Robić swoje. I do przodu-poradnik najemcy

Ktoś napisał.

„Z zainteresowanie zacząłem czytać Pana artykuły. Od 7 lat prowadzę własną działalność handlową. Nie jakąś wielką, ale zatrudniam 3 osoby i mam bardzo przyzwoite dochody. Blog zainteresował mnie, bo otworzyliśmy typowy punkt sprzedaży detalicznej i znajduję tutaj wiele interesujących informacji, przestróg jak się nie dać.

Do tej pory mieliśmy sprzedaż hurtową i internetową. I na tej internetowej chciałbym się skupić. Ostatnio Allegro które było kiedyś fajną platformą „dyma” nas sprzedawców. Zachowują się jak Ci wszyscy franczyzodawcy i galernicy. Wprowadzili własny sklep Allegro, zmieniają zasady z dnia na dzień wykorzystując swoją przewagę monopolistyczną. Np. zmienili wyświetlanie ofert po popularności, bo mając niższą cenę nie mogli się przebić. Teraz trzeba zmieniać zdjęcia, za chwilę tytuły aukcji. W celu ujednolicenia,oczywiście badania wskazują że to da wzrost 12%. Czuję się jak Ci biedni franczyzobiorcy, których franczyzodawca wie lepiej.

Nie rozpisując się bo to długo można byłoby pisać itd. Pana blog mnie inspiruje, żeby działać na siebie, promować swój własny sklep internetowy i detaliczny. Bo można, tylko trzeba odrzucić te piękne gadanie tutaj o zdjęciach i opisach. Robić swoje! Dzięki!”

Z tą bieda franczyzą to może być różnie. Jeden towar idzie drugi nie. Czytelnik wiele miesięcy temu już to sygnalizował, że na allegro jest coraz trudniej. Widzą co, komu i ile się sprzedaje. Dlatego rozkręcanie swojego nie dziwi. Jest pan w miejscu ( w sieci)  które nie jest pana miejscem. Płaci pan za wystawiane produkty bez względu na to, ile pan sprzeda. I z czasem ten większy może zjeść mniejszego widząc, że sam może na tym zarabiać. To jak tester. Za który pan płaci. A ktoś to widzi. I pytanie brzmi czy mając takie narzędzie ten duży nie może tego robić? Może. I będzie dokręcał śrubę powoli zjadając rynek czy daną gałąź, a tę nisko dochodową zostawi. Nie warto kupić kilku tysięcy produktów wychodząc z założenia, że im więcej tym wyższy będzie obrót. Będzie też wyższa prowizja a jest coraz ciaśniej. Nie warto w dłuższym czasie. Dlatego lepiej myśleć o swoim-być może klienci-pójdą za panem?

Pewności nie ma, bo allegro ma markę na która pracowało latami. Teraz dyktuje warunki. Zatrudnia pan troje ludzi. To sporo.

W modo handlowców na to nie stać i samo w sobie to nie jest dramatem.

-To jest dramat proszę pana!

-?

-W styczniu i lutym nic nie zarobiłam, a dwóch pracowników trzeba zapłacić!

-I to jest dramat?

-?

-Skoro nie stać panią na pracownika, to niech ich pani zwolni i sama stanie za ladą. Umowa na rok. Te 12 miesięcy szybko minął, a te kilkadziesiąt tysięcy można rozłożyć na raty czy odrobić na Bakalarskiej.

-Phi, na bazarku?!!!-elegancko ubrana pani, już zadłużona po uszy- tam nie pójdzie.

I to też nie jest dramat. Andrzej Krawczyk wydawca Pisma Franczyza &Biznes otwartym tekstem punktuje, że pośród wielu biorców są tacy co do trzech zliczyć nie potrafią. Umów nie czytają, nie obserwują rynku. Potwierdza też, że są oszuści, którzy naciągają ludzi. Są też i tacy co podpatrują dawcę i próbują go wysiudać z biznesu. I ta strona też ma i taki „medal”. 

