Rzeźnia. O tym Steve nie pisał-poradnik najemcy

Retailowy bełkot w nowej szacie

Prezes 4F mówi jak jest

Drukarnie zacierają ręce

Po majówce gh zostaną częściowo otwarte. Przed galernikami remodeling i covidobrending czyli R&C. Drukarnie się odbiją  finansowo na banerach zasłaniających pustostany czy wyklejkach na szybach. To jest pozytywna wiadomość dla drukarni.

30 kwietnia (czwartek) w ciszy obchodzimy VI Urodzinki-właśnie wtedy-sześć lat temu, powstał blog.  Balonów i iwętu nie będzie. Niemniej blog-jako, że wiele będzie się działo w retailu- jest na etapie remodelingu, rebrendingu i tenant mixu. Celowo używam tego rodzaju slangu do którego należy dorzucić pik i różową różę w świecie retailu. Awansując w inwestorskiej hierarchii można zostać np. różową różą na kraje Europy-Środkowo Wschodniej jakkolwiek by to nie brzmiało dziwacznie. Jest jeszcze kwestia porzuconego na rzecz covidu świata franczyzy, do którego też należy powrócić, bo brak ustawy sprawi, że przyszli biorcy są łatwym łupem w momencie recesji.  Franczyza może być przysłowiową brzytwą, a nie pomysłem na przyszłość.

Zostawmy na razie przyszłość na rzecz teraźniejszości-prace nad zmianą bloga trwają i niebawem pojawi się w innej szacie.

Od jakiegoś czasu często w mediach pojawia się właściciel marki 4F. Z jego słów wynika, że nie zamierza zwalniać ludzi, których nazywa misjonarzami. Nie pracownikami, ale misjonarzami. Dodatkowo powołuje się na lektury Steve’a Jobsa i dość często używa retailowego slangu. Jako realnie sprzedawca sportowej odzieży „na zasadach franczyzy” okazał się być w porządku dawcą.  Czyli nie niszczył ludzi i nie opowiadał głupot. Jeśli dany punkt nie szedł to sam przejmował sklep zwracając pieniądze inwestorowi.  Otwartym tekstem właściciel tej marki mówi jak jest dziś w dniu ogłoszenia „dobrej nowiny”.

„Po 4 maja nasza pozycja negocjacyjna jest zerowa. Głowy najemców będą lecieć jedna po drugiej. I podkreślam – wina leży tu nie po stronie rządu, ale w stu procentach po stronie galerii handlowych.

„galerie handlowe się z tego wycofały. Dziś już nie chcą z nami rozmawiać, bo wiedzą, że straciliśmy pozycję negocjacyjną. Nie widzę dobrej woli po drugiej stronie. Nikt nie chce dziś z nami rozmawiać. Nie wierzę, że teraz dojdą z nami do kompromisu. My, jako najemcy, tego nie przetrwamy. Sytuacja jest beznadziejna”.

„To będzie rzeź najemców. Jeśli dostaniemy te same czynsze, handel w galeriach nie przetrwa”.

https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/handel-w-galeriach-handlowych-od-4-maja-komentarz-prezesa-4f/glpg2lt

Szczerze współczuję tej marce jak i tysiącom innych utopionych w systemie retail. Rozumiem, że czyta się Jobsa. Jobs, to brzmi dumnie.   Rozumiem, że nie chce się czytać o stanie faktycznym innych autorów-nieodrealnionych bez takiego nazwiska jak Steve. Gh to rzeźnia od dawna. Tego prezes-nie doczytał.

Dlatego potwierdzam słowa prezesa rozpoznawalnej, lubianej polskiej marki 4F. Wyraziłem to zdanie już 6 lat temu. Zatem nie jest to coś nowego. Rzeźnia była i rzeźnia będzie.  Z nielicznymi wyjątkami od retailowych „zasad”. Niestety zaniedbania i niechęć do uporządkowania nowotworu  tzw. klasy politycznej dziś mają swoistą pointę. Polska dziś jest poszkodowana przez gh. Takie są fakty.

Stąd też żalu po gh w Łodzi-nie będzie. Żal jedynie ludzi. Dali się nabrać na pijarową ściemę. Na miliony nieistniejących ludzi, odrealnione piki i koszty z dziurawych sufitów. Galernicy pracują za granicą. Poza systemem.

Przy 6 tysiącach usterek  technicznych, ktoś to „klepnął” otworzył  i podpisał zgody.  „Na oko” super wow.

Nawet drogi zbudowano pod ten niepotrzebny death mall. Z Fabryki Biznesu została fabryka bankrutów.

https://expressilustrowany.pl/wlasciciel-sukcesji-w-upadlosci-obejmuje-likwidacje-majatku-dluznika-lodzki-sad-podjal-decyzje-zarzad-sklada-zazalenie-co-to/ar/c15-14919662

Czytasz Jobsa? Zajrzyj tutaj. Lepiej późno niż wcale. Tam znajdziesz biznesowy konkret. Na dole strony.

www.kiedyodchodza.pl

„BILANS 5. latka” czyli jak wirus COVID-19 zmienia nasz Świat.

Publikuję list „Długopisa”. Biologa molekularnego i byłego biorcę franczyzy.

Dzisiaj mamy DZIEŃ PAŃSKI – 17 kwietnia 2020 roku , godzina 21.00. Cztery miesiące od ukazania się pierwszych oficjalnych informacji na temat narodzin wirusa COVID-19. Ten nowy OBYWATEL ŚWIATA już teraz budzi strach u wszystkich mieszkańców naszego globu.

Ale czy na pewno są to słusznie obawy ?

„SUCHE FAKTY”                          

Oficjalne dane zebrane przez WHO  to: ponad 150.000 zgonów ,  ponad 560.000 wyleczonych chorych , ponad 2.200.000 zdiagnozowanych zarażonych .  Dane te , napływające z wielu krajów , budzą jednak szereg uzasadnionych wątpliwości i należy się zastanowić , czy przypadkiem nie są bliższe prawdzie doniesienia ze znanego nam regionu Azji Wschodniejgdzie ponad 20.000.000 telefonów komórkowych „zamilkło” tylko w miesiącu lutym 2020 r.

„NADZIEJA JEST  MATKĄ ….”      Po ostatnim moim liście z 26.03.2020 r. pojawiło się sporo pytań z prośbą o wyjaśnienie co miałem na myśli pisząc : „Każdy z nas żyje i karmi się nadzieją , że nie spotka się z tym „genialnym 5-cio latkiem”. Nic bardziej błędnego.” 

Mówiąc wprost moim zdaniem są bardzo znikome szanse, że w perspektywie najbliższych kilku lat ktokolwiek na ziemi pozostanie nie zarażony tym wirusem. Szanse te są mniejsze niż trafienie głównej wygranej w totolotka.

Dlaczego ? Moje przekonanie wynika nie tylko ze znajomości samej specyfiki wirusów ale także z szeregu informacji , które przenikają ze świata medycznego.

Najgroźniejszą bronią w arsenale wirusa COVID-19 jest potwierdzony już fakt, że u dzieci , nastolatków oraz znacznej części populacji osób dorosłych nie daje on żadnych objawów klinicznych zainfekowania.

Fakt zarażenia można stwierdzić jedynie poprzez zrobienie testu na obecność wirusa, a stwierdzić , że dana osoba była wcześniej zainfekowana można potwierdzić poprzez zrobienie testu na obecność w organizmie charakterystycznych przeciwciał.

Oczywistym jest , że nie ma realnej szansy zrobienia takich testów wszystkim osobom i to w bardzo krótkim czasie , tak żeby wykluczyć możliwość zarażenia się po zrobieniu testu.

Drugim, bardzo istotnym aspektem tego zagadnienia jest możliwość pozostawienia w naszym organizmie przez wirusa „niewypału” lub raczej „bomby z opóźnionym zapłonem”. Wirus zostawia w naszych komórkach swój materiał genetyczny , który może się uaktywnić dopiero po wielu miesiącach lub nawet po kilku latach. Generalnie nie stanowi to dla nas problemu , bo już mamy przeciwciała wspomagające obronę naszego organizmu.

