Z Tomaszowa do szparagowa-poradnik najemcy

Szukając informacji na temat franczyzy w Polsce łatwo nie jest. Praktycznie fora są puste i pytanie brzmi, czy jest tak dobrze czy są inne powody dla których wielu informacji-nie ma. W zapowiedzi strony-portalu www.polskafranczyza.pl czytamy:

„Polska Franczyza Forum Rozmowy Opinie Systemy Franczyzowe. W naszej ofercie Forum Franczyzna znajdziecie Państwo szereg ogłoszeń, dzięki którym w łatwy oraz przyjemny sposób można odnaleźć interesującą ofertę. Systemy franczyzowe to dobry pomysł na biznes, który może w przyszłości przynieść szereg pozytywnych korzyści. Zapraszamy do zapoznania z naszą ofertą”.  

I wchodzimy na forum. Tutaj gwiazdą jest Żabka.

http://polskafranczyza.pl/read.php?30,2

Cenne informacje dla potencjalnych ajentów. Niby temat Żabek ograny, oklepany niemniej jednak wciąż aktualny. Żabka cieszy się zainteresowaniem przyszłych adeptów handlu. Forum jest jednak obszerne. Być może się rozkręci i w przyszłości stanie się cennym źródłem wiedzy jak systemy franczyzowe oplotły mackami uszczęśliwionych biorców. Zachęcam do tego, aby właśnie tam wrzucać ważne informacje z punktu widzenia zadowolenia i niezadowolenia. Pro publico bono i bez wulgaryzmów. Najwyższa pora, aby takie forum ożywić tym bardziej, że to systemy franczyzowe dla wielu są ostatnią deską ratunku-po utracie pracy lub w trakcie szukania nowych perspektyw na przyszłość.

Gorącym tematem okazały się Delikatesy Centrum. Nie wykluczone, że w jednej ze stacji TV pojawi się program na temat tej sieci. Z całą pewnością jednak mechanizmy są podobne. To oni. Nieudacznicy. Zabrali się za biznes. Janusze. Problem polega jednak na tym, że w momencie gdy do Polski wchodziła franczyza-mniej więcej początek lat 90 to w tym samym czasie pojawiła się książka za oceanem, że jest oszustwem. Przemilczana. Jakby jej nie było. Przypomnimy w takim razie, kto ją napisał i dlaczego. 

Przekaz do ludzi z ulicy jest taki. Przychodzi do Ciebie właściciel marki i mówi tak. Budują galerię, albo tam wchodzisz, albo my tam otwieramy własny sklep. I co robisz?

Zostaw to. Nie wchodź. Daj im to logo i pogódź się z tym, że albo znajdziesz nowe, albo zamykaj interes. Bo nie masz szans, a jak się przewrócisz to właściciele loga i tak przejmą sklep, który Ty wyposażysz- z klientami o których tyle lat zabiegałeś. Na tym to też polega. 

Trwają histeryczne łapanki kolejnych najemców i franczyzobiorców do nowo budowanych gh. Tymczasem w Tomaszowie Lubelskim rozbudowana gh świeci pustostanami, a byli parweniusze stali się zbieraczami szparagów we Francji-na poczet długów. 

szparagi_660

Można też ogórkami odrabiać procent od obrotu.

szparagi

Po butikach, bieliźnie i milionie pomysłów na biznes pozostało to. Plusem tej „franczyzy” jest gwarancja bólu pleców, rąk i szansa na „nowe otwarcie”.

wniosek: przed podpisaniem umowy franczyzowej w gh lepiej jedź na szparagi. Coś z tego zostanie.

 

 

 

 

 

 

Zwijamy się-zawodowo-poradnik najemcy

Polecam tekst z Białegostoku.

 

„Najemcy nie chcą się otwarcie wypowiadać, że jest źle, a nawet bardzo źle. Wielu z nich nawet nie może o tym mówić z uwagi na klauzule umów, które podpisali. Jeśli podajemy informację, że jesteśmy z mediów, wszyscy nabierają wody w usta. Okazuje się, że część najemców boi się właścicieli galerii i nie wypowiada się oficjalnie. Ale kiedy pytamy o to, jak się wiedzie, udając potencjalnych klientów, najemcy są już nieco bardziej rozmowni. Wszyscy, co do jednego, podkreślają że jest coraz trudniej prowadzić działalność. Sieciówki jakoś sobie radzą. Zmniejszyły jednak liczbę pracowników. W sklepach obuwniczych i tekstylnych pracowników jest niewielu w porównaniu do tego, jak było jeszcze kilka lat temu. Na przykład na kasie w jednej z siecówek obuwniczych, siedzi tylko jedna osoba. Wcześniej były dwie. W innym sklepie obuwniczym jest podobnie. W kolejnym w ogóle jest jeden pracownik na cały, dość duży sklep.

Wcześniej pracowało nas tutaj 5 osób, teraz jestem sama. Na rano była moja koleżanka. Nie ma ruchu, mało się sprzedaje. Do sklepu wchodzą pojedyncze osoby, chociaż mamy dużo dobrych butów w przecenie – mówi pracownica jednego ze sklepów w Galerii Auchan na Produkcyjnej.

Myślę, że jakby nie goście ze wschodu, to trzeba by było cały interes zwijać. Teraz to oni najwięcej kupują, ale też dużo mniej niż jeszcze rok temu. Tak jak patrzę, to cały handel nam zamiera w Białymstoku – powiedziała pracownica innego ze sklepów tej samej galerii handlowej.

W Atrium Biała od dłuższego czasu nie ma już sklepu Real. We wrześniu ubiegłego roku pojawił się w jego miejsce Bi1. To nowa marka sieci hipermarketów należących do spółki Schiever, która współpracuje z Auchan.

 

zzz

Trudno powiedzieć, co z takimi miejscami handlowymi stanie się za kilka lat, kiedy w Białymstoku przybędzie jeszcze kilka galerii handlowych. Dwie nowe wkrótce pojawią się na Bohaterów Monte Cassino przy dworcu PKS. Galeria Jurowiecka, która znajduje się, w wydawałoby się idealnym miejscu, wciąż świeci pustkami”.

Ciąg dalszy tutaj. 

http://dziendobry.bialystok.pl/skonczyly-sie-zlote-plony-galerie-swieca-pustkami/

Portalowi dziękuję za promocję tego tematu i przestrogi dla ludzi. Cynicznie odpowiem co się stanie za kilka lat. Ostatni-zgasi światło. 