Na sklepie internetowym też można popłynąć-to tak oczywiste jak powstawanie i znikanie firm. To normalne.Naturalna kolej rzeczy. Chodzi jednak o diagnozę źródła czyli odpowiedź na proste pytanie dlaczego. Czyli, żeby nie być przegranym na starcie- jak ten student o którym pisałem. Żeby mieć świadomość, że jest się aniołem biznesu dla dawcy. Na chwilę, na jakiś czas, a kiedy rozkręcisz coś to miej świadomość, że ten kto Ci to sprzedał patrzy i widzi. I w jakimś momencie może Cię tego pozbawić.

Allegro też widzi. Dlatego polecam raz jeszcze lekturę książki Fioletowa krowa i obserwowanie rynku. Zwolnienie z pracy ponad 1200 ludzi z In Postu (informacja z wczoraj) uszczupli wydatki i nie dotknie tylko tej grupy. Średnio trzeba liczyć razy trzy (partner, żona, dziecko). Dziesięć małych miasteczek po 18,500 ludzi każde od stycznia wyjechało z kraju. Z całym szacunkiem obcokrajowcy tej dziury nie załatają. Ci, którzy byli jeszcze nie dawno niezbędni-stali się zbędni. 

http://natemat.pl/181979,oni-tez-kiedys-byli-mlodymi-wilkami-a-teraz-nawet-w-twierdzy-lemingow-placza

Dziękuję panu za list. Pan robi swoje i promuje swój sklepik. Niech pan to zleci-chyba , że zna się pan na tym.W sieci można wypromować wszystko. Nawet beton. Trzeba jednak wiedzieć-jak to zrobić. Kokodżamboidoprzodu.

P.S. Do okien wystawowych (lokali) coraz częściej trafiają przedmioty do reklamacji kupione  w sieci. 

Przykład idzie z „góry”-poradnik najemcy

W świecie retailu gorączka. Tym razem jednak nie złota. Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś się kończy i coś zaczyna. 

„Jak podała kielecka „Gazeta Wyborcza” w ramach tej akcji agenci CBA weszli do byłej i obecnych spółek jednego z najbogatszych Polaków, kielczanina Michała Sołowowa. Jednym z zatrzymanych ma być jego wieloletni współpracownik Krzysztof K. Według ustaleń ”Wyborczej” Krzysztof K. przez wiele lat był dyrektorem, a także prokurentem stworzonego i należącego do ubiegłego roku do Sołowowa Echa Investment. Zasiadał również m.in. w radach nadzorczych Synthosu i Barlinka. Rezygnację z członkostwa w radzie nadzorczej Synthosu Krzysztof K. złożył w kwietniu tego roku, uzasadniając ją względami zdrowotnymi.

– Mogę potwierdzić, że do zatrzymania jednej z osób doszło w okolicach Kielc. Na tym etapie nie mogę jednak dodać nic więcej – mówi Onetowi Temistokles Brodowski z Wydziału Komunikacji Społecznej CBA”.

http://wiadomosci.onet.pl/kielce/cba-w-spolkach-michala-solowowa-kielecki-watek-wielkiej-akcji/5l27l9

Dla niewtajemniczonych -Echo Investment to spółka, która ma wielki wpływ na rozwój przedsiębiorczości w Polsce. W szczególności w Katowicach, Kielcach, Łomży i w kilku innych  miastach. Lista bankrutów, która wyszła spod ręki tej firmy jest długa. A przy okazji. News. W Echo Investment w pustostanach ma się pojawić przychodnia zdrowia na II piętrze. Jeden z najemców z gorzkim uśmiechem zasugerował przychodnię psychiatryczną dla rozedrganych najemców. Gorzki żart.

