Galerie bankowe-poradnik najemcy

Jest jeszcze kilka zagadnień nie poruszanych w systemie retail. To kwestia pośredników w zawieraniu umów. Wprawdzie dawanie komukolwiek (nawet w hotelach)dowodu osobistego jest zabronione, ale powiedzmy to wprost- nie wielu to respektuje. Hotele-jak to mile tłumaczą panie w recepcjach- „mają swoje zasady” i wciąż nie przyjmują klienta, który dowodu nie pokaże mimo, że ustawa jasno określa, że nie można żądać dowodu. Mimo wszystko w przypadku hoteli można to strawić i nie ma sensu tłumaczyć. Szkodliwość tego żądania jest żadna.

Natomiast w przypadku speców od komercjalizacji należy sprawdzić czy dany dowód nie jest fałszywy. Kolejna sprawa to dokument dotyczący pełnomocnictw do zawierania umów. Czyli w KRS-ie należy sprawdzić czy taki ktoś istnieje jako podmiot i czy ma pełnomocnictwa do ustalania wysokości czynszu. Zdarza się, że nie ma i po podpisaniu umowy okazuje się, że ustalenia na gębę-nie mają znaczenia, bo człowiek ten nie miał pełnomocnictwa dotyczącego elastyczności czynszu, a jedynie do zawarcia umowy i sztywnej stawki. I te dokumenty należy sprawdzić w przypadku np. agencji nieruchomości, która pośredniczy przy podpisywaniu umów czy „freelancerów”,  którzy szukają najemców. Nie należy uznać, że skoro ten ktoś brzmi prawdziwie, jest miły i wygląda na decydenta-że tak w rzeczywistości jest.  

Najczęściej pośrednicy po podpisaniu umowy rozpływają się w powietrzu i odpowiedzialności nie ma żadnej. Jakimś pocieszeniem jest fakt, że komercjalizacje idą coraz trudniej choć najemcy z niedawno otwartej łódzkiej Sukcesji-już odwiedzają kancelarie prawne z pytaniem jak z tej matni wyjść. Czyli wciąż łapią frajerów. Pomimo tekstów prasowych coraz częściej traktujących o tym, że to koniec biznesów w gh.

Kolejnym nie podjętym wątkiem jest kwestia kredytów bankowych udzielanych na budowę obiektu. Jak się okazuje lokale są odrębnie kredytowane i ujmowane w umowach. Czyli jeżeli zastanawiasz się dlaczego gh nie chce wynająć za powiedzmy 4 tysiące lokalu tylko za 8 tysięcy to należy wiedzieć, że dany lokal ma odrębną umowę na spłatę raty przez właściciela tego konkretnego lokalu.

Czyli jeżeli rata tzn. kapitał plus odsetki na np. 30 metrowy lokal wynosi 7000 złotych, a nie ma najemcy to właściciel płaci tylko odsetki. I gh musi mieć klienta, który zapłaci więcej lub/i równowartość tej raty. Dlatego lokale są puste, bo czynsz na poziomie 4 tysięcy nie wystarczy właścicielowi na pokrycie pełnej raty i będzie musiał dopłacić.

Czyli opłaca się spłacać same odsetki i mieć pusty lokal, a nie spłacać kapitału plus odsetki. I jeśli dany lokal zajmuje najemca, który miesiąc w miesiąc się coraz bardziej zadłuża i ma czynsz na poziomie powiedzmy 10.000 złotych, a rata wynosi  8.000 zł to nie ma szans na obniżkę do racjonalnej wysokości wynikającej np. z uzyskiwanych obrotów.  Umową dysponuje bank, który jest dysponentem budynku. Inwestor notuje złoty strzał na etapie budowy, kosztorysów i kosztów. Z czapy. Górka z kredytu na starcie daje milionowe zyski. Czyli realnie budynek kosztuje 120 milionów, a z papierów wynika , że 200. Jest górka? 

Ważne żeby 60 procent umów było, a reszta nie ma większego znaczenia.

O tym najemcy nie mają pojęcia przed podpisaniem umowy. Chodzi o tych najmniejszych. Bo jak to jest w przypadku kotwic czyli marketów-tego nie udało się ustalić, ale to dla przeciętnego najemcy nie ma znaczenia. Choć w przypadku opłat za części wspólne jest kilka wątpliwości natury prawnej, ale o tym przy innej okazji.

wniosek: przed podpisaniem umowy w kredytowanej gh warto pamiętać, że karty rozdaje bank, a nie właściciel. Warto też sprawdzać kto jest kim i jakie, do czego ma pełnomocnictwa.

Jest kasa na serce

Blog się przydał, a czytelnicy nie zawiedli choć nie ukrywam, że był to swoisty eksperyment. W tym sensie, że trudno jest przewidzieć jakie dotarcie ma ten blog i do kogo. Okazuje się, że ma, w tej konkretnej sytuacji w jakiejś części pomógł w zebraniu sporych pieniędzy na operację dla małej Neli.

dziki

 

 Datki w pieniądzu wpłacone za pośrednictwem puszek fundacji:
-Zbiórka w Sferze (28-29.11.2015r.): 8.742,02PLN (wspaniały efekt zbiórki!)
-Zbiórka w Gemini Park (05-06.12.2015r.) i w zaprzyjaźnionych firmach w dniach 03-04.12.2015r.: 13.495,98PLN (rewelacja!)

