Syndyk na galerii-poradnik najemcy

Nowy Sącz. To było jesienią minionego roku. Jestem w galerii Trzy Korony. Kokardowe „wkrótce otwarcia” skrzętnie maskują co dzieje się w środku.

Standardowo widzę dzieci.

Niestandardowo reklamuje się turystyczna gmina.

Na pozór oprócz standardowo zakrytych pustostanów wszystko, jak w retailu. Jest fajnie, jest super.

Tymczasem lokalny watażka jest winny firmom poważne kwoty. Bo nie zapłacił za pracę. Przedsiębiorcy stracili cierpliwość i w styczniu 2015 roku po wniesieniu  wniosku o upadłość łapę na galerii położył syndyk masy upadłościowej. CD Lokum czyli właściciel galerii zalega z kwotą-bagatela-ok. 20 mln złotych plus do tego wyrolował iluś lokalnych przedsiębiorców.

Poszkodowani wpisują się na listę wierzycieli. O sprawie napisała Gazeta Krakowska 17.12.2014. Co ciekawe galeria Trzy Korony została otwarta ponad rok temu czyli nie dawno. Sprawę opisuje też portal http://www.sadeczanin.info

O galerii Trzy Korony dowiedziałem się w Krynicy Zdrój (odsyłam do wpisu na blogu z 01.12.2014 „Katolans”).

-U nas nie ma takich warunków jak w galerii Trzy Korony. Tam jest zupełnie inaczej niż u nas! -deklarowała pani pracująca dla Romana Kluski, który z kolei otworzył Pasaż Krynicki. Z ciekawości odwiedziłem Nowy Sącz chcąc zobaczyć to cudo.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej nie wiesz komu inwestor nie zapłacił i ile. Może to mieć nieprzewidywalne konsekwencje-także dla Ciebie.



Ojciec i syn-poradnik najemcy

„Wyjazd do Agadiru wyszedł zupełnie spontanicznie.  Deszczowy maj, dobry biznesowo kwiecień tylko potwierdził celowość tej decyzji.

Jedziemy odpocząć do Maroka – słyszę w słuchawce telefonu. Szybkie pakowanie, jak zwykle przed wyjazdem masa spraw do załatwienia i już mkniemy w kierunku lotniska. To nie pierwszy nasz wyjazd to tego kraju, także program jest dość  sprecyzowany – trochę leniuchowania, trochę spacerów, zero zwiedzania. Chcemy pobyć trochę więcej ze sobą. Po prostu. 


Afryka wita nas ciepłą,  trochę pochmurną pogodą. To nic nadzwyczajnego w tym okresie. Do południa pochmurno, popołudniu  palma. Szybki transfer do hotelu i jesteśmy na miejscu. Nasza grupa liczy około 15 osób. Trochę dwudziestoparolatków. Jedni z małymi dziećmi, inni bez. Dwie pary około sześćdziesiątki i my. Małżeństwo w średnim wieku. Standard.

Na Zbyszka zwracam uwagę już pierwszego dnia.  Mógłby być moim ojcem. Pełen energii, uśmiechnięty, zagaduje pozostałych uczestników wyjazdu. Nim się nie obejrzałem i już siedzi przy naszym stoliku. Jestem z natury osobą niewylewną, Zbych natomiast to moje przeciwieństwo.

Mimo to szybko łapiemy kontakt. Dużo opowiada o tym gdzie był, co widział, czym się zajmuje. Prowadzi sklep z odzieżą dla nastolatków na starówce pięknego polskiego miasta. Zapewnia, że biznes idzie dobrze. Nie dowierzam Znam realia handlu w mieście.  Widzę, że trochę szczypie się z kasą, ale  to nie mój interes, więc co mnie to obchodzi. 

Na temat „galeryjny” wchodzimy zupełnie przypadkiem. Opowiada jak galeria świetnie funkcjonuje w jego mieście i ma w planach otwarcie tam sklepu. Tłumaczę, że nie jest tak kolorowo jak on to widzi.

Gość patrzy na mnie jak na wariata. Prowadzę już biznes przeszło dwadzieścia lat. Zęby na tym zjadłem. Znam się na tym – słyszę. 

