Przeliczeni-poradnik najemcy

Nie sądziłem, że kiedykolwiek zamieszczę rozmowę ze sobą na blogu. Otóż jakiś czas temu dostałem z onetu listę pytań w kontekście książki w ramach patronatu medialnego. Odpowiedziałem. I zamknąłem temat.

Niestety w odpowiedziach wkradły się błędy i nie mam pojęcia dlaczego. Rozmowa ukazała się na stronach onetu dotyczących książek. Nie wiem kiedy onet naniesie poprawki dlatego publikuję tekst w oryginale, w całości.

 

1.        

Czy spodziewał się Pan takiego odbioru swojego bloga?

Nie.

 

2.       Która z usłyszanych historii najbardziej Panem wstrząsnęła?

Samobójstwo przedsiębiorcy i poufne rozmowy z ludźmi zarządzającymi galeriami. Fałszowane dokumenty, fałszowane dane i relacje przedsiębiorców w różnym stanie psychicznym.

 

3.       Spotkał się Pan z groźbami lub pogróżkami?

„Nie pozwolimy zniszczyć tego co zbudowaliśmy”-takie usłyszałem słowa od prezesa spółki zarządzającej. Brzmiało to jak groźba. Osoby z mojego otoczenia czy znajomi są chyba bardziej przewrażliwieni na tym punkcie. Nikt mi nie groził. Niemniej jednak wysoko się ubezpieczyłem na życie i nie od „piątkowej” śmierci samobójczej. Od kilkunastu  lat nie piję, nigdy nie  brałem prochów. Dlatego wiem co i gdzie mówię, czy piszę. Biorę życie na klatę. Bez znieczulenia. Choć czasami puszczają mi nerwy nie tylko na brak systemu, który do tego dopuścił.

 

4.       Z czego wzięło się tak bezwzględne podejście, które przecież skutkuje tylko kolejnymi pustymi lokalami w galeriach?

Nie wiem. I nie jestem w stanie tego zrozumieć. To jest wbrew logice. Lepiej zarobić na lokalu 5 tysięcy złotych czy zakleić kolejny pustostan? Na logikę lepiej zarobić. Z drugiej strony jednak łatwiej zająć szybko dom czy mieszkanie, samochody i majątek firmy, bo jak wiemy to stanowi konkretną, wyższą wartość. Na tym ten patent polega.

Przyjdzie kolejny przedsiębiorca i znów naopowiadamy o milionach „odwiedzin”, nieistniejącym prosperity i europejskich „standardach”. To są jednak standardy mafijne. Fundusze zagraniczne są niejednokrotnie w rękach ludzi którzy dorobili się na handlu bronią i narkotykami i zainwestowali kasę m.in. w galerie handlowe. Te „standardy” przenieśli na handel i polski grunt. Swoje już zarobili, a jeden najemca więcej czy mniej? Jeśli jest majątek – to zajmujemy.

Jeśli polski budowlaniec zaciągnął potężny kredyt to idzie po bandzie. A jak nie wyjdzie to i tak galerię zajmie bank albo syndyk.

 

5.       Często udaje się konkretnie pomóc  przedsiębiorcom?

Proszę sobie wyobrazić zdziwienie człowieka który ma pół miliona długu kiedy nagle dowiaduje się, że inny ma milion czy trzy. I nie chodzi tutaj o satysfakcję, że komuś jest gorzej, ale o świadomość tego, że nie jestem sam.

Przez lata wmawiają przedsiębiorcom, że się nie znają, że nie potrafią i Ci ludzie zaczynają w to wierzyć. W rodzinach czy związkach rozpoczynają się kłótnie, wzajemne pretensje, obwinianie. To jest permanentny stres. Złapani w kleszcze nie potrafią się z tego wyrwać.

Nie jestem psychologiem, ale mam wrażenie, że te spotkania mają wymiar terapeutyczny. Pomagają. Gdybym był psychologiem to zająłbym się organizacją grup terapeutycznych dla bankrutów, których przybywa nie tylko w galeriach handlowych. Bo widzę, że w grupie jest raźniej. Możemy pogadać kto ile ma długu i jak sobie z tym radzić.

Nasze działania sprawiają, że ludzie odpowiedzialni  w galeriach najzwyczajniej zaczynają się bać o swoje tyłki. Bo jest w tym kraju prokuratura, sądy i ludzie myślący. Nasze działanie czy interpretacja uchroniła byłych producentów odzieży od zapłaty 140.000 złotych rzekomej należności, wyciągnąłem kobietę w ciąży z butiku, bo straszyli ją karą umowną pomimo, że nie było jej stać na pracownika, wyciągnąłem najemcę  z galerii handlowej w Olsztynie i wielu ludziom podpowiadam co mają zrobić. Młoda dziś studentka prawa, którą „ubrano” w umowę po 87 letnim ojcu w wieku 15 lat -nagle dziś zaczyna walczyć. I wygra. Bo 15 letni „przedsiębiorca” nie może być prokurentem firmy. Startuje w życie z długiem na poziomie 120 tysięcy złotych. Galeria nic nie dostanie. Jeszcze zapłaci odszkodowanie.

Jestem w ciągłym kontakcie z prawnikami. To nie są moje mądrości, ale pewne działania na pograniczu wywiadowni gospodarczej i niestety tylko siłowe rozwiązania przynoszą efekty.

Prawnicy galerii, zarządy, zastraszają  najemców, szantażują w różnoraki sposób, ale pamiętajmy, że każdy kij ma dwa końce i pora teraz odwrócić role. Pierwsze doniesienie do prokuratury w Grudziądzu wpłynęło-o świadome wprowadzenie w błąd, o przedstawianie fałszywych statystyk, o manipulacje o skandaliczne praktyki. O doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. To pierwsze powiadomienie i nie ostatnie.

 

6.       Jaka akcja pomocy poszkodowanym przez galerie przyniosła największy sukces?

Wymiana informacji jest niepoliczalna, ale wycofanie się co najmniej czterech przedsiębiorców z gotowej już umowy w Stalowej Woli to dla tych ludzi wartość idąca w duże kwoty. Przedstawiono im fałszywe mapy i z bloga dowiedzieli się o tym mechanizmie. I się wycofali.

Biorąc pod uwagę, że powiedzmy na początek przedsiębiorca wykłada ok. 250.000 złotych (mówimy o nowej galerii) to mamy milion. Przy czynszu na poziomie 25. tysięcy razy 12 miesięcy to mamy 300 tysięcy złotych na głowę razy cztery w ciągu roku…

 

To są spore kwoty. I jak sądzę będą coraz większe. Co oczywiście cieszy-nie tylko Czytelników. Ilu ich jest? Tych co się wycofali? Nie wiem.

Poza tym uruchomiliśmy sklep internetowy, własny kanał w telewizji internetowej i na tym nie zakończymy. Wiem, że jesteśmy skuteczni. Wiem, że w niektórych miejscach znacząco obniżono czynsze, ale wiem, też i mówię to bez żalu, że jak ktoś coś osiągnie-to nie dziękuje, a szkoda. Nie o splendory i medale jednak chodzi, ale skuteczność. O biznesową prewencję i ostrzeżenie.

 

7.       Skąd taka bierność władz w kwestii nadużyć właścicieli galerii?

Plany zagospodarowania  przestrzennego pisze się w Polsce „na zamówienie” w bardzo licznych przypadkach, ale -nie wszędzie. Mit o tworzeniu miejsc pracy o podatkach do budżetu jest modny. Myślę, że wielu z nich nie wiedziało o problemie, o tym w jaki sposób niszczone są firmy i jakie jakościowo są to miejsca pracy. Nikt nie prowadzi statystyk ile padło firm w galeriach handlowych. To są tysiące. I miliony długów. Odbiory techniczne, buble, skandaliczne wykonanie niektórych projektów jest „niewidzialne”.