Obiektywnie zeszli mu trochę z czynszu. Dług to jedynie kilkadziesiąt tysięcy. Nie zwiększa się. Jednak per saldo 5 lat pracy za darmo. Nie przepadam za akcjami CBA, bo do tej pory to niewiele wnosiło. Była akcja. News. I cisza. Pytanie czy to polityczna pokazówka czy jakiś konkret. Trzeba jednak przyznać, że Michał Sołowow ma nosa do biznesu. Wiedział kiedy sprzedać interes. Ale to duży, doświadczony gracz.

Mali mają przykład, kiedy wyjść. Nie potrzeba szkoleń. A druga lekcja z tej części newsa jest taka, że warto też wiedzieć, kiedy popaść w chorobę. Rzetelnie zdokumentowana choroba może być przyczynkiem do zerwania retailovej umowy. Depresja, serce, jakieś inne dolegliwości. Jeśli podpisałeś wyrok na siebie to zastanów się czy nie warto realnie brać przykład z „góry”. Sprawdzony sposób. Legalny. Poza tym faktycznie sporo ludzi zażywa prochy na uspokojenie przepisane przez lekarzy. Bez naciągania. Zatem być może jest zagrożenie dla życia.

Sugeruję podpytać lekarza. I choć brzmi to jak kpina to faktycznie wg obowiązującego w Polsce prawa można taką umowę zerwać. Niemniej jednak papiery muszą być mocne, nie zmyślone no i determinacja prawnika, który będzie w stanie udowodnić to i to. Natomiast jestem zdania, że nie warto na siłę tkwić i każdy sposób na wyjście z matni jest dobry. Zgodny jednak z prawem. Żeby się to nie odwróciło w drugą stronę. Ludzie retailu też żyją w stresie. Jak można sobie spojrzeć w lustro „negocjując” nerki? Widać można. Ale to się odbija na zdrowiu.W dwie strony. 

Wczoraj rozmawiałem z człowiekiem, który rozkręcał żabki i szpadzistów. Zbankrutował na innej franczyzie. Spektakularnie wróciło. Dziś ratuje się psychotropem. Szczerze powiem, że nie jest mi go żal. Okazuje się, że seniorzy mają rację, a stare przysłowia wciąż są aktualne.  Że to wszystko w takiej czy innej formie do człowieka wraca. Czasami szybciej czasami wolniej, ale wraca. 

Jest taka kawiarnia w Bielsku-Białej-Parasol. Przy deptaku. Siedzę na fotelu bankruta (odsprzedał wszystko za grosze).

parasol

zdj. caffe parasol

https://www.facebook.com/ParasolCaffe/?fref=ts

Nowy właściciel przy ulicy daje radę. Kawa, torty, piwo, stoliki na zewnątrz. Poprzednik prowadził „biznes”(Kenya) w Tarnowie w Gemini Jasna Park i Gemini Park w Bielsku Białej-rzekomo robił sto tysięcy miesięcznie obrotu w Tarnowie. Zarząd chciał naciągnąć kobietę na lipne obroty, bo robił 30.000. Sprawdziła. Szybko odszczekali -„przejęzyczenie”. Niestety nie wysłali tego mailem. Ostrożni.

Dziś radni nie wyrażają zgody na rozbudowę gh Gemini Jasna Park w Tarnowie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że faktycznie coś się kończy-i coś zaczyna. Ten wątek zasługuje jednak na odrębny tekst. Wrócę do odłożonych spraw. A swoją drogą ciekawe kto następny…no chyba, że czarny parasol pozwoli przetrwać…postawiłem już to pytanie w przypadku Podkulskiego (siedzi), drugi chwilowo siedzi, zatem kto następny? Bloger? A może Staś i Nel?

https://sports.bwin.com/pl/sports

Tej kategorii-nie przewidziano.

 wniosek: przed podpisaniem umowy w gh sprawdź jakie obroty robił poprzednik i czy przypadkiem-dyrektor-nie jest obłożnie chory.

 P.S. Pozdrowienia dla ludzi z Tarnowa. W szczególności radnych. 

