Grill-poradnik najemcy

 Gdybym miał określić to w jakim ostatnio jestem stanie to powiedziałbym, że „bilokacji”. Wirtualnej. Otóż wczoraj wpadłem na pierogi do karczmy w moim mieście. Wrzosowa Chata. Tak się nazywa. W stylu góralskim a w środku po prowansalsku. Lawenda, fiolety i pełno ludzi. Podchodzi człowiek. Wita się ze mną. Nie znam go i czuję się trochę nie pewnie.

-Znam pana z internetu. A czy pan wie, że na Krupówkach są pustostany!?Pan to sobie wyobraża? Nawet zrobiłem zdjęcia.

-Wyśle pan?

-Wyślę.

Zdębiałem. Przecież tylko piszę. Tymczasem skoro wspomniałem o Prowansji…

Dostałem dziś maila od naszego-polskiego bankruta, który uciekł za granicę. Przeczytajcie:

„Witam Panie Danielu ,przepraszam że się nie odzywałem,ale miałem przeprowadzkę i bylem odcięty od internetu, ale nadrobilem zaległości i przeczytałem pana bloga, zresztą teraz czytam go już codziennie, ja jestem z podkarpacia, miałem sklepy w Dębicy i Bochni, współpracowałem z cd locum,juz zreszta widzialem ze Pan na nich wpadł odnośnie Nowego Sącza- trzech koron, oszuści maksymalni, bardzo długi temat, już czekam na Pana ksiażke, ja do Polski na razie się nie wybieram nie mam potrzeby, chyba ze bede chcial sie z Panem spotkac, albo bedzie Pan organizowal jakies spotkanie,bo napewno pan to będzie rozwijal, wszystko co Pan pisze jest calkowitą prawdą, identyfikuje się z każdym słowem na tym blogu, powodzenia będziemy w kontakcie.
Ps. Zapraszam na Południe Francji tu jest pięknie:)

Południe Francji to m.in. Prowansja. Kto tam był wie. Trochę inaczej. Aix en Provence. Fontanny, zabytki, kafejki, lawenda…Może pana odwiedzę. Kto wie. Mieszkałem tam jakiś czas, faktycznie warto. Polecam perfumerię Grass i promenadę Anglików w Nicei.

Nie zapominijmy o Porquorolles vis a vis Saint Tropez. Malownicza wysepka z kilkunastoma rodzinami. Co ciekawe winnicę prowadził tam Polak z pochodzenia. Kiedyś wyjechał. Wiele lat temu.

No i Monako z bajkową scenerią kasyna. Gry nie polecam, ale starą część Cannes jaknajbardziej. Pałac Filmowy przypomina galerię-przereklamowany na czerwonym dywanie. Brzydki budynek, lepiej zobaczyć ruiny pałacu. Jest jeszcze Antibes z wielką kamienistą plażą, gdzie wieczorem ludzie grillują...Jest Avignon, Carcasson…ale dość wspominania.

Teraz przenieśmy się gdzieś w Polsce. Nie wiem gdzie dzieje się akcja, ale taki dostałem list:

„Byłem dziś u rodziców. Niedaleko otwarła się nowa pizzeria w mieście. Lubię pizzę, to i nie omieszkałem odwiedzić nowego miejsca. Lokal ładny, godziny wczesnopopołudniowe więc trochę pustawo. Pytam kelnerki czy są zadowoleni z obrotów?

– Wie Pan, teraz jest luty to i ruch kiepski. Jutro walentynki i mamy pełną rezerwację.

-To super – odpowiadam. Serdecznie zapraszamy oprócz jutra. To jest nasz lokal, także nie musimy się martwić o koszty.

Nagle pojawia się kucharz. To pewnie właściciel. Rozpoczynamy dyskusje.
-Wie Pan, czynsze w mieście są bardzo wysokie. Co prawda mamy wysoki kredyt na głowie, ale dajemy sobie radę. Dobrze, że nie jesteśmy w galerii.
Co on z ta galerią tak wyskoczył – pomyślałem.
– Pan wie jakie są tam czynsze? Na jakie miliony zadłużeni są najemcy? – stanowczo stwierdził kucharz.
– Tak? – moje zaciekawienie sięga zenitu

– Oglądałam Ekspres Reporterów o galeriach. Masakra – wtrąca się kelnerka. Jest taki gość. Założył stowarzyszenie. Pomaga ludziom. Wydał książkę o galeriach.

– Nie wydał tylko wydaje. Będzie w marcu – poprawia kucharz.

Oboje odchodzą od stolika. Po chwili pizza ląduje na stole. Zjadam, podchodzę do baru i proszę o rachunek. Reguluje i nie czekając na resztę zakładam kurtkę. Rzucam na koniec – książka będzie w kwietniu. W marcu traf do recenzji. Mina kelnerki bezcenna.

Wychodzę.