Niestety mogą tych przeciwciał nie posiadać osoby, z którymi będziemy się kontaktowali już po ponownym uaktywnieniu się wirusa w naszym organizmie. My będziemy mieli przez kilka dni najwyżej lekko podwyższoną temperaturę ciała, ale osoby z naszego otoczenia zachorują. Tak pojawiać się będą , z całkowitego zaskoczenia,  kolejne i najprawdopodobniej znacznie wyższe fale pandemii.

Do tego dochodzi kilka innych ważnych przesłanek. Fakt , że zasięg rażenia kropelkowego nie wynosi do około 1 metra jak to zwykle ma to miejsce , ale nawet kilka-kilkanaście metrów przy sprzyjającym kierunku wiatru. COVID-19 rozprzestrzenił się z jednego miejsca w Azji na wszystkie kontynenty w przeciągu 30-40 dni ale dalsze jego rozprzestrzenianie może mieć różne tempo.

Na przykład w Europie za kilka miesięcy epidemia może ulec wyciszeniu, za to w Ameryce Południowej i Azji mniejszej dopiero nabiera rozpędu. Blokady i obecne ograniczenia po pierwszej fali zostaną zniesione i wirus będzie mógł nas atakować z bardzo wielu miejsc w każdym kraju i na różnych kontynentach.

Dlatego tak ważne jest dbanie o zwiększanie własnej odporności !

W tym momencie na pewno zapytacie : to po co ta szopka z maseczkami , kwarantanną itd.?  Czy to znaczy, że mamy tak głupich ludzi w rządach, że nie zdają sobie sprawy z tak oczywistych przesłanek ? Otóż wszystko ma swoją przyczynę i skutek.

Każdy obywatel ma swoją wymierną wartość – jest cenny ! Dlatego nasz rząd , jako pierwszy , wprowadził blokadę granic. Dlatego w interesie każdego rządu jest żeby jak najmniejsza liczba osób zmarła w wyniku kontaktu z COVID-19 , a już wiadomo, że jest on znacznie bardziej niebezpieczny od wirusa „Hiszpanki” z 1918 roku , który przyczynił się do śmierci 55-60 mln osób na całym Świecie (ponad 35 mln ofiar w Europie). Gdyby COVID-19 trafił na warunki jakie były w 1918 roku to w efekcie pandemii mielibyśmy około 250-500 mln zgonów.

Obecnie jednak żyjemy w zdecydowanie lepszych warunkach i lepiej się odżywiamy m.in. jemy więcej mięsa,  więcej owoców i warzyw. 

Priorytetem w dalszej kolejności jest to żeby maksymalnie spłaszczyć krzywą wzrostu liczby osób chorych w tym samym czasie. W tym momencie osoby zainfekowane mają właściwą opiekę medyczną, dostęp do respiratora w krytycznych dla organizmu godzinach daje wielokrotnie większe szanse na przeżycie.  Znane są już liczne przypadki wyzdrowienia także wśród osób starszych, u których układ odpornościowy już praktycznie nie funkcjonuje , a szczęśliwa rekordzistka ma 104 lata !

Wiemy także , że naukowcy cały czas pracują nad sposobami dodatkowego zwiększenia naszych szans , lub wręcz zagwarantowania nam 100%-ej możliwości przeżycia tej infekcji. Niestety nie jest to zadanie proste , a wdrożenie produkcji nowego „leku” także będzie wymagało czasu. Wiemy jednak już teraz , po analizie przyczyn różnicy liczby zgonów w Berlinie Wschodnim i Berlinie Zachodnim , że osoby , które były szczepione przeciwko gruźlicy mają odporność nabytą kilkunastokrotnie większą od osób, które takiego szczepienia nie miały.

Na szczęście szczepienia przeciwko gruźlicy w Polsce są obowiązkowe do dnia dzisiejszego, w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej i Ameryki. Tego rodzaju korelacja zdaje się w pewnym stopniu uzasadniać ogromne różnice w śmiertelności w poszczególnych krajach w Europie.  Prawdopodobnie jest to także jeden z powodów, dla których Polscy lekarze nie muszą obecnie podejmować traumatycznych decyzji  , któremu w dziesięciu potrzebujących pacjentów mam przydzielić respirator ? Niestety często jest to decyzja: kto przeżyje , a kto umrze.

Potwierdzeniem faktu , że rządy doskonale zdają sobie sprawę z powagi sytuacji jest między innymi niefortunna wypowiedź Premiera Wielkiej Brytanii z połowy ubiegłego miesiąca, o odporności zbiorowej oraz wypowiedzi epidemiologów z różnych krajów. Pozostaje jeszcze szeroko rozumiana „polityka” . A dla Premiera W.B. mam dobrą wiadomość – 560.000 osób , które już wyzdrowiały na Świecie, gwarantuje przetrwanie rodzaju ludzkiego ale z całą pewnością będzie to Świat zupełnie inny niż ten którego życzyłby sobie Pan Premier.

Czasokres pomiędzy kolejno po sobie następującymi pandemiami uległ sukcesywnemu skróceniu do około 10 lat i z pewnością ten czas względnego spokoju będzie jeszcze krótszy. Oznacza to, że Pan Premier będzie miał szanse przeżyć jeszcze kilka takich „atrakcji” aczkolwiek niekoniecznie już w randze Premiera. Na razie gratulujemy Panu Premierowi rekordowego wyniku ponad 14.600 ofiar śmiertelnych w stosunku do 400 osób wyleczonych. Jeżeli te wskaźniki nie ulegną szybkiej zmianie to Anglii nie pomogą kolonialne raje podatkowe, a przepowiednia Sybilli o tym kto będzie rządził , także w Europie, spełni się jeszcze za naszego żywota.

„SUCHE FAKTY”  czyli jak „5. latek” zmienia Świat      

GALERIE HANDLOWE – cienki głosik przeszłości

Mądrzejsi właściciele Gh już od miesiąca szukają potencjalnych nabywców swoich włości , oczywiście na bardzo atrakcyjnych warunkach. Z kolei ich Wasale pilnie przygotowują się do zawierania „atrakcyjnych ugód” z Galernikami.  Tylko Ci pierwsi chcą za 50% sprzedać coś , co nie ma już żadnej wartości lub wręcz będzie kamieniem ciągnącym ich na dno, a ta druga grupa Wasali liczy , że ograniczą straty zanim biedni Galernicy zorientują się , że ta ugoda wciąga ich w kolejne bagno. Ale przecież jak „frajerzy” podpisali pierwszą umowę to i ugodę powinno się udać z nimi podpisać .

W tym miejscu powiem otwarcie , CZASY GALERII HANDLOWYCH PRZEMINĘŁY BEZPOWROTNIE!!!

Jeżeli jakiś Wasal będzie Was zapewniał np. , że połowa dotychczasowego czynszu do SUPER OKAZJA i TYLKO DLA CIEBIE TAKIE WARUNKI bo przecież znacie się tak długo to – KŁAMIE W ŻYWE OCZY !!!

Człowiek jest „zwierzęciem stadnym” ale koronawirus wlał w nasze serca morze strachu , zmienił na długie lata dotychczasowe modele  zakupowe i modele spędzania wolnego czasu. Mało tego , te nawyki muszą ulec zmianie , gdyż ryzyko kolejnej pandemii , najprawdopodobniej jeszcze groźniejszej jest zagwarantowane i to w całkiem niedalekiej przyszłości.

Nie będziemy musieli długo czekać na pojawienie się setek i tysięcy małych i znacznie bardziej bezpiecznych sklepików i punktów gastronomicznych w lokalizacjach , na które nikt w ostatnich czasach nie zwracał uwagi , a które dzięki internetowi będą skutecznie realizowały wszystkie potrzeby obywateli.

Niski czynsz to mniejsze ryzyko dla Twojego biznesu oraz większy komfort psychiczny, a co najważniejsze – NISKIE CZYNSZE TO TAKŻE WYŻSZE ZAROBKI DLA CIEBIE I NIŻSZE CENY DLA KLIENTA , a tym samym więcej klientów drogą pantoflową będzie do Ciebie docierało – tak było przez setki lat , tak jest i tak będzie !   