To, że prowadzi tyle lat wcale nie oznacza, że się na tym zna –  odpowiadam. Wyraźnie zmieszany odchodzi. Tego wieczoru unika mnie wzrokiem. Jego zachowanie jest mi zupełnie obojętne. Nie przyjechałem tutaj przecież, aby kogoś nawracać.  Szybko mu przeszło, bo już następnego dnia siedzi z nami wieczorem po kolacji.

Opowiada o synu, dla którego chce otworzyć biznes w centrum handlowym. Nie wytrzymuję. Jeśli naprawdę chcesz mu pomóc, to nie otwieraj mu  tam sklepu  – mówię.

Bardzo grzecznie ale stanowczo odpowiada, że jak będę w jego wieku to mogę udzielać mu takich rad. Zresztą kim ja jestem, że o tym wszystkim mu opowiadam? Nikim.

Po prostu wiem – śmiejąc się odpowiadam. Facet jest trochę skołowany. Widzę niedowierzanie. Jak będziesz chciał na ten temat pogadać, to wiesz gdzie mnie znaleźć – rzucam na koniec i wstaję od stolika. Do końca rozmawiamy ze sobą kilka razy. Ani jedna rozmowa nie dotyczy już galerii. 

Na lotnisku pada z jego strony propozycja wymiany kontaktów. Po raz kolejny proponuję, że jestem do dyspozycji. Nasze Panie umawiają się na obiad zaraz po przylocie na Okęcie. 

Po drodze do knajpy mijamy CH w Jankach. Sobota, to i korek do skrętu na parking. Zbych triumfuje. Widzę dziką satysfakcje w jego oczach. Odpuszczam. Rozstajemy się. Kilka dni po powrocie wysyłam maila i kilka linków do Zbyszka. Nie dostaję odpowiedzi. 

Nie wiem czy otworzył wymarzony sklep w galerii. Może tak, może nie. Może mu świetnie idzie, a może dziś jest członkiem OSONu. Może w tym przypadku to on miał rację? Tego nie wiem, ale tego „może „jest zdecydowanie za dużo.

Nie zawsze ten kto myśli i mówi inaczej chce dla Nas źle. Wiem, w biznesie należy słuchać tylko siebie. Tyle tylko, że w przypadku galerii handlowych  warto uczyć się na cudzych błędach. Nie polecam na swoich. Warto też czasem spojrzeć na Kaukaz….”

podpisano
NIKT

To kolejny list od Czytelnika. Od jakiegoś czasu korespondujemy wymieniając poglądy. Mogę małą korektę?A w zasadzie dopowiedzenie.

Uważam, że w biznesie czy w pracy-zresztą ludzie, którzy do czegoś doszli często o tym mówią-należy otoczyć się ludźmi mądrymi i nie słuchać tylko siebie, ale potrafić słuchać. To trudne. Delegowanie. Sztuka. Dystans. Wnioski. Reakcja. Decyzja lub jej brak, który też jest decyzją.

Znam najemcę, któremu ojciec zrobił prezent. Otworzył mu restaurację w galerii. Ojciec chciał dobrze.

Chłopak dziś jest bez adresu i ma ok. miliona długu. Ojciec nie słuchał. Uparł się. Niestety zmarł, a syn został z tym „biznesem”. Ojciec nie przewidział, że to długofalowa ściema, a chłopakowi zgotował piekło.

Przez lata najemca od zarządu galerii dostawał pogardliwe smsy, że jego jedzenie jest stare, nie świeże, że to jego wina, że nie potrafi 40 tysięcy wyrobić na czynsz. Dopiero od jakiegoś czasu syn wie, że jest jednym z bardzo wielu profesjonalnych bankrutów. Jedzenie ma dobre. Potrafi to robić. Wiem, bo często nie tylko ja tam jem.

Uderz w stół?-poradnik najemcy

 Taki dostałem list:

„Piszę dlatego, że pewnie trochę identyfikuję się z Panem bo jestem przedsiębiorcą od 15 lat, zaliczyłem wpadkę nie przewidując, że hossa może nie trwać wiecznie.

Mam jednak tą lekkość, że mogę wypowiadać się jak „mędrzec” z dystansu, bo upadłość już dawno za mną a ja przez ostatnie lata odbudowałem kapitał i od dwóch lat rozwijam się logarytmicznie.

