Luzik-poradnik najemcy

Masz dość? Wykopali cię z galerii w Łomży? W Kielcach? Siedzi Ci komornik na głowie? Olej to. 

Nagabują cię na umowę? Poczekaj-niech otworzą. Czytasz o kolejnych cud franczyzach? Wstrzymaj się.

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/turystyka/kultowa-amerykanska-siec-pojawi-sie-w-polsce/f12c1h

-Pamięta mnie pan?-pyta funkcjonariusz policji w Małopolsce.

-Tak.

-Przeczytałem książkę, wszyscy znajomi przekazują sobie. Mocna. Mam kobietę, którą okrada sprzedawca alkoholi. Franczyzodawca.

-I?

-Dałem jej namiar. Ona wszystkie rozmowy z nim nagrywa. Traci duże pieniądze. Próbuje się dogadać z nim, ale jak się nie uda to do pana uderzy.

-Niech dzwoni.

Trudny temat ta franczyza. Dlatego zapadam w letarg. Rozstrzygnięcie konkursu po letargu. Trzeba się przygotować na intensywny wrzesień.Pies1

Taki dostałem list. Od kogoś kto świetnie zna temat retailu. Pomaga w namierzaniu różnych wątków.

„Jestem i żyje. Zrobiłem sobie wakacje od retailu. Sorry, że nie odpisywałem ale nawarstwiło mi się tyle problemów, że trudno to wszystko razem ogarnąć. Mamy problemy kadrowe – jedna pracownica mnie okradała, część na urlopach więc możesz sobie wyobrazić ile to kosztuje czasu i nerwów. Obroty średnie, opłaty stałe i trudno się czasem zbilansować. Nie mówiąc o próbie utrzymania życia na konkretnym, w miarę wysokim poziomie. To kosztuje.

Przeżyłem zamach w Tunezji, tj. 5  km od naszego hotelu. Ale było mimo wszystko super. Tylko krótko i niespodzianka po powrocie. Wyobraź sobie, że biuro podróży, ubezpieczyciel (ubezpieczyłem się od ataku terrorystycznego) umyli ręce po naszym powrocie. Zero telefonu, zero próby kontaktu czy wszystko OK.

Co mam napisać – że zapierdalam coraz więcej?  Że czasem już nie mam siły? Że mysle, aby tym nie jebnąć i wyjechać na Islandię i filetować ryby? Co chcesz przeczytać?

TO temat na następnego maila, Dłuższego.

Mimo wszystko mam to w dupie i idę walczyć z upałami z perspektywy przydomowego basenu z  hipermarketu. A jakże. 
pozdrawiam i radzę urlop od bloga. To dobrze robi. Oczyszcza”.

M.

PS Kurwa, te obroty partnerów BigStara to jakaś masakra. Aż trudno uwierzyć, że te kwity są prawdziwe. No trudno uwierzyć!
Odezwę się”.

http://przeliczeni.blox.pl/2015/08/Obroty-poradnik-najemcy.html#comments

Też sie odezwę. Historia Big Stara wyrywa z butów. To fakt. Ale nie tylko Big Stara. To jest „michałek”.

 

Zadżumieni-poradnik najemcy

Nie milkną echa po tym, jak rosyjska sieć Centro zniknęła bez pożegnania z galerii handlowych w Polsce.

Po fali reportaży, newsów i komentarzy, które przetoczyły się w ostatnim czasie trudno oprzeć się wrażeniu, że-niestety-znów zawodzi. Tylko co? System?

Był taki czas, że po ujawnieniu jakiegoś skandalu, bulwersującej historii, która dotyczyła wielu ludzi czy jednostki prokuratura z urzędu wszczynała śledztwo w jakiejś sprawie. Nie rzadko zresztą skuteczne.

Centrocentro

Sensem każdej interwencji-kiedyś-miał być jakiś efekt. Coś prowadziło do czegoś. Tymczasem dziś jest już inaczej. To poszkodowany ma sam, na własną rękę dochodzić tego kiedy, gdzie, na jaką kwotę został okradziony, wprowadzony w błąd czy oszukany- zresztą-nazywajmy to jak chcemy.

Nie ulega wątpliwości, że media zrobiły-co mogły- w tej sprawie, a ludzie pomimo stresu, niechęci do wystąpień publicznych -jednak dali radę. Nie bali się powiedzieć  wprost jak zostali potraktowani. To nie jest przyjemne. Być wyrolowanym i do tego jeszcze oglądanym.

Nie będąc cenzorem-bo nie czuję się uprawnionym- najwięcej pracy włożył Polsat. Znalazł miejsce nie tylko w Interwencji, ale także w paśmie informacyjnym plus materiał w „Wydarzeniach”.

Interwencja drążyła temat, aż do Rosji. W odbiorze publicznym firma umyła ręce, ale Interwencja uzyskała konkret. Sklepy Centro były franczyzową siecią, którą ktoś wprowadził, ktoś rozkręcał, co więcej, był czas-że pracownicy świetnie zarabiali, czyli trudno pojechać po całości.

Finał jest smutny zarówno dla tej osoby, która spodziewa się dziecka jak i tego faceta, który sam utrzymuje rodzinę. Jak i pozostałych, którzy mieli  swoje plany i mają zobowiązania. To nie Rosjanie dali ciała. Jeżeli, to z jakością produktów, ale to polski w Polsce zarząd był franczyzobiorcą i miał obowiązek się rozliczyć.