To również świat biznesowych celebrytów, ludzi z potężnymi pieniędzmi którym wydaje się, że mogą wszystko. Nie ma regulacji, nie ma rozwiązań związanych z ochroną infrastruktury. Nie zostały wdrożone dyrektywy unijne, których priorytetem jest ochrona krajowych przedsiębiorców. Ta kwestia czeka.

Nie oczekujemy napisania „prawa od nowa”, ale wdrożenia konkretnych zmian w prawie np. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Przedsiębiorca też jest konsumentem. Uważam, że z państwem należy rozmawiać, a nie walczyć i pluć na wszystkich i wszystko. Nie wiele z tego wynika. Ludzie w Warszawie mają dość demonstracji i pikiet. Dlatego najpierw pokazujemy problem, a po publikacji mam nadzieję, że nie pozostanie to bez reakcji.

 

8.       Czy władze w innych krajach próbują ukracać nadużycia?

W innych krajach nie ma tylu galerii a w stanach czy Australii padają jak muchy i są wyburzane. Co się stało z tamtymi przedsiębiorcami? Gdzie są Ci z Francji czy Węgier? Gdzie są najemcy z Chin?

Co się z nimi stało? Nie wiele jest publikacji w prasie zagranicznej, ale siłowe rozwiązania są stosowane w Stanach i Republice Południowej Afryki. To jest system.

Sekta.  Zmowa milczenia i zastraszanie, a wszystko przykryte lukrowym billboardem opakowane w „tajemnicę handlową”. Czy to są kontrakty gazowe, zbrojeniowe, przetargi? To są małe lokale, budki pod dachem. „Tajemnica” jest po to abyś milczał, a jak nie-to Cię zniszczymy.

 

9.       Czy za granicą przedsiębiorcy są bardziej ostrożni?

Z rozmowy m.in. z prezesem upadłej polskiej marki Ravel wiem, że w Czechach jest inaczej. Tam nie ma takiego ciśnienia. Czesi są inni mentalnie. Polacy nie boją się wyzwań, nowych tematów. Chcą zarabiać. Prowadzić własne firmy. To naród przedsiębiorczy. Czesi podchodzą do życia inaczej, wolniej, bardziej na luzie. Dlatego tam retail nie wypalił, a tutaj jak gangrena się zagnieździł i wciąż pochłania kolejne grunty i miasta. Z ludźmi i ich zdaniem nikt się nie liczy.

 

10.   Dlaczego problemy przedsiębiorców z galeriami są zamiatane pod dywan?

Przedsiębiorcy  się wstydzą i boją. I do momentu powstania bloga nie mieli pojęcia jak to wygląda w kraju i uznali, że to oni są winni. Wielu z ich zostało oszukanych. Teraz wiedzą. Opisuję to w książce -symbiozę pomiędzy światem polityki, biznesu i mediów.

Prawnicy temat znają, ale mają obawy, że jak coś wypłynie do mediów to zaszkodzi to klientowi, a jak wiemy z doświadczenia media nie „załatwią” tematu, ale mogą pomóc. Bo galerie jak ognia boją się mediów. Dlatego tak chętnie płacą, żeby je mieć w kieszeni szczególnie na poziomie lokalnym. 

Galerie i centra handlowe dbają o swój „wizerunek”. Potrafią straszyć redakcje prasowe, wydawców. Poza tym ludzie nie wierzą, że można z tym cokolwiek zrobić. Jak zbite psy albo znikają, albo uciekają z kraju.

 

11.   Co się stało, że ludzie powoli już nudzą się galeriami handlowymi?

Jest ich za dużo. Nastąpił przesyt. Te same marki, te same sklepy, to samo jedzenie. Poza tym ceny. Są zbyt wysokie do panujących w kraju realiów. Wpływ na cenę ma czynsz. Odrealniony. Dlatego niszczone są marki, firmy i całe przedsiębiorstwa.

Opowiadanie że teraz pora na średnie i małe miasta jest bardzo niebezpieczne z punktu widzenia długofalowego rozwoju tych miast. Dlatego wierzę, że zanim ktoś znów „poświęci” za grubą kasę kolejny kamień węgielny to spojrzy na temat z innej niż do tej pory perspektywy.

 

12.   Ile lat będzie musiało minąć, by galerie handlowe opustoszały?

Już pustoszeją. W Polsce nie mieszka miliard ludzi. Nie jesteśmy Szwajcarią. Pieniądze  w wielu przypadkach pochłaniają kredyty dlatego chętnie wypijemy kawę, ale czy koniecznie kupujemy buty? W sieci, w sklepach internetowych wzrasta sprzedaż. 

Galeria Plaza w Krakowie dziś kasuje kilkanaście złotych za metr kwadratowy. A pomimo to zdarza się że przedsiębiorca stoi 12 godzin i patrzy ślepo w ścianę. Bo nie ma tam ludzi.

Ta książka to koniec pewnego mitu i tzw. tajemnicy handlowej. Zaadoptowanie obcojęzycznych umów na polski grunt wymaga gruntownej analizy prawnej i wyciagnięcia nie tylko konsekwencji wobec oszustów, ale i wniosków.

P.S. Dziękuję tym, którzy kupili książkę. Wiem, że w wielu księgarniach jej jeszcze nie ma. Ale wiem, że wielu zainteresowanych jej szuka. Wiem też, że póki co ławiej namierzyć ją w sieci.

Wiem też , że dziś w M1 w Poznaniu skarbówka „pomaga” wypełniać pity, a w mojej ocenie-nabijać pustą „frekwencję”. Pozdrawiam.

Jak cudnie – poradnik najemcy

Jestem w trasie. Konkretnie w Lublinie. Pachnie nowością. Tarasy zamkowe  to najnowszy obiekt handlowy w mieście. Lokalny tygodnik, aż pieje z zachwytu. Ani słowa o pustostanach.

http://www.strefabiznesu.kurierlubelski.pl/galeria/tarasy-zamkowe-w-lublinie-w-ciagu-pieciu-dni-galerie-odwiedzilo-200-tys-osob

Zapraszam zatem na kolejny spacer. Tym razem po zamkowych tarasach.

 

Zastanawiam się, gdzie jest właściciel?

-Nie ma go już, słyszę w sklepie z odzieżą, gdzie trafiły ubrania po poprawkach. Nie wiem dlaczego już go nie ma-słyszę od kierowniczki sklepu.

 

 Feeria wyklejeń i barw.

 

 

 Na tych palcach można policzyć perspektywę sukcesu.

 

 Zabłąkany człowiek i pusto (godzina 19.10)

 

 

 Lokale czekają.

 

 

 

Można powiedzieć, że zamkowe tarasy już wpisały się w historię retailu. Po miesiącu najemca zniknął, a w środku pozostałości po meblach. Expressowo.

Na uwagę zasługują nowoczesne zlewy. Na fotokomórkę. Wchodzisz do środka i zaskoczenie. Z kranów nagle sama z siebie tryska woda.

-Żle są ustawione te czujniki i ta woda leci, choć nie powinna-tlumaczy mi pani od zbierania wody z tych nowoczesnych zlewozmywaków. Ile litrów w ten sposób wpada do ścieków? Nie wiadomo. I tak najemcy zapłacą.

wniosek: przed podpisaniem umowy w nowej galerii handlowej pamiętaj, że „lanie wody”-jest na porządku dziennym i jest trwałą zasadą-przemyślaną strategią. Po jej podpisaniu nie ma to już najmniejszego znaczenia. 

Jak ludzie-poradnik najemcy

Jak wiecie od jakiegoś czasu-przy udziale tych, którzy milczeć już nie będą- pracuję nad meduzą. Czyli franczyzą . I ucieszyłem się, bo firma nc+ traktuje ludzi jak ludzi. Mam na myśli partnerów, którzy sprzedają usługi.