Wpłaty za pośrednictwem „Się Pomaga”: 18.887,41PLN
Wpłaty na konto fundacji „Mam Serce”: 100.863,50PLN
Pomoc ze strony innych fundacji: 30.000,00PLN

Łączna kwota: 171.988,91 PLN

Serdecznie dziękujemy. Rodzice.

Przypomnę, że na operację potrzebne było 140 tysięcy złotych. Nadwyżka pójdzie na inne chore dziecko. Ze swojej strony dziękuję komuś za zlicytowanie książki. Trudno w tym przypadku życzyć miłej lektury, ale fajnie, że 50 złotych wpadło. Dziękuję zarządowi Gemini Holdings, że bez problemu udostępnił miejsce wolontariuszom, jak podkreślali-było mnóstwo ludzi w tych dniach. Takie działania budzą falę sympatii. Piarowcom,którzy dołożyli wszelkich starań, aby tę akcję nagłośnić i Mikołajom, że nie wchodzili sobie w drogę. I czytelnikom, że zechcieli pomóc po cichu. A małej życzymy zdrówka. I udanych nadchodzących Świąt.

 

Jak Titanic… na dno-poradnik najemcy

 

„W świecie biznesu, tego od fatałaszków, w tym modnej damskiej bielizny, to wiadomość już powszechnie znana. Ale warto ją jeszcze raz skomentować – znana marka „Atlantic” przestała istnieć. Między innymi dlatego, że pogrążyły ją absurdalnie wysokie czynsze w galeriach handlowych.

atlantic

W procesie upadłościowym szef firmy miał nadzieję, że przedstawiony przez niego plan naprawczy zadowoli wierzycieli i firma jakoś pokona rafy. Niestety katowicki sąd miał inne na ten temat zdanie i ogłosił koniec bieliźnianej marki. Czy klienci na tym stracą?

Wątpliwe. Będą kupować fatałaszki innej marki. Stracił jednak właściciel, jego rodzina, pracownicy i wszyscy, którzy z firmą kooperowali. Budowana przez lata marka przestała istnieć, bo po pierwsze większość produkcji kierowała na rynek wschodni, po drugie każdego roku część zarobionych pieniędzy pasła właścicieli galerii handlowych. Można w tym miejscu zastanowić się, czy gdyby czynsze w gh były mniejsze, to zaoszczędzone w ten sposób pieniądze być może teraz uratowałyby jednak majtki i biustonosze. Może tak, może nie. W każdym razie firma miałaby ich więcej.

Retail kolejny więc raz przyczynił się mocno do bankructwa firmy. Tym razem dużej i znanej. Wyssał z niej kasę i pozwolił zatonąć. Dziwi w tej sytuacji pogląd właściciela firmy, który żałuje teraz ponoć, że swojego biznesu nie oparł na zasadach franczyzy. Widać, niewiele rozumie w tej kwestii. Gdyby tak zrobił dramat dzisiaj przezywałoby znacznie więcej osób. Tych, którzy zainwestowaliby w firmę. To oczywiste. Miejcie więc oczy otwarte, bo to, że dzisiaj jakaś firma wydaje się mocno stabilna nie oznacza, że jutro nie może się przewrócić.

 

Obserwator”

P.S. Dług wobec różnych wierzycieli w tym gh i ch wynosił ponad 50 milionów złotych. 

 

 

Ekskluzywne obozy handlowe, a w środku homo retail-poradnik najemcy

„Witam,

Z zainteresowaniem śledzę Pański blog, coraz bardziej świadomy spustoszenia jakie sieje retail. Głównym poszkodowanym jest przeważnie najemca, ale warto również wspomnieć o pracownikach. Pracowałem w jednym z polskich molochów, pragnę podzielić się swoimi doświadczeniami, a także przypadkami moich znajomych.

 

Historia miała miejsce w jednym z mniejszych miast Naszego kraju, przed wybudowaniem GH każdy zastanawiał się kogo będzie stać na wizytowanie w szumnie zapowiadanych sklepach ekskluzywnych marek.

 

Pracownikami zostali głównie młodzi ludzie, którzy z niewiadomych przyczyn zostali w tym niewielkim miasteczku. Pokończyli różne szkoły, studia, wielu z nich było już w trakcie stażu, jednak kolejne lata niewolniczej pracy zmusiły ich do korekty planów życiowych. Nie chcę forsować tezy, że dla tzw. pokolenia Y nie ma pracy, wystarczy wyjechać, wybrać właściwe studia, harować jak wół, a przy odrobinie szczęścia i po kilku latach można zarabiać w pracy dającej satysfakcję. Nie każdego jednak stać na rozpoczęcie swojej drogi na szczyt od nowa. Niektórzy (na szczęście) potrzebują do tego czasu.

 

Warto również zaznaczyć, że dla wielu praca w GH jest zgodna z ich wykształceniem, są tu przecież fryzjerzy, kosmetyczki, optycy, kucharze, menadżerowie, trenerzy itd.

 

Większość pracodawców z punktem w GH oferuje skromne wynagrodzenie podstawowe i premię w zależności od obrotu. Młoda, ambitna osoba z pewnością doceni na początku taką formę wynagrodzenia, w teorii im jesteś sumienniejszy, tym więcej zarabiasz. I w tym miejscu warto wspomnieć o planie.

 

Pracodawca może być skory zapłacić Ci więcej, jeżeli sam wyjdzie na plus. To naturalne. W biznesie liczy się pieniądz, niezależnie czy to mała firma czy międzynarodowy kolos, bilans będzie liczony z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku. Plan zakłada, że będzie dodatni.