Przekonałem się o tym osobiście. Zarówno ja , jak i liczna grupa moich znajomych od lat jeździmy do małego sklepiku jednego z producentów , parter domku jednorodzinnego , boczna uliczka w środku osiedla. Można tam kupić na przykład zupę od 2,99 zł( barszcz ukraiński) do 5,99 zł (przecier warzywny z kurkumą i marakują), gdzie ta sama zupa w hipermarketach kosztuje 6,99-9,99 zł , gotowe danie po 5,99 zł , a ceny w hipermarketach 9,99 – 14,99 zł , gotową i bez konserwantów surówkę do obiadu po 10 zł / kg , litrowy słoik pysznych flaków z boczniaków dla wegetarian za 9 zł zamiast za 18,99 zł i cała masa innych pyszności.  

Acha …., zapomniałem dodać, że dowiedziałem się o tym miejscu od Siostry, świetnie gotuje i kilka razy poczęstowała mnie czymś pysznym. W pierwszym odruchu byłem zdegustowany ale co robić , co tydzień jadę te 30 km na zakupy  Od czasu do czasu kogoś poczęstuję i z uśmiechem na ustach słucham tego „mniam mniam”. Konsumentowi zawsze będzie miłe połączenie ceny z jakością.

Daleki jednak jestem od niedoceniania siły perswazji Wasali oraz drogiej i długiej kampanii medialnej. Dlatego jeżeli przyjdzie Tobie ochota podpisania jakiejś ugody lub nowej umowy to koniecznie poradź się prawnika, poczytaj , porozmawiaj z ludźmi którym ufasz i może zainwestujesz swój czas i energię w coś co będzie miało większe szanse powodzenia – no nie … – raczej w to , co nie jest skazane na porażkę !

Gdybyś jednak, drogi galerniku stwierdził, że masz za dużo pieniędzy i chcesz zaryzykować bo nic lepszego do roboty nie wpadło w oka , to pamiętaj że teraz TY DECYDUJESZ jakie zapisy mają zostać usunięte z umowy , jaką cenę chcesz zapłacić. A może aż 10% stawki którą Tobie zaproponują ? Żadnej kolejki chętnych za Tobą nie ma i nie będzie.  Każdy kolejny tydzień i miesiąc będą obnażały bezsilność Wasali , a Ty będziesz rósł w siłę. Dlatego nie śpiesz się , masz tyle czasu ile potrzebujesz , graj teraz z nimi tak jak Oni pogrywali z Tobą w poprzednich latach!

FRANCZYZOBIORCO  – tobie zawsze wiatr w oczy

Niestety dla Franczyzobiorców ( w skrócie Biorców) nie mam tak dobrych wieści jak dla Galerników.

To prawda, że liczba potencjalnych inwestorów drastycznie spadnie, czasy niepewne to „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”. Wiele osób chętniej będzie liczyło na jak długo im wystarczy to co mają , aniżeli myślało w co zainwestować żeby zarobić więcej. Wielu uczciwych Franczyzodawców ( w skrócie Dawców) mocno ucierpi lub nawet zbankrutuje.

Niestety w przypadku Dawcy typu Złodziej to już niekoniecznie. Nawet jeżeli Ty nie będziesz miał pieniędzy na zainwestowanie lub nie będziesz chciał ich wykładać to sprawdzać będą jaki jest Twój stan posiadania , a jak nic nie masz to zrobią wywiad dla określenia prawdopodobieństwa w jakim czasie możesz coś odziedziczyć po dziadkach lub rodzicach. Jeżeli wyniki prześwietlenia będą pozytywne to nawet sfinansują otwarcie Twojego sklepu, tylko żebyś podpisał „weksel in blanco”. Jeżeli podpiszesz , to mają Ciebie w garści i będą Ciebie dopieszczali do czasu aż pojawi się złote jajko spadkowe i będzie co z Ciebie wycisnąć. Tak to niestety działa już od wielu lat w naszym kraju ale nie tylko w naszym i pomimo licznych spraw zgłaszanych przez poszkodowanych do prokuratury, NiK oraz setek zgłoszeń do UOKIK , to gdzieś te sprawy się rozpływają, dokumenty giną nawet w sądach , a korporacje nadal działają tak jak działały. Niestety dopóki urzędnicy nie będą ponosili pełnej odpowiedzialności karnej i majątkowej za swoje działania, „błędy” oraz także „zaniechania” , to taka sytuacja może trwać i trwać.  Jeżeli nasze polskie kancelarie prawne nie będą ponosiły odpowiedzialności za współuczestnictwo w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu wyłudzanie majątków oraz działanie w końcowym efekcie na szkodę Skarbu Państwa – w skrócie „Okradaniu Całego Narodu” to takie firmy będą nadal wyciągały pieniądze z Polski , rękami naszych kancelarii prawnych i sądów , okradając przedsiębiorców i obywateli.

Koronawirus doprowadził do globalnej katastrofy i w tym momencie zaostrzy się konkurencja pomiędzy poszczególnymi państwami , także w obrębie Unii Europejskiej. Tylko te państwa i ich rządy mają szansę wyjść z tej opresji obronną ręką , które zablokują możliwości wypływu kapitału ze swojego kraju i ściągną kapitał obcy do swojego kraju. Mamy na to dwa jaskrawe przykłady , to jest Chiny i Holandia (dzisiejsze Niderlandy). Strategia działania Chin , od momentu wyzwolenia spod okupacji japońskiej przez wojska amerykańskie , aż do dnia dzisiejszego z całą pewnością będzie kanonem nauki biznesu w przyszłości. Natomiast zbudowanie raju podatkowego w obrębie terytorialnym Holandii i to w ramach Unii Europejskiej jest swoistego rodzaju kuriozum i śmiertelnym zagrożeniem dla każdego rządu i także w każdym państwie w obrębie Unii Europejskiej.

Idąc dalej tym tropem należy się przyjrzeć dokładnie kto jest beneficjentem rzeczywistym i jaki jest kraj podatkowy takiego Dawcy typu Złodziej i mamy odpowiedź na pytanie jakie są prawdziwe przyczyny prowadzenia biznesu w Polsce i jaki jest jego prawdziwy cel – bo na pewno nie budowanie dobrobytu jego społeczeństwa.  Dla zainteresowanych dodam, że Holandia jest jednym z nielicznych krajów, gdzie umowa franczyzowa jest umową nazwaną , a systemy franczyzowe zobligowane są do ścisłego przestrzegania określonych regulacji prawnych. No cóż , w końcu na swoim podwórku trzeba mieć porządek i pilnować pieniędzy nawet przed własnymi, potencjalnie nieuczciwymi urzędnikami. Proszę nie wierzyć nikomu kto twierdzi , że Holendrzy to większe skąpiradła od Irlandczyków – nie jest to prawda. Holendrzy są po prostu  lepszymi handlowcami i kolonizatorami od Portugalczyków, Hiszpanów i najprawdopodobniej nawet Anglików.

„JESZCZE POLSKA NIE …”                       

Wcześniej miałem nadzieję, a obecnie już wierzę, że pandemia wirusa COVID-19 jest szansą dla Polski i szansą na wyeliminowanie z naszej rzeczywistości gospodarczej  zwyrodniałych praktyk ukrywających się, pod hasłami takimi jak FRANCZYZA lub GALERNICY.

Koniec obciachu, czas powrotu do źródeł-poradnik najemcy

Jak zrobić wodzionkę?

Owczy pęd

Bazarki na dachy

Firmy informatyczne zajmujące się budową stron internetowych, platform sprzedażowych, e-learningowych mają dużo pracy i zleceń. „Owczy pęd” do sieci niektórym pomoże się utrzymać na rynku, a nawet rozwinąć- w sieci w której i tak było ciasno, zrobi się jeszcze tłoczniej. Odpowiednik czynszu-czyli pozycjonowanie pójdzie w górę.

Im wyżej, tym drożej bez gwarancji zleceń i sprzedaży. Poza tym wyszukiwarka ma to do siebie, że „najwyżej” nie oznacza –korzystniej. Niemniej jednak szybkie przebranżowienie czy próba zmiany jest zjawiskiem znanym. Jest akcja-jest reakcja.

Podam kilka przykładów.

Firma produkująca koła i materace do pływania przestawiła się na szycie dużych szpitalnych namiotów. Pasmanteria szyje wyłącznie troczki do masek i ma odbiorców. Galernik przenosi sklep do internetu, tradycyjne firmy szkoleniowe budują platformy video do prowadzenia szkoleń przez internet. „Wszyscy” idą w on-line. Jak w Tragedii Posejdona.