Miałem też epizod z 8-10 lat temu, kiedy w Polsce rozpanoszyła się firma która w zawoalowany sposób oszukiwała swoich klientów moi pracownicy na moje polecenie stworzyli portal internetowy z rozbiciem na części składowe sposobu oszukiwania, potem zainteresowała się tym telewizja i gazety.

 

Oczywiście ja pozostawałem w cieniu, aby nie burzyć wiarygodności firmy, bo tamta firma próbowała bronić się argumentem, że moja firma wszystko stworzyła aby wykończyć konkurencję, która pojawiła się na rynku zrobiłem to na tyle dobrze, że wykończyłem tego oszusta w kilka miesięcy, chociaż miał już kilkanaście oddziałów w całej Polsce.

Wtedy też zastawiono wobec mnie pułapkę, bo szefowie owej firmy podając się za dziennikarza TVN nagrali moją zbyt szczerą rozmowę telefoniczną i umieścili ją w Internecie.

 

Ja jednak po naradzie z prawnikami pozostawiłem to bez odpowiedzi co była najlepszym rozwiązaniem.

Piszę to dlatego, aby uświadomić Panu jeszcze bardziej bo wiem, że jest Pan świadomy, co wynika z postu z dnia 2015,01,16, że wobec Pana mogą być stosowane różnego rodzaju prowokacje, oraz podobnie jak w moim kierunku, mogą zostać wysłane sfałszowane dokumenty obciążające firmy które Pan opisuje oraz świadczące o czyjejś winie wtedy można podważyć wiarygodność danej osoby udowadniając, że posługuje się Pan sfabrykowanymi dokumentami w celu osiągnięcia swoich celów i potem na tym przez długi czas opierać swoją linię obrony podważając wiarygodność Pana osoby”.

 Dziękuję za cenne rady.

I znów pan się odezwał, a ja sądziłem, że po ostatnim pana wpisie już na bloga pan nie zagląda. W sprawie pułapek i prowokacji i tego piątkowego wpisu o którym pan wspomina.

Nie mogę pozwolić na to, że ktoś mnie pomawia i siedzieć cicho. Gdybym siedział cicho to tak jakbym przyznał, że za moje „usługi” kasuję 7 euro od metra co jest totalną bzdurą i kłamstwem.

Mam mailowe potwierdzenia takich twierdzeń więc sam pan rozumie, że na gębę takich rzeczy się nie robi. Co do prowokacji  zdaję sobie sprawę, że blog ujawnia niewygodne informacje, ale prawdziwe i fajnie byłoby je zdyskredytować zasłaniając się np. strachem w przypadku najemców czy chęcią dokopania w przypadku tych, którzy chcieliby żeby go nie było.

Tylko wie pan jak pokazać te miliony wirtualnych ludzi? Jak zanegować zdjęcia? Jak otwarcie powiedzieć ile firm wyleciało w kosmos np. w ostatnich 5 latach z danej galerii? Jak to obronić? Jak wytłumaczyć że 60 euro za metr w Olsztynie to katastrofa a tzw. trzy siódemki to wyrok?

To nie najemca się przeliczył, ale ten kto te stawki ustalił i nikt nie będzie z tym dyskutował. Bajki o tym, że Polacy są nieudacznikami można włożyć między bajki. Ale niestety przez lata ludziom to właśnie wmawiano.

-Do końca wierzyłem, do końca rozmawialiśmy, do końca szukałem pieniędzy żeby spłacać długi natomiast nie spodziewałem się, że moja firma zostanie zniszczona-mówi były właściciel, ekonomista upadłej dużej polskiej firmy.

To fragment rozmowy z kimś kiedyś ważnym.

Dzięki za ostrzeżenie. Niewątpliwie skorzystam. Nawałnica przede mną. Tym bardziej, że coraz więcej firm z galerii po prostu ucieka. I nie jest to zasługą bloga, ale rynku. Tyle.