Delikatesy Bankrutów wyjdą na ulice-poradnik najemcy

Pewien student marzył o swoim biznesie (czytelnik bloga). Sympatyczny (23.l). To miała być szatnia w gh. Powymienialiśmy uwagi, spostrzeżenia i student się wycofał. Inny z kolei wszedł w biznes franczyzowy w Sukcesji i dziś ma milion długu. Dawca namawia na lokal przy Piotrkowskiej w Łodzi. Legenda jest taka, że tam będzie lepiej, że to się rozkręci, że to potrzebuje czasu, że spokojnie, nic się nie dzieje. Dawca pół miliona zarobił na starcie plus ma gdzie upychać towar.

W jaki sposób student zdobył pieniądze, aby w to wejść? Rodzice. Dom. Kredyt pod dom. Co ciekawe dawca  przed podpisaniem umowy stwierdził, że w łódzkiej Sukcesji zamknął się tylko jeden lokal, bo właściciel-jest alkoholikiem i dlatego mu nie wyszło.

Pierwszy student ma przed sobą przyszłość. Może się rozglądać. Szatniarzem-nie zostanie. Drugi jeszcze nie zaczął-a już jest skończony. Problem polega na tym, że franczyzodawca udupił i jego i rodziców. Definitywnie. Jeśli jednak Centralne Biuro Śledcze podejdzie do tematu na serio to nie wykluczone-że uda się te umowy unieważnić. Jest to jednak niepewne. Ale pewne jest to, że po wakacjach spotkam się ze studentami SGH. Z jakimś rocznikiem anglojęzycznym. Skąd ten pomysł? Wykładowca akademicki zamówił książkę Przeliczeni i przy okazji nadmieniłem o publikacji  o systemach franczyzowych. O tym  sposobie na sukces, o fenomenie franczyzy powiązanym z systemem retail. SGH to nieprzypadkowe miejsce spotkania.

 

To tam-proszę wybaczyć-wtłacza się ludziom głupoty- dotyczące tego, „że ciągle rośnie”. Profesorowie rekomendują książki „naukowe” w których podaje się jako przykład działających franczyz nieistniejących już marek. 

ksizka

„Droga do sukcesu” z 2016 roku pod egidą SGH jest niestety nic nie warta. Wydanie III wznawiane od lat, bez weryfikacji, bez aktualnych danych, bez uaktualnienia. Stare dane, stare przedruki. I dywagacje czym jest franczyza, ale jedno jest istotne- „ciągle rośnie”.  

Praktycznie książka Franczyza -fakty i mity- jest gotowa. I dziś oprócz tego, że właśnie teraz piszę to co piszę czytam kolejne książki o franczyzie.  Żeby mieć argumenty na stawiane kontrargumenty. Choć gdyby chcieć sprowadzić temat do absurdu to realnie „Franczyza fakty i mity” będzie książką o niczym. Bo franczyza jest nienazwana. Jest czymś co realnie nie istnieje. Jest wymianą dóbr i usług. Nazywanie gazetki reklamowej know how, ujednolicenie, zunifikowanie, podwieszenie loga czy pakiet szkoleń jest wymianą dóbr i usług za procent, prowizję, międzyprowizję czy nadprowizję czy normalną usługą szkoleniową, konsultacyjną. Te terminy są znane agentom ubezpieczeniowym jak i sprzedawcom MLM.

Pani Zosia wchodząc do grupy zakupowej np. ABC korzysta na rabatach, na gazetce, na wsparciu. Ale pani Zosia od 20 lat prowadziła sklepik i doskonale „wie jak”.  Doklejenie pani Zosi do szczęśliwej franczyzobiorczyni jest faktem, ale mitem jest to, że to dzięki franczyzie pani Zosia istnieje.  Pani Zosia istnieje, franczyza to określenie sposobu sprzedaży, łańcucha od -do. To, że można połączyć usługi hotelowe z usługami szkoleniowymi jest oczywiste. Połączenie dwóch usług jest logiczne i pozwala zarobić jednej i drugiej stronie. To, że Romet ma markę jest oczywiste jak i to, że włączenie rowerów w swoim sklepiku do asortymentu go nie zubaża. Cały czas jest to jednak sprzedaż. Za procent. I tyle.