Nie wiem jak to robisz, ale to działa. Co ma wspólnego maleńka rodzinna pizzeria i wielkie potężne galeria? To, że blog czytany jest nie tylko przez zainteresowanych. „Lubisz inwestować, interesuje Cię biznes…” To pierwszy filmik na kanale przeliczeni. Czyżby świat faktycznie była tak mały? „

 

Cóż. Pozdrawiam kucharzy, kelnerki, sympatyków. Za chwilę wiosna i na pewno się ruszy. W miastach się ruszy. Po publikacji też się ruszy. Nikt o zdrowych zmysłach nie podpisze umowy. I o to chodzi. A jeśli podpisze,to jego sprawa. Profilaktyka biznesu, tak bym to określił. I ochrona firmy. Dorobku i pracowników z ich rodzinami.

Co ze mną wtedy? Spokojnie. Tak, czy siak mam już tylu nowych znajomych, że nawet w Szwecji można myć statki. Na razie jednak-nigdzie się nie wybieram. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Szkoda by było to zostawić. W końcu dopiero retail wrzucamy na ruszt. Grillowania- to jest początek.

Dziękuję za maile i dobre słowa. Bezcenne.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej wsłuchaj się w głos polskich przedsiębiorców, nie w propagandowe tuby. Ci pierwsi. Wiedzą o czym mówią.

0,7 zgłoś się-poradnik najemcy

Galerie handlowe i centra naciągnęły nie tylko najemców, ale przede wszystkim samorządowców. Ci ostatni dość chętnie dali się naciągnąć-jak mniemam bez korzyści majątkowych…

Mitem jest to, że galerie tworzą miejsca pracy. Te ostatnie są w gestii właścicieli lokali, sieci, firm ochroniarskich, sprzątających czy budowlanych. Mit jednak brzmi, że galeria stworzy miejsca pracy. Pochylając się nad tą ostatnią trudno nazwać pracą po 12 godzin i „wynagrodzeniem” kwotę kilku złotych za godzinę dla ochroniarza. Niemcy płacą 12 euro, a Hiszpanie 9 euro za godzinę. Sprzątaczki też mają więcej tam, niż tu. Najemcy natomiast płacą wyższe czynsze tu, niż tam.

Zainteresowanym sugeruję eksperyment, czyli pogadajcie ze sprzątaczką w galerii o wynagrodzeniu i podpytajcie o umowę o pracę. Wstydliwie opuszcza wzrok i przeklina pod nosem. O ochroniarzach nie wspomnę, bo mają kaganiec-jak psy-i w pracy nic nie powiedzą. Starają się jednak dobrze pracować czego dowodem jest moja przypadkowa zupełnie wizyta w Nowym Sączu w minionym tygodniu.

Wysiadam z samochodu i oczom nie wierzę.

Co tu się dzieje?-pomyślałem.

Wszędzie woda. Prawie po kostki wody na poziomie pierwszym. Podpytuję skąd tyle wody.

-K..wa panie ludziom się nie chce odśnieżać i wjeżdża to i topnieje ten śnieg. Ale niech pan idzie poziom niżej. Tam nie ma studzienek kanalizacyjnych w ogóle.

Idę zobaczyć.



-Macie pontony, kapoki?-zagaduję ochroniarza.

-Nie, nie mamy.

Pierwszy raz widzę w akcji „wodne odkurzacze” i nie ukrywam, że to nowe odkrycie w galerii handlowej. Zamawiam kawę. Pustawo.

Spotykam Damiana i Sebastiana na fajce.

Co tu robicie chłopaki?

-Pałętamy się. Wagary. Odrabiamy lekcje…)))

Ja też się pałętam szukając auta i nagle podchodzi ochroniarz.

-Pan tu robi zdjęcia, a nie wolno.

Przedstawiam się spokojnie i pytam o to samo. Ochroniarz odchodzi ode mnie na kilka metrów i przez krótkofalówkę nadaje. -Pyta mnie jak się nazywam. Pada komenda i ochroniarz pokazuje plakietkę.

-Tu nie wolno robić zdjęć-zagaduje już bardziej odważnie.

-Na jakiej podstawie prawnej nie wolno. Niech mi pan poda paragraf. Jak pan chce to niech pan dzwoni po policję.

Widzę powiększające się ze zdziwienia źrenice i absolutny brak zrozumienia treści pytania. Pracownik ochrony znów-jak w „Misiu”-odchodzi kilka metrów i pyta co robić. Paragrafu nie podaje i nerwowo odprowadza mnie do samochodu.

-Ta galeria nigdy w tym miejscu nie miała powstać. To jest teren podmokły i woda bynajmniej nie jest kwestią śniegu z kół-mówi jeden z lokalnych dziennikarzy.

Nie dziwi mnie to, że w Sączu się sączy z każdej strony. Sprawę badała rzekomo i CBA i prokuratura. Tak badali, że pacjent zmarł.

Próbuję w rynku znaleźć kawiarnię. Szukam 40 minut, bo nie ma. Wódki mogę się napić w nowej knajpie o dość ciekawej nazwie ‘0,7 zgłoś się”.

-Nie, Borewicz nie jest z Sącza. To od butelki taka nazwa-wyjaśnia zerosiódemkowa kelnerka. Idę dalej.