 

Pierwsze miesiące GH były udane, wszyscy zadowoleni. Sprzedałeś bluzkę w cenie swojej pensji? Suma utargu wydaje się być horrendalnie wysoka? Świetnie… ok, wystarczy.  Słyszałeś zapewne o marży, wiesz też, że sporą część wypłaty zabiera Ci państwo (żebyś nie wydał na głupoty, oni wiedzą lepiej), jednak nie w tym rzecz, nie tylko. Czynsz! Wszystko o czym pisał Pan na blogu, dotyczy również (pośrednio) pracowników. Czynsz to nie tylko opłata za lokal, dochodzi pensja góry, w tym ekscentrycznych marketingowców, którzy co rusz doradzają Ci, że jak przecenisz wszystko, albo wystawisz za darmo to zejdzie. Sam byś na to nie wpadł. Czasem organizują też „eventy” – ktoś śpiewa na środku GH (oczywiście muzyka z głośników wciąż gra). Istna kakofonia. Klient może wyjść, Ty też – wtedy możesz już nie wracać.  

 

Podczas „eventów” często jednak pojawiają się tłumy, które doprowadzają do orgazmu liczniki przy głównym wejściu. Pik – a klientów nie ma. Pik – dzieci idą do kina. Pik – wchodzą pracownicy. Pik – wychodzą, też się liczy.

 

Na czynsz składa się również m. in. opłata za części wspólne, za cyklicznie gasnące światło, za piękne folie na pustych lokalach, za zalania itd. Po podliczeniu wychodzi całkiem sporo, jeżeli poznałeś tę kwotę wiesz, że plan to utopia. W zależności od Twoich wysiłków będziesz mocno poniżej planów, albo trochę mniej poniżej. Ustaliliśmy już, że premia przysługuje powyżej planu? Nagrodą za starania będzie mniejszy stres przełożonego.

               

Nie muszę chyba dodawać, że po „dobrych” pierwszych miesiącach wszystko siada? Modlisz się, żeby ktoś wszedł – już nie dla premii, po prostu podczas pracy czas leci szybciej. Nikt i nic. Zastanawiasz się dlaczego to wszystko jeszcze nie pada. Umowy. O nich również Pan wspomniał.

               

Oczywiście góra nigdy nie jest winna. Liczniki szaleją, a więc to najemcy muszą coś zmienić. Zamiast premii pojawiają się kary, punkt zostaje zmodernizowany zgodnie z zasadami Feng Shui, wykładasz nowy asortyment, witasz nowych współpracowników i… odchodzisz.

               

Zazwyczaj to pracownik patrzy z zazdrością na sytuację pracodawcy – nowe auto, góry złota. Lektura pańskiego bloga uświadomiła mi, że coraz częściej bywa odwrotnie. Pracownik jest wolny, tonąc w retailowym syfie może powiedzieć „stop”, a system dla którego jest tylko nic nieznaczącą płotką puści go wolno. Mógłby pojechać do większego miasta, ale nie bawi się w półśrodki – opuszcza kraj.

               

Podobnie jak większość emigrantów, w okresie świątecznym postanowiłem odwiedzić swój dom rodzinny. Spacer po mieście przebiegał przez wspomnianą GH, ciekawość zaprowadziła mnie wprost pod byłe miejsce pracy. Oklejona witryna i napis „Wkrótce otwarcie” wywołały we mnie uczucie podobne do tego, które przychodzi rankiem po nocy pełnej złych snów, wszystko wydawało się wręcz nieprawdopodobne. Pomyślałem, że dla najemców taka noc stanowi mimo wszystko przyjemną odskocznię od rzeczywistości.

              

Z premedytacją nie podałem szczegółów dotyczących sklepu, galerii, miasta. Nie chcę psuć komuś i tak trudnej sytuacji, a poza tym czytając Pańskiego bloga widzę, że historia ma dość uniwersalny charakter. Pozdrawiam”

 

Dziękuję za list. Nie ma znaczenia skąd pan jest. Podkreślam od czasu do czasu, że to problem społeczny. Najemca jest tylko częścią, jakimś elementem całości. Antyspołeczne i antybiznesowe uwarunkowania w gh uderzają w ludzi którzy pracują w środku. Przypomnę skandal w sieci Centro, gdzie franczyzobiorca zamknął sklepy z dnia na dzień, a ludzie nie dostali pensji, premii i papierów. Jaki był wydźwięk publikacji prasowych? To Ruscy dali ciała i przegrali walkę z CCC i Deichmannem. Bodaj w jednym ktoś wspomniał o zbyt wygórowanych czynszach. Bo galerie handlowe to święte krowy. Bo doją, a ochłapy rzucają na reklamy i w ten sposób zamykają gębę. To się jednak skończyło przynajmniej w kilkunastu przypadkach.

 

Do podobnego skandalu doszło w galerii Echo w Kielcach w przypadku znanej światowej marki Villeroy&Boch. Firma z dnia na dzień zamknęła sklep, a ludzie zostali bez pieniędzy. Pieniędzy też nie wypłacił właściciel marki Atlantic.

 

Moim zdaniem w gh pracuje wielu profesjonalistów, handlowców, kierowników, menegerów którzy stają na rzęsach żeby podołać. Pisałem o tym. Okazuje się z czasem, że się nie nadają albo z dnia na dzień tracą pracę. Nie przygotowani.