Osobną kwestią jest temat gh w połączeniu z franczyzą. Praktycy wiedzą, jak to się kończy. Dlatego jestem zdania, że studenci powinni wiedzieć-jak jest. Jest tylu fajnych młodych ludzi. Po co mają w to wchodzić? Owszem ,mogą  kupić pakiet elektronicznych fajek, postawić wyspę i na tym zarobić. Mogą płacić jak płacą po 10.000 za wyspę w Lublinie sprzedając telefony. Biorą towar-odsprzedają towar.  Można kupić pakiet plasteliny za 100.000 tysięcy, a potem szukać kupca na to. Możesz kupić butelkę goji i szukać tego, kto najpierw zapłaci, a potem wypije i znajdzie kolejnego, który kupi karton.

Cała filozofia.  To oczywiście w skrócie. Serdecznie dziękuję za wsparcie przy realizacji, podpowiedzi  i nakierowania.  Szkoda, że niektórzy się wycofali, ale rozumiem. I tak pomogli. Tym, że się wycofali.

Otwieram dziś korespondencję. „Zawiadomienie o umorzeniu postępowania w sprawie własnej”. Rozprawa we wrześniu. O co chodzi?

Wspomniałem wam, że nie o wszystkim tutaj piszę.  Jedni by się stresowali drudzy cieszyli. Lepiej napisać post factum. Też pewnych rzeczy się ciągle uczę. Od was, od otoczenia. To jest wartość dodana. Pomimo, że czasami stresująca. Jedna z warszawskim renomowanych kancelarii prawnych z pełnym zaangażowaniem walczyła od dobre imię marki i osobiste właścicieli. Po lekturze pierwszego pisma miałem dylemat. Czy to kancelaria prawna czy firma pijarowska czy spece od zarządzania kryzysowego. Rzekomo  „pokrzywdzony” żądał 75.000 złotych, przeprosin i usunięcia wpisu, a w zasadzie listu nie mojego autorstwa. Oceniłem sytuację 50%-50%. W sensie, że faktycznie za duże ryzyko dla autora listu. Szukał świadków oszukanych ludzi (odrabiają długi)ale  się wystraszyli. Przestali odbierać telefony itd. Norma. Jako nie autor listu i mając pewne doświadczenie wytłumaczyłem, że spokojnie się obronię-ale ona-niekoniecznie, bo jest 50%-50%. Szkoda nerwów, czasu, pieniędzy. I jest jeszcze jedno. Że blog zniknie z sieci.

Oddać kancelarii należy to, że pani dr miała świadomość, że 50-50% to i dla nich spore ryzyko. Miła. Normalna kobieta. Jaki jest tego finał? Po pierwsze zapowiedziałem, że nie dostaną ani grosza, po  drugie przeprosin nie będzie, po trzecie jeśli tak bardzo im zależy na dobrym imieniu to nie ma sprawy. Oddamy produkty do analizy i sprawdzimy w którym Bangladeszu produkują te rzekome cuda. W rezultacie zawarliśmy ugodę. Wpisu nie ma. Procesu też. Kasy też. I przeprosin. Wydaje się, że budowanie tematu na własnych procesach byłoby błędem. Nic nie wnoszącym do sprawy. Akurat w tym konkretnym przypadku. Próba zastraszenia mnie kwotami nie zadziała. Jestem uodporniony.  Nie tylko na próbę zastraszenia-bo tak to odebrałem. Zresztą to nic nowego. Jagienka Wilczak z Polityki dała mi materiał dotyczący firmy Mc Donald’s i tekst jej autorstwa dotyczący tego jak zniszczyli człowieka. Swoim know how zniszczyli jego know how. Wygrzebała z archiwum (1999r.). Mocny tekst o tym jak można zanegować kolor polskich truskawek i wysadzić człowieka w kosmos. Dostawca. Były. Niemieckie truskawki miały odpowiedni kolor i smak. Wówczas panią Jagienkę próbowali straszyć sądami. Nie wystraszyli. Materiał poszedł i przeszedł w zapomnienie.