-Galeria to jest gwóźdź do trumny Nowego Sącza.

To chyba jedyny rynek w Polsce, gdzie nie ma kawiarni, restauracji. Same banki i chwilówki, pustostany-mówi mi właściciel w końcu odnalezionej kawiarni. Co ciekawe, to były dziennikarz Gazety Wyborczej. Poszedł na swoje i jakoś wiąże koniec z końcem. Jego czynsz to 3 tysiące złotych za prawie 120 metrowy lokal. Daje radę. Bilansuje się.

Zostawiam galerię Trzy Korony i nadaję jej nazwę trzy pontony. Najemcy utopieni w dosłownym tego słowa znaczeniu. Porażka. Nieporozumienie. Klęska.

Tylko gdzie są służby tak skwapliwie pilnujące tego żeby było lege artis? Gdzie samorząd? W kieszeni?

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że dopiero po jej podpisaniu wychodzi wiele „kwiatków”, za które nikt i nic Ci nie zapłaci.

P.S. Ostatnio modne są odznaczenia i medale. Sugeruję retailowi wprowadzenie takich odpowiedników, jak w latach 70-80. W „Kapitanach Żbikach” drukowano bohaterów „Za ofiarność i odwagę”. „Za ofiarność”-dla najemców. „Za odwagę”-dla klientów.



Czarny wór-poradnik najemcy

W związku z licznymi dziwnymi „przestrogami” z różnych stron informuję, że nie jestem przesądny. Tym bardziej dzisiaj. Wiecie, że jestem kociarzem i swego czasu miałem trzy koty, w tym jeden był czarny.

Kilkadziesiąt razy dziennie przebiegał mi drogę i jak widać, mimo wszystko, po galeryjnej traumie-potrafię się pozbierać. Ale nie tylko po tym. Życie przynosi czasami trudne chwile, gdzie masz wrażenie, że to już szczyt i nie dasz rady. A jednak. Dajesz.

W życiu trzeba być silnym i nawet jeśli masz wrażenie, że „coś Cię przerasta” to trzeba poszukać drogi. Bo ona jest. Tę grafikę dedykuję zastraszonym i przygniecionym różnymi sprawami. Pamiętajcie jednak, że nie ma takiej góry której nie można przeskoczyć i takiej siły, która nie da rady przenosić gór. Wiecie, że strach wynosimy skąd?

Rozpoczyna się jeszcze w prenatalnym okresie, a potem jest umacniany od przedszkola od m.in. piosenki, że „stary niedźwiedź mocno śpi, my go nie zbudzimy, bo się go boimy”.

I się umacnia i rośnie jak chwast w środku. Grafikę dedykuję zastraszonym. Wyrazista. Wiem. Być może kontrowersyjna. Też wiem. Ale obrazuje moje nastawienie i to co słyszę wokół. I to jest moja odpowiedź dla tych którzy w „trosce” o mnie toksycznie infekują własnym strachem.

I to jest też sygnał, że o retailu ma być głośno i coraz głośniej. Po to, aby to ukrócić. Obciąć jak zagangrenowaną rękę. Bo galerie to gangrena.

Tą grafiką chcę oburzyć i wstrząsnąć, poruszyć. Nie tylko numerem 112 który zapomniał od czego jest i nie udzielił pomocy. Kryminalnymi i prokuraturą, żeby wiedzieli, że czekam cierpliwie, aż odplombują to mieszkanie i ustalą, kto, co, komu i dlaczego.

Z lękami należy się oswoić i okiełznać je. Wbrew wszystkiemu. I nie dać się sparaliżować, omotać i zdominować. Do tej pory spotkałem troje silnych ludzi, którzy pozornie przegrali z retailem. Co ciekawe-kobiety. Składają pozwy, doniesienia i nie odpuszczą. Bo są silne. Nie boją się. I to jest to. Olać strach, albo się nim sparaliżować.

Wybrałem pierwszą opcję i również Wam ją polecam.

 

Po kolei-poradnik najemcy

Powracam do wpisu z wczoraj.

Platt jednak nie chce się ujawnić, a szkoda. Tymczasem jeden z Czytelników podesłał mi linka z tekstem, który pojawił się jakiś czas temu na portalu retailnet z podpowiedzią kim może być niejaki platt, który oskarżył mnie o kradzież. Oto fragment tekstu dotyczącego bloga i mojej osoby.

Obecnie tropi i nagłaśnia domniemane oszustwa właścicieli centrów handlowych oraz prowadzi ostrzegawczego bloga dla najemców poświęconego tej tematyce.

I przypomnę fragment maila:

„Skoro tropi pan oszustwa w galeriach, niech pan unika oszustwa na swoim podwórku”.

Faktycznie trudno oprzeć się wrażeniu, że to ta sama osoba, bo jeszcze trudniej sobie wyobrazić, że niezainteresowany internauta głosi „gwałtu rety!!!” „kradziona okładka!!!”.