P.S. I w suplemencie. To też warto. 

http://dziendobry.bialystok.pl/jedna-przenosna-toaleta-moze-doprowadzic-do-likwidacji-bazarku-osiedlowego-przy-mickiewicza/

 

 

 

Zaszyfrowane umowy czyli sprawdzone know how-poradnik najemcy

Wszystko wskazuje na to że książka Franczyza Fakty i Mity pojawi się jednak we wrześniu, a nie w październiku. Na oko niektóre „biznesy” wyglądają na stabilne. Ukształtowane i wzbudzające podziw. Marek Konieczny jest prezesem zarządu Związku Dealerów Samochodowych w Polsce. Spotkaliśmy się. Ta rozmowa i kilka innych z ludźmi z różnych branż, a także przegląd franczyz w USA znajdą się w tej publikacji.

 

Marek Konieczny: branża dilerska w Europie i Polsce to jest specyficzny rodzaj franczyzy czyli to jest tzw. model autoryzacyjny. W polskim prawie oba te terminy nie są dookreślone nawet w dokumentach, które przygotowują importerzy. Z prawnego punktu widzenia model franczyzowy w żaden sposób nie jest opisany w motoryzacji. Ona ma specyficzną ustawę europejską, która potocznie jest nazywana GVO która na kilkustronicowym dokumentem który próbuje opisać ten model funkcjonowania co jest wolno franczyzodawcom czyli importerom i czego nie wolno wobec nich robić.

 

Opisano to jako klauzule dozwolone i niedozwolone .To są bardzo krótkie zapisy. Gdybyśmy chcieli taki model opisać w jaki sposób tworzy się sieć sprzedaży samochodów to mamy tutaj bardzo prosty dwupoziomowy w każdym kraju model funkcjonowania. Praktycznie w każdym kraju europejskim istnieje ktoś taki, kto spełnia rolę generalnego importera czyli kogoś kto odpowiada za daną markę w danym kraju i on wybiera sobie sieć dystrybucyjną w zależności od modelu, konceptu i czasu – kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy stają się jego autoryzowanymi przedstawicielami. Czyli przy pomocy umowy autoryzacyjnej, bo nie używa się nazewnictwa „franczyzowa” daje im prawo do sprzedawania towaru danej marki i reprezentowania tej marki w danym regionie. Czyli podpisuje umowę autoryzacyjną i ty będziesz dilerem marki A w mieście B.

 

To jest franczyzowa czy nie jest?

 

Jest autoryzacyjna vel franczyzowa zaraz to wytłumaczę.

 

Umowy są zaszyfrowane?

 

Z jakiegoś powodu to jest tak, że importerzy wstydzą się swoich umów. Próbują wmawiać, że one są tylko między importerem a dilerem, że nie mają prawa pokazywać tych umów prawnikom, innym pracodawcom, organizacjom. Nikomu.

szyfr

 

Prawnikom?

 

Tak. Niektórzy importerzy posunęli się do tego że zaszyfrowali umowy. Umowa miała swój specyficzny kod. Jest do tego specjalne oprogramowanie, które jakby popełnia niewidoczne dla przeciętnego człowieka błędy w tekście. Po wydrukowaniu takiej umowy trudno taki szyfr zauważyć. Jest jak linie papilarne. Każda jest inna. Kiedy ktoś wydrukował mimo wszystko taką umowę bez polskich znaków czy z jakimiś brakami np. dla prawnika to importer to z systemu jest w stanie wychwycić. Importerzy twierdzą że przekazanie takie umowy osobom trzecim jest złamaniem prawa. Straszą werbalnie. O karach nie słyszałem.

 

I to świetnie działa?

 

Nie działa. Mamy podstawowy element. Ubezwłasnowolnienie tym modelem umowy autoryzacyjnej jest bardzo duże. Być może nie tak duże jak w klasycznych umowach franczyzowych, gdzie nie występuje nawet marka przedsiębiorcy, ale jest nieznośne. Dilerzy nie są w stanie kontrolować własnego majątku. Do roku 2013 w momencie, kiedy diler marki „A” chciał sprzedać swój biznes innemu dilerowi marki „A” funkcjonującemu w tej samej sieci mógł to zrobić bez zgody franczyzodawcy. 3 lata temu to się zmieniło co powoduje, że ten diler musi przy każdej transakcji, przy pozbyciu się własnego przedsiębiorstwa nawet w ramach tej samej sieci uzyskać zgodę importera. Połową majątku tego człowieka dysponuje importer. Badania rynkowe i transakcje, które odbywają się na polskim i europejskim rynku pokazują , że ten sam obiekt i ta sama firma z autoryzacją jest warta mniej więcej połowę tego co firma bez autoryzacji.

 

W przypadku zastosowania tego modelu w innych branżach być może to nie jest aż tak bolesne. Jednak w naszej branży jest coś takiego co się nazywa wysokonakładowością. Czyli żeby wejść w biznes dilerski próg inwestycyjny jest dzisiaj w najmniejszej miejscowości w Polsce ok. 5 mln złotych w przypadku miasta do 50.000 mieszkańców. W przypadku większych miast to jest 10 czy 15 milionów złotych. W Europie jest to nazywane biznesem wysokonakładowym. Dlatego też ten biznes powinien być bardziej chroniony niż w przypadku innych franczyz. W momencie kiedy ktoś wchodzi w taką franczyzę z tak dużymi pieniędzmi, a później importer-franczyzodawca bez żadnego uzasadnienia pozbawia go tego biznesu to takie obiekty bardzo trudno zamienić na coś innego.

 

Są pozbawiani majątku?

 

Oczywiście. Co chwilę się zdarzają. To jest biznes w Polsce który skupia 800 firm, to jest 1500 punktów dilerskich. To nie jest zjawisko masowe, ale niestety coraz częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami.

 

Może nie znają się na biznesie? Nie nadają się do tego?

 

Zacznijmy od takiego czyli gdzie nie ma winy franczyzodawcy żeby nie bić w czambuł importerów. Czyli zabiera się do tego ktoś kto nie potrafi się dostosować do tego modelu, nie rozumie, nie potrafi czy przekracza granice umowne i prawne. Łamie zasady i nie spełnia warunków wynikowych, sprzedażowych. Ten ostatni powód zdarza się dość rzadko czyli z powodów wynikowych. Ten kto w to wchodzi nie ma żadnej gwarancji i ochrony, że w pewnym momencie importer poda bardziej lub mniej realny powód i człowiek traci wszystko. Położenie tych pieniędzy na stację dilerską jest „umoczeniem go”. Nie da się tego zamienić na sklep meblowy czy hamburgerownię. Przejście na inną markę jest bardzo trudne, bo rynek jest nasycony.

 

Jak to się odbywa?