Można mnie oczywiście wystraszyć, ale nie zastraszyć. W 2001 roku zostałem pobity podczas realizacji tematu. Facet robił wały na transporcie międzynarodowym (na lewo, zdezelowanymi busami, przy minus 25 stopni ludzie odmrozili stopy)- samorządowiec. Przesunął godzinę spotkania z 13.00 na 19.00 do  swojego  domu ,gdzie miał biuro. Po ostatnim pytaniu wpadł jego syn. Ułamki sekund. Zaatakował z tyłu. Szok. Skopali , roztrzaskali sprzęt. Odgrozili się, że jeśli pójdę na policję to mnie zaj… Samorządowiec został skazany. Nie wyczyścił wszystkiego. Przeoczył mały fragment minidyska, który znalazła policja. Pouczył mnie starszy kumpel, żeby na tego rodzaju tematy-nie chodzić w pojedynkę. Nie pisałem o tym w książce. Bez związku. Ale dziś kiedy ktoś mnie próbuje straszyć to warto, żeby miał i tę świadomość,  że materiały są zdokumentowane.

Nie ma też sensu drążyć tematu podróbek, czy lipnych diamentów o zaniżonej ilości karatów. Nic to nie zmienia poza tym, że warto sprawdzać karaty i nie warto wchodzić w biznes bez certyfikatu jakości jeśli mamy na myśli exluzywne produkty.

Podobną metodę zastraszania wybrała inna kancelaria prawna -też z Warszawy, która założyła mi sprawę karną.  O ile w pierwszym przypadku miałem do czynienia z ludźmi z klasą o tyle w  drugim ze spazmem rozhisteryzowanych jurystów. W tym przypadku- nie ma przeproś. Ale o tym za tydzień. Studenci prawa, bo od studentów zacząłem-też się może czegoś dowiedzą. Szatniarzami-nie zostaną.

P.S. Pani Jagience dziękuję za materiał.  Prawnik potwierdził, że zniszczony dostawca-nie był jednostkowym przypadkiem. Takie know how. Pozdrawiam.

P.S. Dziękuję czytelnikom. Książka schodzi na ebookach z dyskontów zniknęła. Zaproponowałem książkę na zupełnie inny temat PWN- przeczytali próbkę, biorą. Fajnie. PWN –to jest coś. Po raz pierwszy czuję satysfakcję.

P.S. W Warszawie ma dojść do pikiety franczyzobiorców Delikatesów Centrum-wrzesień.  Wg inicjatora pikiety z 70 sklepów zamknęło się ok. 60. Prawie sto procent skuteczności. 

Cichy pogrzeb w „rodzinie”-poradnik najemcy

Niektóre wpisy budzą większe zainteresowanie czytelników. Smsy, maile, facebook, zdjęcia.

s11

„Licząc na szybko, aby zarobić na koszty franczyzy Subweya należy co nie całe dwie minuty wybijać paragon na 15 PLN. A ile czasu zajmuje przygotowanie kanapki? 3-4 minuty?” (sms)

„Chyba bardzo na temat dzisiaj napisałeś odnośnie SUBWAY. To zielone miejsce po reklamie to właśnie po SUBWAY w EUROPA II ( tam gdzie ja byłem)  w Nowym Sączu – franczyzobiorca młody człowiek popełnił samobójstwo w zeszłym roku. Nie znam szczegółów, ale zadłużony był na ponad milion.

s25

 

Pod tanią odzieżą puste miejsce po człowieku jak klepsydra”.

Franczyzobiorca prowadził trzy kanapkowe punkty. Miał pozwolenie na broń. Strzelił sobie w głowę.