Prawdę mówiąc nie chce mi się bawić w kotka i myszkę. Wiemy, że ustalenie kto jest właścicielem maila to dziś formalność. Dlatego sugeruję większą ostrożność w rzucaniu takich haseł tym bardziej, że jestem otoczony sztabem prawników, którzy chętnie nie jednym wątkiem się zajmą. Za darmo.

A wracając do kwestii retailowych przekazów to niewątpliwie portale są kopalnią tematów-nad którymi już pracuję w kontekście mechanizmów franczyzowych. Wiele tam ciekawych podpowiedzi i naprowadzeń. Jako, że temat jest obszerny postanowiłem tym razem już w większym gronie zdokumentować to i owo.

Dziękuję wam za linki, których przybywa, zdjęcia, dokumentacje, przeróżne i ciekawostki. To jest dla mnie ważne w tym sensie, że przecież-jak wiecie-muszę też pracować, a nie zajmować się tylko nie swoimi sprawami.

Podbudowała mnie rozmowa z dr Leszkiem Mellibrudą-psychologiem biznesu, który na „ostatniej prostej” udzielił wywiadu – pojawi się w książce.

Budujące jest to, że pan Mellibruda nie miał pojęcia jak działa ten system.

Podczas spotkania z najemcami powiedział, że „negocjacje”, bo tak retail nazywa „rozmowy” w sprawie warunków umowy czy windykacyjne, nie mają nic wspólnego…z negocjacjami funkcjonującymi w biznesie…

Napisałem o tym wiele miesięcy temu i cieszę się, że jesteśmy tego samego zdania.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej wiedz, że retailowe portale wciskają ciemnotę, pięknie opakowaną i zawoalowaną. Ale na te wątki przyjdzie czas. Po kolei. Krok po kroku.

I jeszcze zapomniałbym. W kontekście tego „domniemania oszustwa” właścicieli galerii handlowych. Do tego też wrócimy. Mamy tutaj wiele interesujących „biznesowych cud historii”.

Byłego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej – właściciel kilku galerii handlowych, następny to też były człowiek służb, który podejrzany o pranie kasy wybudował giga galerię. Mamy tutaj wiele, wiele domniemań i coraz więcej pewności tej „niewinności”.

Taki le petite detail-tego footfallowego i makdonaldowego bełkotu nie trawię.

 

„Snajper”-poradnik najemcy

Dwa dni temu zamieściłem okładkę książki „Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” co skwapliwie zostało zauważone zarówno przez Czytelników bloga jak i internautów, którzy mają konta na fejsie.

Okładka bije rekordy oglądalności-nawet ktoś z Sao Paulo ją zobaczył.

W tej kiedyś ojczyźnie największych gwiazd futbolu galerie też pewnie są, podobnie jak na Wyspach Brytyjskich.

Starsi kibice piłkarscy pamiętają niskiego, zwrotnego gwiazdora reprezentacji Anglii. David Platt był zmorą polskich bramkarzy. Bramkostrzelny. Snajper.

Czy to on do mnie napisał?

Otóż wczoraj dostałem nerwowego maila od kogoś, kto go wysłał o nazwie Platt o następującej treści:

Platt:„Okładka z kradziony zdjęciem!!!”

Czyli kolejny cwaniak, który krzyczy, że inni kradną a sam ma lepkie rączki?

Może pan się podpisać? Czy ma pan jakiś z tym problem?-zapytałem z ciekawości.

Platt: Dla faktu, że reklamuje pan okładkę książki ze znakiem wodnym, co jest naruszeniem praw właściciela fotografii, nie ma znaczenia jak się nazywam i czy się podpiszę.
Skoro tropi pan oszustwa w galeriach, niech pan unika oszustwa na swoim podwórku”.

Pan Platt vel David nie ma jaj. Po pierwsze boi się przedstawić, po drugie nie ma wiedzy na temat znaków wodnych. Dlatego dziś już bez znaków, raz jeszcze polecam okładkę, która jest zapowiedzią tego co w środku.

Przyjmuję tego maila na klatę, bo rozumiem, że system się posypał i jak tak dalej pójdzie, a pójdzie, to będzie trzeba szukać roboty, ratailowe panienki być może staną na wyspach, ale brytyjskich, tam gdzie dziś żyje tysiące Polaków. I nie wrócą. Znam byłych najemców-bankrutów, którzy  pojechali żyć. I pracować. Dziś oglądają Ronneya czy Gerrarda i tam płacą podatki.

Zadedykuję panu Plattowi, gdyby się okazał np. Waldemarem „Panie Waldku pan się nie boi!”.

Żyję już jakiś czas i w marcu stukną mi dwie czwórki. Z racji wielu życiowych doświadczeń nie zdziwię się podobnymi historiami.

Podobnie jak nie dziwi mnie nerwowe oczekiwanie niektórych na publikację. Boi się tylko ten, kto ma za uszami wał-babcie mówiły kiedy ktoś kłamał, że „ z uszu Ci się kopci”.

To dopiero będzie dym….

Panie Platt, a może jednak pan się przedstawi?