Importer wypowiada umowę. Nieruchomość zostaje przy właścicielu, ale przedsiębiorstwo jest warte połowę co przedsiębiorstwo z autoryzacją a żeby autoryzację zdobyć trzeba włożyć gigantyczne pieniądze, aby spełnić standardy importerskie czyli franczyzowe. W tej branży nie ma wprawdzie opłaty na „wejście ”ani opłat miesięcznych ale są opłaty zawarte w bardzo wielu innych miejscach.

 

Jakich?

Musimy zbudować obiekt o odpowiedniej powierzchni, odpowiednim wyglądzie, wyposażeniu, który kosztuje ogromne pieniądze. Dostawcą lub kontrolerem dostawców jest importer. Importerzy samochodowi są np. niezwykle podnieceni w temacie płytek podłogowych czyli są one fetyszem. Można zażartować, ze płytki są najważniejszym elementem w salonie samochodowym.

 

Płytki?

 

One mają swoją wielkość, normę, wielkość, kolor. Importer zmusza dilera żeby te płytki kupił w konkretnym miejscu, u konkretnego dostawcy za konkretne pieniądze zwykle 5 razy drożej niż można, by takie same płytki można kupić na wolnym rynku w Polsce. Płytki tak samo wyglądające dla klienta nieodróżnialne. Zwykle importer nie wnika czy rzeczywiście chodzi właśnie o te a nie inne płytki ale faktura jest z odpowiedniej firmy którą wskazał i ważne jest to czy kwota się zgadza. I te standardy dotyczą wszystkiego: mebli, urządzeń, oprogramowania, modeli technicznych, materiałów reklamowych, stron internetowych, modeli marketingowych. Wszystkiego. Jedynie niektóre marki pozwalają kupować na wolnym rynku, ale w większości importer narzuca w 100 procentach.

 

Czyli teoretycznie gdyby chciał kupić system nowocześniejszy, tańszy, sprawniejszy i wprowadzający oszczędności to nie może go kupić?

 

Nie. Musi spełnić standardy producenta. Czyli w przypadku klasycznej franczyzy za którą płaci franczyzobiorca np. „za wejście” i nazywa się to opłatą franczyzową w tym przypadku jest poukrywana w różnego rodzaju opłatach. Kiedyś dilerzy policzyli, że importer mógłby funkcjonować i żyć bez sprzedaży samochodów. Gdyby policzyć koszty poboczne za które płacą dilerzy.

 

Czyli samochody są dodatkiem…

mebelzdj.www.mebletop24.pl

Można tak powiedzieć i przyjąć taki model, że przy zerowej sprzedaży samochodów importer funkcjonuje i żyje z różnych innego rodzaju opłat płaconych przez dilerów.

 

Czy ludzie i o tym nie widzieli? Widziały gały co brały.

 

Wiedzieli. Załącznikiem do umowy dilerskiej jest tzw. księga standardów tj. książka w której są poszczególne opisy. Spory na ten temat jak dalece może się posunąć importer w narzucaniu ciągle się toczą. Komisja Europejska próbowała wytrącić importerom z rąk i mówić że diler ma prawo do samodzielnych decyzji. Dziś mamy do czynienia  z pewnego rodzaju kontrrewolucją i od kilku lat Komisja Europejska przestałą się tym przejmować i wspiera producentów a nie Małe i Średnie Przedsiębiorstwa. Nikogo nie obchodzi los tysiąca iluś polskim firm i 20 tysięcy w Europie, bo należy dodać że ten zawód cieszy się dużym wprawdzie prestiżem ale też najniższym zaufaniem obok polityków i prawników. Więc kogo to obchodzi?

 

Czyli nie zarabiają?

Zarabiają.

 

To o co chodzi?

O to, że człowiek musi mieć w biznesie wolność wyboru. O to, że w modelu klasycznej franczyzy każdy zapłaciłby uczciwą stawkę za wejście, procent od obrotu i mógł wyjść z tego biznesu. Element kontrolowania przedsiębiorcy jest nieznośny, bo te standardy-zdaniem wielu dilerów nijak mają się do podnoszenia sprzedaży, a są jedynie narzędziem do wyciągania od nich kolejnych pieniędzy.

 

Płacą i też padają. To nie jest tak, że płacą i są szczęśliwi. Też przepłacają za meble i różne dziwne rzeczy. Też przebudowują. Odświeżają.

pytki

 

No dobrze, ale jeśli przebudowa kosztuje dwa miliony złotych to robi różnicę. Kredyt zaciągany jest w banku który jest w jakiś sposób poukładany z importerem. On ma go w kieszeni jak deweloper frankowicza.

 

To po co przebudowuje?

 

Bo musi. Nie ma wyjścia.

 

To bez sensu.

 

No bez. Nikt w Europie nie zrobił badań jaki wpływ ma przebudowa lokalu na zadowolenie klienta czy zmiana ciągła płytek. Zrobili to Amerykanie w ramach akcji Diler 2020 i wyszło im, że to bez sensu. Że to nie działa i nie ma związku na sprzedaż, obsługę klienta. Teraz kolejne stany wprowadzają zakaz narzucania takich klauzul i o to toczy się wojna bo ustalono że raz na 20-25 lat wystarczy.. Okazało się i poszło na to setki tysięcy dolarów-na te badania, że wymiana mebla nie ma znaczenia i te standardy to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy przez importera.

 

Taki system-model biznesowy. Wszystko albo nic.

 

Żeby to wszystko faktycznie było wszystkim to bym się zgodził natomiast przed wejściem w ten biznes należy pamiętać, ze z jednej strony jest wysokodochodowy,  a z drugiej między 60-70 procent jedzie na kredytach. Ostatni z bankrutów wyszedł z bilansem minus 27 milionów złotych. Zadłużenie wyniosło dwukrotność wartości firmy. Przez dwadzieścia lat był liderem wprawdzie nie w pierwszej setce, ale był gwiazdą.

 

Te standardy jednak doprowadziły do totalnej ruiny. Tego biznesu nie da się zatrzymać, to jest ciągły pęd, presja i kolejne koszty. Z tego biznesu nie da się wyjść. Ci którzy wyszli to albo skutecznie reinwestowali i nie stracili. Udało im się to sprzedać albo jak to się dzieje tracą absolutnie wszystko. Bo jeśli mają ustalone z importerem, że dostaną procent marży od samochodu i trzy procent od realizacji standardów a okazuje się że ich nie spełniają to nie są w stanie normalnie funkcjonować.

 

Może nie spełniają.