Drukarnia zajęła się produkcją hełmów antywirusowych i szuka odbiorców. Sprzedawca piwa robi hełmy ochronne.

W majówkowym wydaniu Gazety Prawnej znajdziecie więcej takich przykładów: o zmianach, ludzkich postawach, pomysłach i radzeniu sobie różnych firm z przeciwnościami.

Galernikami się nikt nie zajmuje, bo to jest temat zamknięty. Oprócz zamrożenia czynszów w zasadzie nie ma o czym pisać. Jedynie co można by zrobić w międzyczasie to na dachach budynków ustawić drewniane stragany i tam organizować bazarki wędlin. Tyle zostało z retailu.

Jeżeli jesteś galernikiem to weź pod uwagę kwestię dezynfekcji już dziś. Kto niby po otwarciach ma to dezynfekować i za to płacić? Ile razy należy dezynfekować dworcogalerie handlowe i jaki to jest koszt? Do tego kurs euro i wszystko jasne. Mówiąc językiem potocznym -jest pozamiatane. Sanepid retail omija szerokim łukiem. Łatwiej zniszczyć rolnika.

Długo potrwa leczenie głów nas-klientów-i oswojenie się z obawą o zdrowie. Można powiedzieć, że wielki biznes miał się dobrze. Sędziowie, prokuratorzy, deweloperowcy, burżuazyjni prawnicy-de facto przestępcy, mafia-była nietykalna, co oczywiste z historycznego punktu widzenia. I oto nagle Goliat oberwał z procy małym niezauważalnym „dawidowirusem”. Obalił system retail, a w zasadzie postawił symboliczną kropkę nad „i”. Nowotwór ostatecznie został zatrzymany przez dawidowirusa. I to jest dobra wiadomość. Jedna choroba pokonała drugą.

Symboliczna polityczno-samorządowa tarcza „nietykalnych” chroniąca przez wiele lat system retail i deweloperowców-tym razem-nie zadziałała. Setki milionów złotych na „ratowanie retailu”-to wyrzucenie pieniędzy w błoto. Te pieniądze należało skierować do ludzi, do pracowników i właścicieli firm jako dochód gwarantowany czy podstawowy. Ten postulat jest jak wołanie na puszczy. Są tacy co wołają – jednak karawana absurdu idzie dalej. Pojawia się jednak nuta logiki czyli legalnie pójdziesz do lasu na spacer.

I jeszcze jedna dobra wiadomość. Skończył się czas wynajmujących, a rozpoczął czas najemców w dosłownym tego słowa znaczeniu. I nie chodzi o retail-ten jest skończony. Mam na myśli najem innych lokali. Wykpiwani Janusze biznesu dziś są na wagę tych kilkuset złotych czynszu miesięcznie. A nie odwrotnie. Należy o tym pamiętać. Jeśli deweloperowcy tego nie zrozumieją, diety za nic nierobienie nie będą takie oczywiste. Wyjście za strefy komfortu ominie firmy budujące strony internetowe, ale nie ominie umoszczonych. I jeszcze jedna refleksja. Ż płaci 10 tysięcy złotych za nakłanianie do otwarcia spożywek. Dziesięć tysięcy za sztukę. Za jednego franczyzobiorcę. Znajdź go, przekonaj żeby podpisał umowę i skasuj 10 tysięcy, żabking trwa w najlepsze pomimo pandemii. Na maile spływają oferty o przychodzie gwarantowanym zachęcającym do prowadzenia „własnego biznesu”. I jednoczesny pijar oparty o darmowe maseczki i konsultacje z Ministerstwem Zdrowia.

Przejdźmy do nowych zjawisk, ale na wsi, daleko. Dwa lata temu wybudowałem stodołę, rok temu wykopaliśmy ziemiankę.

Sąsiadka pukała się dyskretnie w głowę kiedy koń z pługiem orał kawałek ziemi po to, aby posadzić tam pomidory, marchewkę, groch i słoneczniki. Patrzyła na nas jak na kosmitów. Kiedy ściągnęliśmy pojemniki do łapania deszczówki była zdziwiona i zastanawiała się też po co kopiemy głębinówkę skoro mamy deszczówkę?

Tak było dwa lata temu i rok temu.  

A jak jest dziś? Sąsiadka szuka pojemników na deszczówkę i wezwała właściciela z koniem, żeby wykorzystać swój nieużytek.

Nie przyjechał „od ręki”. Tydzień czekała na wolny termin. Dwa miesiące poczeka na głębinówkę. Czyli jaki stąd płynie wniosek? Powrót do źródeł w dosłownym tego słowa znaczeniu. Do wody i ziemi. To co było obciachem, dziś staje się potrzebną normą. Koń od rana do wieczora z właścicielem mają pracę/15 złotych za godzinę. Jako, że jest jedynym z dwóch koni w powiecie- to ma wzięcie. Zero konkurencji, bo trzymanie konia to nawet na wsi było obciachem, czymś dziwnym. To przypomina obciach z kanapkami do pracy. Po co je robić-jak dowiozą. Kanapkowe firmy dziś są niepotrzebne-dlatego padają. Jajko na twardo tak pachniało, że wstyd je było nosić do pracy. Czas ekstrawagancji się skończył.

Za ziemiankami na wsi idą kurniki.

Prosta konstrukcja. Tani interes. Przybywa kurników i jajek na własny użytek. O wstydzie niewielu myśli-ale o przyszłości już tak.

O niej myślą też mini budowlane firmy-one mają pracę i postanowiły niektóre wprowadzić nowy produkt na rynek czyli ziemianki. Koszt od 3000-5000 złotych. Naszą wykopaliśmy sami, obłożona jest słomą, a nie betonem. Koszt wyniósł wówczas kilkanaście godzin własnej pracy.

Takie są trendy na wsiach, gdzie trudno jednak kupić świnię. Ten sam Sanepid, który zamykał bazarki w czasie pandemii pozamykał czy zagazował dziesiątki tysięcy świń na wsiach. W lubelskim porobiono dziwaczne strefy zagrożone rzekomo ASF. Finał jest taki, że kupienie czy hodowanie świni jest bardziej skomplikowane niż stworzenie apliakcji czy zbudowanie portalu. Trudność z kupieniem świni problemem życiowym nie jest.

Jeśli jest woda, stara kromka chleba, smalec, margaryna, skwarki, sól, czosnek, magi i garnek to w ten sposób gotowano na śląsku „wodzionkę”. Czyli zupę na wodzie, a nie na golonce, która w latach 80. była rarytasem. Aby zrozumieć na czym polega dewastacja polskich produktów regionalnych i mitu, który na tej bazie powstał warto odwiedzić profil Agrounii na fejsie. Pokazują „potęgę” spożywki w praktyce.

I tak oto doszliśmy do dania na trudne czasy dla galerników i nie tylko. Pamiętam smak tej wodzionki. Dało się jeść, nie śmierdziało, nie było obciachem.

wniosek: jeśli podpisałeś umowę w gh, nie przedłużaj jej, nie wyprzedawaj się, nie płać nic. Uchyl się od skutków prawnych tej umowy. Poczekaj, aż spadną czynsze przy ulicach, bo spadną. I tam buduj od nowa. Szukaj lokalizacji tam, gdzie jest świeże powietrze. To już dziś i jutro-obciachem nie będzie.

I jeszcze jedno. Ten były spichlerz też dla niektórych był obciachem. Ruiną.

Po jakimś czasie powstało to

Masz jakieś pieniądze? Szukaj sioła na wsi. Mając ogródek z nawozem z obory rano z okna zobaczysz to:

Pozycja „negocjacyjna”- poradnik najemcy

Ulica Marszałkowska, Warszawa, godzina ok. jedenastej. Urobek w puszcie to 12 złotych. To pandemiczne zdjęcie ilustruje B&B w gh czyli coś co wymyślono na potrzeby „rynku”. Podobnie jak „negocjacje”-podpisz siódemki, bo to standard, sprzedaj dom – zapłać czynsz, nie masz na chleb?-idź na ulicę. „Nie wiecie co macie robić?-tam jest okno.