 

Najważniejszy jest w firmie człowiek- w retailu się nie liczy. Ani ten, który inwestuje, ani ten który dla danej marki pracuje-jest wyrobnikiem. To współczesne obozy pracy za głodową stawkę. Toksyczne warunki sprawiają, że „właścicielom” puszczają nerwy, a to z kolei uderza w pracowników, a to z kolei uderza w ich rodziny. Bywam wybuchowy- jak każdy człowiek, ale nie okradłem swoich ludzi. Grałem w otwarte karty do końca. Z poślizgiem, ale się rozliczyłem- z premią. Płaciłem pod stołem. Przejechały po mnie kontrole. Kary mandaty, nerwowe sytuacje i sprawa w sądzie z Zus-em. Po h…mi teraz sądy?

 

Ale im bardziej dostaję w tyłek post factum tym mam więcej ochoty na wystawienie rachunku. I jeśli komuś się wydawało, że trafił na słomiany zapał-to witam w gronie przeliczonych. Ten blog będzie dokumentem na lata. Dla wszystkich. Za darmo. Franczyza będzie tylko zwieńczeniem całości.

 

Wspomniał pan o tzw. górze i wynagrodzeniach. Pseudospecjalści od biznesu. Swoich nie prowadzą, bo nie mają o nim pojęcia. Narzucają chore sposoby pozyskiwania klienta lub sprzedania produktu.

W Złotych Tarasach jest Inmedio. Gazety, fajki, książki. Kupując gazety facet mnie pyta czy nie chciałbym jeszcze wody. I wiem, że ktoś mu to narzucił, bo jak przyjdzie tajemniczy klient, a on nie zada tego pytania to go mogą ukarać, pozbawić premii.

 

Raz jeszcze dziękuję za list. Pozdrawiam. Proszę się tam trzymać. Jedno jest pewne. Zarobionych za granicą pieniędzy nie wyrzuci pan w błoto w obozach handlowych. I nie zniszczy pan swojej rodziny.

Ciekawy materiał. O Polorumunach Europy.

http://www.pch24.pl/polska-przed-rumunia-w-rankingu-krajow-najbardziej-dojonych-przez-zagraniczny-kapital,36202,i.html#ixzz3tXFZlP8l

 

Wojna o książkę?-poradnik najemcy

Żabka i ajenci Żabek nie leżą w orbicie zainteresowań bloga-temat został już kompleksowo opisany. Jednak kilka miesięcy temu zapowiadałem, że ukaże się książka o ajentach Żabek. Po wywiadzie autorki w Gazecie Wyborczej skontaktowałem się z nią dopytać, kiedy się ukaże książka i chętnie ją przeczytam, po czym podzielę się z czytelnikami bloga. Książki jednak nie ma do dziś, a miała ukazać się jesienią. Ale warto poszperać i dokopać się do materiałów prasowych. Nie ulega jednak wątpliwości, że po podpisaniu umowy z Żabką będziesz wyglądał tak.

a1

 Wg Dziennika Gazety Prawnej zarabia 25% ajentów tego lukratywnego sprawdzonego modelu biznesowego. 75% to bankruci za życia.

Kluczbork. Rynek. Dwie Żabki zlokalizowane ok. 150m od siebie. Wchodzę. 

a2

W środku ajent. Dane osobowe do mojej wiadomości. Z nudy zagaduję.

Jak idzie?

-Co jak idzie?

-Biznes jak idzie.

-Daj pan spokój. 13 lat to ciągnę. Mam dwa lata do emerytury. Kiedy Świtalski to prowadził to jeszcze to jakoś to wyglądało. Sprzedał biznes za 550 milionów złotych, a odsprzedał za 550 mln euro. I jest Hawuco.

-Co jest?

-Nie wie pan co to jest Hawuco?

-Nie.

-H..j wie co.

-Czyli?

-Czyli nowy fundusz nie wiadomo jaki poszedł na wojnę z wielkopowierzchniowymi sklepami. Ja płaciłem im 3 złote za puszkę piwa, a w wielopaku sprzedawałem za 1,50 złotych, a potem oni mi to zwracali. Przychodzili na spotkania magicy, miały się zawiązywać stowarzyszenia. Przychodzili z kapeluszami i od kasy zaczynali. Mówiłem tak. Załóżcie sprawę za 30% wygranego procesu to nie. Szkoda gadać. Niech pan w to nie wchodzi. Teraz się trochę polepszyło, ale ostrzegam. Setki ajentów padło.

Kupuję fajki. Lokalne gazety. Znam temat. I nie prowokowałem rozmowy. Po Nowym Roku człowiek ma opisać w szczegółach ten złoty biznes. Miał wyremontować budynek Trybunału Konstytucyjnego wiele lat temu i jak twierdzi-nie został wypłacony w czasach kiedy Wałęsa był prezydentem, a Lech Kaczyński szefem NIK-u. Człowiek starej nomenklatury. Sam o sobie mówi, że jest z poprzedniej epoki.

I dostałem sygnał, że na facebookowym profilu obywatel taki pojawił się apel.

https://www.facebook.com/obywatel/?fref=ts

Dotyczy niewydanej do dziś książki.

„Książka jest już w ekspertyzie prawniczej, dziękujemy wszystkim za tłumny odzew. Nie wykluczamy, że możemy potrzebować pomocy za jakiś czas, jeśli sieć zdecyduje się na batalię sądową. Będziemy informować o sprawie.

