby pomóc.

Ja: Jakie?

Profesor:To objęte jest tajemnicą zawodową i dopiero po podpisaniu umowy z nami mówimy jak to robimy.

Ja. Jaki Pan widzi problem żeby to przekonsultować z Henclewskim. Przecież istnieje kodeks etyczny i ten prawnik nie ukradnie waszego know how, bo narażał by się na konsekwencje.

Kobieta: my wiele razy mieliśmy do czynienia z takimi sytuacjami, że nasze rozwiązania przedstawiliśmy i ktoś je wykorzystał…

Ja. Znam prawnika z Wawy, w której to kancelarii prawnej za godzinę konsultacji bierze się 500 euro, ale wiem też, że wiele spraw jest zlewanych i traktowanych bez zaangażowania.

Kobieta: w naszej kancelarii prawnej pracownik najniższego szczebla zarabia dużo więcej!

Ja. Ile wygraliście spraw w Polsce? Jakie to były sprawy, gdzie i jakie wygraliście odszkodowania?

Zmieszanie i zaskoczenie na twarzach.

Profesor: pppprowadzimy ich wiele-wydusił z lekką zadyszką w głosie. Oczywiście mamy wiele sukcesów. Tutaj trudno wskazać…

Ja: A w Stanach?

Profesor: Tak. Ooooooczywiście tam najemcy wygrywali takie sprawy. Toczą się procesy.

Ja. Mam jasno sprecyzowane oczekiwania i wiem czego chcę. Dziwi mnie, że skontaktowaliście się ze mną bo z całym szacunkiem do siebie nie jestem Kulczykiem, a jedynie najemcą, który miał dwa małe punkty w dwóch galeriach handlowych.

Profesor: Każdego Klienta traktujemy poważnie.

Kobieta. A o co w ogóle chodzi w tym konflikcie z galeriami przecież ludzie wiedzą co podpisują. Galerie świetnie prosperują. Polak mądry po szkodzie.

Ja. Tak Pani stawia tę sprawę? Pani nie zna tematu. Ludzie świadomie są wprowadzani w błąd przed jej podpisaniem. Zajmuję się tym od wielu miesięcy i wiem o czym mówię. Pracowałem jako dziennikarz i wieloma trudnymi sprawami się zajmowałem.

Kobieta: Proszę Pana ja też znam wielu dziennikarzy w Warszawie. Sama jestem redaktorką naczelną gazety.

Ja: Jakiej?

Profesor: Tak Pani dyrektor świetnie zna ten fach.

Kobieta: Dziś mamy z czołówką dziennikarską takie nasze spotkanie.

Profesor. Proponuję Panu następującą drogę. Wyślemy Panu specjalny formularz, w którym zobowiąże się Pan do poufności. Po jego wypisaniu poprosimy o Pana dokumentację dotyczącą galerii handlowych i wówczas pójdziemy dalej.

Ja. Ok. proszę to wysłać.

Profesor: Na dziś proponuję, aby pozbył się Pan wszelkiego majątku.

Ja. Nie będę tego robił. Mam mocne papiery.

Profesor: Niech Pan jednak uważa, aby nie był to szantaż.

Ja. Dziękuję za radę.

Profesor: I proszę o poufność. Niech to spotkanie zostanie między nami.

Dałem mu słowo honoru wg retail, że nikomu nie powiem. Wg retail czyli słowa, które nie mają znaczeń. Są puste jak dane o frekwencji, o obrotach, o ludziach. Mowa-trawa…

Po spotkaniu pojechałem do siedziby Gazety Prawnej na spotkanie z sekretarzem redakcji Mirą Suchodolską. Przekazałem wizytówkę. Z tego co mi wiadomo dziennikarskie śledztwo dobiegło końca. Jego finał jest tak zadziwiający, że pozwolę sobie Państwa odesłać do piątkowego wydania Gazety Prawnej. Ustalenia są …tak zaskakujące, że słowo zaskoczenie to mało powiedziane. C.d.n.

wniosek: przed podpisaniem umowy proszę uważnie słuchać prawdziwych prawników. Z moich ustaleń wynika, że wielu z nich odradza podpisywanie umów w galeriach. W trakcie sporów proszę uważnie wybierać kancelarie prawne. Moje doświadczenia są pozytywne. Pomimo, że temat jest trudny to nie zgadzam się z tezą, że się nie znają. Bywają zachowawczy, ale to oczywiste. Nie mogą obiecać niczego, ale wiem, że zabierają się i za te umowy i za frekwencję i wady techniczne i zarządzanie budżetami przez zarządzających i za wiele innych ciekawych nowych wątków. Nieudacznikiem okazał się być Pan Profesor, bo dał się jak dziecko zdemaskować, bo myślał, że Dubaj i Szanghaj powalą mnie na kolana. Pomylił się. Chciał z polskich prawników zrobić nieudaczników. I też się pomylił. Bo jeden z nich przed tym spotkaniem sprawdził tę „kancelarię” w sieci. Czułem, że to jest podstęp, ale nie byłem pewny. Dziś już jestem. Więcej na ten temat w piątkowej Gazecie Prawnej.

Retail kiełbasa (零售香肠)-poradnik najemcy

Tarnów. Nie wiele ponad 100 tysięczne miasto. Bezrobocie w powiecie sięga niemal 13% (dane GUS na koniec marca). Sporo ludzi pracuje na emigracji w Stanach, w Europie. W mieście zadomowił się chiński market.