 

Czyli nie dość, że nie ma mowy o karach, to firma w przypadku odpowiednich obrotów dopłaca do  np. pięciotysięcznego czynszu wyspy nawet do 75 procent. Mało tego. Nc+ informuje partnerów o tym, że nie ma mowy o karach jeśli nc+ rozwiąże z tym kimś umowę. Czyli jest paragraf, że jeśli nc+ rezygnuje ze współpracy to partner z „automatu” wychodzi z galerii handlowej bez kar.

Znam przypadki, coraz więcej „znanych marek”, które zabierając logo czyli prawo do używania go,  nie interesują się tym co się dzieje z partnerem i ten ostatni zostaje z umową z galerią.

Na razie jednak  jako, że rzecz dotyczy poważnych i „uznanych”  firm ich nazwy zostawię dla siebie.

Niemniej jednak w kolejnej publikacji  książkowej „nie ma przeproś” i nie jedna „uznana marka” zostanie uznana za wartą opisania. Sugeruję daleko idącą uwagę przed współpracą z firmami odzieżowymi i handlującymi najogólniej odzieżą sportową.

Na dziś gratuluję firmie nc+, że rozumie na czym polega partnerstwo w biznesie i rozumie, że nie należy obcinać gałęzi na której się siedzi, bo jak wiadomo każdy kij ma dwa końce i każdy dzban swoje ucho.

Spółka nc+ jest godnym polecenia partnerem choć nie uniknęła potknięcia z kolei w relacji z klientem „detalicznym”.

„Postępowanie przeciwko spółce UOKiK wszczął w listopadzie 2013 roku. Zarzuty dotyczyły jednostronnej zmiany warunków umów zawartych z abonentami na czas określony.

Na początku stycznia 2012 r. operator, powołując się na stosowany przez siebie regulamin, poinformował klientów o planowanej od marca podwyżce opłaty abonamentowej za dostęp do kanałów telewizji satelitarnej. W przypadku braku akceptacji nowych warunków przez konsumenta umowa miała zostać zakończona.

Postępowanie Urzędu wykazało, że spółka mogła naruszyć zasadę dotrzymywania umów przez wprowadzenie jednostronnej zmiany do kontraktu zawartego na czas oznaczony. Zdaniem UOKiK konsument, który zawiera taką umowę, ma prawo oczekiwać, że ustalone warunki będą obowiązywać do zakończenia okresu, na jaki kontrakt został zawarty.

Urząd stwierdził, że zachowanie spółki narażało konsumentów na niewygodę i straty związane z ponoszeniem nieprzewidzianych opłat, zmianą usługodawcy, kosztami zakupu i instalacji sprzętu oraz opłatami aktywacyjnymi”.

http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/uokik-operator-platformy-nc-podwyzszyl-oplaty-abonamentowe-w-sposob-niezgodny-z-prawem

Czyli wydaje się, że spółka tym razem potraktowała małego klienta jak duży gracz (galeria, centrum) traktujący małego przedsiębiorcę z „buta”. Co ciekawe tutaj UOKiK widzi problem, a w galeriach nie chce zobaczyć. Bo odpowiedzi UOKiKu na sygnały przedsiębiorców z rynku są tak absurdalne, że nie dziś czas i miejsce na to, aby się rozpisywać.

Tym bardziej, że tracę cierpliwość i nie chcę napisać więcej niż wypada. Co mnie wkurzyło?

Po czterech miesiącach i 10 dniach od dnia kiedy został znaleziony martwy mój ojciec we własnym zakrwawionym mieszkaniu dziś dostałem klucze od funkcjonariusza policji. Sprawę bada tyska prokuratura i policja. I uwierzcie mi, że zaczynam tracić cierpliwość.

I jak ją stracę to opublikuję wszystkie te materiały na blogu. Nie mogę dziś tego zrobić, bo „śledztwo” trwa. Na razie jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wg klasyka z tzw. „taśm prawdy” ze słynnego dziennikarskiego „śledztwa” to jedynie „h…, dupa i kamieni kupa” ma cokolwiek wspólnego z tzw. „prawdą”.

I jeszcze jedno. Kto finansuje galerie handlowe w tym kraju oprócz „pralki frani?”

https://www.youtube.com/watch?v=hmfcyk1cGVA

 

Wyśmiali-poradnik najemcy

Marzenia podobno się spełniają. Jak jednak wiadomo. Rzadko. Nie powiem żeby moim marzeniem i jakimś szczególnym zainteresowaniem cieszył się konkurs na nowego szefa ZUS-u, ale nie ukrywam, że kandydatura 31 letniej pani doktor Katarzyny Kalaty tym razem wzbudziła moje zainteresowanie w sposób szczególny.

Po pierwsze w wieku 18 lat sprzedawała staniki w Galerii Wileńskiej w Warszawie.

Po drugie napisała doktorat w którym odważnie punktuje to co należy zmienić w zarządzaniu ZUS-em, aby system uzdrowić.

Po trzecie prowadzi firmę, a to już dużo biorąc pod uwagę realia.

Po czwarte jako jedyna-przeszła testy.

 

I komisja dziś panią Kalatę-wyśmiała. Informują o tym wszystkie media.

http://natemat.pl/139613,nie-bedzie-31-letniej-prezes-zus-o-nominacji-zdecyduja-politycy

Od 2007 roku składki skoczyły o sto procent. Każdy pracownik chciałby, aby były płacone, a nie „realizowane na śmieciowej zasadzie”. Z każdej strony słychać, że trzeba coś zmienić, bo system tego nie wytrzyma. I dziś komisja uznała, że pani Kalata – się nie nadaje.

Jak rozumiem, czas na zmiany jeszcze przyjdzie i jak rozumiem przyjdzie polityczny „ ekspert”. Bo Kalata jest apolityczna. Jakiś czas temu, a był to rok bodaj 2011 na siłowni spotkałem dyrektora technicznego Zakładu Udupień Społecznych z uposażeniem kilkunastu tysięcy miesięcznie brutto.

-Płaćcie wyższe składki, będziecie mieć wyższą emeryturę- usłyszałem.

Jako, że jesteśmy na „ty” odpowiedziałem mu że nie rozumie rynku, że miesiąc do miesiąca nie będzie równy, że są wahania i że on niestety – jest beneficjentem. Zamilkł. I poczerwieniał-jak burak.

Jak sądzę grzeje się w cieple dzisiejszego słońca nie zastanawiając się nad ostatnim filmem promocyjnym, który ZUS sobie zafundował za 250.000 złotych. Jego myślenie sprowadza się do „tu” i „teraz”. I nie ma pojęcia, że profesjonalny film można zrealizować 10x taniej-nie mniej profesjonalnie. Dodam, że w Warszawie z ludźmi którzy pracują dla TVN, TVP czy Polsatu.

Szkoda, że takie osobowości jak Kalata nie mają racji bytu. I szkoda, że decydenci nie rozumieją, że jeśli nie nastąpią zmiany, konkretne, rzeczowe i ostre  to za kilka lat skromne emerytury czy renty będą cięte. Wiadomo to nie od dziś.

Podobnie jak nie wiadomo było -a od „dziś” wiadomo- że także ZUS doją galerie handlowe poprzez wyniszczanie przedsiębiorczości. Kobieta która pracowała w galerii wie coś o tym. Więcej niż szacowna „komisja” z szacownymi „ekspertami”. Żenada.

Aby jednak nie było tak przygnębiająco to pozdrawiam serdecznie tych którzy zakupili książkę i filmy.  Niech idzie. Do ludzi. Jak coś zarobię to i ZUS na tym skorzysta, bo wciąż nękają mnie komornicy z Wołomina , których próbuję ogarniać.  Pozdrawiam tymczasem. I podaj dalej. Dziękuję za mema.

 

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej z reguły nie masz problemów z odprowadzaniem składek ZUS, po jej podpisaniu najczęściej ten ostatni-nie dostaje nic.