Czy jest na sali prawnik? Szukamy prawnika-wolontariusza! Kilka miesięcy temu zapowiedzieliśmy wydanie książki o sieci Żabka, traktowaniu przez nią ajentów i pracowników. Książka znajduje się na etapie ostatnich prac redakcyjnych, później tylko skład i druk. Ale Żabka nie śpi. Co prawda szefostwo sieci opowiada w wywiadach, że złe praktyki to już przeszłość, ale postanowili nam przysłać pismo przedprocesowe, w którym straszą różnymi sprawami. Potrzebujemy pomocy prawnika, który mógłby przejrzeć książkę przed drukiem i utrudnić Żabce zadanie, bo straszyć to oni sobie mogą.

aba

Niestety nie mamy środków na poradę komercyjną – może jest tutaj lub wśród Waszych znajomych ktoś, kto może nam pomóc nieodpłatnie w sytuacji, gdy wielka firma próbuje wywierać presję? Sprawa jest pilna! Bardzo prosimy o pomoc w tej sprawie – kontakt koniecznie e-mailowo: komuda@soo.org.pl

Autorce sugeruję spokój i obiecuję wsparcie. To metoda „na huki” -na zastraszenie. Jeśli tylko rozpoczną wojnę to zapraszam do wspólnych działań. Mamy prawników, kamery, jesteśmy mobilni. Na kanale przeliczeni na youtubie zaprosimy ajentów, a blog stanie się „patronem medialnym” tej sprawy. Zrelacjonujemy proces on-line. Jeszcze nie patronowaliśmy nikomu, ale może pora zrobić krok naprzód i proponować patronaty konkretnych wałów? Zrobimy Żabce szkołę pijaru i jazdę jakiej jeszcze nie miała.

Ci ludzie uważają, że są nietykalni-jak święte krowy retailu. Zgnoili wielu ludzi, wprowadzili w błąd, a teraz próbują straszyć. Ubeckie metody. Niech idą do sądu. Gazety będą miały świetny temat, media elektroniczne, społecznościowe. I to będzie koniec Żabek. Pozostaną im do wypicia małpki w expressie.

Macie nasze wsparcie. Prześlijcie to pismo prawnicze na maila. I bądźmy w kontakcie.

Cała ta sieć wygląda mniej więcej tak.

 

a3

 Jak ten były upadły bank. 

 

 

 

Szybka piłka-poradnik najemcy

Lindt to marka premium. W ostatnim czasie jednak kroi klientów. Z 9 mlecznych kulek pozostało 8, ale cena poszła w górę o złotówkę. Dyskretnie. Coś kosztem czegoś. Kartonowe czerwone pudełko w 60 % jest puste.

kulka

Podobnie jak lokale w których franczyzobiorcy skorzystali z tego konceptu. Mniej więcej 9 miesięcy biorca był jednocześnie najemcą w gh Złote Tarasy. Ciche zamknięcie i dług. Ale zapowiedź była taka.

„W Złotych Tarasach w Warszawie powstanie kawiarnia i sklep firmowy Lindt & Sprüngli. Obecnie trwają tam prace adaptacyjne. Lindt zajmie lokal zwolniony przez Wayne’s Coffee. Będzie to trzeci punkt w Warszawie, oferujący wyłącznie wyroby Lindta. Od listopada 2011 roku w centrum Factory Warszawa Ursus działa sklep firmowy Lindt & Sprüngli. Drugie stoisko firma ma w Fashion Outlet Piaseczno.

Lindt & Sprüngli działa na rynku czekolady wysokiej jakości. Jest obecna w ponad 100 krajach na całym świecie. Jej najbardziej rozpoznawalne kolekcje pralinek i czekolad to Excellence oraz Lindor”.

Krótki tekst PR natomiast okoliczności wyjścia Wyne’s Coffy były takie, że zarząd podniósł cenę najmu stąd też lokal został zwolniony. Franczyzobiorca Lindta się nabrał, a jego miejsce wszedł kolejny czyli Tchibo. I karuzela się kręci.

Trudno powiedzieć ilu biorców Lindta się wyłożyło, ale pomogły im w tym czynsze. Nie pomogła znana marka premium, opakowania, produkty wysokiej jakości. Bo te produkty nie są same w sobie na tyle atrakcyjne czy drogie, żeby pokryć czynsze. Odnosi się to też do innych branż-nie tylko czekoladowej.

I ludzie z retailowo- franczyzowej branży o tym wiedzą, że dobijają czynsze. I biorcy uciekają lub wychodzą w skarpetkach. Takie są twarde fakty, ale mity będą jeszcze krążyły. Jest jeszcze sieć. I do pewnych uznanych konceptów należy wrócić tym bardziej, że pchają się nowe. Sprawdzone na świecie. Gastronomiczne, odzieżowe, edukacyjne. Lindt już franczyzy nie sprzedaje. Przeszedł na tradycyjną drogę, ale jeśli będzie kroił na kulkach to prędzej czy później też to odczuje. I reklamy w tv w mikołajowych czapkach-mogą nie pomóc.

Sieć zatrzymała się szybko. Nie było iluś biorców i dawców.I bankrutów.

 

Ściśle tajne-poradnik najemcy

Targi Franczyzy 2015. Duże stoisko. Podchodzi człowiek i zagaduje.

-Proszę, proszę niech pan podejdzie, śmiało. Mamy tutaj świetną ofertę, propozycję otwarcia agencji reklamowej, ze Stanów. Inwestuje pan w agencję, a my panu pomagamy. Najpierw pan jedzie do West Palm Beach w Miami na Discover Day. Tam pan poznaje ludzi, widzi naszą siedzibę, jesteśmy wszędzie na świecie. Płacimy za bilet i na nasz koszt pan tam jedzie, żeby zobaczyć jak działamy. Niech pan zobaczy jakie ta firma ma obroty. Tu mamy prezentację wszystko widać. Na dzień dobry płaci pan 49,500 dolarów amerykańskich, w sumie łączny koszt to ok.180.000 dolarów.