 

 

Oszczerstwa-poradnik najemcy

Docierają do mnie informacje dotyczące tego, że wyłudzam pieniądze od najemców w wysokości 7 euro za metr za konsultacje i wsparcie dla najemców. Konkretnie chodzi o dyrektora galerii w Olsztynie. Niestety najemcy boją się podpisać oświadczenie w tej sprawie. To mnie akurat nie dziwi. Podczas wczorajszego spotkania publicznie ta informacja została przekazana przez jednego z najemców pozostałym uczestnikom spotkania w obecności mecenasa Tomasza Henclewskiego. Było tam kilkanaście osób.

 

Na razie tą drogą wzywam galerię w Olsztynie do zaprzestania tego rodzaju działań. Są to oszczerstwa. W Polsce karane. Problem polega na tym, że nie mam papieru, ale mam świadków. Gdybym miał papier byłby proces. Jeśli podobne informacje będą do mnie docierały to nie wykluczone, że pozwę galerię-konkretnie dyrektora. Nie chcę tego robić na gębę, ale rozumiem najemcę, że się boi. O strachu pisałem wczoraj.

W Olsztynie byłem w grudniu. Na zaproszenie najemcy. Mam materiał filmowy z tego spotkania, który niebawem opublikuję na youtube. Pomogłem wyjść temu najemcy z galerii w sposób konkretny. Wczoraj opuścił lokal. Jako, że wyprowadzka odbyła się w obecności dziennikarza i prawnika nikt nie wzywał policji co generalnie jest standardem w galeriach handlowych.

Co do spraw finansowych to po raz kolejny informuję, że nie ma składek w Stowarzyszeniu i nie będzie.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że zarządzający uważają się za „święte krowy”-bezkarne. Standardem jest lekceważenie, buta i arogancja. Po jej podpisaniu, bo przed jest inaczej i jak płacisz też jest inaczej.

P.S. Pozdrawiam najemców z Olsztyna. Polecam nowy film na yotube.com.

Dziekuję portalowi dziendobry.bialystok.pl który postanowił w całości niektóre wpisy zamieszczać na swojej stronie. Białystok zawsze był fajny!

 

O logo-poradnik najemcy

Milion kary w galerii Korona (Kielce), półtora miliona długu wobec galerii Gemini Jasna Park w Tarnowie i banków (jeden ze wspólników pod opieką psychologa), 700 tysięcy inwestycji w galerii „Echo” i po trzech latach poczucie totalnego wydymania.

Partycypacja w … budowie galerii przez najemców. 800 tysięcy inwestycji w Ostrowcu Świętokrzyskim i sytuacja pozornie bez wyjścia.

2 miliony długu i wyniszczenie w pięciu galeriach na portkach znanej franczyzowej marki. Sprawa karna dla franczyzobiorcy i kurator na głowie. Sądy, arbitraże (pseudo) w tym z udziałem takich nazwisk jak Ryszard Kalisz (celebryta i ekspert) czy Krzysztof Kwiatkowski dziś szef Najwyższej Izby Kontroli.

Komornicy, prawnicy, sędziowie, „negocjacje”,  słupy, banki, kredyty, odsetki od odsetek, monity, wezwania, zajęcia, plombowania i ucieczki, wymeldowania i przepisywania majątku. Ucieczki za granicę. To „pokłosie” moich ostatnich spotkań z byłymi i obecnymi najemcami w galeriach handlowych. I strach.

-Robiłem obroty 1,5 mln do 2 mln miesięcznie na biznesie telekomunikacyjnym. Rozwinąłem sieć sprzedaży. Początkowo miałem 6% marży, potem mniej. Kiedy bankrutowałem marża wynosiła 0,5 procent. Straciłem kontrolę. Trafiłem do psychiatryka. Żona wystawiła mi walizki za drzwi. Pomógł mi prawnik krwiopijca. Postawił mnie na nogi. Nauczył mnie, jak przestać się bać. To jest twardziel. 

Uciekłem do Warszawy. Najpierw podnosiłem szlaban na osiedlu za 5 złotych brutto jako ochroniarz. Potem rozwoziłem jedzenie. Dziś na tyle się pozbierałem, że potrafię 1000 złotych miesięcznie przelać rodzinie, na dzieci. Ukrywam się tutaj i udaje mi się zarabiać. Potrafię rano wstać i działać-słyszę przebywając w stolicy.