 

Na zamówienie importera. Czyli powiedzmy, że jest robiona sonda telefoniczna czy klienci są zadowoleni i z tego badania wychodzi, że nie są -to straty idą w kilka milionów złotych na koniec roku. Badanie nie jest weryfikowalne przez dilera. Powiem więcej diler nie myśli o tym, że ktoś może ciąć po to, żeby mu nie wypłacić pieniędzy. Z reguły kiedy importer ma problemy to badania są zaniżane po to, aby nie wypłacić ludziom pieniędzy. A przecież obaj wiemy, że jeśli jakiś marketer nie trafi w dobry moment to pan z różnych względów nie jest w danym momencie w ogóle zadowolony i to ma przełożenie na wynik ankiety. Nasze humory czasami są uzależnione od różnych czynników i nie jest to w żaden sposób reprezentatywne. Taki bonus to czasem nawet 2-3 miliony rocznie. Diler dostaje np. 1/3.

 

I zamożny diler kończy karierę w skarpetkach.

 

Bez skarpetek. Takich przypadków rocznie jest kilka. Spektakularnych. W minionych latach było ich więcej a ubezwłasnowolnienie jest tak daleko posunięte, że łamane są prawa do dysponowania swoim majtkiem. Czyli firmy dealerskie na rynku są warte ok. 6-7 miliardów złotych z czego połowa jest w rękach Niemców, Francuzów, Japończyków i paru jeszcze innych nacji. Połowa majątku małych i średnich przedsiębiorstw jest w zupełnie innych rękach.

 

Mamy też takich, którzy zainwestowali gigantyczne pieniądze i poszli z torbami, zostali z pustymi salonami, halami i są bankrutami z dziesiątkami milionów długów. Jeden z dilerów zbudował blacharnię namówiony przez importera i z milionera stał się człowiekiem bez grosza, domu. Gdyby mógł dysponować swoim majątkiem i mógł wyjść w odpowiednim momencie to do tej sytuacji mogło by nie dojść. Gdyby nie koszty standardów ludzie mogliby funkcjonować. Znane są przypadki samobójstw, depresji. To jest przykre i można tego uniknąć.

 

Gdyby nie było standardów nie byłoby sieci.

 

Jasne, że tak. Każdy z nas ma świadomość, że są menegerowie gdzieś tam u góry, ale z ludźmi na dole też należy się liczyć. Tego niestety nie ma i o to walczymy, żeby to zmienić. Nikt z dilerów samochodowych nie brał pod uwagę, że tutaj nie chodzi o samochody-bo biznes jest w innym miejscu.

 

Afera zupełnie niezależna od sprzedawców czyli vvgate wpłynęła na wyniki sprzedażowe w Polsce?

 

Nie. Nie w Polsce. W Polsce na ten skandal reakcja jest żadna. Świadomość ekologiczna jest żadna i odnotowujemy wzrosty. Polacy mają to w dupie. Dilerzy odnotowują wzrosty.

 

We franczyzie to bywa też tak, że dziś jesteś-jutro cię nie ma. Pojawiają się marki-krzoki, których jedynym celem jest złapanie frajera. W tej branży też tak bywa?

 

Kilka lat temu kiedy mówiono o wejściu na europejski rynek chińskich samochodów pojawił a się w Polsce spółka która zaczęła opowiadać, że jest przedstawicielem handlowym jednej z chińskich marek. Otworzyli bardzo ładne biuro, kupowali ogłoszenia, zaczęli szukać przedstawicieli regionalnych, brali pieniądze (kilkadziesiąt tysięcy). Iluś ludzi w to weszło a firma z rynku zniknęła. Tłumaczyli się, że rozmowy na autoryzację tej marki zostały zerwane natomiast sama marka nie miała pojęcia o tym procederze. To był blef który nie miał nic wspólnego z biznesem. Ci co wzięli zniknęli, a Ci co dali to się nie przyznają. W grę mogło wchodzić kilkaset tysięcy złotych.

 

Po co pan o tym nam opowiedział?

 

Chcę zwrócić uwagę na problem. Podzielić się wiedzą i z jednej strony przestrzec, bo to jest rentowny mimo wszystko biznes, ale z drugiej strony człowiek w takim układzie jest pozbawiony swoich praw. Góra nie wszystko wie najlepiej. Ludzie się starają, wypluwają flaki. Poświęcają rodziny, talenty i zaangażowanie. I bywa, że wszystko na nic. Trzeba to uregulować inaczej, bo jeśli nie-to ten sprawdzony system-nie przetrwa. Sprzedawca samochodów wchodził w to dla samochodów, a nie dla płytek i kolejnej zmiany wizualizacji”.

 

Tyle z tej rozmowy. W sumie to fragment-wycinek. Jedna branża. Przed podpisaniem umowy franczyzowej- trzeba pokojarzyć co jest czym. W publikacji postaramy się wykazać co jest tą faktyczą franczyzą-nie dającą gwarancji, ale minimalne poczucie „sprawdzenia” czy to realnie działa. Wnioski można wyciągnąć własne.

 

 

 

 

 

 

 

Paragrafy, artykuły, punkty i podpunkty

Staram się trzymać z daleka od polityki. W tym sensie, że widzę, czytam, obserwuję. Lepiej ugryźć się w stopę. Na razie zapowiadany podatek od wielkich sieci-jest zapowiadany, porządek z banksterką miał być zrobiony, ale póki co branża oprócz tego, że nie zarabia tyle ile by chciała ma się całkiem dobrze. Frankowicze jak przegrywali procesy tak przegrywają, sieci jak doiły tak doją. I dołują. Deflacja zżera rynek. I na to system retail nie był przygotowany tym bardziej mały żuczek, który w amoku siedzi uwięziony w klatce paragrafów.

 

Obiektywnie na to co się dzieje na rynku szary człowiek nie ma wpływu i Ci wielcy zresztą też. Potwierdza to Grupa Muszkieterów w swoich odpowiedziach na pytania, które po niemal pół roku oczekiwania wreszcie przyszły i stanowisko Muszkieterów pojawi się w książce Franczyza Fakty i Mity. Nie wprost i nie jednoznacznie, ale sygnalizują trudności na rynku. Sam fakt uzyskania odpowiedzi moim zdaniem oznacza, że tak duży kapitał nie zlekceważył naszych pytań, nie machnął ręką. Świadczy to o dojrzałości zarządzających grupą Muszkieterów. Duże korporacje z siedzibami poza granicami kraju mają to do siebie, że nie odpowiadają na trudne pytania. To przemyślania strategia. Lepiej przemilczeć, aż dany temat przyschnie, a potem materiały pijarowskie znów „porządkują” sytuację w ramach zarządzania kryzysowego. I tak to się kręci.