23-letni młody sprzedawca Weilong z miasta Ye od dwóch lat mieszka w Tarnowie.

Łamaną polszczyzną gestykulując tłumaczy mi na migi, że ruch jest bardzo mały pomimo niskich cen. Weilong nie jest zadowolony.

Trafiam na przypadkowych Klientów z Jasła. Pani Lucyna nie ma zbyt wiele gotówki. -Jesteśmy przejazdem, coś ciekawego może znajdę-mówi z nadzieją w głosie.

Zaglądam obok do galerii Echo.

Szukam zakąski do bułki. I co widzę? Opuszczony sklep z regionalnymi produktami.

A w witrynie wiszące kiełbasy. Nawet pies, by ich nie tknął.

Ale dlaczego one tam jeszcze wiszą? Taka specyficzna „promocja”. Sanepid pewnie tam nie zagląda, bo i po co. Ta instytucja jest skuteczna w przypadku małych przedsiębiorców. Dużych się nie rusza. Działają przecież na innych zasadach wolnorynkowych w świetle obowiązujących przepisów. Wiem o czym mówię. Przeszedłem 8 kontroli w jednym czasie w dwóch miejscach. Ciekawe poznawczo doświadczenie skuteczności i zaangażowania „w kontrolującego”. To egzekwowanie przepisów przypomina niemiecki „ordnung muss sein” („ta zasada rządzi narodem od wieków i jest uważana za najwyższą cnotę”, za „Wprost” 8/2009).

Co ciekawe w galerii Echo jest totalne echo w sensie ruchu. Padły tam już i Triumph i Matras i wielu innych przedsiębiorców.

wniosek: zarządowi galerii nie chce się wynieść padliny. Najemca w takim pośpiechu opuszczał lokal, że kiełbasy wyglądają z witryny. Przed podpisaniem umowy, warto dobrze się przyjrzeć. Pamiętając, że przepisy w tym kraju obowiązują-w jedną stronę.

Dobrze zapoznać się ze strukturą bezrobocia, „grubością” lokalnego portfela i zjawiskiem emigracji zarobkowej.

P.S. Nazwa sklepu Weilonga nie ma związku z lokalnymi skojarzeniami. Delir to stan radości w który wg chińskich legend ludowych wprowadzają się medytacjami mieszkańcy starożytnego miasta Ye. Zamieściliśmy tytuł w oryginale po chińsku szukając nowych Czytelników)

Zablokowany program-poradnik najemcy

Coraz częściej zadajecie pytania, kiedy będzie wyemitowany program Express Reporterów?

 

Producenci tego prestiżowego programu zwrócili się do nas z propozycją realizacji. Nie odmówiliśmy pomimo to, że opowiadanie o tym systemie do przyjemności nie należy. Dwa razy przekładano termin realizacji zdjęć. W końcu za trzecim razem ekipa dokumentowała system z udziałem członków Stowarzyszenia z Bielska-Białej dokumentując też pustostany w Warszawie.

W końcu po wielogodzinnych zdjęciach i montażu program przeszedł kolaudację i był gotowy do emisji. W tym czasie dwie z uczestniczących w programie osób zablokowały jego emisję poprzez złożenie oświadczenia, że rezygnują z udziału w programie i zabraniają wykorzystania wizerunku…

Dodam, że nikt tych osób nie zmusił, żeby zabrały głos w sprawie. Chętnych do udziału w realizacji było zdecydowanie więcej. To praktycznie rozwaliło ten program od strony merytorycznej. Producenci jednak nie dali za wygraną i te dwie osoby zostały wycofane, a w ich miejsce weszła firma z Warszawy.

Z tego co wiem, program jest przemontowywany i przygotowywany do kolejnej kolaudacji (to w żargonie dziennikarskim formuła akceptacji przez wydawców pod kątem merytorycznym i prawnym).

Zatem reasumując o emisji programu poinformuję na blogu. No chyba, że i tym razem ktoś się wycofa. Na to wpływu nie mamy.

wniosek: po podpisaniu umowy w sytuacji kryzysowej nie należy bać się mediów. Nie należy chować głowy w piasek. Mecenasi drżą przed mediami, bo sami nie wiedzą lub wiedzieć nie chcą, że pokazanie problemu bardziej może pomóc niż zaszkodzić.

W znanym mi przypadku starsze kobiety przeszły cztery sądowe sprawy, bo ich kundel choć nikogo nie pogryzł to biegał bez smyczy. I zostały pozwane. Kiedy miały okazję opowiedzieć o tym mediom-ich prawnik odradził. Tak jakby media miały zęby i chciały pogryźć…

W znanym mi przypadku jedna z galerii w Białymstoku kilka lat temu pozwała najemcę o 10 milionów złotych odszkodowania po to, aby zamknąć mu gębę, bo rzekomo naruszał dobry wizerunek galerii. Facet się wystraszył i galeria odstąpiła od roszczenia, bo ten ostatni zamilkł. I o to chodzi. Zamknąć gębę i wystraszyć. Tymczasem szukam wolontariusza, który przetłumaczy bloga na język angielski. Dlaczego? Bo to jedyny tego rodzaju blog w sieci.