Ten człowiek opowiedział mi swoją historię podczas spotkania dotyczącego m.in. galerii handlowych. Przestał się bać, bo nikogo nie oszukał, nie okradł. Szuka sposobu jak się odbudować. Najemcy zaś szukają sposobu jak z tego wyjść.

Wątek telekomunikacyjny, który pojawił się podczas rozmowy jest interesujący w kontekście maila którego dziś dostałem.

„Piszę w imieniu mojego pracodawcy. Jesteśmy autoryzowanym partnerem Orange. Mamy podpisaną umowę najmu w Centrum Handlowym w Piotrkowie Trybunalskim do 2018 r. Z racji, że nasz punkt nie osiągał pożądanych przez naszego zleceniodawcę celów – straciliśmy w 2014 r. autoryzację na prowadzenie tego punktu. Podejmowaliśmy wielokrotne bezskuteczne próby porozumienia się co do wyjścia z lokalu przed terminem”.

Do tej pory wydawało mi się, że telefony i usługi telekomunikacyjne są najbezpieczniejszym tematem w galeriach. Pisałem o tym. Ta sytuacja pokazuje, że i na telefonach można się przewrócić w galerii handlowej i podpisywanie umowy na lokal, a nie wyspę jest ryzykowne.

Jeśli nie wyrobisz normy zostajesz na lodzie i bujasz się z umową. Właściciela nie interesuje to, czy ktoś komuś zabrał prawo do używania loga.

Z reguły wersja jest taka, że najemca sobie nie poradził, że miał słabych handlowców, nie znał się na biznesie, generalnie na niczym się nie znał i zaniedbał. Nie bierze się pod uwagę sytuacji rynkowej i stosunku wysokości czynszu do obrotów, do realnej ilości, a nie wymyślonej własnej demografii. W tym przypadku nie można powiedzieć, że najemca nie trafił z produktem, że to nie ten rynek itp. (to standardowe hasła niejednokrotnie przekazywane innym najemcom, podawane w retailowych publikacjach).

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej proszę pamiętać że „dawca’ loga może być bezwzględny jeśli nie wyrobisz normy i zabiera to logo. Nie masz prawa już działać pod tym logiem. Proszę zaznaczyć w umowie, że w momencie utraty loga z automatu umowa wygasa i nie pociąga to żadnych konsekwencji finansowych.

 

Umoszczeni-poradnik najemcy

Galerie handlowe umościły się w naszej rzeczywistości jak nowotwór. Są coraz częściej w programach wycieczek. Tłumy nie-klientów.


W Rzeszowie w Millenium Hall tymczasem umościli się wagarowicze.

W wygodnym fotelu rehabilitacyjnym wypoczywa uczeń jednego z gimnazjów. Chłopaki spokojnie czekają, aż upłyną lekcje. Fotele te pojawiły się w wielu galeriach handlowych i po przetestowaniu można taki mebel nabyć.

Na tym gigafotelu też jest wygodnie (próbowałem) i grupkę chłopaków ochroniarz przegonił choć fotel wygodny.

Tymczasem najemca, który prowadził tam turystyczny „biznes” fotele zostawił.

Rzekomo miał mieć wyłączność na Itakę. Okazało się, że jej nie miał-po podpisaniu umowy i galerię opuścił.

Z mapek wynika, że zarząd przegiął i wiele spraw trafiło do sądu.

Co ciekawe w galerii powstaje prywatna przychodnia lekarska.

W środku trwają intensywne prace.

W tym przypadku „wkrótce otwarcie” faktycznie się otworzy.

Schorowani pacjenci zasilą statystyki nie-klientów.

Nie wykluczone, że to nowy trend i teraz przyjdzie pora na zagospodarowywanie pustostanów przez lekarzy.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej zdarza się, że zarząd wprowadza w błąd, przedstawiając fałszywe mapki z potencjalnymi najemcami, którzy rzekomo podpisali umowy.

Proszę zaznaczyć w umowie paragraf dotyczący odpowiedzialności, za fakt nie wejścia deklarowanych marek. Galerie stają miejscem, gdzie można podreperować zdrowie i miło spędzić czas w darmowych fotelach. 

Po otwarciu przychodni w galerii proszę pamiętać, że z reguły do lekarzy przychodzą ludzie chorzy. Choroby i zarazaki mają to do siebie, że nie znają granic. 