Inną kwestią jest wizerunkowe podejście do tematu samej centrali w Rosji.

Umowy franczyzowe mają to do siebie, że mają paragraf o tajemnicy. Absurdalność w tej konkretnej sytuacji jest widoczna jak na dłoni. Jaka tajemnica? W czym? Dlaczego i po co? Tajemnica w momencie podejrzenia popełnienia przestępstwa?

Nie dziwi postawa zarządu galerii handlowej z Białegostoku, która na pytanie dziennikarki czy umowa została zerwana czy wypowiedziana zasłania się „tajemnicą handlową”.

„Jaki jest obecnie status lokalu po Centro w Alfie, czy umowa została wypowiedziana? O to zapytaliśmy dyrekcję centrum handlowego, ale obowiązuje ją tajemnica handlowa.

– Na chwilę obecną mogę tylko powiedzieć oficjalnie, że lokal jest zamknięty – komentuje Jolanta Karna, dyrektor Centrum Alfa”.

http://m.bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,106505,18589566,po-rosyjskim-centro-pusty-lokal-i-pracownicy-bez-pensji.html

 

Absurd. Gdyby chodziło o konfesjonał to zupełnie inna sprawa, ale w momencie ustaleń dziennikarskich zarząd jest-przepraszam-jak dupa od srania, żeby pomóc, naprowadzić na to czy i kto ewentualnie kontaktuje się z galerią, czy wszyscy się zapadali pod ziemię i się rozpłynęli?  Przecież na poczet długów zarekwirowano towar.

Po to ci „nadludzie” w zarządach są, bo pracownicy w sklepach pracowali nie tylko na Centro, ale i czynsz, a tym samym na pensje tych, którzy rzekomo dbają o profesjonalizm i tzw. filantropijną „transparentność”.

 Firmę z polskim zarządem załatwiły irracjonalne wysokości czynszów, a nie zakładany a priori wał ze strony zarządu. Na ostatnim etapie zabrakło najzwyklejszej cywilnej odwagi i uczciwości ze strony tych, którzy nie mówili jak jest. Że to jest koniec tej franczyzy.

Drażnią mnie te galeryjne wypociny tak jak drażni ich ten blog. Niszczą firmy. Niszczą ludzi. W imię jakiejś tajemnicy.

Media nie zawiodły. Po to są. Kiedy zawodzi modny dzisiaj system, to ostatnią instancją, gdzie można pójść i cokolwiek się dowiedzieć,  albo wprost uzyskać są media. Dawne czasy już nie wrócą.

Cichociemna prokuratura nie ruszy się zza biurek, bo dziś goni za Dubienieckim, ale starsi pamiętają, że „z urzędu” miało kiedyś moc. Jakąkolwiek wartość, jakiś sens.

Jestem zdania, że mimo wszystko było warto to nagłośnić i sprawa zamkniętą nie jest. Ale cała ta historia jest sygnałem dla pozostałych zatrudnionych w obozach handlowych na przyszłość.

Pewne symptomy kryzysu były, dostaw w Centro nie było – w przyszłości należy się spodziewać nie jednej takiej sytuacji, nie jednego rozczarowania i przekrętu. Nie jestem Albertem Camusem, ale wiem o kolejnych „zadżumionych” sieciach i upadających galeriach- w kolejce- do wyjścia z retailu –po angielsku. Bo nie dają rady płacić czynszów, ludzie wyrabiać limitów. To jest tylko kwestią czasu.

Więcej na temat „postępów”w sprawie na

https://www.facebook.com/pages/Poszkodowani-Pracownicy-Centro/435317143337822?fref=ts

 

 

 

 

Polskie ZOO-poradnik najemcy

-Na imię mam Basia. Mój pan nie ma na trawę, bo wyschła. Przyjechałam mu pomóc walczyć o swoje-mowa ciała mówi wszystko.
171
-Mój pan nie chce żebym padła-dodaje.
52
System retail i franchaising ( w niektórych przypadkach) żąda nadzabezpieczeń w różnej formie. Akcji jeszcze nie spotkałem, ale niektórzy tam inwestują swoje środki- na czarną godzinę lub na starość.
Nie wykluczone, że z czasem i takie papiery będą wymagane, bo skoro są czeki in blanco to dlaczego nie miałby być akcje? Jak się okazuje nawet akcje- mogą zniknąć.
Przed Ministerstwem Sprawiedliwości w Warszawie dziś rozpoczął się „iwęt”. Obok biurowego pustostanu do wynajęcia zajechała przyczepka.
42
 Zapas jedzenia dla kóz. Woda. Kuchenka gazowa.
.16
-Przyjechałem na rozprawę i nie miałem gdzie tych kóz zostawić. Będę tutaj do jutra do 10.00, do rozpoczęcia rozprawy-mówi Roman Cichoń z Jędrzejowa.
12
 Dodatkowym wsparciem jest Kasia i Maciek.
22
-Okradła mnie firma Rubikon Partners SA. W marcu odbyły się dwa walne zgromadzenia. Na pierwszym nie było kworum, a na drugim już mnie nie było. Z mojego rachunku wyparowało ponad 73 tysiące akcji o wartości 100 tysięcy dolarów. Miałem rachunek w biurze maklerskim i zostałem okradziony przez tą spółkę.
Kasę wyprowadzają do rajów podatkowych i rąbią ludzi w biały dzień. Pisałem w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości jak się ludzi oszukuje, do Sądu Najwyższego. Nie tylko mnie pozbawiono bezprawnie udziałów, ale wielu Polaków. To są polscy Żydzi. Ja nie protestuję tutaj, bo zaraz by mnie usunięto.
Ja przyjechałem na rozprawę. Jestem bezrobotnym. Mam 53 lata. Kiedyś zajmowałem się małym drobnych handlem obwoźnym a te akcje miały być zabezpieczeniem na starość. Walczę o zadośćuczynienie-mówi.
31
 Zamyślona Basia spokojnie przyjmuje zainteresowanie pracowników Ministerstwa.
71
-Na wszystko mam papiery-dodaje Cichoń
81
9
 