201512054617

 

-A tu jest Cris. Ze Stanów przyleciał! Jest kilka dni w Warszawie. Proszę niech pan go pozna.

-Aj spik frencz.

-Ajm sory aj nou spik frencz-odpowiada śnieżnobiałym garniturem zębów Cris.

-To Hiszpan, ale pracuje w Stanach lata po całym świecie. Rozumie pan. Po całym świecie.

Grzecznościowa wymiana uśmiechów. Skrócenie dystansu na po imieniu. Cris mówi, że Warszawa mu się podoba. Zostawiam namiary.

Potem z 5 czy 6 telefonów z zaproszeniem do eleganckiego hotelu na biznesowe spotkanie. Kończy się wizytą w sklepie-agencji.

-Świetnie, że pan przyjechał. Ja się zajmowałem eventami, ale po trzech latach miałem dość i jak byłem w Australii to tam właśnie na targach zobaczyłem tę firmę i się zdecydowałem. Nie musi pan mieć doświadczenia w reklamie, my pana nauczymy. Nasi mentorzy pomagają, Cris pomaga znajdować klientów, poszukiwać, idzie na kilka spotkań z panem. Jesteśmy non stop dyspozycyjni. Wie pan jest różnica czasu, ale to nie jest problem centrala jest do dyspozycji non stop na wypadek jakiejś potrzeby. Ale leci pan do Palm Beach. To zupełnie co innego. My mamy proszę pana lobby na wejściu to nie tak jak w innych agencjach. Dla nas najważniejszy jest klient i jego potrzeby. Od lipca mam tutaj ten sklep i zdobywamy klientów. Trochę się spóźniłem bo były wybory, ale w przyszłości będziemy na tym zarabiać. Ludzie nas powoli już znają.

-Za co płacę?

-Za plotery, urządzenia HP. Za know how. My to podłączamy. Kupuje pan np. używany ploter za 70 tysięcy, a nasz nowy kosztuje 120 tysięcy, ale działa przez 25 lat. Pomagamy znaleźć pracowników i nauczyć obsługi tych urządzeń. U nas drukujemy. Mamy też specjalny system komputerowy który pomaga w wycenach. Szefa nie musi być w firmie żeby policzyć co ile kosztuje, pracownik sam może klientowi skalkulować baner. Mówię naszym klientom, że nas wyróżnia jakość, a nie cena. Dlatego jesteśmy drożsi . Klientowi z ulicy dorzucam 50-60% marży. Mam zniżki na flagi i różne gadżety. My dbamy o jakość. Nauczenie pana nie będzie problemem, opiekujemy się, uczymy marketingu. Jest duże zainteresowanie więc dobrze by było żeby się pan pospieszył. W Warszawie chcemy uruchomić  4 takie agencje. Potem Wrocław, Poznań i Gdańsk. Od 3 do 4 miesięcy jeśli pan podpisze umowę mamy otwarcie sklepu, pomagamy też skręcać meble.

I słucham, a w głowie się kręci. Nie wiem komu odbiło, czy  to Palm Beach czy palma, ale to bzdura totalna. Agencja prowadziła kampanie Georga Busha.  Nie dyskutuję. Proszę o umowę, prezentację. Dziękuję za ofertę i wychodzę.

Wzór umowy. Tajne łamane przez poufne.

0001000200030004

 

 

 00051000600080007

 

0009

0010100111000125

00131

00141

00152

00162

0017100181

001910020

002110002210

0023100241

0025100261

0027100281

002910030

003112

 

00322

0033100341

0036100351

0038100371Odnoszę wrażenie, że człowiek ten nie ma pojęcia o rynku, o reklamie, jakie mechanizmy występują w przypadku obsługi np. partii politycznych, komitetów samorządowych i drukowania czegokolwiek. Agencje sieciowe położyły dawno łapę na polskim rynku. Poza tym są i polskie agencje reklamowe obsługujące największe firmy czy to spółki Skarbu Państwa czy zagraniczne firmy. Katalog tych firm znajdziecie m.in.  w dodatku do miesięcznika Press. Kto kogo obsługuje, jakie robi obroty i jak ten rynek dziś wygląda. Ponadto ciekawe informacje zamieszcza portal www.wirtualnemedia.pl.

Galerie i centra handlowe w Polsce są od dawna obstawione agencjami od wyklejania witryn, drukowania plakatów i wszelkich materiałów promocyjnych. Tych od „wkrótce otwarcie”.

Drukarni w Polsce też nie brakuje, pomysłów na kampanię również. Na allegro można kupować broszury, ulotki, katalogi, foldery, wizytówki-tanio i szybko. Klient dziś stawia na cenę. Na jakość stać nie wielu poza tym, ktoś kto nie zapewnia jakości, sensownej ceny i terminowości -nie przetrwa na tym rynku. 

Franczyza reklamowa w tym przypadku  jest sposobem na szybkie dokapitalizowanie się-czyimiś pieniędzmi. Deal. Sposób na sprzedaż urządzeń. Opłata wstępna z sufitu-za szkolenie i „pomoc”.

Inną kwestią są tzw. social media. Dziś tam notuje się ciągłe wzrosty i wykorzystuje te media do promocji i reklamy firm. Profesjonaliści o tym wiedzą, ludzie z branży również.