Przed pod podpisaniem umowy proszę zamieścić gwarancję, że nie będzie tam przychodni lekarskiej, bo może to odstraszać Klientów.

W butelkę-poradnik najemcy

Przypominam o seminarium w Warszawie. Otrzymałem szczegółowy program od organizatora. Jednocześnie zapowiadam zmiany.

W fazie projektowania jest strona internetowa, która ułatwi komunikację pomiędzy zainteresowanymi, a nami – i przede wszystkim, bo to jest najistotniejsze – z kancelariami, które mają pojęcie o temacie i wiedzą w jaki sposób pomóc. Różnie z tym bywa.

Kasowanie pieniędzy za samo przeczytanie umowy jest nie w porządku. Kasowanie za udział w tzw. „negocjacjach” bez wiedzy, też nie jest tym o co chodzi.  Na nowej stronie zamieścimy odpowiednie zakładki kontaktowe, otwarte fora i jeszcze kilka retailowych niespodzianek.

Dzięki Czytelnikom bloga informacja sięga coraz dalej i o to właśnie chodzi od początku. Nie spodziewałem się, że temat jest tak rozległy i dotyczy tak wielu ludzi. Ich rodzin, znajomych, krewnych. Nas.

Będzie też podział ról tak, aby każdy, kto do nas się zwróci mógł liczyć na szybką odpowiedź. W Stowarzyszeniu są ludzie, którzy kombinują jak przetrwać i każdy coś robi żeby zarobić. Dlatego brakuje czasu. Ale podzielimy się obowiązkami, żeby było łatwiej to ogarniać i żeby osoby zainteresowane wiedziały co i jak.

Zamierzamy rozwijać i bloga i videobloga (kolejne odcinki są w przygotowaniu):
-o Wielkiej Orkiestrze Świątecznych Pików,
-o stężeniu gazu na parkingach podziemnych,
-o koncertowej spirali nie-zakupów,
-o tym, że retail może nam pedagogicznie nagwizdać .

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej, w trakcie jej trwania i po jej unieważnieniu czy zerwaniu warto się zrzeszyć.

P.S. Jeden z najemców zasugerował, aby założyć partię. Jeden z mecenasów z Warszawy też złożył mi taką propozycję. Wiem, że jest jakiś projekt, który przygotowują przedsiębiorcy w Polsce, ale nie znam szczegółów i myślę, że nie tędy droga. Nie da się robić wszystkiego. A poza tym nawet jeśli, to bycie w ewentualnej opozycji jest podobne jak nabijanie pików – czyli ludzi w butelkę.



„Paparetail”-poradnik najemcy

Bielsko-Biała.

W drodze lubię czytać. I ostatnio wpadł mi dodatek do miesięcznika Press z listopada minionego roku. To branżowe pismo dedykowane jest mediom i temu co się dzieje w świecie reklamy. Po kilkuletniej przerwie kupiłem to pismo. Wiele ciekawych materiałów. W tym dodatek po największych w Polsce firmach reklamowych i PR.

W dodatku do Pressa prezentowano co w której firmie słychać. Kto kogo obsługuje, kto kogo zyskał czy stracił. I z tego dodatku dowiedziałem się też, które firmy mają w portfolio galerie handlowe. To poważni gracze znający się na robocie czego dowodem są zdjęcia wykorzystywane do zaklejania pustostanów. Kapitalne kolekcje. Od twarzy, poprzez scenki sytuacyjne, symbole, pejzaże.

Cała niekończąca się gama „uśmiechniętych” zdjęć i „wkrótce otwarć”.

Trzeba sporej kreatywności i pomysłowości żeby zaprojektować coś, wymyślić hasła, spoty, klipy, eventy. I jestem w stanie zrozumieć, że nawet tym największym agencjom brakuje pomysłów.

Przykładem jest wykorzystanie zdjęć Karola Wojtyły z hasłem „Był wśród nas” na billboardach galerii handlowej Sfera w Bielsku-Białej i na stronie internetowej.

Papież ma… naganiać Klientów do galerii w której raczej nie był-chyba że o czymś nie wiem.