W sądzie będę elegancki…
1010
 
-Na samym dole widzi pan moje udziały, które wyparowały a ja zostałem z ręką w nocniku.
112122
Informatyk z Ministerstwa karmi kozy swoim jabłkiem.
20150826
Stróże prawa po wylegitymowaniu dają spokój temu ZOO.
154
Ze stron internetowych wynika, że spółka ma się całkiem dobrze.
„Poprzez profesjonalnie prowadzone działania PR / IR zapewniamy naszym Klientom skuteczną komunikację z innymi uczestnikami rynku kapitałowego, w tym z inwestorami, zarówno indywidualnymi, jak i instytucjonalnymi.
Naszym celem jest tworzenie i utrzymanie korzystnego wizerunku naszych Klientów w oczach inwestorów. Budujemy zaufanie inwestorów wobec naszych Klientów poprzez komunikowanie ich wyraźnego profilu biznesowego, dostarczanie aktualnych informacji na temat ich działalności operacyjnej i wyników finansowych, podkreślając przy tym ich osiągnięcia oraz wyjaśniając charakter ich strategii rozwojowej wraz z jej oczekiwanymi rezultatami.
Przejmując odpowiedzialność za utrzymywanie bieżących kontaktów z rynkiem kapitałowym, umożliwiamy naszym Klientom skoncentrowanie się na realizowaniu podstawowej działalności ich przedsiębiorstw. Ściśle współpracujemy z Zarządami naszych Klientów zapewniając stałe wsparcie w zakresie wszelkich strategicznych decyzji przez nich podejmowanych, a także wpływu tych decyzji na postrzeganie Klienta przez rynek”.
Takie swojskie. Polskie ZOO.
 

In nomine Patris et Filius-poradnik najemcy

Zakonnicy z Tyńca zabrali się za franczyzę. Historia tego zgromadzenia zakonnego sięga dawnych czasów. Aby sami mogli powstać ustalili reguły wg których żyli. Porzucili wszystko dla Boga i zasad, które ustalili. Mnich to ten dla którego najważniejsze jest  dążenie do Boga.

Święty Benedykt w swoich regułach uznał pracę jako jeden ze sposobów służby Bożej. Stąd kultowe ora et labora czyli „Módl się i pracuj”.

mnichzdj. internet

Pracują do dziś, a ich „produkty benedyktyńskie” przechodzą do nowożytnej historii-jako niechlubny przykład wprowadzenia w błąd i oszustwa w biznesie. W tym przypadku na nieistniejących benedyktyńskich produktach.

Produkty Benedyktyńskie-to firma Benedicite. Z przytupem weszła na rynek w 2006 roku w formule franczyzy i mnisi zapowiadali, że sieć będzie liczyła ponad 120 sklepów franczyzowych. Otwarł się pierwszy, drugi, w końcu siedemdziesiąty.

Rarytasy miały być rzekomo wytworzone przez mnichów w oparciu o stare zdrowe receptury o najwyższej jakości-bez konserwantów. Nie istotne wówczas było to, że po znanej lwowskiej bibliotece został tylko popiół. Po pożarze z receptur nic nie zostało, ale początek legendy był zachęcający. Już na starcie ceny były wyższe niż rynkowe -bo to prawie rękodzieło.

Coś wyjątkowego i ekskluzywnego, a dodatkowo produkowane za tajemnymi murami w oparciu o tajemne przepisy. W ofercie sprzedażowej było pół tysiąca tych produktów (syropy, dżemy, oliwki, piwo, wina, wędliny, miody, słodycze czy kosmetyki).

Produkty były w taki sposób zapakowane i opisane, że nie ulegało wątpliwości co do ich pochodzenia. Że są wytworem pracy rąk ludzkich w tym przypadku dodatkowo uświęconych.

Okazało się jednak, że ani jeden produkt-nie jest wytworem pracy mnisich rąk, ale zwykłych producentów, tych samych którzy dowożą towary do hipermarketów.

Produkty opakowano w klasztorny „habit” dołączono do butelek kawałek ścierki-tak aby kojarzyło się z domową piwniczką. Dobudowano do tego ideę i rozpoczęła się sprzedaż franczyzy. Kiedy franczyzobiorcy dowiedzieli się co kupili-uderzyli do mediów, a te ujawniły skandal i oszustwo.

Benedyktyni sprytnie ułożyli treść umowy w której zastrzegli „śluby milczenia” pomiędzy partnerami tak, aby nie wymieniali się informacjami.  Ci jednak zostali oszukani i mówili o tym głośno. Okazało się, że to nie są żadne benedyktyńskie procedury, ale normalne produkty zamawiane u dostawców.