 Takie są skutki systemu retail. Zdjęcie oddaje „pozycję negocjacyjną” galerników w gh.

Niech to zdjęcie idzie w świat. Mówi więcej niż słowa.

Jeśli masz deficyt słów to kup dzisiejszy Tygodnik Powszechny. Spotkajmy się właśnie tam. Za jedyne 8 złotych z Vatem.  Jest to przekaz  w ” jedną stronę”-z papierem nie porozmawiasz, ale możesz po przeczytaniu tu wrócić i się odezwać. Cenzury tutaj nie znajdziesz-jeżeli już, to autocenzurę-trzymając język na wodzy. Bo jeśli dziś przyszli bezrobotni  (zarządzający) wydzwaniają do ludzi zbierając pieniądze na swoje pensje-windykując ich o niezapłacone faktury, wyłącza się prąd szantażując o czynsz, wypowiadane są umowy najmu w czasie kwarantanny to w katalogu słów nie ma takich, które oddawałyby retailowy klimat. Mnie to jednak nie dziwi, nie zaskakuje i nie jest czymś nowym.

(Na pocieszenie w niektórych gh przebija się głos rozsądku. W nielicznych. Zamrożonych ustawą. Dlatego windykują długi. A nie bieżące fv. Na to przyjdzie czas).

Zaskakuje mnie co innego. Książka Przeliczeni wróciła do sprzedaży w empiku…A to oznacza, że po latach jest szukana. Pierwszy nakład sprzedany w połowie w drugiej połowie został rozparcelowany za złotówkę w biedronkach i tescach w 2016 roku. I Przeliczeni wrócili. Niebywałe.  Już nie za złotówkę.

170 zapytań w 70 godzin

Rynek reaguje błyskawicznie na zachodzące zmiany, nowe okoliczności rynkowe i sprzedażowe.

Jedną z nowych-starych możliwości jest chatbot. Na czym polega i w czym może pomóc? Firma układa zestaw pytań, bot-automat odpowiada klientowi zainteresowanemu czymś czego szuka.

Konkretnie chatbota wykorzystuje firma Świat Rowerów z Wołomina. To jest serwis rowerowy w którym mechanicy naprawiają rowery, konserwują je i przygotowują do sezonu. Dziś tam pojechać  nie możemy, bo jest kwarantanna. Poza tym jeśli rower podczas zimy się zepsuł to też nie dojedziemy. Załatwi sprawę za Ciebie chatbot.  Czyli np. jest ktoś kto mieszka w Warszawie i chciałby mieć rower gotowy do jazdy lub dojeżdża rowerem do pracy, ale ten się zepsuł.

Chat bot reklamuje się na facebooku i można z nim na ten temat „porozmawiać” czyli sprawę załatwić. Po rozmowie bota z człowiekiem finalnie z klientem kontaktuje się człowiek ze Świata Rowerów i przyjeżdża do domu po rower i zabiera go do warsztatu. Po naprawie czy konserwacji rower stoi gotowy pod drzwiami. Właściciel roweru i mechanik nie mają ze sobą kontaktu. Płatność dokonywana jest on line. Warsztat ma pracę, a klient rower.  Tak to działa. Jaki jest koszt takiego bota? Od 100 złotych do 1000 złotych. Czas wykonania to w zależności od specyfiki firmy od kilku do kilkunastu godzin. Bot rowerowy działa od trzech dni-zgłosiło się 170 zainteresowanych usługą klientów z Warszawy i okolic. Firma ma pełne ręce roboty, a sprawę załatwiły boty.

Ten mechanizm może być przydatnym w innych regionach Polski dla warsztatów rowerowych w dużych i średnich miastach.

I powstaje pytanie czy można poprzez bota sprzedać coś innego?

Producent botów jest w stanie dopasować bota do profilu firmy.

Właśnie uruchomił Marketingowe Pogotowie Ratunkowe. Akcja polega na tym, że poprzez bota, firma X może zaoferować klientowi swoją usługę, produkt za pomocą chat bota. Jako, że dziś liczy się czas i nawet najdrobniejsze pieniądze, firma proponuje wykonanie chat bota za …100 złotych plus nieznaczne koszty reklamy na facebooku.

Korzystałem z usług chat botów przy rekrutacjach do pracy do Niemiec w połowie ubiegłego roku. Choć skontaktowało się z nami ponad pół tysiąca osób w krótkim czasie-rekrutacja wypadła słabo.  Potwierdzam, że to działa. Może być w tym czasie bardzo pomocne w sprzedaży czy pozyskaniu klienta.

Jeżeli chcesz dopytać o szczegóły to tutaj podaję maila:

biuro.chatbotwork@gmail.com

http://www.chatbotwork.pl

To nie jest tekst reklamowy. Nie wiem do czego można go jeszcze zaadoptować tzn. do jakich usług. Może przyda się Tobie. Długów nie spłaci-pomóc może.

O Życiu i śmierci, fragment „Kiedy odchodzą…”

To dziwne Święta Wielkiej Nocy. To słońce, które cieszy i kusi żeby wyrwać się i pobiec przed siebie, pojechać gdzieś nad wodę, na wieś, wrócić do tradycji pojechać do rodziny, do znajomych i zwyczajnie się cieszyć.  Jaki to dziwny i zaskakujący czas i niewiadoma stawiająca pod znakiem zapytania przyszłość.

Spotkała nas zmiana z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień i jesteśmy zaskoczeni, wystraszeni, niepewni co to dalej będzie, jak się ułoży przyszłość, co będziemy robić. Ta niepewność dotyczy chyba tym razem większości. Taki demokratyczny lęk i marcowa rewolucja wydaje się dotykać większość. I te znaki zapytania będą nam towarzyszyć przez jakiś czas. Nie pamiętam czasów w których tak dużo i często mówiono by i pisano o śmierci, o odchodzeniu, o chorobach, lekarzach, pielęgniarkach, ratownikach medycznych i osobach których pracę możemy określić służbą.

Nie ważne, że dla niektórych Hipokrates to hipokryta, a przysięga to jakiś werbalny relikt przeszłości. Ucieczki z pola bitwy znane są z historii, a potem spektakularne powroty i wyrzuty sumienia i racjonalizowanie, że przecież chciałem żyć dla rodziny-dlatego uciekłem i zostawiłem pacjentów. To jest demokratyczna mniejszość, promil. Nie warto się tym nakręcać. Każdy z nas jest w pewnym sensie lekarzem dla siebie i najbliższego otoczenia. Od swojego łóżka życia, nie chcemy uciekać. Chcemy się ratować w możliwy dla nas sposób.  Na szczęście choroba nie jest śmiertelna dla wszystkich choć na końcu, tak czy inaczej, czy tego chcemy czy nie-kończy się przecież zawsze tak samo.

Jedyna różnica to czas. Jeden ma go więcej, drugi ma go mniej i realnie rzecz biorąc jest kwestią czasu, kiedy kogo meta życia spotka. Wydaje się, że za zakrętem będzie kolejny etap, a to może być złudzenie-tam może być właśnie meta.  

Obserwując otoczenie nasuwa się refleksja, że po maseczkach może wzrosnąć zapotrzebowanie na kaftany bezpieczeństwa i szwaczki przestawią się na szycie kaftanów. Cyniczne to. Bo tak jak nie było śmierci w przestrzeni publicznej, tak nie było głowy.

Nie istnieje w przekazach na co dzień, a przynajmniej tak było do tej pory. Czyli głowy rozumianej jako tę część ciała, która wymaga opieki, leczenia, pielęgnacji. Śmierć to strach, a psychika i leczenie-to wstyd. I ta psychika jest ważna jeśli nie najważniejsza w czasie lęku, niepewności, utraty środków do życia.

Nie mam pomysłu, ani cudownej recepty, dlatego warto zaufać specjalistom, psychiatrom, psychologom, psychoterapeutom, terapeutom uzależnień-niepopularne to, no bo jak to? Jestem psychiczny? Masz prawo być „psychiczny” i masz prawo mieć depresję, załamanie nerwowe, nerwicę. Masz prawo odczuwać niepokój i gadać do siebie bez wstydu, że coś z Tobą jest nie tak. Masz też prawo wierzyć w to, że jesteś ateistą i ŚWIĘTA Cię nie dotyczą.  Ateizm to też jest wiara. I masz prawo zwrócić się do kogoś lub czegoś wyżej i możesz z katalogu prawie 5 tysięcy wyznań wybrać to-które czujesz , że jest Twoje.