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej sugeruję już dziś zarezerwowanie dwóch kwot, 29,90 zł w cienkiej okładce i 39 złotych w grubej. Korzyści będą niepoliczalne.

„Kanibale”-poradnik najemcy

Kanibalizm- to określenie dotyczy wzajemnego pożerania jednej galerii przez drugą, trzecią czy czwartą w zależności ile ich w danym mieście jest. Zjadają same siebie. Rozbuchane pozwolenia na budowy wyniszczyły centra polskich miast.

Galerie handlowe stają się poczekalniami, czytelniami, mają swoje wirtualne biura, szkoły tańca, szkoły sztuk walki, „salony gier” (coraz modniejsze są „piłkarzyki”), młodzież lubi tam wagarować, bo ciepło, bezdomni szukają schronienia.

Najmocniejszą stroną galerii czy centrum handlowego jest dach nad głową i ciepło, choć nie zawsze i nie wszędzie.

Centra się starzeją i na siłę próbują przetrwać zmieniając- jak ładnie i modnie się teraz mówi i pisze „swoją funkcjonalność”. Pięknie to brzmi. Warto jednak wiedzieć, że nie ma to nic wspólnego z prowadzeniem firmy. Dlatego odradzam wchodzenie z biznesem do galerii handlowej chyba, że na swoich warunkach. Warunkach urealnionych.

Nie każdy najemca w umowach liczących i ponad sto stron jest w stanie doczytać i dowiedzieć się co to oznacza, że galeria ma prawo nas przenieść w inne miejsce.

Nie wiadomo o co w tym może chodzić. Wydaje się to irracjonalne. Okazuje się, że jest to bardzo sprytne i „racjonalne”.

Retailowo nazywa się to „relokacją”.

-Mamy swój punkt od 3 lat w tej galerii handlowej. Umowa kończy się za dwa lata. Wezwali nas do zamiany lokalu…Chcą nas przenieść w inne miejsce, bo próbują odświeżyć galerię… coś pozmieniać.

Problem polega na tym, że za nasze pieniądze mamy wyposażyć kolejny pustostan, którego nie potrafią wynająć.

Nie wiem, kto ma wejść na nasze dotychczasowe miejsce, ale dla nas, to jest wydatek rzędu 150.000-200.000 złotych. Staramy się odwieźć zarząd od tego pomysłu, ale zauważam, że to jest ogólny trend w Polsce. Coraz więcej relokacji, rotacji i zmian-mówi jeden z poważnych najemców dużej sieci.

Nie warto zatem w umowie zgadzać się na ten paragraf, który z natury jest niebiznesowy, wbrew logice i elementarnej wiedzy o człowieku. Dlaczego?

Klienci lubią stabilizację, przyzwyczajają się do miejsc, do obsługi, do właściciela. Lubią dane miejsce i wiedzą, gdzie ono jest. Zmiany miejsc są wbrew temu co lubią Klienci. To oni są najważniejsi.

Nawet w najmniejszym biznesie najważniejszy jest Klient, a nie właściciel. To jest abecadło. Sens. 

Nie raz widziałem zachowania Klientów, którzy przychodząc w dane miejsce rozczarowani ze zdumieniem wpatrywali się w „kolejne wkrótce otwarcie” albo „zapraszamy na poziom pierwszy” do nowej lokalizacji.

A tam…nowy skład, nowi ludzie, nowe twarze, bo kolejna zmiana -nie tylko miejsca.

Pracownicy jak i lokale często rotują, bo punkty się zamykają. Ci pierwsi szukają innej pracy w nowym punkcie. I tak, fryzjer staje się handlowcem sieci telefonicznej, a sprzedawca obuwia przechodzi do kosmetyków. To nie buduje relacji, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

-Nie wrócę do pracy w galerii. Mam dość. To nie jest normalne. Ciagle pod presją, ciągle pod ciśnieniem, albo właścicieli, albo zarządu-mówi jedna z wieloletnich „markowych” menegerek.

Tymczasem nabywcy coraz częściej utyskują na hałas, zgiełk, zbyt wąskie parkingi w galeriach handlowych i najzwyczajniej galerie „się przejadły” . Zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.

Dziś galerie stają się li tylko „weekendowymi” i też nie oznacza to, że przedsiębiorca jest w stanie wygenerować kosmicznych stawek czynszu, nie wspominając o kosztach pracy i całej reszty.

Jeżeli „frankowiczowi” skoczyły raty to – różnicę kursu, bo nie odsetki- gdzie zanosi? Do banku, a nie kupuje kolejnych butów czy ciuchów. Spadki obrotów nie biorą się z niczego.

Z sufitu biorą się stawki czynszu i opłaty za tzw. części wspólne czy marketingowe.

„Relokacja” to też świetny sposób na przytrzymanie najemcy za wszelką cenę. Co słyszy najemca?

„Musi pan/pani coś zmienić, poszerzyć ofertę, zatowarować jeszcze bardziej i wtedy się rozkręci”. Co robi ten ostatni mając na głowie zadłużenie i brak perspektyw spłaty?