Jedynym plusem jest to, że agencja może być zlokalizowana przy ulicy, a nie w centrum handlowym. Te ostatnie zniszczyły tysiące firm które miały fajną markę, produkt, zaplecze i pracowników. 

Fragment książki „Franczyza Fakty i Mity”.

 

 

Niewidzialna ręka-to także My-poradnik najemcy

Bielsko-Biała, Warszawa, Kluczbork.

nela8

Mikołajów jak mrówków. Ten „stołeczny” kusi mega ofertą Matrasa. Dycha za godzinę. Nie rozdaje paczek.Ulotki. 8 złotych 8 dych. Czyli więcej od ochroniarzy w gh. Niektórzy w tym czasie mogą przyzwoicie zarobić. Ile?

http://mamadu.pl/115555,4-tysiace-zlotych-w-niecale-3-tygodnie-czyli-praca-dla-swietych-mikolajow

201512034600

Mikołaje są sympatycznym magnesem dla dzieci, a gh wdzięcznym miejscem do organizowania przeróżnych akcji, zbiórek i szeroko rozumianej pomocy. Budują ich wizerunek.

m11

Mikołajowa Wiktoria i Janek pracują mikołajowo-pro publico bono. Zbierają pieniądze w zamian za stroiki, kartki świąteczne i konfitury.

201512044605

 Młodzież za sprzedane przedmioty przyczyni się do zakupu sprzętów w szkole.

201512044606

 -Rok temu uzbieraliśmy w ten sposób pieniądze na remont sali gimnastycznej, a teraz pomagamy zdobyć pieniądze na sprzęt-tłumaczy opiekunka młodych wolontariuszy. Babcie, mamy, dziewczyny przygotowywały konfitury świąteczne na bazie starych babcinych receptur i sprzedajemy. To wspólna akcja i młodzieży i dorosłych.

201512044608

Wydaje się, że najwięcej Mikołajów jest w Bielsku Białej w Gemini Park. Robią zdjęcia dzieciom na kładzie Rafała Sonika-zwycięzcy Rajdu Dakar. Zbierają pieniądze na Dom Dziecka, kupują prezenty. Mali i duzi wolontariusze robią coś fajnego.

motomikoaje

Dziś i jutro odbywa się wiele atrakcji-dla dzieci akcje są dwie. Jedna dla dzieci z Domu Dziecka, a druga dla znanej czytelnikom dziewczynki dla której zbierane są pieniądze na operację. Dwa w jednym.

nela3

Na zdj. panie ze Stowarzyszenia Bielska Mama zbierają pieniądze. Wolontariusze pomagają.

nela2

I to jest fajne. I szacun dla zarządu i Rafała Sonika. Za te akcje. Dla tych, którym chce się cokolwiek robić.

nela4

Akcja dla Neli zakończy się w niedzielę.

Tak czy inaczej na ten czas-nie każdy dostaje paczkę. Niektórym dostaje się rózga. O niej też należy pamiętać, przed napisaniem listu i po jego wysłaniu.

Rózga ode mnie dla tyskiej prokuratury i policji. W rocznicę nic nie robienia. Ale do tego tematu wrócę. Nie dziś. To fajny dzień. I niech tak zostanie.

Grudzień wg „kalendarza najemcy”-najlepszy czas. Niewątpliwie na miesiąc warto podpisać umowę. Pamiętacie program niewidzialna ręka to także Ty? Czytane listy w Teleranku? Podobno to była propaganda pomocy, ale tak czy inaczej po latach okazuje się, że wciąż działa.  Nie koniecznie głośno i na sztandarach. I tak czy inaczej-warto.

W Kluczborku (jestem w trasie) tymczasem dojdzie do bicia specyficznego rekordu. Na rynku. Do gh Miodowej (niewypał) dzieci nie zajrzą, a miasto nie sfinansuje retailowej zabawy.

swietoswiatla2015_

Kubły pomyj w necie-poradnik najemcy

Polecam najnowszy numer pisma Własny Biznes Franchising.

fr

W szczególności rubrykę „naprawdę na żarty”. Autorzy pojechali po bandzie, a teksty są tak ironicznie, że warto sięgnąć po najnowszy numer. Wybrałem kilka cytatów:

„Redan, franczyzodawca m.in. odzieżowej marki Top Secret, chce podreperować budżet przykręcając śrubę franczyzobiorcom. Strata operacyjna to 9 milionów złotych. Teraz zarząd chce poprawić rentowność biznesu, obniżając wypłacane partnerom prowizje. Nieładnie”.

„Simonn Amman i Martin Schmitt założyli agencję marketingu sportowego. Mając na uwadze ich formę z początku sezonu można stwierdzić, że w reklamach sieci gsm czują się pewniej, niż w powietrzu”.

„Pogoda nie rozpieszcza też innego odzieżowego (a w zasadzie obuwniczego) producenta, spółki CCC. Jej zarząd zapowiedział niedawno, że z planowanego tempa wzrostu przychodów na poziomie 30% w tym roku będą nici i liczy maksymalnie na 23-25%. Czyżby odłożona w czasie kara niebios za politykę eliminacji franczyzobiorców z sieci, jaką  CCC prowadzi od lat?”

W kolejnym tekście czytamy o naszych prezydentach którzy wprawdzie bogaci nie są jak Petr Poroszenko, ale wg autorów posiadają rozmaite inne zasoby. Bogaci są w łaski, kto inny  duchem (łac. spiritusem).