Fair play-poradnik najemcy

 

„Nie milkną echa po kwietniowej publikacji miesięcznika „Forbes”. Artykuł pt. ” W biznesie nakręca mnie wyścig” wywołał burzę w środowisku przedsiębiorców. Jedni uważają, że to płytki i płatny tekst. Inni wręcz przeciwnie. Postanowiłem wziąć go na warsztat.


Nie można odmówić Dariuszowi Miłkowi wyczucia. Odniósł spektakularny sukces w biznesie. Ja nazywam takich ludzi Midasami. Czego się nie dotkną, zamieniają w złoto. Bardzo podoba mi się jego podejście do biznesu. Bo to jest wyścig. Ta analogia do kolarstwa to mistrzostwo świata.

Zaczynasz przygodę ze sportem. Masz małe pojęcie o jeździe ale łapiesz za kierownicę. Zapisujesz się na wyścig i startujesz. Drugie podejście jest zgoła inne. Jeździsz po okolicy, poznajesz swój organizm, codziennie wieczorami dłubiesz przy rowerze poznając jego budowę. Po kilku latach masz już lepszy sprzęt, twoja forma jest lepsza, organizm gotowy jest na wysokie obciążenia. Startujesz. To jest kwestia wyboru. 

Przygodę z biznesem detalicznym można porównać do wyścigu kolarskiego. Wyścigu Tour de France. Przez lata były tylko płaskie etapy. Pierwsze jechaliśmy jeszcze z rozpędu po socjalizmie. Noga podawała, a i wiatr był zawsze w plecy. Kolejne etapy też płaskie. O zwycięstwo zaczęli walczyć sprinterzy. Nie przeszkadzaliśmy im. Wieźliśmy się cały czas na kole.

Dziś zaczynamy wjeżdżać w góry. Peleton pewnie się porwie. Nie będzie to jednolita grupa. Sprinterzy odpadną. Co możemy zrobić? Nie mamy takiego sprzętu, wozów technicznych, sztabu ludzi począwszy od dyrektorów sportowych na masażystach kończąc. Do tego w kuluarach szepczą o dopingu. My jesteśmy czyści. Oni?

Za rękę ich nie złapaliśmy. Domysły. Czy nawiążemy walkę zadecyduje nasza baza. W treningu kolarskim 80% pracy wykonuje się na niskich intensywnościach. To żmudne i długotrwałe treningi. To buduje nam bazę. Niezbędną do ukończenia wyścigu. Wielu zawodników zapomina o bazie. Woli trenować krótko i intensywnie. To się sprawdzało zawsze na klasykach kolarskich. Nie uda się na TdF. Od tych podstaw zależy nasze powodzenie w biznesie.

Nie sztuką jest otworzyć kilka sklepów w rok i liczyć na dobry los. Sztuką jest otworzyć jeden, ale taki który daje zarobić. Mając taką bazę możemy rozglądać się za kolejnym. Zawsze ten pierwszy da zmianę jak będzie trudno. Kolarstwo uczy cierpliwości. To genialny sport. Polecam każdemu. Dzisiejsze etapy już czujemy w nogach. Stajemy na  pedał, a grupa cały czas nam ucieka. Nikt w peletonie nie chce dać zmiany. Nikt nie kwapi się do pościgu. Już tracimy minuty. Co będzie za kilka dni jak będziemy podjeżdżać pod  Mont Ventoux? 

W 2000r. na tym etapie wygrał Marco Pantani. To genialny kolarz. I oszust. Jednak zapadł w pamięci kibiców nie tylko dzięki niesamowitej waleczności, problemów z dopingiem ale przede wszystkim dzięki słowom, które kiedyś wypowiedział: „Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem.”

Środowisko kolarzy to jedna wielka sportowa rodzina. Zawodnicy doskonale się znają. Często też wzajemnie pomagają sobie na trasie. Podzielenie się z konkurentem żelem energetycznym, batonem, dodatkowym bidonem z izotonikiem nie należy do rzadkości. Bo mimo rywalizacji wszyscy jadą w jednym kierunku. W jednym celu. 

Dariusz Miłek nie tylko jest zawodnikiem, ale i organizatorem.  Czesław Lang powiedział: „Ja daję spektakl, reszta w rękach aktorów”. Scenografia w olsztyńskim wyścigu jest super, tylko czy nie ma Pan czasem wrażenia, że kibice nie dopisali na wyścigu? Wielu nie trafiło z formą, kilku już odpadło ale czy kilkudziesięciu zawodników nie ma formy? Czy wyścig na pewno zmierza do mety? Czy wszyscy mają równe szanse? Czy fair play nie jest najważniejsze? 

W małym światku kolarskim Pańscy zawodnicy nazywani są „cyckami”. Mam nadzieję, że to tylko i wyłącznie ze względu na logotyp na koszulce”.

Obywatel Monte Christo

Dziękuję za ten tekst. Ludzie retailu mówią „My dajemy Ci czas, a od Ciebie zależy jak go wykorzystasz”. Kolarstwo jest naszpikowane erytropoetyną i przetaczaniem krwi. Jeśli nie „bierzesz” tego pod uwagę to nie masz szans.

Jeśli nie wiesz, że nie masz szans-to próbujesz. I zawsze masz wybór. Ścigać się z nimi, czy pojechać do parku?

 

Przykład sukcesu-poradnik najemcy

 „Galeria Brwinów to jedna z największych galerii handlowych w powiecie pruszkowskim i grodziskim. Co nas wyróżnia to niepowtarzalność i wyjątkowo szeroka oferta produktów i usług.

To jedyne takie miejsce w Brwinowie, gdzie można wybrać się na kompleksowe zakupy oraz miło spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi.

 

Na powierzchni ponad 10 000 mkw. znajdują się sklepy oferujące szereg usług i produktów – od artykułów spożywczych i kosmetyków, przez odzież i obuwie.

Nie brakuje tu także miejsc gdzie można wypić kawę czy zjeść smaczny obiad.

Galeria Brwinów dzięki niepowtarzalnemu charakterowi i szerokiej ofercie handlowej od początku swego istnienia jest przykładem sukcesu komercyjnego. Galeria położona jest na granicy trzech miejscowości – Brwinowa, Podkowy Leśnej i Milanówka  Galeria Brwinów i powstała z myślą okolicznych mieszkańcach”.

 

Taki tekst zamieszczono na stronie internetowej galerii Brwinów.

 

Postanowiłem odwiedzić ten przykład sukcesu komercyjnego. Brwinów liczy ok. 20.000 mieszkańców.

 

Idąc śladem tekstu próbuję rozpocząć od kawy.

 

 

 

 

 

Porzucona kawiarnia. W sumie dwie już się wyniosły. Ale mam nadzieję na obiad.

 

 

Ładnie wyposażona.

 

Pytam właściciela ile płaci czynszu bo chciałbym wejść z kawiarnią.

 

-Chce pan kupić moją?!Już dziś panu ją sprzedam! Proszę niech pan wejdzie na zaplecze i zobaczy sprzęt. Wszystko nowe, profesjonalne piece i cały sprzęt. Wpakowałem tutaj 400 tysięcy złotych. Sprzedam panu za 100 tysięcy.

 

-Dlaczego?

 

-Mam inny pomysł na życie.

 

-Ma pan kary umowne?

 

-Nie mam. Płacę 15 złotych czynszu za metr.

 

Rozmowie przysłuchuje się żona.

 

-Skąd pomysł na taką restaurację w galerii?

 

-Mieliśmy restaurację w Milanówku. Biegała tutaj jakaś pani i namawiała ludzi na podpisywanie tych umów. Opowiadała, że wszystko jest wynajęte i że będzie dużo najemców. Namówiła nas i weszliśmy ze wspólnikami. Spółka się sypie i wychodzimy stąd. Teraz podobno sam właściciel ma się zająć umowami i nowymi najemcami, bo to co jest teraz…to szkoda słów.