 

Co ważne Grupa Muszkieterów nie wyciągnęła muszkietów i nie chce nas rozstrzelać paragrafami prawników. To też jest metoda. Pismo, wezwanie i próba zastraszenia procesami. Przykład Żabki czyli nie wydanej publikacji na temat ajentów jest tego dowodem choć skoro z kolei Żabka zaprosiła nie doszłą  autorkę do współpracy, a ta odmówiła to wydaje się działanie Żabki za słuszne. Nie mnie jednak oceniać. Fora internetowe huczą pomimo nowej kampanii „Mały wielki sklep”. Hasło wydaje się zbliżone do reklamy Chorwacji czyli „mały kraj, na wielkie wakacje”.

super

I faktycznie Chorwacja wakacyjna potrafi być wielka. I jest. Jednak nie dla tych, którzy wdepnęli na kolce jeżowca. Można jednak tego uniknąć. Na każdym rogu buty przeciwjeżowcowe są dostępne. Jak z franczyzą Żabek. Nie każdy wdepnął na kolce, choć statystycznie nie wygląda to dobrze. Można zaopatrzyć się w takie „buty”, że będzie przyjemnie i kolec paragrafu nie zaora człowieka. Bo pomysł na coś nowego jest trudny.

 

Chodzi o przekonanie-nie wiarę-jak w mityczne pretensjonalne greckie cytaty w niektórych galeriach handlowych-że produkt się przebije, że będzie rentowny, że ktoś go zauważy i się przekona-że to co nowe nie koniecznie zbudowane jest a priori po to-aby wyciągnąć od klienta jednorazowo pieniądze. Pytacie o „moich Ukraińców”, jak to idzie. Idzie powoli, z mozołem dzień po dniu. Bo to coś nowego, a wyróżnienie się w sieci jest-sami wiecie-nie wystarczy pogrzebać w portkach i krzyknąć-mamy start up! Tak się teraz te nowości nazywają. Odpowiadając na to pytanie czyli jak idzie odsyłam do dzisiejszej.

bomba

Bo jeśli ten tygodnik pisze m.in. o portalu to bez względu na to co się dalej wydarzy-jest to mały sukces, który finalnie nim nie jest.

fajne31

Bo rzadko jest tak, że z dnia na dzień pojawia się pieniądz- w domyśle-duży. Rzadko też jest tak, że oto czołowa zagraniczna telewizja wkleja do głównego wydania wiadomości materiał o portalu.

http://pracadlaukrainy.pl/news/sayt-pracadlaukrainypl-v-novinakh-11

 

I z tego się cieszę. Że został zauważony. Że poszło w świat. Bez pieniędzy. Bez ogłaszania światu na siłę. Bez zdjęć z założonymi ramionami koniecznie z bocznego profilu na kredowym papierze.

 

Reasumując portal odrobił 1000 złotych, profili przybywa. Teraz kierunek obieramy na pracodawców. Mozolnie. Dzień po dniu. Znajomi dzwonią żebym załatwił im Ukraińca do pracy. Nie załatwię. Bo nie będziemy Agencją Pracy do leasingowania ludzi. W leasingu mam samochód. W leasingu ludzie podpisują umowy w gh (to nowa formuła, leasing płytek kwadratowych) i wiemy-jak to się kończy.

 

Wracam do książki o systemach franczyzowych w Polsce. Do tych  milionów i tysięcy pomysłów na biznes. Jednym z nich jest sieć franczyzowych domów publicznych i kopia Wersalu budowana za pieniądze szejków. Na razie jeszcze w Polsce ten pomysł nie wystrzelił jak korek z szampana. Nie wykluczone jednak-że się pojawi.

 

A tak na marginesie dzisiejsza „jedynka” w Polityce zaskakuje.

hujnia

 Wyszło faktycznie z worka (nie mylić z pracą). Jak ten chorwacki kolec.

P.S. Polityce dziękuję. Ten portal to nie jest wał. Na razie Chorwacja jest przy nim wielka. Może urośnie?

 

Z Dekretu NapoLoewa

Niestety nie mam Polsatu 2 i 3 i Mistrzostwa Europy oglądam jednym okiem, a drugim w sieci. Dziś w konwencji „na luzie”. Znalezione  w necie. Z Dekretu NapoLoewa.

 

parf1

Nowy brand?))) Szybko trzeba podpisać umowę. Bo jest milion chętnych na jedne jajka.

http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/euro-2016/joachim-loew-podczas-meczu-niemcy-ukraina-protest-dfb-do-uefa/mnr7g6

A tak na serio to franczyzowy Orlen ma fajną promocję-naklejka plus flaga- w gratisie. Ten największy polski franczyzodawca wie jak lojalnościowo  „związać” ze sobą klienta. Trzymam kciuki za naszych. Kończę definitywnie książkę o franczyzie. Mam czas do końca czerwca. Dużo tego. Trudny temat. Pozdrawiam.

 

Zastanawiają się teraz co dalej-poradnik najemcy

Koniec

23 najemców opuściło kraty. Ilu ich zrotowało od 2001? Plusem jest fakt poinformowania z wyprzedzeniem najemców, że mają się zwijać. Teraz właściciel się zastanawia co dalej. Sugeruję włączenie się w projekt mieszkanie plus. 10 złotych za metr. A tak bez metafor to teraz czas na Plazę w ścisłym centrum tego miasta. I na kolejne. To tylko kwestia czasu.

ssss

 

Marc-Pol, Matras i Merlin-poradnik najemcy

Przed nami początek końca handlu w takiej wersji jaką znamy. O tym, że mamy dzicz w sensie ilości piszę od dawna. O tym, że pozornie świetnie działające firmy bazują na pozorach i w krzywym zwierciadle też. O tym że rynek jest wyduszony piszecie –Wy. Nie wszyscy się ze mną zgadzają-nie ma tu żadnej komuny myślenia. Ale realne obserwacje. Te na dole. Gdzie nikt nie zagląda. I nie mam żadnej satysfakcji kiedy sprawdza się to, o czym piszę, piszą media i kończy się tzw. PUBLIC RELATONS. Liczy się to co jest realnie, a nie wirtualnie. I nie w tym rzecz, że tylko deflacja to problem, który dotyczy tych którzy żyją, żyli z handlu.To ma przełożenie na wszystko co dotyczy danego kraju.

Generalnie za lekceważenie ludzi nie lubię Francuzów i francuskich sieci. Za tę manię wyższości. To nie uprzedzenia i kompleks niższości. Inteligentnie weszli do Polski jak w masło. Ale u siebie potrafili zabezpieczyć rynek, realnie. I tego można się od nich uczyć. Tam nie ma tylu lidlów, biedronek i całej reszty. Ktoś to przeliczył. Realnie. Ilu jest ludzi, ile gruntów i ile w portfelach.