Dostosowuje się i jest „zrelokowany” i wyrolowany. Nie jeden najemca jest do tego zmuszany. Oczywiście teoretycznie nie musi, ale nie mając pieniędzy i płacąc szczątkowo faktury nie mając innych perspektyw, z karą kilkuset tysięcy złotych nad głową zgadza się na to, pod presją zarządu.

-Możecie mi wyciąć nerkę. Nie mam pieniędzy i miał nie będę-powiedział podczas spotkania z zarządem w Poznaniu jeden z franczyzobiorców „poważnej” marki.

Facet zbankrutował po tym, jak obok galerii powstał outlet. To był początek jego klęski, bo nie triumfu…

W środku zobaczył bieliznę tej samej marki co jego – o połowę tańszą.

Franczyzodawca tłumaczył, że magazyny są pełne (produkcja w Chinach) i magazynowanie towaru jest droższe, niż sprzedaż za połowę ceny. 

Powróćmy jeszcze do zjawiska kanibalizmu, które  jest nieprzewidywalnym zagrożeniem w mieście, gdzie jest jedna galeria handlowa. Nigdy nie wiesz, kiedy kolejny inwestor zbuduje następną. Przykłady, które publikuję wskazują, że nawet jedna galeria, może być niewypałem.

Druga rozkłada pierwszą, trzecia drugą itd.

Ale informacje o „nienasyceniu rynku” sprzedaje się w polskich miastach jak „ciepłe bułeczki”.

 

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że z natury to nie jest miejsce do perspektywicznego zarabiania pieniędzy.

Przy cywilizowanych stawkach czynszu, bez obwarowań karnych miałoby to sens i „relokacja” w lepsze miejsce miałaby uzasadnienie. Nie chodzi jednak o to, aby najemca zarobił i podniósł pensje pracownikom, albo mógł rzeczywiście mieć atrakcyjną cenę. Nie taki jest tego sens.

„Relokacja” w przypadku dużej sieci może być irytującą, ale nie położy firmy. W przypadku małego najemcy może być jego końcem i naciągnięciem na kolejne wydatki.

W znanym mi przypadku mały najemca mamiony obniżką czynszu przeprowadził kapitalny remont lokalu. Po czym zarząd poinformował, że wypowiada umowę. Na jego miejsce wszedł kolejny. Z niższym czynszem, na gotowe. Ten pierwszy-odrabia dług.

Przypomnę znaczenie słowa kanibalizm:

„Kanibalizm- praktyka zjadania osobników własnego gatunku, dość rozpowszechniona w naturze. Występuje w wielu grupach zwierząt, m.in. u owadówpajęczaków,rybpłazów i ptaków, bardzo rzadko u ssaków. Może się nasilić ze względu na zbytnie zagęszczenie populacji lub w następstwie głodu. Do najbardziej znanych zwierząt praktykujących kanibalizm należą modliszki.

Zjawisko to spotykane jest także u ludzi – nekrofagia, ludożerstwo czyli antropofagia (gr. anthropos – człowiek, phagein – pożerać), często ma podłoże religijne. Jedzenie ludzkiego mięsa może być szkodliwie dla zdrowia. (źródło : Wikipedia)

P.S. Pojęcie „kanibalizmu” w systemie retail podobnie jak i ten system „przyszło” do nas ze Stanów Zjednoczonych. 

Papier-poradnik najemcy

Prezentuję okładkę książki, która trafi do księgarń w kwietniu. Będzie dostępna w sieciach na terenie całego kraju.

Książka jest efektem ustaleń, dokumentacji, spotkań, tysięcy przejechanych kilometrów i uważnego wsłuchiwania się w system retail. To książka dokumentalna, która nie jest ani kopią bloga, ani jego podsumowaniem.

To literatura oparta na faktach, analizie dokumentów i tego, co kryje się „w środku” systemu opartego z gruntu na kłamstwie. Obnażam, demaskuję i wskazuję drogi wyjścia. Publikacja oficjalnie zostanie zaprezentowana na majowych Targach Książki w Warszawie.

W marcu trafi do redakcji prasowych, radiowych i telewizyjnych do recenzji. Jestem do tego mentalnie przygotowany. Rozjadę ten system złożony z konglomeratów przeróżnych podmiotów, które wydoiły i wypluły tysiące firm. To początek końca tego wieloletniego tabu. Tej maski milczenia.

To koniec opowieści retailowych bajek „jak jest fajnie, jak super” i jednocześnie początek drugiej części p.t. „Tajemnice polskiej franczyzy”- aktualnie dokumentowanej.

Niestety, jest zbyt dużo wątków, mechanizmów i „prestiżowych marek” do opisania, zatem ustaliliśmy z wydawcą, aby nie mieszać tych historii. Tym bardziej, że niektóre wały mają swoje źródła we włoskich Alpach.