Oliwy do ognia dodał fakt, że te same towary można było nabyć w niższych cenach. Biszkopty z Jarosławia ubrane w nazwę „sióstr benedyktynek” kosztowały osiem złotych, w innym- nie benedyktyńskim sklepie cztery złote. Po aferze w mediach doszła kolejna. Tym razem pracownicy świeccy pozwali zakonników, bo Ci nie wypłacili im za nadgodziny i zwolnili z pracy.

Franczyzobiorcy się zbuntowali. Każdy wyłożył 30 tysięcy złotych za franczyzę, do tego do 70 tysięcy złotych na meble (miały być stylizowane, jednakowe) plus kilkanaście tysięcy złotych za …system komputerowy, który akurat logiem zakonników nie był sygnowany. Mało tego, zakonnicy kasowali po 500 złotych miesięcznie od głowy za jego używanie…do tego czynsz, koncesja, zusy i pensje…

Wg benedyktynów inwestycja miała się zwrócić po 1,5 roku tymczasem niektóre sklepy zamknęły się już po kilku miesiącach. Przy marży 30 procentowej nie mieli szans na jakikolwiek zysk-krótko mówiąc zbankrutowali.

modlitwazdj.www. wordpress.com

W umowach zawarto klauzule milczenia za złamanie której franczyzobiorca miał zapłacić mnichom 30 tysięcy złotych kary. Kolejne 30 tysięcy za wprowadzenie produktu spoza listy wynikającej z umowy.

Ludzie chcieli walczyć, ale szybko opuścili ręce. Woleli odejść przegrani niż być oskarżonymi o walkę z kościołem. Jeden z mnichów stwierdził, że partnerzy są nieudolni i „skończyła się postsocjalistyczna laba”.

Tymczasem dla właścicieli sklepików rozpoczął się koszmar. Z jednej strony, umowy zawarli na 7 lat z których nie potrafili się wyplątać z drugiej opóźnione dostawy lub ich całkowity brak doprowadziły do upadku niemal całej sieci. Kościół umył ręce i nabrał wody w usta. Winni nie są oni, ale… producenci, dostawcy no i oczywiście przedsiębiorcy. W końcu reguła milczenia znalazła swoje praktyczne zastosowanie. Ludzie zostali na lodzie. Dziś pozostały niedobitki plus internetowy sklep należący do opactwa.

Można kupić wciąż franczyzę…Zadłużona firma o nazwie Benedictus Memes SA wypuściła obligacje i chce dostać środki z rynku. Dług to jedyne 3,5 miliona złotych. Teraz w ofercie mają być ziołowe suplementy diety plus do tego dziczyzna, jagnięcina…może znów, ktoś  da się na to nabrać.

Nowe polowanie-przed nami. Benedyktyńska firma znów zapowiada budowanie sieci handlowej i opowiada o przyszłych zyskach…dlatego …in nomine Patris-zanim podpiszesz jakąkolwiek umowę.

Przedstawiam pierwszy fragment książki, która „się pisze” o franczyzie czyli Meduzie… Zapraszam do kontaktu: oson@vp.pl

Parapralki-poradnik najemcy

„…zarabiają nie na tych, którzy zwracają w terminie, ale na tych, którzy ich nie spłacają. – Obarcza się klienta kolejnymi kosztami i odsetkami. Im dłużej to trwa, tym lepiej dla nas. Człowiek może nie mieć na spłatę całego długu, ale nam wystarczy, że raz na jakiś czas zapłaci kilkadziesiąt złotych prowizji, wyśle kosztownego smsa czy zwróci część odsetek…”

To fragment reportażu z Newsweeka dotyczący wojny firm chwilówkowych. Jedna z nich w ostatnim czasie weszła w „Ruch” i tam plakietka na koszulkach zachęca ” zapytaj mnie o pożyczkę”.  Już nie o gazetę, ale pożyczkę.

Fragment zacytowanego tekstu jest kalką w relacjach „właściciel” –wynajmujący. System retail działa jak parabanki. Pożyczają kasę, żonglują, jeden fundusz odkupuje od drugiego dany „koncept”, a należności-wystarczy, że w kawałkach-nawet jeśli kapią-to już sporo, sukcesywnie są windykowane. Kiedy jednak zjawi się następny chętny to chwilówka-jak kroplówka-jest odłączana, a pacjent gotów do reanimacji lub kremacji.

Banki-te prawdziwe piorą nie tylko kasę, ale także mózgi. Cicho w Polsce o skandalu w Niemczech. Deutsche Bank pomógł wyprać 6 miliardów dolców. Rosjanie wyprowadzili pieniądze poprzez Deutsche Bank przy pomocy Brytyjczyków. Dziś śledczy szukają kto, co i dlaczego. (Der Spiegel, sierpień)

W systemie retail w Polsce nikt niczego nie szuka, nikt nikogo nie tyka. To nie jest news na pierwsze strony gazet, ale na ostatnie (Fakt). Małym drukiem, gdzieś pomiędzy szpilkami modelki i miłości iguany do małpy.

Skwapliwie natomiast dobija ludzi np. PKO BP. Bałagan, chaos, coraz mniej etatów i 30 złotych za przelew komorniczy. Ten sam bank kredytuje parabanki jakimi są galerie handlowe. Cesje umów na bank sprawiają, że podpisujesz umowę nie z „właścicielem”,  ale z bankiem. Umowy są zabezpieczeniem kredytów bankowych.  

pkobp2

Celowo wspominam o tym banku. Wczoraj na twitterze dołączyła profil przeliczeni do „obserwowanych” pani z PKO BP-spec z Warszawy od komunikacji, ekspert od budowania wizerunku, relacji itp.