 

W takim razie idę zobaczyć ten „przykład komercyjnego sukcesu”

 

 

 Stan emocjonalny współwłaścicielki wyraża obraz (pierwszy z lewej)

 

Na tej ścianie zabrakło obrazów, aby zakryć pustostany.

 

 

 

 

 

19 maja galeria będzie obchodziła swoje 3 „urodziny”. Oto jak zapowiadano to otwarcie.

 

http://www.propertynews.pl/biura/za-miesiac-otwarcie-galerii-brwinow,8740.html

 

Przykład ilustruje zapotrzebowanie i sukces. Wątpliwy. Budowanie galerii handlowej w bezpośredniej bliskości galerii w Podkowie Leśnej pewnie jest sukcesem inwestora. Jak widać w środku nie koniecznie sukcesem tych, którzy tam weszli. Pocieszające jest  hasło na stronie internetowej. „Przyjemność w dwóch słowach”.

 

wniosek: przed podpsaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że galerie handlowe nie mają racji bytu w małych i średnich miejscowościach. Chyba, że z czynszem na poziomie kilkuset złotych, bez części wspólnych i kar „umownych”. Dziś w Mielcu rozpoczęła się „łapanka” na przedsiębiorców.

http://www.hej.mielec.pl/biznes/lokalnie/art237,galeria-aviator-zdradza-pierwszych-najemcow.html

Dlatego przestrzegam. I podaj dalej.

W Chinach-poradnik najemcy

Kilka tygodni temu jeden z Czytelników podesłał linka do materiału prasowego z Bloomberga. Polecam lekturę.

Akcja dzieje się w Hailong Electronics City w dzielnicy Pekinu  Zhongguancun  , znanej jako chińska Dolina Krzemowa (Silicon Valley). Artykuł ukazał się w lutym b.r.

 

(Bloomberg) – Skulony za ladą jego małego wypełnionego gadżetami stoiska w pekińskiego rozległego centrum   Hailong Electronics City, Wang Ning  opłakuje tydzień bez ani jednej sprzedaży.

 

 

“To umiera,” mówi Wang, potrząsając głową, , gdy spogląda na opuszczone sklepy i podarte plakaty promocyjne miejsca, które kiedyś było najbardziej uczęszczanym rynkiem zbytu w dzielnicy Zhongguancun, znanej jako chińska dolina krzemowa. „ jest tu więcej personelu niż klientów. Każdy teraz kupuje przez Internet.”

 

Sześć powierzchni o wielkości pełnowymiarowego boiska piłki nożnej są wypełnione osłoniętymi żaluzjami sklepami, ofiarami pojawienia się opartych na Internecie firm takich jak  firmy należącej do Jacka Ma Alibaba Group Holding Ltd. i miliardera  Richarda Qiangdong Liu  firmy JD.com, które weszły na rynek w Zhongguancun prawie dwie dekady temu.

 

Rewolucja online obiecuje zwiększyć wydajność i mogłaby stworzyć 46 milionów nowych miejsc pracy w Chinach do 2025 roku, większość z nich wymagających wyższych umiejętności według raportu  McKinsey & Co. Z siedzibą w Nowym Jorku w lipcu. Przegranymi zostaną 31 milionów pracujących na tradycyjnych pozycjach, co jest odpowiednikiem całej zatrudnionej ludności brytyjskiej.

 

Podczas gdy taka kreatywna destrukcja jest globalnym zjawiskiem , jej szybkość i skala w Chinach są nieporównywalne, powiedział Cao Lei, dyrektor chińskiego centrum badań handlu opartego na Internecie China E-Commerce Research Center, Hangzhou, rodzinnego miasta Alibaby.

 

“ Internet pomaga poprawić wydajność i produktywność, ale może być bolesny dla tradycyjnych firm,” powiedział Cao . “Księgarnie upadają pierwsze, następnie sieci teksylne, potem sklepy z elektroniką, potem tradycyjne agencje podróży, a w przyszłości oddziały banków i inne miejsca tradycyjnych usług.”

 

Podniesienie wydajności

 

Przejście w strefę online mogłoby przyczynić się do 22-procentowego wzrostu krajowej produktywności do 2025 roku i mogłoby stanowić od 7% do 22% całkowitego wzrostu produktu krajowego brutto od 2013 do 2025, wyliczył McKinsey. Do 2025 mogłoby to oznaczać 14 trylionów jenów ($2.2 trylionów) rocznego produktu krajowego brutto.

 

To nie jest pocieszeniem dla Li Feng, którego sklep znajduje się na czwartym piętrze Kemao Electronics City, dokładnie naprzeciwko  centrum  Hailong Electronics.

 

“Rynek był pełen ludzi , kiedy centrum otwarto w 2004” , powiedział Li, odrywając wzrok od telewizyjnej sztuki, którą oglądał . „ Biznes zmienił się ze złego na jeszcze gorszy w przeciągu ostatnich pięciu lat. Wpływ sprzedaży online jest ogromny”.

 

Li zamknął detaliczną stronę swojego biznesu i teraz próbuje wyciągnąć cokolwiek na swoje utrzymanie dostarczając usługi informatyczne klientom korporacji, bo jak mówi , znajomi sprzedawcy sprzętu, grają w karty w pustym stoisku obok.

China Online

 

JD.Com’s Liu zaczął wynajmować stoisko w Zhongguancun w 1998 roku z początkową iwestycją o wysokości 20 000 jenów.  

 

Wtedy Chiny miały 2.1 milionów użytkowników sieci z 747,000 komputerami,  według Chińskiego Centrum Sieci Informatycznej , rządowej instytucji zajmującej się zarządzaniem zasobami sieci internetowej ( China Internet Network Information Center). Do końca czerwca 2014 roku liczba użytkowników sieci podskoczył do 632 milionów , z których  83.4 % było w stanie łączyć się z Internetem za pomocą smartfonów.

 

JD.com’s Liu jest teraz warte szacowaną liczbę  7.3 miliardów dolarów, według  Bloomberg Billionaires.

 

“Amerykańskie tradycyjne sieci sprzedaży detalicznej są mocne ale chińscy konsumenci od bardzo dawna  musieli korzystać z archaicznej , niewydajnej sieci umieszczonej w szarej infrastrukturze budynków”  , powiedział  Josh Gartner, rzecznik firmy JD.com z siedzibą w Pekinie  w telefonicznym wywiadzie 3 lutego. „ Konsumenci masowo przenoszą się do lepszych usług”.

 

Więcej serwerów

 

Alibaba stworzył 14 milionów miejsc pracy pośrednio i bezpośrednio, powiedział Ma w wywiadzie z  Charlie Rose na Światowym Ekonomicznym Forum w Davos w Szwajcarii w zeszłym miesiącu. Ma jest najbogatszym człowiekiem w Chinach i trzynastą najbogatszą osobą na świecie z fortuną szacowaną na 35 miliardów dolarów.  

 

Wyjaśniając wzrost sprzedaży jego firmy w porównaniu z tradycyjnymi sprzedawcami detalicznymi , Ma powiedział: “ Jeśli ktoś chce mieć 10 000 nowych klientów, musi zbudować nowy magazyn. Jeśli chodzi o mnie, to muszę mieć dwa nowe serwery”.  Jego celem są dwa miliony klientów na całym świecie.

 

Ten przemysł ułatwił , również pod względem ceny, kupcom dotarcie do klientów i wspomógł rozwój logistycznej infrastruktury, napisała wczoraj w emailu rzeczniczka Alibaby z siedzibą w Hong Kongu.  

“Ze słabo rozwiniętym i rozdrobnionym sektorem handlu detalicznego więcej klientów kieruje się w stronę Internetu , aby znaleźć to ,czego potrzebują, a równocześnie stymulują konsumpcję w chińskiej gospodarce,”  napisała.