 

Aktów desperacji jest więcej. Powody mogą być różne. A przy okazji…krążą plotki o tym, że w sosach do burgerów jednej z prestiżowych sieci są środki uzależniające. Po analizie biegłego (współpracuje z KGP) wyszło, że tam są same tłuszcze-można jeść. Powiedział jednak też coś innego (zajmuje się na co dzień narkotykami, analizą ciał, różnych substancji), że „cała Warszawa jedzie na haju”. Pewnie przesadził. Miał na myśli to, że ludzie nie wytrzymują ciśnienia, coraz więcej ludzi nie daje rady z różnych względów. Potwierdzają to statystyki i tabelki z ilością samobójstw czy prób samobójczych. Jeden z biorców pewnej sieci cynicznie się „cieszy”, że kolega nie „strzelił samobója” i próbuje się zbierać. Bo ta okładka.

 ssss1

Nie jest dziełem przypadku. Dlatego wiem o czym piszę, wiem o czym mówię, wiem ile odebrałem telefonów przez ponad dwa lata, wiem ile mam maili i dokumentów.

I wiem też, że trudna dokumentacja systemów franczyzowych ma na celu uświadomić czym jest lub może być dla człowieka wprowadzenie go w błąd. Sugeruję nie podpisywanie żadnej umowy z polsko-włoskimi firmami. Mam na myśli odzieżówkę i gadżety extra. Dziwnym trafem w zamachu w Bangladeszu (odzieżowy obóz pracy światowych marek) zginęli Włosi. Turyści pojechali oglądać zabytki.

Wchodzi kolejny kanapkowy „koncept”  z New York? Zastanawiasz się czy wpakować te pieniądze, bo to wszędzie działa? Daj znać po podpisaniu umowy. I bądź ostrożny.

Jak wyrąbać ludzi-poradnik najemcy

Dla naganiaczy nie ma wakacji. Poszukiwania biorców i najemców w różny sposób nie pozwalają zapomnieć o sobie. Ale niedoszli czy doszli biorcy, którzy stali się dumnymi członkami retailovej rodziny dzielą się swoimi spostrzeżeniami. Tym razem niedoszły biorca napisał ze Śląska.

„Amerykańska sieć barów kanapkowych. Bardzo popularna w Stanach, jest ich chyba więcej niż McDonaldów. Na każdym rogu.Rano widać ludzi w kapciach- pewnie wpadli na śniadanie . Bary są prowadzone na zasadzie franczyzy. Także w Polsce .

Wiosna 2014 .Ogłoszenie w necie albo prasie, że Subway poszukuje franczyzobiorców. Spotkanie blisko domu.Telefon.Odzew.Spotkanie. Pięciu chętnych. Ludzie z przeszłością biznesową,na pierwszy rzut oka rozsądni .Po drugiej stronie manager z Warszawy, pani prezes z Pragi (bo Polska podlega pod Pragę). I człowiek sukcesu – prowadzi już 3 bary.

Najpierw półgodzinny wykład o historii firmy i wielkie liczby.Potem jak zostać członkiem Wielkiej Rodziny Subway. Trzeba NAJPIERW  wpłacić 5000 E i czekać…. Bo te 5 tysiaków to opłata jednorazowa , bezzwrotna, jak nie wypali, przepada .

Trzeba sobie samemu wyszukać lokalizację – najlepiej w CH , albo czekać jak znajdzie ją dział Rozwoju. Trzeba zapłacić i uzgodnić projekty wystroju wnętrz- oczywiście u wskazanych architektów. Trzeba kupić wyposażenie – oczywiście w Holandii, bo w Polsce niczego nie znają i nie widzieli. Koszt 120 tys E – piec konfekcyjny, mikrofala, parę lodówek i stolików. To samo w Polsce wg zestawienia Mr Hamburger 100 tys. złotków. 