Przywitałem ją serdecznie, bo mnie w końcu kopnął zaszczyt. Napisałem „witam, cieszę się, już niebawem wspomnę o was, taki piękny bank…”. Coś w tym rodzaju. Po godzinie pani od relacji, komunikacji, werbalizacji i pijaru-wycofała się, uciekła i skasowała znajomość. Jakby jej belka stanęła w poprzek w gardle. Nie wiedzieć  dlaczego. Stwierdzam fakt. PKO BP to chory retailowy bank. Nie polecam otwierania tam rachunków i podpisywania umów.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że to struktura-parabanków.

Jarek Kuźniar-to nie ma sensu-poradnik najemcy

Franczyza… czyli „sprawdzony” sposób na biznes. Czyli teoretycznie gotowiec. Do tego dorzucamy znane logo lub nazwisko i… no właśnie.

Jedną z nowych marek na rynku jest biuro podróży Jarosława Kuźniara (http://www.goforworld.com/artykuly) W ostatnim czasie gruchnęła wieść , że Kuźniar zarabia na „jednej głowie” 6000 złotych.

Kuzniar_profilowe_2_2

Jarosław Kuźniar od stycznia prowadzi własne biuro podróży. Jako, że jest znany, czyli w żargonie konceptowo-retailowym ma swój brand i jest sam w sobie marką, postanowiłem pogadać na temat tego czy zamierza uruchomić franczyzę. Może bym się załapał?

– Jak to się stało, że z pracy prezenterskiej wchodzisz w biznes turystyczny? Jedno z drugim nie ma związku.

– Z pasji. Wiem, że może to się niektórym nie zgadzać, bo wydaje się, że pasja nie powinna przynosić pieniędzy, ale moim zdaniem nie ma problemu, żeby pasja w jakiejś perspektywie dalszej lub bliższej przynosiła komuś chleb. Tak jak z pasji kiedyś powstało dziennikarstwo, tak po 22 latach pracy uznałem, że z pasji do podróży powstanie też coś fajnego, co patrząc na rynek da ludziom coś czego mają mało, czego nie widzę zbyt często, czyli bardzo intymną indywidualną podróż mimo, że w niewielkiej  grupie dopasowaną do potrzeb tych, którzy szukają czegoś więcej i na tym się koncentruję.

– Tak bez doświadczenia?

– Zdobywałem je sam i podpatrując. Poza tym organizowałem wyjazdy dla siebie i dla znajomych. Z podróżą to jest tak jak z przygotowaniem programów telewizyjnych. Te same elementy, milion elementów, które trzeba przypilnować przy okazji programu telewizyjnego tak i tutaj jest to potrzebne, żeby wszystko wypaliło, bo z wierzchu widać tylko samolot i hotel, transport natomiast pod spodem, jest mnóstwo elementów, które trzeba połączyć. Logistyka telewizyjna jest przydatna w logistyce podróżniczej.

– Masz nazwisko. W nazwie biura „by Kuźniar”. Jest taki pęd, że ludzie zakładają franczyzy bez pomyślunku. Czy chciałbyś stworzyć taki gotowy franczyzowy „koncept”? Spełniasz „warunki”.

– Myślę, że w takim wydaniu to nie zadziała. Najsympatyczniejsze jest to, że dla moich klientów nie jest najważniejsze to, czy ja będę, czy nie. Istotą jest program wyjazdu i tacy przewodnicy, których znam, poznaję i którzy nie są dostępni na rynku. Nazwisko tutaj nie jest najważniejsze. Jest jakąś gwarancją, ale nie sprawi tego, że ludzie się porwą i pojadą.

Natomiast wydaje mi się, że tego za cholerę nie da się zrobić na franczyzę. To jest tak jak z social mediami, to musi być bardzo personalne, indywidualne. Moi klienci muszą wiedzieć, że ten produkt dostają ode mnie, a nie od dziesiątej osoby, która gdzieś na rynku sprzedaje moją ofertę, bo wtedy robi się skala, która zaburza całą ideę.

Do tej pory wyjechało z moim biurem około trzydziestu osób, wliczam w to już wrześniową wyprawę do Japonii. Mam współpracowników, którzy pomagają mi w dwójnasób, czyli logistycznie w przygotowaniu podróży, ustalają szczegóły z liniami lotniczymi, przewodnikami tak, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Druga osoba dba o to, aby autorzy, którzy piszą na stronę goforworld.com wiedzieli jak to robić. Tam są newsy, filmy, materiały ze świata.

– W necie pojawił się tekst, że zarabiasz 6000 złotych na kliencie, na nazwisku. Wydźwięk tekstu jest negatywny dla twojej firmy. Jak ty do tego podchodzisz?

– Różne maile po tej publikacji odbieram. Byłem zdumiony. Pisze do mnie dziennikarz i zadaje mailem pytanie „stary co to jest, dlaczego to tyle kosztuje?”.

Wiem, że jest to dziennikarz, który za chwilę będzie do mnie strzelał więc nie mogę odpisać „a co Cię to obchodzi?”. Mam się z tego tłumaczyć, dlaczego to tyle kosztuje?