 

Premier Li Keqiang wita z ekscytacją nową gospodarkę. Czwartego stycznia nacisnął klawisz enter na klawiaturze wyszukując WeBank, prywatny bank ufundowany przez Tencent Holdings Ltd., przyznając pożyczkę  35,000 jenów miejscowemu kierowcy ciężarówki.

 

Przyszłość przez Internet

 

Bez szyb kuloodpornych, umundurowanych ochroniarzy i filii oddziałów banku usługi takie jak te oferowane przez WeBank “mogą być przyszłością” , powiedział Cao. Alibaba należący do Ma otrzymał również zgodę  na założenie usług kredytowych przez Internet.  

 

Ekspansja firm związanych z Internetem jest tam, “gdzie spoczywa nasza nadzieja”, jak wyraził Ma Jiantang, the kierownik naczelny Krajowego Biura Statystycznego  ( National Bureau of Statistics) na konferencji prasowej w Pekinie 20 stycznia po wypuszczeniu danych o krajowym produkcie brutto, które wykazały najwolniejszą ekspansję od 1990 roku.

 

Najważniejszej przyczynie spowolnienia gospodarki, słabości na rynku własności, nie pomaga to przejście w sferę online. 

 

Chińskie Wiadomości Biznesu (China Business News) podały w zeszłym miesiącu, że developer nieruchomości Dalian Wanda, będący własnością drugiego pod względem zamożności człowieka w Chinach, Wang Jianlin, planuje zamknąć 10 centrum handlowych w kraju i zmienić design w 25 innych , aby ograniczyć przestrzeń sprzedaży.

Zong Qinghou, piąty najbogatszy człowiek w Chinach z siecią domów towarowych i produkcją napojów, powiedział na forum w sierpniu, że firmy sprzedające  przez Internet “ wpływają na chińskie ekonomiczne bezpieczeństwo” poprzez duszenie sklepów, które muszą płacić czynsze. 

 

Zamykanie sklepów

 

Li Ning Co., producent odzieży sportowej spodziewa się przedstawić straty po trzecim roku z rzędu I zamknął więcej niż tysiąc punktów sprzedaży detalicznej od 2012. Anta Sports Products Ltd., producent obuwia również zamyka sklepy częściowo z powodu konkurencji sprzedawców online.

 

Przynajmniej 300 hurtowni w Guangzhou stoją na krawędzi przetrwania , szczególnie hurtownie tekstyliów i ubrań , jak podała gazeta Guangzhou Daily w grudniu. Największe z nich mogą pomieścić setki punktów sprzedaży i tysiące pracowników.  

 

“Sklepy w Internecie są wirtualne i jeśli zabiją one rzeczywistą gospodarkę, jaki interes będą mogły zrobić? Jakie produkty będą w stanie sprzedać?” pytał Zong w uwagach opublikowanych na oficjalnej stronie People’s Daily w sierpniu. Powiedział on ,że rząd powinien wzmóc nadzór wirtualnych sklepów.  

 

Stare przeciw nowemu

 

Alibaba ma kryzys wiarygodności podsycany przez niezdolność wprowadzenia sankcji dla szemranych kupców, podróbek, łapownictwa i zwodniczych promocji, i używanie własnych galerii online , powiedział w zeszłym tygodniu regulator chińskiego rządu. Póżniej rząd wycofał się z konfrontacji podając, że raport nie miał prawomocnego efektu , oraz że Ma spotkał się z regulatorami  obiecując większe wydatki na powstrzymanie piractwa.   

 

“Tarcia pomiędzy starymi a nowymi gospodarkami” zaostrzą się, powiedział Ouyang Rihui, prodziekan  the Academy of Internet Economy, agencji badań na uczelni  Central University of Finance and Economics in Beijing. Powiedział on, że utrata sprzedawców detalicznych jest początkiem wpływu technologii na miejsca pracy.

“Prawdziwe wyzwanie dla Chin będzie związane z produkcją – wyobraź sobie dzień , kiedy większość produkcji będzie zautomatyzowana”, powiedział  Ouyang , który pomagał rządowi skonstruować plany rozwoju internetowej gospodarki. „ Nim ten dzień minie, nowa gospodarka zwycięży”.

tłum. M.D.

P.S. Polecam też film dokumentalny Ewy Ewart dotyczący sytuacji w Chinach. Padło tam zdanie, które zapisałem „Prawa ekonomii są jak grawitacja, jeśli coś idzie w dół to kiedyś musi spaść”. Jedynie w „ritajlu” jest inaczej.

„Rynek jest perspektywiczny, rozwijający się, nie ma nasycenia”-wbrew logice i grawitacji.

 

Pinoookio-poradnik najemcy

 „Miałem przyjemność poznać pana na spotkaniu. Dziękuję za „oświecenie”. Późno, niestety ale zawsze w czas! Straciliśmy wiele, jako Firma, przede wszystkim, jako rodzina, my, dzieci, nasz majątek (!) rodzinny, eh, pokoleniowy, dalej by tak wymieniać. Ot, historia, jak jedna z wielu. Dzięki Panu, w porę (jakikolwiek czas by to nie był!), okiełznania. Dziękuję. Z nadzieją na współpracę, z rzetelnym i przyrzeczonym poświęceniem, w walce przeciwko manipulacyjnym technikom złodziejskich zarządów galerii”.(Olsztyn)

 

„Chciałbym poprosić o kontakt telefoniczny do kogoś z Państwa, z kim mógłbym porozmawiać na temat zamknięć w galerii.

 

Prowadzę firmę, obecnie mamy 35 sklepów w galeriach handlowych w Polsce i znajdujemy się w ciężkiej sytuacji. Czekają nas zamknięcia i być może będą Państwo w stanie podpowiedzieć nam i podzielić się wiedzą. My ze swojej strony również chętnie wymienimy się informacjami. Na razie, przed rozmową w cztery oczy / telefoniczną, wolałbym nie podawać nazwy firmy, ani większej ilości szczegółów”. (Warszawa, kraj)

 

„Jesteśmy niestety jednymi z tych , którzy przeliczyli swoi siły, podpisując umowę z galerią handlową. Od samego początku sklep generował stratę , jeszcze dodatkowy „ zabójczy „ zapis w umowie, którego totalnie nie rozumieliśmy, tak zwana opłata eksploatacyjna dla najemców kluczowych, fakturę dostajemy na koniec roku , w wysokości ok 20.000 zł .Prośby o obniżeniu opłaty, rozłożenie na raty tej kwoty „ frajerskiej” lub obniżenie czynszu nic nie działa, na ostatnim spotkaniu dyrektor próbował nas wprost zastraszyć, wypowiedzeniem umowy z winny najemcy za zaleganie z czynszem , chcą nam doliczyć karę w wysokości 12 miesięcznego czynszu czyli ok. 25 000 tys. EURO.

Największym naszym marzeniem jest wyjście z galerii, ale bez kary . Dostaliśmy w zeszłym tygodniu ostateczne wyzwanie do zapłaty zaległości, w tej chwili jesteśmy winne 2 czynsze i tą opłatę  „ rozliczenie roczne” kwota ok. 45 000 zł. Dali nam termin  miesiąca na spłatę, jeżeli nie zapłacimy w tym terminie to oni na podstawie zapisów w umowie grożą rozwiązaniem umowy i naliczeniem kary w wysokości 12 czynszów  (jest dla nas w tej chwili to nie możliwe, )

Kompletnie nie wiemy co robić, nie mamy takich pieniędzy żeby im zapłacić. Potrzebujemy porady i pomocy.