Ze śmiercią spotykałem się od ubiegłego roku- z ludźmi, którzy tę śmierć noszą w sobie od momentu kiedy ich spotkała. Kiedy hulał jeszcze poprzedni świat jeździłem na spotkania z ludźmi dotkniętymi samobójstwem. Chcieli rozmawiać.

Piorunujące spotkania, historie, szczegóły, detale i dramat człowieka w swoim człowieczeństwie bycia człowiekiem. Słuchałem tych narracji pisząc bezpośrednio do komputera. I zastanawiałem się na życiem, nad śmiercią samobójczą, nad rodziną, znajomymi, przyjaciółmi. Czasami przez kilka godzin czułem coś co mógłbym porównać do mentalnego nokautu. Następnego dnia wszystko mijało i na spotkanie czekał kolejny bohater. I wówczas myślałem o kruchości życia, o zaskakujących piorunujących drugiego człowieka zdarzeniach. I szukałem odpowiedzi na pytanie „jak Ci ludzie sobie z tym poradzili?” Gdzie szukali siły i chęci do dalszego życia? Spotkania ze śmiercią zakończyłem w lutym tego roku.

I nagle śmierć pojawiła się wszędzie. Upiorny zbieg okoliczności. Ale czy na pewno upiorny? Przecież śmierć jest stara jak świat. Człowiek porządkując świat schował ją przed naszymi oczyma. Wyparł ją ze świadomości. Dlatego popularna jest nieśmiertelność i dążenie do niej.  Stąd ta panika i strach, kiedy strzelają kolejne telewizyjne paski o zmarłych, lodówkach i trumnach.

Na mojej drodze stanął człowiek, który stracił wszystko. Został dotknięty samobójstwem dwa razy. Nie wchodząc w szczegóły w tym momencie chcę jednak przytoczyć fragment jego narracji na temat tego co się stało z nim samym.

Zaskoczyło mnie to, jak napiwek może mieć terapeutyczną moc. Napiwek dla człowieka obracającego wcześniej milionami złotych w wysokości dwóch złotych. Dwa złote napiwku.  Dobrze, żeby nie wchodzić w szczegóły wrzucam fragment książki „Kiedy odchodzą…” (przed redakcją)

„Poczułem niedowierzanie w to co widzę, byliśmy kompletnie zaskoczeni…Kilka dni później zadzwoniła do nas matka tego chłopaka z ogromnymi pretensjami do nas! Nie rozumiałem tego, dlaczego ktoś nas oskarża o przyczynienie się do takiej decyzji. To były bzdurne zarzuty i odrzuciliśmy je: że to nasza wina, że nic nie zrobiliśmy. Po jakimś czasie jak to w takich sytuacjach bywa dotarły do nas plotki, że chłopak ten zażywał narkotyki, że były tam jakieś długi, kłopoty z prawem. Te informacje kontrastowały z jego zachowaniem, wyglądem, sposobem mówienia-nic nie wskazywało na to, że ten młody perspektywiczny i uprzejmy człowiek mógł mieć tego rodzaju problemy”.

(…)”Wiele razy byłem w  desperacji, bo ona nie odwzajemnia tego uczucia i miałem myśli samobójcze. W takim stanie inaczej myślisz…na ile potrafiłem wyciszałem te emocje, tę rozpacz i ból, to odrzucenie- kiedy wydaje się, że to jest koniec świata, że nie jesteś wart tego uczucia. Rozchwiane emocje nie są dobrym doradcą, dawałem sobie czas i starałem się je wyciszać emocje i myśli, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. I choć wiele lat później wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym to nie myślałem o tym, żeby utopić siebie, ale utopić samochody w jeziorze, które miałem w leasingu i nie potrafiłem ich spłacić.

Widziałem przed sobą tylko „czarną dziurę”-prokuraturę, Urząd Kontroli Skarbowej i siebie więzieniu choć nikogo nie okradłem, nie wyłudzałem podatków, kredytów. Pogubiłem się w tym wszystkim, nie zapanowałem nad firmą i to pociągnęło mnie na dno. Straciłem dom, firmę, pozostały długi i zdiagnozowana depresja. Nie mogłem zorganizować się nawet do jedzenia, bardzo dużo spałem-organizm się bronił w ten sposób.

Szpital był schronieniem dla mnie w tamtym momencie, a prawdziwy stres nadszedł po wyjściu z niego. Po wyjściu ze szpitala zamknąłem firmę, siedziałem w fotelu i kiwałem się tam i z powrotem. W lepszych momentach szukałem bezskutecznie pracy. Żona złożyła pozew o rozwód, zakończyło się na pierwszej rozprawie-było mi wszystko jedno. Potem wyprosiła mnie z mieszkania  wystawiając walizki za drzwi. Zawaliło się absolutnie wszystko co budowałem przez całe życie.

Nic mi nie wychodziło, interesowała się mną policja-jeden z dostawców uznał, że go okradłem i trzykrotnie składałem zeznania. Za każdym razem policja uznawała, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko mnie.

Opuściłem moje miasto i wyjechałem do innego, dużego miasta w Polsce z kolegą. Mieliśmy rozkręcić restaurację, mieszkałem u niego-jednak po kilku miesiącach nie wyszedł ten jego interes i on nakazał mi, abym opuścił mieszkanie. Znalazłem „norę” do wynajęcia najtańszą z możliwych i poszedłem do pracy w ochronie jako „szlabanowy”. Ledwo wiązałem koniec z końcem.

Skoro postanowiłem się nie zabić to musiałem coś robić. Praca była nudna, demotywująca i bardzo słabo płatna. Napadały mnie różne halucynacje i omamy. Słyszałem dźwięk telefonu, który nie dzwonił, na ścianach widziałem ruszające się punkty, których nigdy nie było…Za namową prawnika, który udzielał bezpłatnych porad prawnych poszedłem do psychiatry.

Nie pomógł mi ten psychiatra, przepisywał leki, bardzo mocne po których chciało mi się ciągle spać.. Potem zmienił lekarstwa, miałem wrażenie a potem i pewność, że miał w dupie to co ja do niego mówię. Poprosiłem o zapiski które robił ze spotkań ze mną i poszedłem do innego lekarza-wtedy zobaczyłem co tam wypisywał-on ze mną nie rozmawiał, tylko słuchał i zapisywał leki. To był ten czas kiedy podnosiłem szlaban. Od prawnika dowiedziałem się tego co było dla mnie najistotniejsze, powiedział, że za te długi „nie idzie się do więzienia”. To był moment zwrotny. A po nieudanej kuracji lekowej uznałem, że jeśli sam sobie nie pomogę, to nikt tego nie zrobi. Zmieniłem pracę. Rozwoziłem jedzenie. Od rana do późnego wieczora, non stop. Potrzebowałem prostej pracy, od punktu A do punktu B-wymagającej skupienia i myślenia o profesjonalnym  wykonaniu zadania.

Nie dałem sobie czasu na myślenie i rozpaczanie nad swoim losem. Kiedy miałem gorsze dni i dopadała mnie depresja, starałem się skupić na pracy i o depresji nie myśleć. Wstawałem wcześnie rano, jadłem śniadanie, jechałem do pracy i tak do 22-24 w nocy. To była dla mnie najlepsza terapia. Dawała mi pieniądze, a nie dawała czasu na rozczulanie się nad sobą. Dawała mi jeszcze jedno-kontakt z ludźmi. To jest ten rdzeń wyjścia z kryzysu o który pytasz-to nie była rozumnie wypracowana strategia-ale tak zadziałała. Pierwsze dwa i pół roku unikałem ludzi, kiedy przestałem uciekać od nich-nastąpiła poprawa.