Wersja książkowa niewątpliwie wypełni niszę ciszy na ten temat. Bo z tego, co wiem podobnej pozycji na rynku nie ma. Mam nadzieję, że doczeka się przedruków i trafi przede wszystkim na Chorwację, gdzie retail się dopiero rodzi. Galerie powstają, jak grzyby po deszczu…

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej, po zapoznaniu się z kolorowymi folderkami, wizualizacjami, ulotkami, filmikami, prezentacjami, badaniami, podpowiedziami, pseudoradami i reklamowymi tekstami, sugeruję lekturę nie tylko bloga.

Wymuszenia-poradnik najemcy

Każdy najemca ma obowiązek ubezpieczyć lokal. To standardowa polisa OC. W moim przypadku ubezpieczenie wymagane przez galerie miało opiewać na milion złotych. I opiewało. Kolejnym obowiązkiem najemcy jest dostarczanie po upływie roku kolejnej polisty na następny rok. Przypadek który teraz opiszę ustami najemcy- jest kwintesencją systemu retail.

 

-Mamy lokal ubezpieczony od 2011 roku. Zapomnieliśmy jednak przedłożyć polisę zarządowi galerii. Czas leciał, ubezpieczenie przedłużaliśmy, nikt się nie upominał. Tymczasem w tym roku chcemy już zakończyć współpracę z galerią handlową. I „za karę” dostaliśmy notę obciążeniową na 750.000 złotych, bo nie dostarczaliśmy do biura galerii dokumentu czyli polisy.

Przez te cztery lata galeria nie poniosła żadnej szkody. Podczas „negocjacji” usłyszałam, że galeria wycofa tę notę obciążeniową jeśli przedłużymy umowę…Szukają wszelkich sposobów, żeby zmusić nas do pozostania. W ich obowiązku jest wezwanie najemcy do przedstawienia tej polisy. Nie zrobili tego. To wynajmujący rządzi i stosuje taktykę, że się wystraszymy. Nie wiem jak to się skończy-mówi szefowa prężnej sieci usług podczas lutowego seminarium w Warszawie.

To niejednostkowy przypadek próby wułudzenia pieniędzy. System retail jest na tym oparty.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że najmniejsze, nie mające znaczenia niedociągnięcie może skończyć się horrendalną notą obciążeniową i próbą wymuszenia pieniędzy lub przedłużenia umowy w formie szantażu.

I nie ma tutaj znaczenia, że najemca nie jest zadłużony i dawał zarobić galerii w minionym-w tym przypadku- okresie 10 lat.

P.S. Dziękuję Wam serdecznie za smsy w ramach konkursu!

Przeliczeni debiutancko w tej edycji trafili do 3 dziesiątki spośród ponad 300 blogów. Biorąc pod uwagę „wiek” bloga to można powiedzieć, że znalazł się w 10% najlepszych zdaniem głosujących smsowo blogów w kategorii „Życie i społeczeństwo”. Fajnie, że w ten sposób wsparliśmy Fundację Dzieci Niczyje)

Fajnie też, że prezentacyjne egzemplarze książki pt. „Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” trafią do polskich redakcji prasowych po 27 lutego.

Podpisałem umowę z poważnym wydawnictwem i jak sądzę ten debiut też będzie ciekawym doświadczeniem tym bardziej, że już mam zamówienia na ok. pół tysiąca egzemplarzy z różnych części kraju. Raz jeszcze serdeczne dzięki i pozdrawiam życzliwych)))!

„Marketing”-poradnik najemcy

Seminarium dla najemców w Warszawie to już historia. Mam nadzieję, że będzie się pisała inna niż do tej pory retoryka, tym bardziej, że nie odniosłem wrażenia, aby było realizowane na czyjeś zamówienie. W dwudniowym spotkaniu uczestniczyło ok. 25-30 osób.

Z perspektywy gościa, było to o tyle ciekawe doświadczenie, że oto dowiedziałem się, iż dane podawane do publicznej wiadomości w ofertach kierowanych do przyszłych najemców są nazywane marketingiem.

Czyli podawany zasięg galerii do potencjalnego klienta jak czas trwania dojazdu do danego nowego punktu jak i „zasobność” portfela potencjalnych klientów danego miasta to bzdura. Marketing. Ładnie zapakowany „cukierek”. Proszę o tym pamiętać.

Te dane nie mają nic wspólnego z biznesem, prawdą i stanem faktycznym.

Pierwszego dnia dowiedziałem się m.in. aby na własną rękę weryfikować te dane przy pomocy np. taksówkarza. Czyli należy pojeździć po mieście i pogadać z taksówkarzem, który wie wszystko o mieście. Postanowiłem to sprawdzić już drugiego dnia seminarium jadąc ulicami Warszawy. Pan Marian ma 67 lat, od 15 lat wozi pasażerów.

Zagaduję go o prosperity galerii handlowych w Warszawie.

-Ja tam do galerii nie jeżdżę.

-Ale prosperują? Ludzie tam zarabiają pieniądze? Ci, którzy mają sklepy? Wie pan coś na ten temat?

-G..wno zarabiają. Zarabiają właściciele. Dziewczyny siedzą na kasach w pampersach, ludzie nie chcą tam pracować. Panie jaki tam biznes?