Wiem że bez pomocy prawnika nie damy sobie rady ale też nie wiem do którego prawnika zwrócić o pomoc, żeby przynajmniej ktoś doradził i podpowiedział jak to załatwić z najmniejszą strata dla nas”.  (Wałbrzych)

 

„Witam, chciałbym zapytać się czy zechcielibyście Państwo przeanalizować moją umowę z Galerią. Krótko mówiąc Galeria pod pretekstem opóźnień w płatnościach ok. 2 tyg. chce mi wypowiedzieć umowę, a prawda jest taka, że otwarcie mówię ,,król jest nagi” Najgorsze jest to czy nie przepadnie mi kaucja 3x czynsz.” (Węgrów)

 

„witam
w nawiązaniu do Pani telefonu piszę do pani bo mówić nie mogę,  łzy cisną się do oczu i gardło ściska.

Piszę bo nie mam do kogo zadzwonić i pożalić się. Pan Bóg nie odbiera telefonu a tylko On mógłby pomóc.

Nawet nie mam nadziei że przeczyta pani to ,bo syty głodnego nie rozumie tak było jest i będzie .

Chciałabym tylko abyście  w galerii mieli wyobrażenie jak zmieniło to moje życie ,i nie mam nadziei na lepsze. Róbcie interesy z równymi sobie nie podpisujcie umów z ludźmi naiwnymi i tak niedoświadczonymi w biznesie jak ja.

Otwierając sklep w galerii czułam się jak wybranka losu ,że będę mogła pracować, zarobić na studia mojej córki i może wreszcie pojechać na jakieś wakacje bo dotąd nie zdarzało się.

Razem z moją bratowa pełne entuzjazmu zaciągamy kredyt  w wysokości 350 tys. zł, chyba jako jedni z ostatnich podpisujemy umowę z galerią, urządzamy pięknie sklep i zaczyna się.

Po pierwszym miesiącu pracy sklepu okazuję się, że prognozy co do sprzedaży o  których zapewniała nas pani Natasza Mika wróżąc chyba z fusów  nie sprawdzają się nawet  w 50 %.

Ale nie mamy jeszcze pojęcia co będzie potem.

Zakładam, że jeśli zaangażuję się w pracę, dam z siebie wszystko to pewnie zaowocuje, cieszymy się że w bazie naszych stałych klientek jest 100,200,300,400 nazwisk.Wtedy jeszcze miałam nadzieje że damy radę ,strach był też ogromny, bo mimo wszystko nie było na pokrycie zobowiązań. Tak żyłam- praca ,strach, nadzieja.

Teraz wiem, że to nie miało sensu, bo  stało się to o czym doskonale wiecie, doszły prawdziwe kłopoty, zaległości w spłacie kredytu, nagonka jak na złodzieja ,koszmar z komornikami .

Wstaje rano i chciałabym żeby już był wieczór, bo wtedy nie dzwonią wierzyciele ,można sobie spokojnie popłakać.

Nie mam już brata ani bratowej, córka studentka UW wydział prawa jest na łasce i  mieszka u 75 letniej ciotki. Tak poprawiłam los swój i swojej rodziny.
Mam ogromne poczucie niesprawiedliwości –  to jest ból fizyczny i psychiczny. Taranko okazał się zwykłym sępem nie ma honoru, czerpie korzyści z mojej pracy i twierdzi, że to galeria mu przekazała sklep on niczemu nie jest winien. Powinnam się cieszyć, że nie będę płacić kar umownych ,a on mi łaskę zrobił, że wziął ten sklep.

 

Jakie poczucie sprawiedliwości trzeba mieć! dlaczego moje nakłady i praca nic nie znaczą. Nie podpisałam umowy że mam być świętym mikołajem dla Taranko i galerii, bo tylko te strony czerpią korzyści .

Straciłam całkowicie zaufanie dla drugiego człowieka, nic już  mnie nie zdziwi ,wiem że ludzie ładnie ubrani ,mili, pozdrawiający, to tylko pozory. Jestem dla was niczym i tak się czuję.

Nie pozdrawiam, ale z całego serca życzę opamiętania!” (Radom)

 

Ten ostatni list jest mailem z wewnętrznej korespondencji wysłanym do zarządu galerii handlowej.

 

Tak wygląda różowy świat „ritajlu”. Myślę, że zarządzający w początkowej fazie wierzyli, że to jest perspektywa, potem już uwierzyć musieli i wyparli (odsyłam do literatury psychologicznej-fachowej).

Teraz jak w sekcie „trzymając się za ręce”  uprawiają modły żeby nie umoczyć tyłka. Siedzą cichutko.

 

Czy sądzicie, że ktokolwiek do nas napisał z zarządu którejś z tych galerii?

Nie napisał. Żeby się nie ośmieszyć. I rozumiem to. Też miałbym czerwone uszy i nos jak Pinokio. Ci nieustraszeni wikingowie biznesu nagle prysnęli jak mydlana bańka. Takie „pchu” i bańka pękła. Żenująco śmieszne, ale też prawdziwe. Co ciekawe i kancelarie „prawne” jakoś nabrały wody w usta. Geniusze spod statuy wolności w polskim wydaniu.

Cieszę się, że piszecie zadając kłam ritajlowym bzdurom-dla tych, którzy nie widzieli jak to wygląda z drugiej strony. Świetnie.

Ludzie myślący czytając mają wreszcie poradnik jak nie zostać bankrutem i jak nie wyrzucać pieniędzy.

I z moich informacji wynika, że nie jeden przedsiębiorca-nie wyrzucił pieniędzy, bo się wycofali. A to dopiero początek odczarowania rzeczywistości. Wciąż jesteśmy na początku drogi, a pustostanów przybywa.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej przeczytaj kilka bajek. Tak. Bajek. I przypomnij sobie Pinokia. I czytaj między wierszami.

 

Przepadł-poradnik najemcy

„Witam, 

Jestem studentką Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, piszę w sprawie Pana Janusza z choinki, którego chciałabym uczynić tematem jednej z moich prac.

Bardzo chciałabym porozmawiać z Panem Januszem, stąd moje pytanie – czy wie Pan cokolwiek na temat miejsca jego pobytu, jak potoczyły się jego losy po zdemontowaniu choinki? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź:)
Pozdrawiam.

Witam. Z panem Januszem, który zamieszkał w choince przy dworcogalerii  w Katowicach rozmawiałem dwa razy.

Za pierwszym razem był po kilku nalewkach, za drugim-człowiek nie do poznania. Udzielał wywiadów prasowych, telewizyjnych i krążył w okolicach wejścia do hali przy kasach. Zostawiłem mu swój numer telefonu, ale nie zadzwonił.

W miejscu gdzie stała choinka ostatnio był wystawiony jakiś samochód na prezentacji, ale obok są ławki. Tam przebywają ludzie bezdomni. Jako, że policja często tam interweniuje to sugeruję do nich zadzwonić, być może policjanci wiedzą, czy Janusz tam bywa czy pojechał gdzieś dalej. Sugeruję, aby pani zapytała szefa ochrony w galerii. To w porządku firma i facet-ochroniarze mogą coś wiedzieć na jego temat, bo bezdomni to stali bywalcy w środku. Za każdym razem kiedy jestem na dworcogalerii i czekam na pociąg szukam go wzrokiem, ale przepadł.

Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że ktoś po szumie medialnym jeszcze będzie pytał o pana Janusza. Trudno powiedzieć co robi dziś, ale wydawało się, że Janusz chce się odmienić. I to zrobił, ale na jak długo? Nie wiem.

Wiem, że nie napisałem o jego propozycji. Chciał dla mnie zostać słupem. Zaproponował, że może zaciągnąć jakiś kredyt, chwilówkę. Nie miał jednak dowodu i zasugerował, że musiałbym mu opłacić wyrobienie dowodu osobistego. Z oferty nie skorzystałem, ale jego pogodne podejście do ludzi zapamiętam i jego jak mówił „walkę o choinkę”  z innym bezdomnym.

Myślę że, pan Janusz zapamięta te chwile, bo pewnie nie spodziewał się, że kiedykolwiek trafi go „celebrycki” szał. A jednak. Jeśli jeszcze kiedyś spotkam pana Janusza-to dam pani znać.