Mistrzowie. Zaczęli już  w latach 90 po tzw. transformacji. Różne fundacje i organizacje Polsko-Francuskie inwestowały w studentów. Pokazywali im Paryż, finansowali studia, szkolili kadry budujące np. Castoramy. Młodych zdolnych ambitnych. Pokazali jak budować, jak zarządzać, jak sprzedawać, bo o sprzedaż głównie chodziło i chodzi. Dziś kalką drenażu intelektualnego jest program Socrates Comenius. Coś na zasadzie zobaczcie jak u nas jest fajnie, jakie mamy zarobki, jak możecie sobie ułożyć życie. Tak to się robi „tam”. Tu pielęgniarki zostawiają dzieci, zadłużone szpitale dołują miasta. Bo tzw. z kolei kapitał ludzki został wydrenowany. Wypłukany. Część wyjechała masowo, ale część została jak kawałki złota przez sito wychwycona. Dlatego od Francuzów należy się uczyć. Zakazali budowy więcej niż jest w stanie unieść rynek. Po prostu. I nikt nie ma o to pretensji. To jest oczywiste. Napisali ustawę i ochronili swój rynek.  Dlatego upadek Marc Pol-u nie cieszy.

http://niezalezna.pl/81499-upada-znana-siec-supermarketow#.V1aYS03tIGI.facebook

Upadek Matrasa też.

m52

Galerie srerie i czynsze.  Czynsze, kary, warunki, „umowy najmu”. Z sufitu.

http://innpoland.pl/127401,za-klopoty-firmy-matras-zaplaca-zwykli-polacy-zobacz-jak-upadlosc-firmy-wplynie-na-ceny-ksiazek

Upadek merlina nie cieszy.

http://wyborcza.biz/biznes/1,147743,19406036,sklep-internetowy-merlin-pl-zlozyl-wniosek-o-upadlosc.html

To też nie dziwi.

http://innpoland.pl/127257,kolejny-kultowy-lokal-zamyka-podwoje-jakim-cudem-padaja-knajpy-w-centrum-warszawy

To jest ten cud. Taki dream. Reasumując należy mieć jedną świadomość.  Wraz ze smogiem nadciąga smig. Czyli biedota i nieliczna nie przeliczonych reszta. Jak we Francji już w latach 90. Jakoś się to jeszcze kręciło. Ale ten balon pęka. Na ulicach. Dlatego też zanim podpiszesz umowę-czytaj, pytaj, analizuj. Nie mam patentu na wszystko. Nie ma takich ludzi. Staram się ogarniać. Jutro napiszę o kobiecie, która „robi” pieniądz. Nie na franczyzie, nie na gh, nie na bazarku. Na naprawie adidasów i trampek. Daje radę-choć szewcem nie jest.

http://businessinsider.com.pl/strategie/handel/zwolnienia-w-makro-11-hal-zamknietych/sgrrc8d?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_bi

 

Gdzie nie zarobić 150 tysięcy miesięcznie -poradnik najemcy

Pytanie od czytelnika.

„Dzień dobry. Prowadzi Pan bardzo pouczającego bloga, ja natomiast od dłuższego czasu interesuje się franczyzami, nawet przez pewien czas kupowałem czasopismo franchising. Z racji iż prowadził Pan salon fryzjerski chciałem się zapytać co Pan sądzi o franczyzie Jean Luis David. Chwalą się ze salon przynosi dochód 100-150 tys. miesięcznie a najlepsza dla niego lokalizacja jest centrum handlowe. Czy to nie jest ściema? Czekam na książkę o franczyzach.

Czy wg Pana jest w ogóle w Polsce jakiś system franczyzowy, który rzeczywiście jest uczciwy i sprawdzony?”

 

http://inwestycje.pl/franchising/Salony-urody-czesciej-w-pojedynke-niz-w-sieci;89019;0.html

 

Jest mnóstwo sprawdzonych biznesów franczyzowych. Żabki, Muszkieterowie, Czerwone Torebki itp. Brakuje jeszcze żółtej ciżemki-nie wykluczone, że w przyszłości powstanie. Tak jak niebawem dowiemy się na jakiej zasadzie działają kluby fitness. Ale zostawmy tężyznę fizyczną i przejdźmy do rzeczy.

 

Nie ma takiej opcji-fizycznej możliwości, aby JLD przynosił taki dochód. Nie ma. Zasada jest prosta. Kupujesz maszynki do golenia, kosmetyki, fotele i na starcie – jesteś wysadzony w kosmos. Z kilku powodów. Nie wszyscy klienci lubią maszynki. Rozumie pan? Są tacy dla których nożyczki są nożyczkami. Po drugie jest gros kobiet które nie lubią siedzieć w fotelu z folią na głowie w takim miejscu jak gh. Po trzecie zleciłem prowadzenie tego biznesu kobiecie 50+. Trudny charakter, ale wiedziała, co i jak. Uparła się że to wyciągnie. I wyciągnęła. W Bielsku podniosła obrót o sto procent. Maksymalny to 46.000 brutto (grudzień).

 

W Tarnowie choćby skały srały klient idzie tam gdzie płaci 10 złotych. Rzecz jasna-nie każdy. Maksymalny obrót 27.000 brutto (grudzień).

 

Kolejna zasada jest taka, że masz personel nieprofesjonalny. Masz syf w środku. Na posadzce leży włos. Masz brudne witryny. Dwa lata kobieta rekrutowała, wprowadzała nowości. Pełny szacunek. W końcu jeden z nich przejęła. I-mając czynsz na poziomie  16 eur (przy moim 35) nie jest w stanie zarobić. Po co to zrobiła? Czyli po co przejęła? Ambitna. Chciała najpierw mnie, a potem sobie udowodnić, że da się. Co ciekawe wówczas kiedy była „najemnikiem” robiła wyższe obroty niż dziś. Co to oznacza? Ludzie szukają oszczędności. Rozwijają się usługi w domach nie tylko dlatego, że taniej. Czasami nie ma czasu, możliwości. Przybywa starszych pań. I usługi w domach to przyszłość. Manicure, włosy, usługi kosmetyczne. Skąd o tym  wiem?

