Poniższy tekst dostałem od przedsiębiorcy z małopolski. Od początku podpowiada, pisze, łapie linki, pomaga. Napisał tekst, który jest retailową fabułą opartą o przeróżne analizy tekstów fachowych dotyczących systemu retail, wywiadów, zapowiedzi.
Taka sytuacja może-nie musi się zdarzyć, ale biorąc pod uwagę fakt istnienia umów, które dobijają ludzi w biurowcach, powierzchniach magazynowych, centrach i galeriach, a także dyskontach- to nie wykluczone, że i takie „łapanki” już mają miejsce, a z zapowiedzi wynika, że faktycznie na celownik zostaną wzięte ulice handlowe. Zatem. Uważnej lektury, a autorowi dziękuję.
„W lokalu przy Warszawskiej 44 mieści się sklep „Magnolia”. Prowadzi go Janusz. Zaczynał na początku lat 90 -tych od handlu na bazarze. Zresztą jak większość kupców w tym okresie. Miał łeb na karku i szybko zaczął inwestować. Pierwszy sklep otworzył niespełna 2 lata później. To były dobre czasy – wspomina wyraźnie się uśmiechając.
Magnolia jest trzecim jego sklepem. To takie moje drugie dziecko – śmieje się. Lokal ma niespełna 120m2, lecz nie o wielkość tutaj chodzi. Warszawska była kiedyś bardzo prestiżową ulicą handlową. Dziś już trochę podupadłą.
Niemniej jednak Janusz dobrze sobie radzi w biznesie. Przez lata wiele się nauczył. Odłożył trochę gotówki, którą cały czas obraca. Dzięki temu potrafi być elastyczny w biznesie. Jedyną pracownicą sklepu jest Pani Bożena. To trzydziestoletnia rozwódka z dwójką dzieci. Ma szczęście. Praca nie jest ciężka i ciekawa. Z ludźmi. Bożena może czuć się wyróżniona. Jako jedna z niewielu dziewczyn z Warszawskiej ma umowę o pracę. To daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wiem jakie są czasy. Dlatego zawsze powtarzam, że szef to złoty człowiek – mówi dumna.
Pan Jan jest właścicielem kamienicy, w której mieści się nie tylko „Magnolia”. Jest też pizzeria, salonik prasowy i zakład fryzjerski. Jan lubi codziennie zaglądnąć do sklepów. Choćby zapytać o to jak leci. To, co łączy Janusza i Jana jest sport. Panowie godzinami potrafią o tym dyskutować I o polityce.
Pewnego pochmurnego dnia jak zawsze Jan wybrał się na spacer. Po drodze wstąpił do sklepu
– Jest Janusz? – zapytał.
– Szef będzie po dwunastej – rzuciła szybko Bożena obsługująca klientkę.
– Powiedz proszę, żeby koniecznie do mnie przyszedł – odpowiedział Jan po czym poszedł do swojego mieszkania.
Janusz nie miał pojęcia czego chce od niego właściciel kamienicy.
Zdyszany puka do drzwi:
– O jesteś już. Wchodź. Musimy pogadać. Herbaty? – Jan nie czekając na odpowiedź wziął czajnik do ręki.
– Czy coś się stało?
– Czy musi się coś stać, abyśmy mogli pogadać?
– Nie. Tylko rzadko Pan zaprasza mnie do mieszkania.
– Słuchaj Januszku. Dostałem propozycję. nie do odrzucenia. Nie wiem czy słyszałeś, ale powstaje projekt „Warszawska – nowe oblicze handlu”. To wspaniała wiadomość. Ma na celu przywrócić Warszawskiej i całej starówce dawny blask. Koordynatorem projektu jest Pani Sandra. Nie znam jeszcze wszystkich szczegółów ale czuję, że to nasza szansa.
– Czy to znaczy, że nie będę mógł prowadzić Magnolii? – zdenerwował się Janusz.
– Coś Ty! Magnolia zostaje. To, co wyróżni nas od innych ulic to wspólna strategia marketingowa dla wszystkich sklepów i centralne zarządzanie.
– Co to znaczy?
– Ja podpiszę umowę wynajmu z zarządcą. Ty podpiszesz z nimi nową umowę na podobnych warunkach co zemną. Może trochę drożej zapłacisz, ale korzyści na pewno będą większe – cieszy się Jan.