A przy okazji-dziś książka „Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” ma pojawić się w księgarniach. W empikach ma być dostępna od 14 kwietnia.

Natomiast książka z filmem dokumentalnym na razie jest dostępna tylko w dystrybucji poprzez maila oson@vp.pl. Do księgarń film trafi w drugim rzucie. Firma producencka nie dała rady skopiować filmu na czas. Dlatego na razie jest dostępny tylko poprzez maila.

Odsyłam do wpisu z dnia 12.12. pn. „W choince” i z 24.12. „Na prostą”.

 

Widzimisię-poradnik najemcy

 „Niezmiernie cieszy mnie twoje dojrzałe podejście do tematu. To najlepsza droga jaką możesz teraz iść. 


Zastanawiam się tylko w jaki sposób chcesz im pomagać, czym i do czego motywować? Do działania? Do tej pory na blogu dominowała taka retoryka – źli deweloperzy i dobrzy najemcy. Sprawa jest dużo bardziej złożona i prawda leży nie tyle po jednej stronie, ale trochę z boku. Piszesz to, co oni chcą przeczytać. Mówisz to, co chcą usłyszeć. A to chyba nie oto chodzi. 

W pierwszym poście na blogu napisałeś bardzo mądre słowa, że należy wrócić do starych sprawdzonych liczydeł. Ja to trochę rozszerzę i napiszę, że najemcom też by to się przydało. W Polsce istnieje takie dziwne przekonanie, że do biznesu każdy się nadaje. To tak jak z jazdą samochodem – nie znam kierowcy, który przyznałby, że jest słabym kierowcą. To samo w biznesie.

Jak dobrze się przyjrzeć, to spora grupa przeliczonych to ludzie po 40-stce. Czyli osoby, które zaczynały swoją przygodę z biznesem na początku lat 90-tych, czyli w okresie transformacji. Dziś mija przeszło 20 lat i to, co wtedy było aktualne już dziś nie jest. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy do dziś wspominają te „złote lata”. To, co kiedyś było ich szansą, stało się dziś ich przekleństwem.

Jedno się nie zmieniło, czyli złote zasady biznesu.  „Popyt kreuje podaż, a nie na odwrót”. klient ma zawsze racje”, „nasz klient, nasz pan” itp., itd.. Te dwie ostatnie w dzisiejszych czasach są jak najbardziej aktualne.

Z dużym zażenowaniem czytałem komentarze czytelników pod wpisem „Pooglądać- poradnik najemcy”. To nie tyle ignorancja dla tych zasad, ale swoista bezczelność i brak elementarnej wiedzy. Bo co złego jest w tym, że ktoś przychodzi sobie pooglądać?

Ten kraj kilkadziesiąt lat walczył między innymi o to, aby właśnie klient miał wybór i nie był skazany na wąski wybór kilku prywaciarzy, który „trzęśli” lokalnym handlem i kreowali modę, ceny wg własnego widzimisię.

Te czasy nigdy nie wrócą. Wiesz czym się różni sklep sieciowy od sklepu lokalesa? Tam nikt nie pyta „w czym mogę pomóc”, nikt nie krzywi się na grymasy klientów, nikt nie zwraca uwagi na przymierzanie kilku/nastu modeli butów czy ciuchów. Klienci tego nie lubią, czy to tak trudno zrozumieć?

Kiedy ja wprowadzałem kilka lat temu do swojego pierwszego sklepiku możliwość zwrotu towaru do 30 dni handlarze (celowo nie piszę przedsiębiorcy) pukali mi się w głowę. Pierdolisz handel – słyszałem groźby. Dziś ci, którzy takiej możliwości nie wprowadzili albo zamknęli swoje punkty, albo wkrótce zamkną. Mając rzecz jasna najwięcej pretensji do innych, najmniej do siebie. 

W wielu miejscach powtarzasz, że to doświadczeni przedsiębiorcy (vide vlog „o komorniku”). Doświadczeni w czym? Czy doświadczony przedsiębiorca ładuje się w franczyzę duńskiej sieci obuwniczej, gdzie sama adaptacja lokalu (meble, podłoga, światło) to koszt 600 EUR/m2. To pytanie retoryczne.

Jeśli przyjrzysz się przedwojennym przedsiębiorcom i historii ich dojścia do wielkich majątków to zrozumiesz, że to długa i żmudna droga była. Pełna zakrętów. Ale jacy to byli ludzie – sprytni, przebojowi, kreatywni, pełni wartości i szacunku do drugiego człowieka.

Czy wiesz, że Jan Wedel już przed wojną ustawił automaty z czekoladkami przed swoim sklepem. Przed wojną! Budował domy dla swoich pracowników udzielając kredytów i częściowo je później umarzał. Wspierał szpitale i naukę.

Zaczynał dzień od obchodu po fabryce, znał wszystkich pracowników z imienia, znał ich rodziny. Sukces nie zależy tylko od pracowitości. Trzeba mieć też do tego talent. Wróćmy do tych starych zasad. Wciąż aktualnych. Kiedyś Tim Adams, prezes IFM powiedział – „jeśli pracownicy nie mają wystarczająco wysokich dochodów, nie mogą być konsumentami”.

Jak czytam, że sprzątaczka czy ochroniarz w galerii zarabia 4 PLN/h to gdzie te zasady? Pracownicy sklepów niewiele więcej, bo przecież czynsz jest za wysoki. 

Mimo wszystko się nie dziwię. Bo to nie są przedsiębiorcy. To chłoptasie. Po jednej i drugiej stronie”. 

Taki dostałem list. Warto go opublikować w całości nie tylko dlatego, że nie do końca się z nim zgadzam. Nie muszę. Publikuję bez cenzury.

Wielu spostrzeżeń nie publikuję. Z rozmów i spotkań, z obserwacji. Lubię słuchać, kiedy ktoś ma do powiedzenia coś interesującego. Prawda jako określenie czegoś-nie istnieje. Rozważania na ten temat są opisywane w tomach różnych myślicieli.

Piszesz subiektywnie i blog też jest subiektywny. Każdy z nas jest subiektywny ubierając się we własny obiektywizm. Wiemy jednak co oznacza słowo „gangrena” i fałsz. Tu się chyba zgodzimy. Wiemy, że firmy podając fałszywe dane – jak do tej pory-robiły co chciały i jak chciały. I wiemy, że nikt tego nie ruszył. Bo co? Bo nie było tematu?

Był i jest i będzie nabrzmiewał, bo galerie handlowe i centra to współczesne wyniszczające obozy pracy nie tylko dla przedsiębiorców. Jako, że jest ich coraz więcej, a Polacy nie chcą siedzieć na kasach czy za grosze na magazynach-wyjeżdżają. I taki jest efekt. Konkretny. Nie subiektywny. I tam dają radę. A tu „gównażeria w garniturach” opowiada pierdoły o kreatywności, o prowadzeniu „biznesu”. I naciągają kolejnych.

Po to jest m.in. ten blog. Chłoptasie jak to określiłeś mają w dupie Twój kredyt, bo nie mają pojęcia jak prowadzić firmę, jak coś osiągnąć samemu-dlatego dymają na „barejowych” dyrektorskich etatach.

Chłoptasie mają w dupie to, że przedsiębiorca nie płaci składek ZUS-owskich, podatków i że uderzy to prędzej czy później w tych, którzy czekają na rentę czy emeryturę. Tak wygląda ten subiektywizm. Bez znieczulenia.

Kiedyś zadałem pytanie: dlaczego pani podpisała tę umowę? Odpowiedziała, że „mówili to co chcieliśmy usłyszeć”.

Dziś ma kilkaset tysięcy długu, chodzi po sądach i zastawiono jej sprzęt (kobieta przed trzydziestką). Dlatego dziś piszę nie to, co kto chce usłyszeć, ale to co się dzieje przed podpisaniem umowy, w jej trakcie i po. Bez znieczulenia. I cenzury.