Też jestem dziennikarzem więc wiem, że nie mogę ostro odpisać. To był tekst z tezą „dopieprzyć Kuźniarowi”, czy „dowalić Kuźniarowi” i byłoby wodą na młyn gdybym ostro odpisał.

Odpowiedzą na ten tekst jest mail od nieświadomych i niemych bohaterów tego tekstu, którzy są teraz w Himalajach. Dotarł do nich ten tekst z różnych źródeł i zapewnili, że oni nie mają żadnego maila od autora tekstu z pytaniami. Próbowałem to wytłumaczyć, ale skończyło się tak, jakbym rzucał grochem o ścianę. Jeżeli porównujemy rzeczy nieporównywalne to dochodzimy do takich błędów jak w tym tekście. Ceny są uzależnione od ilości klientów, inne ceny są, kiedy jest ich 10, a inna kiedy 50. To jest czysta matematyka i marzeniem moim jest mieć marżę taką jaką ten pan opisał, czyli 6000 tysięcy złotych.

Natomiast, każdy kto się tym zajmuje wie, że jest to średnio marżowa instytucja niezależnie od filozofii, od miejsca, siły marki itd. Często słyszę – „…aaa ma pan znaną gębę, to panu jest łatwiej”. Znana gęba do tej pory mi tylko utrudniała pracę w tym biznesie, a nie ułatwiała. To wymaga ode mnie większego pilnowania się, większego skupienia, konsekwencji w działaniu na jakikolwiek wypadek. Każda wpadka może przynieść dużo więcej negatywnych konsekwencji.

Ten tekst jest uderzeniem we mnie i w moją firmę. To jest nawet czulszy punkt niż moja zawodowa praca. Moje poglądy nie powinny mieć znaczenia. Mówię co myślę. Niektórzy uważają mnie za sługusa Platformy. Jedno z drugim nie ma związku.

– Jesteś w studiu. Jest problem. Nie reagujesz, bo nie masz jak…

– Teraz np. jedzie przez Japonię mała grupa moich klientów i są w ciągłym kontakcie.

Nie ma problemu z komunikacją. Jak jestem poza studiem, to trzymam rękę na pulsie. W tym czasie moi współpracownicy są „na łączach” z klientami.

W sobotę dwa razy w nocy wstawałem, żeby odpisać na maile ze strony przewodnika. Nie jest dla mnie problemem wstać o drugiej czy piątej i odebrać telefon. Nawet gdybym miał wstać tuż przed wyjściem do pracy, to też nie jest kłopot. Jestem cały czas dostępny on-line. Nie robię tego sam, bo to byłoby nieodpowiedzialne.

africa_way

fot:http://www.goforworld.com/oferta

– Czy docelowo chciałbyś odejść od tego zawodu i zająć się tylko biznesem turystycznym?

– Chciałbym się zająć tym biznesem na całość w przyszłości, ale jednocześnie żeby to nie było tylko organizowanie podróży, ale żeby było to połączone z relacjonowaniem. Fajne opisywanie podróży nie tylko zdjęciami, ale też fajną historią szczególnie w czasach nowych mediów, a nie tylko na sposób programów, które znamy z telewizji pana Wojciecha Cejrowskiego.

Myślę, że ten czas prędzej czy później minie i będzie trzeba to robić trochę bardziej dynamicznie, inaczej, szybciej i live niż poprzez już zgraną opowieść. Tego chcę się trzymać i być jednocześnie osobą, która czuje zapowiadanie pewnych historii z podróży.

Pojawiają się też takie informacje, że w pracy dziennikarza informacyjnego może pojawić się konflikt interesów i z uwagi na to, że jeżeli kiedykolwiek będę postawiony w sytuacji wyboru albo rozwój biznesu, który zacząłem rozwijać, albo dziennikarstwo informacyjne zawsze postawię na własny biznes kosztem czegoś, co robię już od 22 lat, bo myślę, że jest ku temu  najlepszy  moment.

– Gdzie masz biuro?

Wynajmuję w takim miejscu, gdzie przy każdym biurku jest inny start up, albo jakaś firma która sobie prowadzi swój własny biznes. Jest tutaj wielu 30 latków i to jest fajne, że kiedy trzeba sobie coś zlecić albo podpowiedzieć, czy pomóc  to jest taka możliwość. Możemy sobie nawzajem w tym środowisku pomóc. Mam niewielkie biurko i tutaj działam.

– Rozumiem, że nie wynajmiesz lokalu w wielkiej galerii handlowej, gdzie będziesz widoczny, a ludzie będą pokazywać palcami: „ooo by Kuźniar”.

– Nie, to nie ma sensu. Tam możesz iść kupić wyjazd do Portugalii za 2499 złotych, proszę bardzo i to kupujesz jak bułki, a w moim biurze kupujesz to w co musisz wejść głębiej, przemyśleć, przedyskutować, zrozumieć, posłuchać. Choć nie ma reguły. Jedni z moich klientów rzucili monetą, gdzie chcą pojechać. Padło na Japonię i w pełni świadomie zaakceptowali ten wybór losu. W galerii handlowej kupuje coś na oślep, a tutaj chodzi też o to, aby się na chwilę zastanowić, trzeba innego klimatu do decyzji.

– Wiesz, tam są czynsze np. po 100 euro za metr…

– Heheh no tak, wtedy rzeczywiście musiałbym dokładać 6000 tysięcy marży…

– Dzięki. I powodzenia.

– Dzięki.