 

Z Limanowej. Tam Urząd Pracy nie udziela już dotacji na handel-bo to nie ma sensu. Tylko kłopoty. Z rozliczeniem dotacji. Z dotrwaniem do końca tego roku czy dwóch w zależności z jakiego projektu pochodzą pieniądze. I jakieś dwa lata temu przyszła pani z pomysłem. Że chce właśnie świadczyć takie usługi. Po domach. Urzędnicy kręcili głowami, ale w końcu klepnęli wniosek. Dziś ta kobieta działa w trzech miastach. Klientki to głównie osoby starsze. Zleceń przybywa. Ma pełne ręce roboty. I taki jest trend. Demografia. Głupcze. Zwrócił pan uwagę na obecną retorykę, że kraj był w ruinie, a dziś jest w rozkwicie? Kontynuując odpowiedź na pana pytanie. Spacerując po alejkach pan nie wie czy dane logo to już przejęła „góra” czy jeszcze nie. Zasada jest taka. Pakujesz w coś kwotę „x”. Toniesz. Wówczas jeśli znajdzie się kolejny na Twoje miejsce to ciągnie to następny. Jeśli nie to przejmuje centrala, a Ty człeku myślisz, że to hula. Dotyczy to butów, ciuchów i sprawdzonych marek. Żeby była jasność-nie wszystkich. Dostajesz świetnie zapakowany produkt. Obudowany słupkami, statystykami i wydaje się, że skoro to działa na całym świecie to jeśli wyłożysz ten pieniądz plus szkolenia i galeryjną „frekwencję” to wydaje się, że czemu nie? Opowieści o zwrocie z czegoś w dwa lata czy miesiące należy poddać krytyce. Przekopać internet przede wszystkim. I czytać między wierszami. Dlatego nie skorzystałem ze sprawdzonego know-how.

Na franczyzę nie należy patrzeć tylko pod kątem gh. Jest wiele pomysłów, które nie mają nic wspólnego z retailem. Z galeriami. Warto czytać pismo o którym pan wspomniał. Czytam je. Panu też sugeruję mimo wszystko powrót do tego pisma zalecając jednak ostrożność. A reasumując ten przydługawy wywód powiem panu tak: z franczyzą jest jak z ludźmi. Są tacy i tacy. Na pytanie, których jest więcej- nie jestem w stanie odpowiedzieć. Prywatnie jednak jestem zdania, że 80 procent sprawdzonych konceptów-można wrzucić do kosza.

 

Franczyza w Polsce jako byt-nie istnieje. Czyli pan, pani, ktoś dziś, właśnie teraz może sobie ułożyć własną umowę i nazwać ją franczyzową, dorzucić kilka tabelek w exelu, fajnie się ubrać, zainwestować w kilka tekstów i sprzedawać-nie sprawdzone know how jako pomysł na przyszłość. Bez pozwoleń i regulacji nie możesz sobie otworzyć banku, ale rozwijać go na „zasadach franczyzy” już tak. To zasady bez zasad. Jest jedna zasadnicza. Gęba w kubeł. A jeśli gdzieś pyszczysz na forach-to jesteś frustratem, nieudacznikiem. W tym miejscu na forum pan tego nie znalazł. Ale przypuszczam, że o taką osobę chodzi.

 

http://franchising.pl/forum/2836/skandaliczna-wspolpraca-firma-jean-louis-david/

 

A powracając do przeszłości polecam ten tekst. Z punktu widzenia „dziś” to odgrzewany kotlet, niemniej jednak-ciekawy. Link podesłał czytelnik.

 

„Jeżeli w grupie czterdziestu paru osób, kilka próbuje targnąć się na życie, w tym jedna skutecznie, nie można mówić o przypadku – psycholog Katarzyna Wiejak nie ma wątpliwości. – To warunki zewnętrzne, konkretne zdarzenia, polityka firmy… Gdyby taka sytuacja miała miejsce np. w oddziale wojskowym, to należałoby go wziąć pod szczególny nadzór. Samobójcy

– Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!? Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić… – mówią przyjaciele Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. – Na rękach denata znaleziono ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele – przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim. Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym. Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł się jak zwierzyna? Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała Iberia i… nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem, gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się bankrutem”.

 

http://www.zw.com.pl/artykul/160031.html?print=tak

 

Co do książki Przeliczeni to trafiła do koszy w marketach. Wiecie jakich? Są takie w sklepach za parę złotych. Trzeba pogrzebać. Co do „Franczyza-fakty i mity” to mam nadzieję, że pojawi się w październiku. I choć jeszcze jej nie ma, to pośród czytelników bloga jest też pewna pani, dr ekonomii z jednego z warszawskich uniwersytetów. Dwoje czy troje studentów pisze magisterkę-właśnie „o franczyzie”. I co ciekawe pani dr po lekturze prac dyplomowych, bloga i części gotowej już książki- oddała je- do poprawki.

Pozdrawiam życząc udanego tygodnia.

 

 

Zdemontowali wieżę Eiffla-poradnik najemcy

Nie dowiemy się z jakim bagażem długów doszło do zamknięcia jednego z dziesiątek sklepów w Gemini Park w Bielsku Białej. Paryskie marzenia już na starcie nie miały racji bytu. Miła kobieta +50 z córką. Czynsz dwa lata temu to ok. 18.000 złotych miesięcznie. Bała się rozmawiać. O czynszu, o warunkach. Fajnie prowadzony fan peage jeszcze pozostał. Sklep wyglądał tak.

lalune

Dziś zamknięty na głucho. 

la_lune

https://www.facebook.com/Butik.LaLune/

Kolejny do zamknięcia to by Polka-tuż obok. W tym przypadku też matka  z córką. Nie wygrzebie się z tego. Szkoda. Ciuchy z Francji były tanie i eleganckie. Bielsko- paryski sen trafił szlag podobnie jak zalanych wodą  najemców z Paryża.

pary

Na warunki pogodowe nie ma mocnych. Na burze, zalania, powodzie. Przed podpisaniem umowy w gh należy jednak pamiętać, że posprzątanie sklepów w Sandomierzu czy na wrocławskm Kozanowie poszło szybko.

Jeden sklep przy ulicy-jeden problem. Duży budynek-duży problem. I nie masz szans na nic. Bo deweloper ma to tam, gdzie francuski król piechotą chadzał. Warto o tym wiedzieć przed podpisaniem umowy i zadać sakramentalne pytanie. Gdzie są te dwie kobiety. I ile mają długu.

Babcia z wąsami, dziadek z długami-poradnik najemcy

Kika dni temu gh pękały w „szwach”, a dzieci z dumy. Malowanki na buziach z okazji Dnia Dziecka, baloniki na druciku i cukrowa wata plus kredki świecowe miały zwiększyć obrót żeby była radość. I była. W niektórych gh, aby zwiększyć „obroty” uroczystości trwają tydzień. Przedszkolaki, podstawówki, gimnazja plus Ci trochę starsi dla których gh to ulubiona miejscówka zamiast matematyki. To jednak-nie zwiększa obrotów- jedynie jazgot konferansjerów, który ma pomagać w zakupach.

Gh konkurują ze wszystkim co się rusza, bo Pikniki Rodzinne, pokazy strażackie, lanie wody czy puszczanie baniek w przedszkolnych parkach na świeżym powietrzu to konkurencja, która z kolei zatrzymuje dzieciaki tam gdzie ich miejsce.