Trzeba pojechać na szkolenie oczywiście do Niemiec – bo Polaki to durnie , nie wyszkolą Zaczynają padać pytania o koszty- czynsz, ilość pracowników itp. Czynsze -ogólnie to nie zależy od nas , zależy od miejsca, galerii itp. Pracownicy -najlepiej studenci , na zlecenia – znane wszystkim przedsiębiorcom hasła o oszczędzaniu.

Ale chcemy coś usłyszeć o obrotach. Nie da się- tajemnica firmy, wreszcie wyduszają z siebie , ze średnie bony zależą od lokalizacji Np. na lotnisku Pyrzowice(stacja paliw BP) jest wyższy niż na dworcu PKP Katowice .Po prostu rewelacja . Subway wszystko sprowadza z Niemiec, nawet bułki są niemieckie, masło, kiełbasa czyli wurst. Trzeba przedpłacać.

Nie ma kredytu kupieckiego. Ruchu w Subwayach też nie ma. Wystarczy porównać z Mackiem. Dziękuję, postoję. Koszty ok. 60 tys/mc  marża na kanapkach ponoć 30%  czyli trzeba sprzedać za 180 tys /mc. Czyli 6000 /dzień -statystycznie .Jeśli średni bon to 15 zł.  potrzeba dziennie 400 klientów. NIE WIDZIAŁEM TYLU  ANI W KATOWICACH NA DWORCU ANI NA UL. MIEŁŻYŃSKIEGO. Jak mam się opychać niemiecką bułą i salami to już wolę Macka – on ma polski towar”.

Tyle od czytelnika. W ramach uzupełnienia. W makach jak to pan nazwał też rotują biorcy. Ale do rzeczy. 

Zaliczka w wysokości 5 tysięcy euro brzmi zabawnie. Jest to jednak poważny biznes, dla poważnych ludzi. To nie jest zabawa dla pani Krysi albo Pana Waldka. Tu trzeba się wykazać wiedzą i zaufaniem do marek. To nie jest tak, że wchodzisz na bombę bez kosztów. Za swoje marzenia-musisz słono zapłacić.O ile czytelnik nie stał się dumnym członkiem retailovo-franczyzowej rodziny o tyle jedną z innych sieci- zajął się ceboś.

Franczyzobiorcy wyłożyli od 500.000-700.000 złotych po czym w rok nie tylko stracili, ale mają z karami z gh od.2-3 mln „strat”. Czyli długów.

Tymczasem właściciel-na razie nie świadomy tego co przed nim- kupuje apartamenty w Zakopanem. Na razie się jeszcze bawi. Reklamuje, gdzie tylko się da. Nie wykluczone, że w te wakacje, ktoś znów podpisze umowę na podstawie fałszywych danych z „podręcznika operacyjnego” z których wynika, że sieć się rozwija pomimo, że bankrutuje, a jeśli punkt zarabia to dawca przejmuje lokale. To sprawdzony pomysł na „biznes”. Szybko, dużo i skutecznie. Franczyzobiorcom dziękuję za materiały. I przestrzegam przed doradcami, którzy wam pomagają znaleźć lokalizacje-najlepiej w gh. To zorganizowane grupy o charakterze przestępczym.  

Kończąc publikację o „franczyzie” jeszcze jedna refleksja. Biorca z Kielc, który namawiał do opisania franczyzy miał rację. Oszustwa agencji PR na zlecenie gh, firm zarządzających, komercjalizujących, pośredników dotyczące różnych danych- to drobiazg- w kontekście „sprawdzonego know how” i mitycznych milionów pomysłów na biznes. O których będzie ciut głośniej niż o samych centrach handlowych. Bo gh to oszustwo z jednej strony. W przypadku franczyzy czyli sprawdzonego know how- z dwóch. Dlatego też rzadziej w wakacje zapraszam tutaj. Piszcie. Dzielcie się przemyśleniami, doświadczeniami. Jesienią zakończy się pewien mit. I pojawi się coś nowego. Bo życie-jak wiemy-nie znosi pustki.

Fajnych wakacji.