Czyli nie będzie systemu w systemie by Kuźniar.

Franczyza jest zagrożeniem i narzędziem do rozkręcania biznesu temu, kto jest jej właścicielem. Nierzadko-biznesu-wątpliwego.

I chapeau bas dla tego, kto to wymyślił  i wdrożył, ale nie rzadko drut kolczasty  temu-kto w to wszedł w owczym pędzie „globalnych” marek i sprawdzonych „konceptów”.

Jak na razie wychodzi mi statystycznie-że to było „dobre”, ale 10 lat temu. Mało tego, już wówczas wiele niesprawdzonych „modeli biznesowych” w ogóle się wcześniej- nie sprawdziło. Bo nie było zapotrzebowania i „fioletowej krowy”.

Niektóre „franczyzy” zostały… wymyślone na potrzebę chwili przez agencje reklamowe na świecie. Wymyślano logo, wizualizacje, wnętrza, strategię,  a sam produkt-był na szarym końcu. Klient płacił za całość, a potem sprzedawał produkt, na który nie było zapotrzebowania, bo je ktoś najzwyczajniej…wymyślił.

 

 

 

Limuzyną na wakacje?-poradnik najemcy

Wprawdzie jestem na wakacjach, ale kilka inspiracji-do przemyślenia. Coraz większy ruch w stołecznych skupach złomu.

Tam zwiększają „się” obroty.

0120

Tymczasem do gemini bankrut parku w Bielsku-Białej zajechała limuzyna. W formule iwętu zasłania Dolce Vitę-czyli lokal po 70 letniej kobiecie.

Panowie z gemini holdingu sądzą, że ten temat się rozejdzie na wakacyjnych plażach i w Tarnowie jasnej i zbankrutowanej bielskiej.

Jak rozumiem limuzyna zwiększa obrót tego żałosnego spektaklu, gdzie naszym wspólnym guru jest Rafał Sonik, właściciel gemini jasna park w Tarnowie i gemini park w Bielsku-Białej, filantrop- zwycięzca rajdu dakar i gwiazda wykopu.pl.

 

026

033

Ale niewątpliwie idzie radość. Idą żniwa-w końcu nowy rok szkolny już poniżej pasa, dzieci wycieczki, jajeczki i pajączki, które mają sprawić, że jest świetnie. Wystawy zwierząt, plastusie-to jest właśnie biznes park.

042

Panie Jarku-fajne zdjęcia limuzyny.

Po co było budować Orliki skoro można na dachu gh?

https://www.facebook.com/krzysztof.masny.9/posts/10207518609909146

wniosek: absurd park.

Konkurs-poradnik najemcy

Mały konkurs. Dla osób, które zechcą pokazać swoje czy nie swoje galerie od „kuchni” 10 egzemplarzy książki „Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” i 10 kryminałów Maxa Bilskiego „Hotel w Lizbonie” z serii „Podróże ze śmiercią”.

Dla autorów najciekawszych zdjęć mamy po 10 sztuk. Książki wyślemy pocztą. Najciekawsze zdjęcia zamieścimy  na blogu.

W konkursie wezmą też udział zdjęcia z zagranicy.

Ważna uwaga: pamiętajcie, aby nie dać się złapać ochronie) Nie stresujcie ich za bardzo. Nie powielajcie galerii handlowych, które już tutaj były.(oson@vp.pl). Udanej końcówki wakacji!

book.mix1

Przed podpisaniem umowy w  galerii handlowej: przeczytaj jedną i drugą.

Łapanka-się nie udała-poradnik najemcy

Nawiązując do systemu retail  wspomniałem o żalu związanym z nieżyjącym już-niestety Stanisławem Bareją. Ten wybitny reżyser nie ma okazji przyglądać się temu jak wyśmiewany swego czasu film Alternatywy 4 ma swoją kontynuację kilkadziesiąt lat po emisji jego kultowych filmów.

Materiał znalazłby w wielu miejscach, gdzie powstały, padły (skrzętnie ukrywane fakty), mają rzekomo powstać nowe obozy handlowe.

Z jednej strony samorządowcy „zadbali” o wizerunki miasta z drugiej -niektórzy na dewastację się- nie zgodzili. Jedni właściciele wyprzedali za grosze ziemię inni postanowili, że tego nie zrobią.

00124

W Poznaniu właściciel tego kawałka działki, powiedział „nie”- ten kawałek –jakby wykrojony w torcie-jest dla inwestorów-nieosiągalny. Krótko mówiąc facet działki nie sprzedał.

00230

I w sumie ma rację, bo w środku lokali-nie brakuje.

00321

00422

00617

00717

00817

Można zagrać w mini-golfa.

00913

To swoiste kuriozum znalazło mocny oddźwięk w lokalnych mediach.

Podobnie jak fakt renowacji „PKS-u” czyli pojazdu-aktora z filmu Barei „Miś”. Dziś to cacko jeździ po kraju i wzbudza niemałą sensację. Autobus można wynająć na niektóre iwęty np. w Wodzisławiu Śląskim.

01014

gdzie miejscowy amfiteatr doczekał się nowoczesnej ochrony.

01111

0129

Tuż obok. Dworcogaleria handlowa. Na ścianie coś w rodzaju „Tędy trędy”. Tymczasem już w współczesne autobusy parkują częściowo na chodnikach-zabrakło dla nich w projekcie miejsca.