Potem pan Marian opowiadał o sobie i swoich problemach, chorej żonie i kocie, który poprawia mu nastrój.

Mój bynajmniej się nie poprawił, bo podczas seminarium wyszło czarno na białym, że jeśli wchodzić do galerii handlowych to w Warszawie, bo tutaj jeszcze jako tako to hula.

Doznałem dysonansu poznawczego w realu. To ważne informacje dla przyszłych ewentualnych najemców w nie-Warszawie i Warszawie.

Co ciekawe retailowa firma, która trąbi w prasie, że rynek jest wciąż perspektywiczny i wysokość czynszu nie ma większego związku z biznesowym sukcesem twierdzi, że te informacje podaje na podstawie np. badań GFK Polonia.

Czyli ośrodek badawczy na zlecenie produkuje newsy, że np. w danym mieście galeria handlowa ma rację bytu, bo mieszkańcy dysponują odpowiednią grubością portfela. Niestety retailowa firma nie chciała się pochwalić ile pieniędzy ładuje w płatne powierzchnie prestiżowych gazet podając z gruntu absurdalne dane.

Seminarium moim zdaniem było potrzebne. Pierwszego dnia dowiedziałem się z ust retailowych prawników, że „nieuczciwe praktyki” nie mają kwalifikacji przestępstw i najlepiej płacić wyższe kary, żeby uniknąć sytuacji, że płacimy niższą, a potem w postępowaniu sądowym i tak nam wyjdzie więcej, więc lepiej płacić.

Drugiego dnia uczestnicy dowiedzieli się, że są sposoby na to, aby tym „potentatom” się postawić i sprawę nazwać po imieniu. W tym przypadku nie był to retailowy prawnik.

Tym razem to odbiorcy przeżyli dysonans poznawczy, ale lepiej poznać też drugą stronę możliwości, która nie stawia Cię na straconej pozycji. Świadome wprowadzenie w błąd co doprowadza do niekorzystnego rozporządzenia mieniem ma swoją kwalifikację.

wniosek: informacje podawane przez inwestora i firmy współpracujące to jedynie „marketing”. Nie są informacją czy daną w oparciu o realia i stan faktyczny. Podobnego instrumentarium używali założyciele Amber Gold-u. Pamiętacie te złote billboardy?

P.S. Dziś poruszyłem jeden wątek z tego spotkania. Kolejne wkrótce.

CBA-poradnik najemcy

Do wczoraj Centralne Biuro Antykorupcyjne kojarzyło mi się z agentem Tomkiem i z PiS-em. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek jakimkolwiek wątkiem związanym z retailem zajmie się CBA.

Agenci weszli do Urzędu Miasta w Łomży i zabezpieczyli papiery w sprawie naciągnięcia… miasta. Do tej pory z kasy miasta wypłynął milion złotych na galerię, której nie ma. Umowa tak została skonstruowana, że rzekomo nie da się jej unieważnić. Równolegle sprawę bada prokuratura.

O CBA w kontekście galerii handlowej napisał portal informacyjny w Białymstoku.

http://dziendobry.bialystok.pl/budowa-galerii-w-lomzy-zajelo-sie-cba/

Czyli w Łomży system-nie wypalił. Wstępna „łapanka” najemców nie wypaliła i zabrakło umów dla banku, żeby ten z kolei udzielił kredytu. System działa tak:

-najpierw trąbimy, że budujemy galerię,

-potem chwalimy się, że już kilka wielkich marek podpisało umowę,

-potem łapiemy małych,

itd.itp.etc. Papiery załatwiamy-jak złapiemy najemców. Bo system jest już dogadany „nieoficjalnie” z samorządowcami. 

Dobrze, że w Łomży nie zbudują galerii handlowej, ale szkoda, że gmina została okradziona.

W jednej z galerii handlowych właściciel miał za mało podpisanych umów. Co zrobił? Pozakładał kilka lipnych firm, a te z kolei podpisały z nim umowy na najem lokalu tak, żeby w banku wszystko się zgadzało.

Przedsiębiorcom wmawiano, że 90% albo 100% lokali jest wynajętych. Życie to boleśnie zweryfikowało. W jednej z dużych nowych galerii handlowych w Poznaniu jest problem. Dokładnie ten sam. Galerię otwarto trzy miesiące temu. Zapowiadanych marek… nie ma. Pustostany – zamiast sklepów.

Sądzę, że wizyta CBA w przypadku tej nieistniejącej galerii handlowej będzie dobrym początkiem, aby przemielić papiery. Nie tylko w Łomży.

W Bielsku-Białej powstało tak dużo galerii w tak dziwnych okolicznościach przyrody, że praktycznie CBA, żeby nie generować kosztów może otworzyć filię w tym mieście. Tyle będą mieli roboty. Spróbujemy zainteresować tematem to biuro. Przecież retail ma się na razie dobrze i jest bezkarny. „Jest fajnie, jest super”… w całym kraju…

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej nie masz gwarancji, że będzie kiedykolwiek otwarta. Warto zaznaczyć w umowie stosowną karę dla inwestora w takim przypadku.