– Mam mieszane uczucia. To samo mówili o nowym bazarze na krupniczej. Miało być pięknie, a wyszło tak sobie. Znam tam kilka osób. Sam tam kiedyś zaczynałem. Niej jest dobrze.
– Ja to widzę zupełnie inaczej Janusz. Bazar teraz wygląda super. Od kiedy prywatny zarządca przejął go od miasta nie straszy już blaszanymi budami. Europa pełną gębą!
– Tylko ta Europa może ładnie wygląda, tylko czemu kupcy zwijają się z placu? – wtrącił stanowczo Janusz.
– Czemu, czemu, czemu. Nie są kreatywni. Boją się słowa pisanego. Ty wiesz, że polowa z nich nie podpisała tych umów na 30 lat. Im się dalej wydaje, że są w latach dziewięćdziesiątych. Kupią towar w hurtowni, przywalą 100% marży i będzie super. Tak się już nie da. Nie dziw się, że część bankrutuje.
– Ja tego zupełnie nie widzę.
– Zaufaj mi Janusz. Obaj zarobimy. Jutro będzie Pani i wszystko wybadam.
Janusz tego wieczoru nie mógł zasnąć. Cały czas rozmyślał o propozycji Jana. Bił się z myślami.
Nazajutrz Pani Sandra odwiedza Jana.
– Dzień dobry Panie Janie. Nazywam się Sandra Knot. Jestem senior manager projektu. Warszawska – nowe oblicze handlu” – powiedziała wręczając wizytówkę.
– Witam Panią. Proszę do środka. Napije się Pani herbaty?
– Bardzo chętnie. Piękne mieszkanie. Jezu, ile antyków. Wychowywałam się samotnie z matką. Żyliśmy bardzo skromnie. Mama zawsze powtarzała, że muszę się uczyć. Dziś robię karierę w międzynarodowej firmie. Pomału, do przodu.
– To bardzo ciekawe. miło widzieć tak zaradną młodą osobę. I tak piękną.
– Dziękuję – zaczerwieniła się – to bardzo miłe.
Oboje usiedli przy stoliku. Jan był oczarowany Sandrą.
– Cieszę się, że w końcu się widzimy. Mam dla Pana wzór umowy. To standardowa umowa.
– Gruba.
– Ależ Panie Janie, my ludzie biznesu musimy sobie ufać.
-Tak, proszę opowiedzieć mi o tym projekcie.
– To będzie absolutny hit. Już kilka takich ulic prowadzimy i wszędzie najemcy zarabiają. Przejęliśmy już wszystkie lokale od miasta i większość od prywatnych właścicieli.
– Tak? A Kto już podpisał?
– Nie mogę Panu zdradzać szczegółów. To tajemnica. Dobrze, złamię zasadę ale liczę na dyskrecję. Tylko Pan jeszcze nie podpisał.
– To w zasadzie chyba nie mam wyjścia. Wie Pani, ja nie chcę narażać swoich najemców. To porządni ludzie. Jestem za nich odpowiedzialna.
– To oczywiste. Absolutnie proszę się o nich nie denerwować Tylko na tym skorzystają. Mamy bardzo dobrą strategię marketingową, a eventy będą prima sort. W lecie planujemy festiwal teatrów ulicznych.
-O, to coś jak w Carcassonne?
-Karka…co? Czy to jest jakiś event?
Jan zaśmiał się pod nosem. – Można tak powiedzieć. Bardzo mi się ten pomysł podoba.
Długo jeszcze rozmawiali. Jan słuchał i był zachwycony. Grubo po 15 mężczyzna odprowadził kobietę do jej samochodu. Słychać dźwięk otwieranej szyby.
– Jeszcze jedno. Za tydzień część średniej i wyższej kadry kierowniczej naszej firmy będzie wizytować Warszawską. Widziałam na dole pizzerie. Czy byłby Pan tak łaskawy i przekonał właściciela, aby zorganizował obiad dla kilkudziesięciu osób.
– Ja? Dam Pani numer, ustalicie menu i jakoś się dogadacie co do ceny.
– Nie zrozumieliśmy się. Dobrze by było, aby to była jego inicjatywa. Zarząd na pewno to doceni, a najemca zapunktuje. Takie włączenie się od początku jest bardzo ważne. To taka moja osobista rada. Do zobaczenia.
– Rozumiem, dziękuję i do widzenia.
c.d.n