0137

Podjeżdżają niemal pod samo wejście, a w środku można kupić bilet. Tutaj jest poczekalnia.

0145

Ochroniarze są w podwójnej roli. Pilnują i kasują za parking.

-Dodatków za to nie mamy.

Tymczasem wokół budynku życie toczy się swoim rytmem. Kwitnący handel niezakłócony nowym obiektem daje z każdego kąta nowoczesności radę.

0154

Zaglądając z drugiej strony amfiteatru coś na wzór nowoczesnego pasażu handlowego.

0164

Tutaj znów pojawia się wątek Barei. 60 procent nowoczesnych pustostanów nie znalazło nabywców. Dla zainteresowanych pozostają pierogi domowe i publiczna ściema.

0175

0185

http://www.nowiny.pl/93790-w-wodzislawiu-ma-powstac-druga-galeria-handlowa.html

http://www.tuwodzislaw.pl/wiadomosci,wodzislaw-galeria-stara-kopalnia-wciaz-z-wieloma-niewiadomymi,wia5-3273-8445.html

http://www.tuwodzislaw.pl/wiadomosci,wodzislaw-jak-bedzie-wygladac-galeria-stara-kopalnia-sa-nowe-wizualizacje,wia5-3273-7965.html

http://www.tuwodzislaw.pl/wiadomosci,wodzislaw-w-starej-kopalni-bedzie-okolo-30-sklepow,wia5-3273-8863.html

http://www.nowiny.pl/99746-galeria-stara-kopalnia-wciaz-bez-nazw-najemcow-i-kina.html

0194

Źródło: tuwodzislaw.pl

0204

Źródło: tuwodzislaw.pl

0211

Źródło: tuwodzislaw.pl

W Wodzisławiu „łapanka się-nie udała”, ale są nowe wizualizacje. Czyli najpierw poszedł przekaz, że najemcy są, że  już podpisują umowy, że jeszcze trochę i takie tam” barejy” -nie mające z prawdą wiele wspólnego przekazy.Taki sposób. Taki system.

To by było na razie wszystko w tym temacie na dziś i najbliższy czas. Pora skorzystać  z wakacji.

Dlatego też blog zapada w stan hibernacji-wdrapał się na zaszczytne 2 miejsce w kategorii Biznes i 15 pośród teoretycznie pół milionowej rzeszy blogerów na tej platformie. Cały szkopuł w tym, że jest bezpłatny, darmowy, bez reklam. I taki pozostanie.

Nie wszystko jest na sprzedaż. Pozdrawiam i…podaj dalej. (Panie Adamie dziękuję za linki, o Jastrzębiu-po powrocie)

Wars wita nas-poradnik najemcy

Polskie Koleje Retailowe przeżywają drugą młodość.

https://www.youtube.com/watch?v=Ylx4OeyDWMs

Szczytem jest osiągnięcie o wdzięcznej nazwie Pędokpino. PKP to konglomerat różnych spółek. Sami wiedzą ile ich jest-śmiertelnikowi trudno się doliczyć.

Jedną z nich, czy czymś co można nazwać „dobrą zmianą” są bary-te kultowe- na kolejowych kołach i te mniej kultowe-stacjonarne. Spółka w ramach swojej działalności pozbyła się problemu w postaci utrzymania wagonu restauracyjnego Wars. Dziś i od wielu już lat-to jest franczyza.

Zatem sprawdźmy na trasie Bielsko-Biała-Warszawa-jak ten „koncept” idzie.

0174

Zmęczony klient zrobił obrót na poziomie 10 złotych.

0203

Wars-nie pęka w szwach.

Jaki franczyzobiorca zrobił obrót w jedną stronę?

0193

Dycha moja to daje „stówkę”. 

0184

Po 20 minutach skład wraca w drugą stronę z Warszawy do Bielska-Białej.

Ile franczyzobiorca odprowadza „składki” dla tego, kto ten „koncept” wymyślił? Z danych jakie podał mi opornie jeden z poprzednich „właścicieli” tego właśnie Warsu- 400 złotych za jeden dzień „tam i z powrotem”.

Nie zarabiał. Był nerwowy. Roztrzęsiony. W jaki sposób tam trafił? Nie wiem, ale wiem, że szybko uciekł-i następny wpadł.

Opisuję ten „koncept” z dwóch powodów. Dla franczyzodawcy to świetny „koncept” na nic nie robienie. Bo marka Wars-sama w sobie-nie potrzebuje reklamy. Jest znana. Nie znane jednak dla przeciętnego podróżnego są detale. Czyli kto, co i za ile. Franczyzobiorca kolejowy nie był w stanie zarobić na obsługę.

Podam jeszcze franczyzowe ceny:

-pomidorowa, flaki, żurek-12 złotych,

-schabowy, ziemniaki, ogórek-28 złotych,

-pierogi 18 złotych,

-sernik, szarlotka-9 złotych,

-kawa-9, latte-13, piwo od 9,50-12 złotych.

I to co ważne. W planach są Warsy stacjonarne. Proszę pamiętać o zapisach w umowach.  Wars wprawdzie jest znany, ale mając obok siebie Mc Donaldy, New Yorki i podobne wynalazki plus narzucone sposoby prowadzenia tego „z góry”-może nie mieć szans. Plany „otwarć” przy nowych konceptach dworcowych, na płytkach są zapowiadane. Jako potencjalny najemca dworcogalerii warto, abyś widział, jak to wygląda na kółkach. I od kuchni.