Nie zastygnąć psychicznie, zarabiać pieniądze i mieć non stop zajęcie proste, ale jednocześnie nie nużące jak podnoszenie szlabana. Rozwożenie jedzenia dawało mi ciągłą aktywność. Musiałem myśleć jak trafić w dane miejsce, jak dojechać, jak zabrać jedzenie i dojechać do klienta, przekazać zamówienie i skasować. Napiwki były dla mnie bardzo ważne nie tylko z finansowego punktu widzenia. Klient doceniał moją pracę, to że byłem dla kogoś miły, a nie ponury. Nie nadskakiwałem ze sztucznym wyreżyserowanym uśmiechem. Te napiwki były dla mnie motywacją, pobudzającą do działania i pracy nad własną osobowością. Depresja bardzo wpływa na osobowość, zmienia ją. Stąd też każdy najdrobniejszy napiwek był dla mnie dowartościowującym. Klient nie miał pojęcia ile warte w mojej sytuacji było dwa złote. I nie wiedział, że kiedyś obracałem milionami złotych…

Na etapie zdrowienia powróciłem do mojej pasji z dzieciństwa- kupiłem sobie lunetę do obserwowania słońca, księżyca, gwiazd. Daje mi to spełnienie i pobudza do poznawania wszechświata, zastanawiania się nad sobą, nad życiem. Obserwuję to co jest daleko, bliżej i szukam tego co niewidoczne dla ludzkiego oka z ziemi. Te obserwacje mają terapeutyzującą funkcję z jeszcze jednego, najistotniejszego powodu.

Nie obserwuję wszechświata sam, poznałem ludzi, którzy mają tę samą pasję, razem jeździmy w różne miejsca i oglądamy niebo. Nie wiem co jest ważniejsze, Ci ludzie którzy podzielają moją pasję czy sama pasja. Nie ma to większego znaczenia, zdrowieję i nie podzielam poglądu, aby samobójstwo było dobrym rozwiązaniem.  Dziś też pracuję z ludźmi, dostaję napiwki-oni nie wiedzą czasami jakie to ważne – nie ze względu na jakiego wysokość, ale sam fakt uznania dla pracy, dla drugiego człowieka”.

Wybrałem ten fragment celowo. Właśnie w ten czas kiedy tak dużo mówi się o śmierci i my ją widzimy. Pojawiają się też memy w sieci nakłaniające do odebrania sobie życia. Destrukcyjne, covidoidiotyczne, depresyjne. Jako autor książki, „Kiedy odchodzą…”, obcując z tą śmiercią w ostatnich wielu miesiącach mam prawo o tym nie tylko napisać, ale mówić wprost. Poczekaj, bądź cierpliwy, nie panikuj. Nie pozwól głowie na to rozwiązanie. Bo za jakiś czas może się okazać, że sytuacja się zmieni. Że są dobre rozwiązania, które się pojawią. Że ta pandemia się skończy, ta histeria minie. Poza tym są jeszcze Ci, którzy są wokół. I dla nich warto walczyć, warto żyć.

Jeżeli sobie postawisz pytanie czy autor ma myśli samobójcze to odpowiem wprost: nie mam, bohaterowie którzy zostali tracąc kogoś bliskiego w ten sposób wybili mi to z głowy- znaleźli rozwiązania z których skorzystałem. Jest w nich jakaś niesamowita moc, jakaś wiara w coś lub w kogoś. To nie są psychoterapeuci, zwyczajni ludzie.

Na ten czas Świąt, które dotyczą życia i śmierci życzę Wam wiary, nadziei i mocy. No i zdrowia, nie tylko z dala od koronawirusa, ale z dala od depresji, rozpaczy i beznadziei. Wszystkiego dobrego!

„Zwijamy się dla Ciebie”-poradnik najemcy

Pomimo możliwości koszyk zakupowy jest pusty

Polacy pokochali zdrowie

Rynek weryfikuje potrzebę

Pomimo częściowego otwarcia gh forum w Gdańsku Polacy, którzy pokochali zakupy, bardziej kochają zdrowie. Stosują się do zaleceń i zostają w domu, a najpotrzebniejsze produkty kupują tam, gdzie bezpieczniej. Galerie duchów zdokumentował retailovy korespondent w ramach akcji „zwijamy się dla Ciebie”.

Zdj. Death Mall News in Poland

Zakazu handlu nie ma. Mamy duży wybór. Od sklepików liczących kilka metrów kwadratowych do dziesiątek tysięcy metrów kwadratowych. Czy klienci przestali kupować? Wręcz przeciwnie, niektórzy są zaopatrzeni w zapasy na kilka miesięcy-znam takich. Czy nie można korzystać z zakupów spożywczych w gh?Można. Czy brakuje żywności jak wieszczyli prorocy handlu? Nie. Czy straszenie klientów przerwami w łańcuchach dostaw niesie jakiekolwiek zagrożenie? Nie. Jedynie w przypadku majtek z demobilu. Tak można przyjąć biorąc pod uwagę Bangladesz-gdzie są szyte. To już demobil. Zatem dlaczego w gh jest tak pusto? Rynek weryfikuje potrzebę. Iwęty to już demobil. Internet jest tym narzędziem, które retailovi mówi „adieu”.

Dostałem list z Białej Podlaskiej, gdzie właściciel gh odcina w tym trudnym czasie prąd za niezapłacone faktury-to nic nowego. Pisałem o tym 6, 5, 4 lata temu. To nie jest norma, ale w niektórych przypadkach standard. Wypowiadanie umów w tym czasie mając podpisane dobrowolne poddanie się egzekucji jest kwintesencją systemu retail w Polsce. Tu niema co owijać w bawełnę. Jeśli masz podpisany ten paragraf to dom, który masz-przestaniesz mieć. Chyba, że wszyscy solidarnie pozamykacie wszystko i siłowo będziecie bronić swoich domów. Nikt nie ma prawa odcinać Ci prądu.

Właściciel gh wystawia podwójne faktury za części wspólne, bo zgodnie z ustawą za czynsz wystawiać nie może. Jest „poukładany” z lokalną policją dlatego galernicy swojego towaru wyciągnąć-nie mogą. Funkcjonariusze niższego szczebla rozkładają ręce.

Prawnik potwierdza te informacje.

Dlatego nie płać, nie zadłużaj się. Pamiętaj o tym, że to nie Twoja wina. Starałeś się być okej, a dziś jesteś jak śmieć. Jak nikt. W czasie Wielkiej Nocy. Przykre. W następnym poście napiszę jak sobie radzą niektóre firmy i pracownicy tych firm, bo kreatywność ludzka jest fenomenalna, zadziwiająca. Są też dobre przykłady niektórych gh, gdzie nie ma mowy o odcinaniu prądu. To są gh należące do sieci „Społem”.

Szukaj pomocy tutaj www.najemcawgalerii.pl

Baj baj morena-poradnik najemcy

Prezes Royal Collection mówi jak jest

Kiedy odezwą się następni?

Po covidowym iwęcie

Korespondent Death Mall News z Gdańska podesłał zdjęcia gh morena. Cisza przed iwętem.

zdj. Death mall in Poland News

Co ciekawe teraz, nagle-wielcy opowiadają jak było i jak jest teraz.

– W połowie marca dostałem wypowiedzenia w dwóch centrach handlowych – dodaje. – Teraz, w czasie kryzysu, gdy centra i tak są zamknięte. Wypowiedzenia są oczywiście naszym zdaniem bezprawne, ale to, że właściciele chcą działać w ten sposób, jest znamienne – opowiada money.pl Rosa. Jego zdaniem właściciele centrów handlowych chcą się pozbyć polskiego Royal Collection, aby firma nie robiła konkurencji zagranicznym firmom, oferującym podobne artykuły.

https://www.money.pl/gospodarka/biznes-chce-odkupienia-przez-polske-centrow-handlowych-wykorzystajmy-kryzys-6498021330024065a.html

Zabawny tytuł „biznes chce odkupienia gh”. Po co to komu? Chyba, że zakup za złotówkę i przeróbka na lokale socjalne.

https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,tak-koronawirus-roznosi-sie-w-supermarkecie-i-podczas-biegania,artykul,06949813.html

Zamknięcie do odwołania- to nie jest bankructwo

Pogłoski o jej przedwczesnej śmierci okazały się być przesadzone. Mała restauracja Nabo stała się obiektem niemal karczemnej awantury na szczeblach władzy centralnej  pomimo, że to ekskluzywny lokal i z klasyczną karczmą nie ma wiele wspólnego. Szczegóły awantury w sieci znajdziecie m.in.tutaj.

https://www.stefczyk.info/2020/04/03/minister-emilewicz-chciala-pomoc-restauracji-nie-spodobalo-sie-to-internautom/

Tymczasem oprócz informacji o zamknięciu „do odwołania”-nie ma info o bankructwie. Na szybach pojawiło się takie przesłanie

Zamknięcie jest „do odwołania”,  po odwołaniu- nastąpi otwarcie.