 

I tutaj autorzy trafili również w sedno, bo ostatni nasz prezydent był też rezydentem w Wojskowym Instytucie Medycznym na Szaserów dość często. Tam się duchowo i fizycznie detoxował czyli odtruwał z wyrobów „duchowych”. Niebawem pewnie ta informacja wystrzeli jak korek z szampana i trafi gdzieś do jakiś gazet. To informacja  źródłowa, na razie-poufna. Pan „prezidą” miał tam swój własny medyczny apartament, dlatego nie wie co i ile zginęło z pałacu i kiedy. I to wcale nie jest żart.

Ale zostawmy kwestie polityki, bo i tak jej wszędzie pełno.

We wstępniaku autor pisze m.in. o nieudolnych franczyzodawcach, którzy obiecują gruszki na wierzbie, wpuszczają parterów na minę i biorcach, którzy wylewają kubły pomyj w necie na franczyzodawców. A dana franczyza nie jest gwarantem ani sukcesu, ani milionów. Świetny tekst-moim subiektywnym zdaniem. Generalnie warto czytać to pismo. Widzieć. Wiedzieć. Kojarzyć. I odróżniać co jest reklamą, a co nią nie jest.

Podczas jednego ze spotkań usłyszałem, że „Tak wielu ludzi nie może się mylić. To dziesiątki tysięcy punktów w Polsce”. I nikt nie neguje, że praca pod czyimś logiem była, jest i będzie również trampoliną. Bo wiemy, że z grona Muszkieterów wywodziło się wielu milionerów. W czasie przeszłym dokonanym i w niektórych przypadkach w czasie teraźniejszym w przypadku Brico Marche. Co nie oznacza, że mamy w niektórych przypadkach do czynienia z zaplanowanym, świadomym wprowadzaniem w błąd. Wyrzucaniem ludzi z punktów na bruk. Przejmowaniem sklepów. Zastraszaniem. Powoływaniem się na jakieś dane z Zurichu (czytaj z sufitu).

Świetny jest ten numer. Zresztą nie tylko ten. Polecam lekturę regularnie. Jak i portal www.franchising.pl po to, aby potem nie płakać. I jeszcze jedna kwestia. Łatwo jest „j..bać” na necie anonimowo-ale podpisać się to już jest problem.

Co trzeba robić? Rzeczowo. Klarownie. Pisać jak jest. I się podpisać. Pisać w sieci, do redakcji, do Polskiej Organizacji Franczyzodawców. Bo w przeciwnym razie nie dojdzie do zmian w podejściu. Należy jednak też pamiętać, że anonimowość nie ma tylko źródła we wstydzie. Ludzie się boją procesów i konsekwencji (zawartych w umowach). A strach jak wiadomo-ma wielkie oczy. Maile które napływają do bloga to maile nie anonimowe z zastrzeżeniem „nie do publikacji”, „jeszcze nie teraz”.

To kiedy?

Jeżeli chcesz coś dodać na temat franczyzy czy działa czy nie działa. Napisz oson@vp.pl

P.S. Nie zdążyłem zeskanować umowy firmy „ze Stanów”-tej reklamowej z wkładem na poziomie 180 tysięcy dolarów. Franczyzodawca był miły, ale moim zdaniem to próba  oszustwa i propozycja na 35 lat… mam i zdjęcia i umowę i ciekawą rozmowę. Opublikuję- w poniedziałek.

P.S. W tym zabieganiu nie zauważyłem-to wpis nr 500. Mały jubileusz. Korek od szampana nie wystrzeli. Polecam małą czarną na to konto. I dziękuję czytelnikom i autorom różnych tekstów, memów czy dzieleniem się przemyśleniami. Pozdrawiam)Podaj dalej) I przypomnienie:

http://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/1,88025,19281199,mala-nela-z-bielska-bialej-ma-chore-serce-potrzebuje-pomocy.html

Przeliczeni w Mielcu-poradnik najemcy

Komornik wystawił na sprzedaż gh w Mielcu.

 kom11

Niedokończoną. Grunt plus beton, który został wyceniono na 12 milionów złotych. Kwota jaką chciał komornik to jedyne 9 milionów 410 tysięcy. Można powiedzieć, że okazja.

kom2

Mieszkańcy nadali gh nazwę Mielecki Szkieletor.

O licytacji poinformował jeden z czytelników żywo zainteresowany co dalej. Inwestycja ruszyła 7 lat temu i stanęła w miejscu. I tak stoi. Jak słup soli. W tym miejscu idzie w górę jakiś nowy projekt.

A w kwestii innego budynku napisał czytelnik na fejsie.

„Mam dla pana fajną informację. W Mielcu kłopoty z dokończeniem budowy ma galeria AVIATOR. Taką informację dostałem wczoraj. I temu kto mi powiedział tak to skomentowałem, nic nie wiem o kłopotach AVIATORA, ale mnie to nie dziwi. Chcieli 8 mln zł od miasta na budowę KINA, w które miało zainwestować mulitkino. Wykonawca zszedł z budowy drogi, rozkopali ulicę ludzie są wściekli. Pozdrawiam. Chodzi o Mielec”.

awiator2

Innego zdania jest inwestor. I wszystko jest w porządku, ale ta deklaracja padła jakiś czas temu.

– Galeria Aviator rośnie w oczach. Wkrótce będzie można dostrzec całą bryłę centrum. To jeden z naszych największych projektów, o bardzo ciekawej architekturze. Podczas planowania inwestycji chcieliśmy nawiązać do historii miasta, którego niewątpliwą wizytówką są samoloty. Liczę, że nasza wizja spodoba się mieszkańcom Mielca – mówi Jan Mroczka, Prezes Zarządu Rank Progress SA.