Target dzieci nie uciągnie czynszów. Tymczasem na drugim biegunie czasu usilne starania w sumie nie wiadomo o co, czy o frekwencję czy wypłukany portfel seniora.  Dla tych ostatnich w Łodzi zorganizowano iwęt. Zdjęcia podesłał czytelnik.

117

senior

Bogaty program dla dziadziusiów i babć.

senior2

6 milionów emerytów plus kilka miliardów długów plus branie na siebie części rat plus do tego recepty-nie pozwala na robienie zakupów. Łącząc te dwa światy babcię i dziadka stać na lizaka, a malucha na szczery uśmiech. Na lego-rzadko starcza. Bo ludzie nie mają pieniędzy lub mają ich niewiele. I trzeba mieć tego świadomość. I przestać się zastanawiać dlaczego to czy tamto.

 

Rynek doszedł do ściany.

Jak najemca do słusznych wniosków czyli pytanie co autor ma na myśli?

Rynek starego miasta. Miniony tydzień. Spotkanie pod parasolem.

–Po kilkunastu latach wyszedłem z długiem na poziomie 300 tysięcy złotych. Umowa tak skonstruowana, że nie miałem możliwości wyjścia. Pomógł mi znajomy. Pożyczył 80 tysięcy. Kto inny 30 tysięcy. Wróciłem na ulicę ze sklepem. W rynku czynsze na poziomie 10 tysięcy. Z czasem jednak po kilku latach poszukiwań najemcy właściciel zadowolił się kwotą 3700 zł miesięcznie. Odbiłem się, spłacam długi po galerii handlowej. Gdyby nie Ci ludzie nie podniósłbym się. Dobrze, że o tym piszesz. Dobrze, że ktoś to ruszył, dobrze się ktoś taki znalazł. Najemcy których znałem nie poradzili sobie. Niektórzy jeszcze tam tkwią. Złapali się na 10 letnie umowy. Zachęta była taka, żeby podpisać na długo, żeby nie stracić szansy, żeby kto inny nie zajął tego miejsca. Dziś odżyłem. Miasto też powoli się zmienia.  Druga w tym mieście galeria upada. Ta w której ja byłem jest w stanie upadłości dlatego nie obniżą ani o centa.

Żegnamy się. Następne spotkanie. Potencjalni najemcy.

-Oni mówią, że jest dobrze.

-Jacy oni?

-No zarząd. Ludzie w sklepach. Pracownicy.

-A co mają mówić?

-No w sumie tak. Jak to sprawdzić?

-Wynajmijcie ludzi. Niech usiądą na ławkach i liczą ludzi. 12/h dzień w dzień liczcie ludzi ręcznie. Być może są firmy, gdzie można wynająć kogoś w rodzaju tajemniczy klient, ale do liczenia ludzi. Tylko dyskretnie to róbcie.

-Nawet jeśli policzymy w tym miejscu gdzie możemy wejść skąd się dowiemy, że to mogliby być nasi klienci?

-Znikąd. Spróbujcie od wyspy.

-To dobry pomysł.

Spotkanie trwa z godzinę. Duża firma. Spore obroty, ale jak do tej pory sklepów w gh-nie mieli. Szukają trzech lokalizacji czyli w Gemini Park w Bielsku-Białej.

-To kicha. Tam nie ma ludzi. Chcieli nawet za dwa czy trzy tysiące wynająć jakiś lokal. Nie podpiszemy tam.

-I słusznie. W Tarnowie w Gemini Jasna Park też nie polecam. Jeszcze straszą karami? Zdaje się, że w dupach jeszcze się trochę przewraca.

-Są kary 9 miesięczne i tajemnica handlowa. O zakazie rozmów między  najemcami nic nie mówili. Nie mają dużo pustostanów.

-Pierwsza fala bankrutów dawno poszła z torbami. Setki tysięcy w ściany, kolejne dziesiątki na czynsze i następne dla banków. Zoologiczny z milion długu, catering tarnowski z 1,5 w sumie z kredytami, kawiarnia ok. miliona, zabawki, buty, ciuchy, fryzjernie-setki tysięcy. Mało? Musisz pamiętać, że Tarnów to biegun ciepła w Polsce. Jak przygrzeje to ludzie nie szukają klimy, ale wody. Lipiec i sierpień to dramat. To osiedle wokół to ludzie, którzy kupują w Tesco. Przyjrzyj się po 22.00 jaki jest ruch i co kupują. Skupcie się tylko na samej przybudówce zwanej galerią. Oddzielcie ludzi z Castoramy. Jak to sprawdzisz i policzysz-będziesz wiedział. Poza tym nie wiesz czy pomimo to akurat Twój produkt się nie przyjmie. Jedź do centrum miasta. Zobacz rynek, boczne ulice. Sprawdź czy nie ma tam już podobnego sklepu czy sklepów  z tradycjami. To nie jest tak, że ludzie kupują w gh. Liczy się cena i to co w portfelu.

-No ale gh przybwa.

-Co z tego? Poczytaj, wyguglaj o czym piszą gazety. Ulice wracają do łask.

Dopijamy kawę. Następne spotkanie. Co ciekawe rozmówca miał kilkanaście wysp. Zostało kilka. Pomimo to, chce tam spróbować. Po badaniach ma się odezwać. Ciekawe czy to zrobi. Dostał w gratisie moją godzinę. Wartą kupę jego forsy.

Kolejne spotkanie.

-Mamy kilka sklepów przy ulicach. Ten w galerii dołuje całą firmę. Walczymy i nie poddajemy się. Możesz polecić Triumph? Co sądzisz o tej franczyzie?

-Nie ważne co sądzę. Nie polecam.

Następne. I kolejne. Przy okazji. Wszystko szybko szybko, bo mam też swoje sprawy. Do Cieszyna nie pojadę. Miasto ma swój plan tego spotkania i jak usłyszałem konsultacje społeczne chcą zrobić „od tyłu”. Jak rozumiem panowie porażą swoją potęgą intelektu i wiedzą całe miasto. Istotne jest jedno. Sklepikarze znają tego bloga.

Myślenice. To kolejne miejsce „po drodze”. Zakopane i Nowy Targ. W tym ostatnim przeprowadzono referendum w sprawie gh. Ludzie chcą. Ale o tym następnym razem.

P.S. Polecam lekturę. Najbardziej wyczekiwana. Nie wiem czy się z tego śmiać czy to olać?

http://nowawarszawa.pl/galeria-polnocna-najbardziej-wyczekiwana-inwestycja-warszawie/

Dziękuję za zdjęcia. Adamowi za flaszkoksiążkę, Grześkowi za makaron za dychę w prestiżowej restauracji świecącej pustkami. Pozdrawiam.