Nie jest to pewność, ale domniemanie uprawdopodobnione jasnym, pozytywnym przekazem. Zatem kłótnia-nie była potrzebna, a pani Minister oberwała od internautów-w szczególności tych z Poznania. I nie zauważyła obok- innej restauracji z kuchnią orientalną , ta faktycznie się zamknęła-bo zniknął szyld, po którym pozostał jedynie ślad.

Innych śladów z optymistycznym przekazem jest więcej.

To sygnał od przyrody, że z nią jest wszystko w porządku.

Na siłownię na świeżym powietrzu, jeszcze nie czas.

Na place zabaw dla dzieci też.

Kończy się ten spacer tak:

Przekaz dla dzieci zostaje taki.

Człowiek jest jak pająk-poradnik najemcy

Dzierżawa za złotówkę

Król jest nagi

Historyczny ranking

Na naszych oczach dzieje się historia. Za kilkadziesiąt lat studenci  i uczniowie ze zdziwieniem przeczytają o zdarzeniach, które są naszym udziałem. Zdziwieniem, którego źródła mieszczą się w jednym słowie-kruchość.

Pająk budujący swoją pajęczynę poluje na to co wpadnie w sieć. Jeżeli mocniej dmuchnie to sieć się rwie, a pająk się chowa . Po niedługim czasie wraca i odbudowuje sieć i czeka na okazję. W przypadku człowieka jest inaczej. Choć on sam uważa, że jest nieśmiertelny, a nowoczesne technologie świadczą o tym, że jest geniuszem.  Człowiek zapomniał po co żyje i o tym, że to co ma dziś, jutro może stracić. To co dziś się dzieje wydaje się być nierzeczywiste, irracjonalne, tak jakby się nie działo naprawdę.

W historii jednak nie takie zdarzenia miały miejsce, kiedy ludzie tracili z dania na dzień wszystko, bo przyszło tsunami, zatrzęsła się ziemia i miasto runęło. I takich przykładów jest setki, tysiące. To co buduje człowiek jest kruche. Współczesny model gospodarki oparty na wzroście i kredycie-ma swoje konsekwencje już dziś.

Leży przede mną Tygodnik Wprost z 17-23.02.2020. Choć wydaje się to irracjonalne to ten egzemplarz jest jednym z ostatnich w wersji papierowej.

30 marca pojawił się ostatni numer, redakcja została rozwiązana i Wprost jest dostępny wyłącznie w sieci. Słabe wyniki sprzedażowe plus kwarantanna doprowadziła właściciela do decyzji o likwidacji tygodnika. Czyli ten numer, który leży przede mną jest historycznym, pamiątkowym z dość symboliczną okładką.

Tydzień temu zadzwonił dziennikarz z Gazety Pszczyńskiej. To mały lokalny dwutygodnik , którego byłem redaktorem naczelnym na etacie, a potem wydawcą za złotówkę miesięcznej dzierżawy.  Potem przejął Gazetę kolejny wydawca, a w miniony piątek Gazeta wyszła po raz ostatni.  Dziennikarz pisał tekst historyczny czyli, kto, co, gdzie, kiedy i co z tego wyniknęło. Gazeta Pszczyńska nie była dużym tytułem z wielkim kapitałem i pojawiła się po raz pierwszy 29 lat temu. Rynek reklamowy kurczył się z każdym rokiem, lidlowsko-kauflandowo-biedronkowo-żabkowe gazetki reklamowe też swoje zrobiły. Inserty czyli wkładki do środka to groszowe wpływy.  

I od piątku Gazeta Pszczyńska już nie istnieje. To był kapitalny czas nauki, budowania redakcji, poznawania nowych ludzi, uczenia ich się od nich i uczenia ich- jak szukać tematów, jak opisywać rzeczywistość, a jednocześnie twardych realiów rynku. W tamtym czasie w tym małym miasteczku funkcjonowało i utrzymywało się pięć różnych tytułów. Pszczyna była rozczytana w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zresztą to tam jest do dziś Muzeum Prasy Śląskiej ze starymi maszynami drukarskimi, introligatorskimi i zabytkowymi numerami jeszcze starszych gazet. Od redakcji dostałem też prezent Wielkanocny czyli papierowe, ostatnie wydanie plus reklamę za darmo.

I tak dzieje się  historia na naszych oczach i z naszym udziałem „na żywo”. Dlaczego uważam, że pomimo nadchodzącej recesji życie wróci na dawne, choć i nowe tory?

Nie dajmy sobie wmówić, że nagle przestaniemy jeździć nad jeziora, na wakacje, na obozy, że hotele będą niepotrzebne, że wesela odwołane nie zostaną „przywołane”.

Niektóre imprezy przesuną się w czasie, a to że część z tych firm żyjących z imprez czasowo się zawiesi nie jest definitywnym końcem tych firm. Nie jest pandemonium.  Bo to minie. Zapełnią się te kawiarnie, które przetrwają i te restauracje, które mają przetrwać.  Poza tym powstaną nowe. Nikt nie jest wróżem-niemniej z historii wynika, a ta „lubi się powtarzać”, że człowiek wprawdzie nie jest pająkiem i w kilka godzin nie odtworzy swojej pajęczyny niemniej jednak odbuduje to- co z nie jego winy-się porwało w dłuższym czasie. Nie takie waliły się systemy. Nie takie człowiek przetrwał kryzysy.

O galernikach nie wspominam. Pozostają death malle, których z roku na rok przybywało.  Mogą powstać lodowiska, schroniska dla ubogich. Pisałem o tym wiele lat temu. Dziś mamy kwintesencję nadpodaży i widzimy co jest niepotrzebne. Gh trafiają na śmietnik historii. Nikt nie będzie po nich płakał z wyłączeniem retailerów. Ludzie znajdą pracę poza nimi. Choć niektórym będzie trudno się odnaleźć.

A dziś część z nas siedzi w domach i przed nami Święta Wielkanocne. Wyjątkowo inne. Historyczne. Na naszych oczach dzieje się historia i pozostaje nam czekać na kolejne decyzje decydentów. Wydaje się, że „król jest nagi”-nie ma kasy, a podobno była. „Wszystko wokół rosło” i w trzy tygodnie zwiędło. Nie dajcie się omamić nowym „faktom”, a z drugiej strony nie popadajcie w rozpacz. Nie dajcie sobą manipulować wierząc, że będzie tylko super, albo że będzie apokaliptycznie. Nie wiemy jak będzie. Wiemy jednak, że chcemy iść na spacer, na kawę, na zakupy, do pracy. Chcemy grillować, zwiedzać świat i co ciekawe-spotykać się z ludźmi.

Przypomnijmy sobie wojnę w Chorwacji. I to co się działo po jej zakończeniu. Jeszcze dym nie zniknął z murów, a kawalkada turystów jechała w świat. Po drodze stały czołgi, znaki na polach minowych, zgliszcza i ruiny. I przepowiednie „wróży” o tym, że za chwilę wojna wróci itd. itp. Pomimo to, ludzie tam jechali.  Jakiś koronakurwawirus nie przewróci wszystkiego. Bo wojna do Chorwacji nie wróciła.

Jedna z moich znajomych widzi dziś to czego nie widziała wcześniej. Jakąś większą wrażliwość ludzi wobec samych siebie, pytają się siebie nawzajem najpierw o zdrowie, potem –co ciekawe-słuchają siebie nawzajem. Słuchają. Co kto inny ma do powiedzenia. Wzrasta empatia i wzajemne zainteresowanie sobą. To jest jednak-jakiś plus.

Na Święta wrzucę kawałek książki „Kiedy odchodzą…”-historię pewnego człowieka od którego tchnie jakaś niewyobrażalna siła.  Stracił wszystko co po ludzku miało jakąkolwiek wartość.  Po kilku latach się pozbierał. Jak ten pająk. Nie. Milionerem nie jest.