Żeby było ciekawiej zdjęcia papieża mają przyciągnąć tych, którzy żeby je zobaczyć w galerii handlowej mają za to zapłacić, bo wystawa jest biletowana.

W Wadowicach jest dom, w którym jak wiemy urodził się Karol Wojtyła. Dom przerobiony na muzeum przyciąga ludzi z całego świata. To nie jest muzeum na kółkach. Trzeba tam pojechać.

Jak rozumiem Wojtyła wyszedł za rogatki Wadowic wprost do sfery bankrutów i nie wykluczone, że ten pomysł stanie się objazdowym sposobem na zarabianie kasy, rzekomo na rekonstrukcję filmów i zdjęć papieskich.

Jeśli brakuje Wam pomysłów. To przed zaprojektowaniem billboardów z papieżem sugeruję lekturę jego encyklik, wystąpień i zapoznanie się z nimi. Wojtyła się w grobie przewraca.

Wg mnie to prześmiewcze, sarkastyczne i skandaliczne- w kontekście retailu. I potem się dziwić, że za nadużycia symboli religijnych poruszony jest cały świat.


wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej należy pamiętać, że ludzie odpowiedzialni za tzw. „marketing” często nie mają o nim zielonego pojęcia.

Papież-naganiacz nie przyciągnie Klientów. Ewentualnie wycieczki.

 

 

„Dawcy” i „biorcy”-poradnik najemcy

Katowice. Warszawa.

Znów jestem w trasie. Mam jednak oczy szeroko otwarte i uszy pełne nowych historii. Od depresji do samobójstw, ucieczek z galerii, sposobów, zapytań i wątpliwości. Retail jawi mi się jako śpiący „królewicz”.

Facet zapadł w sen sprawiedliwego w galerii katowickiej. Nie niepokojony przeze mnie uciął sobie w pasażu drzemkę. A ja uciąłem grzywkę.

-Czytałam pana bloga. Znam historię franczyzobiorcy, który stracił duże pieniądze-słyszę pomiędzy szumem maszynki.

-To jest tak, że franczyza jest ściśle związana z galeriami. Są kapitalnie dogadani. Polecam Pani lekturę franczyzowych gazetek na wypasionym papierze. System polega na tym, że najemca wyposaża lokal. Płaci franczyzobiorcy grube pieniądze za ubzdurany „sukces”, czyli mebelki, towar, spodnie, koszulki i super szkolenia. Rekomenduje galerię. Biorca nie ma podstaw żeby nie wierzyć. Podpisuje dwie umowy.

Jedną z galerią, a drugą z „dawcą”. Po jakimś czasie, kiedy wyprzedaje majątek zostaje usunięty z galerii. Lokal zostaje. Mebelki zostają, towar zostaje. Kto wchodzi w jego miejsce? Dość często franczyzodawca, który podpisuje umowę z powiedzmy o połowę niższym czynszem. Biznes się kręci. Tak to wygląda. Pozostaje dług wobec galerii i „dawcy”. Ten ostatni się cieszy i ten pierwszy też.

Z ręką w nocniku zostaje przedsiębiorca, który w to wpadł-tłumaczę spokojnie zasady.

Zdarza się też że franczyzodawca jest wprowadzany w błąd, a ten z kolei wprowadza swojego partnera na bombę. Mam konkretny przykład marki , gdzie właściciel loga będzie zeznawał przeciwko galerii wraz z wykiwanym najemcą. Oczywiście szczegółowo opiszę tę historię ku przestrodze następnych. Nie dziś jeszcze żeby kobiety nie zastraszyli.

Idę na spacer w galerii katowickiej i widzę to zdjęcie, które maskuje pustostan.

Faktycznie ilustruje „biznesową drogę”. Drogę do nikąd.

Dobrze dobrane zdjęcie przez firmę. Czarny kolor drogi – to biznes w normalnym układzie. Na prawdziwych przesłankach i zasadach. Potem droga czerwienieje jak uszy zarządzających galeriami. Uszy robią się czerwone, bo ratail stał się nagi. Bo to kłamstwa. Manipulacje i ściema.

Czerwień symbolizuje też, że zedrą z Ciebie do krwi. Do bólu. Do łez. I nie ma przeproś.

Tuż obok pustostan zagospodarowany na co-working. Czyli miejsce do pracy za darmo.

Można tam skorzystać z neta i poszukać zawczasu nowej pracy. Spotkać się z potencjalnym pracodawcą czy kontrahentem, albo prawnikiem. Ciekawe czy katowicka zarabia na „sprzedaży adresu”, bo to coś w stylu wirtualnego biura. Nie zdziwiłbym się gdyby tak było, bo to dobry pomysł. Pozwala zaoszczędzić nie wynajmując lokalu za grubą kasę np. w kamienicy czy biurowcu.

Co do tych ostatnich to przedsiębiorca podpisał umowę na najem biur w tzw. rondzie ONZ w Warszawie na 25 lat. Człowiek chce zrezygnować. Kara za niedotrzymanie umowy to milion złotych. Coraz częściej pojawiają się umowy na bazie retailu także w innych miejscach niż galerie handlowe, centra handlowe, pasaże handlowe, markety.

wniosek: przed podpisaniem umowy warto pamiętać, że to nie jest biznesowa droga. A jeśli, to w jedną stronę. Przed podpisaniem umowy masz wiele możliwości.

Po jej podpisaniu może Cię, być stać jedynie na darmowe spotkania w ramach co-working. 



Jak w Rajdzie-poradnik najemcy

Dziś o wyścigach. Rozpocznę jednak od Rajdu Dakar. Jednym z głównych bohaterów, który nokautuje rywali jest Rafał Sonik. Polak. Filantrop. Właściciel dwóch galerii handlowych: Gemini Park w Bielsku-Białej i Gemini Jasna Park w Tarnowie.

W żargonie „klakierów” Super Sonik. Taki ma przydomek. I faktycznie, na Rajdzie jest super. 6 wygranych etapów robi wrażenie.


Foto: scigacz.pl

Jednym ze sponsorów tej zabawy jest Pani Maria (występuje na kanale Przeliczeni „Pani Maria bankrutuje”), drugim Pan Marcin (występuje na kanale Przeliczeni „Potop w galerii”). Tej pierwszej od Nowego Roku już nie ma w Gemini, ten drugi wciąż sponsoruje zabawę Pana Rafała.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie wyścig na youtube. Filmiki prześcigają się jeden przed drugim. Jak na Dakarze. Pani Maria wyszła na prowadzenie. Podobnie jak Pan Rafał Pani Maria lideruje i wciąż powiększa przewagę.

Niestety na rajd Super Sonik Pani Marii czy innych sponsorek nie zabrał, a jeszcze nie dawno na onet ofsajd dzielił się swoimi pasjami.

Na rajdy zabiera modelki po uprzednim castingu. Pan Rafał selekcjonuje kobiety, a kobieta dla niego to świętość.

Castingi na Panie to rodzaj misji-wg Pana Rafała. Ale najbardziej w świetle tego rajdu na kanale Przeliczeni porusza mnie ta wypowiedź.

Coś, co mi przetrąciło do reszty kręgosłup, to zdarzenie na Dakarze w 2012 roku. Jest niedziela, czyli powinna być msza. Jest z nami ksiądz. Przechodzę obok namiotu jednego z polskich zespołów, a ten jest zasunięty do spodu, do ostatniego ogniwa zamka błyskawicznego. Zaglądnąłem przez foliowe okna – w środku była msza. Myślisz, że ktoś z pozostałych Polaków o niej wiedział? Nikt! Nie wierzyłem własnym oczom! Cały zespół się zamyka w namiocie obok ciężarówki i robi mszę. Zwróciłem im uwagę. Wiesz co zrobili w kolejnym roku? Przenieśli mszę do swoich pokojów hotelowych. W 2013 roku ustawiliśmy więc namiot w głównym miejscu na biwaku, podnieśliśmy wszystkie ściany i zrobiliśmy mszę dla wszystkich”.

Z metafizycznego punktu widzenia Pan Rafał ma wiele zasług.

Jedną z nich jest ten blog i wyścigi na youtubie byłych czy obecnych bankrutów z obu jego galerii handlowych. I OSON. Panie Rafale. Gratulujemy! Cała branża retailu jest z Panem.

Każdy ma swoją jak Pan ładnie to ujął-misję.


wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej przemyśl, czy chcesz być sponsorem.