Karka co?-cz.II-poradnik najemcy

Jeden z naszych Czytelników snuje powieść retailową (pierwszą część opublikowałem 09.06.2015). Przypomnę, że akcja dzieje się gdzieś w Polsce. Panie od komercjalizacji szukają najemców przy ulicy Warszawskiej 44. Tytuł nawiązuje do ogólnej orientacji czyli Carcasson we Francji. Pani Sandra, choć wyedukowana nie ma pojęcia co to jest Carcasson.

W pierwszej części autor wprowadził nas w klimat rekrutacji do nowoczesnego projektu „Warszawska-nowe oblicze handlu”. Sandra Knot jest akwizytorką firmy o mądrze brzmiącej nazwie „komercjalizująca”. Pani Sandra umówiła się na drugie spotkanie z przedsiębiorcami dla których przygotowała umowy i wspaniałe wizje.

Czy dziś je podpiszą? Miłej lektury.

20150619

„Dzień przed oficjalną wizytacją w pizzerii odbyła się odprawa techniczna. Zebrali się wszyscy przedsiębiorcy z ulicy. Lokal pękał w szwach. Gwar.

– Proszę Państwa, proszę Państwa. Czy już możemy zaczynać? – denerwowała się Sandra.

– Brakuje jeszcze Jana – słychać głos z głębi sali.

– Tak, Pana Jana dziś nie będzie. Kilka dni temu podpisaliśmy umowę. Dziś Pan Jan wraz z Prezesem naszej firmy odpoczywa poza miastem. Panowie wybrali się na konie. Widzicie Państwo, że szkoda czasu na ociąganie się z podpisaniem umowy. Jutro ważny dzień. Nasz Prezes osobiście będzie wizytował Warszawską. Czujcie się Państwo wyróżnieni. Jutro też w obecności mediów podpiszemy umowy.

– Ale jak to? – wtrącił się Janusz.

– Zaraz do tego dojdziemy. Jest Pan Kamil? Nie widzę… Ooo, jest Pan. Proszę zapisać dwie osoby na jutro do Pańskiego salonu. Na rano. Musimy się zrobić na bóstwo!

– Jutro będzie to problem. Jest sobota. Sezon wesel. Dziewczyny w salonie mają pełne obłożenie.

– Panie Kamilu. Chyba się nie rozumiemy. Proszę odwołać klientki. Naprawdę nie wiem, ale już na początku są problemy. Musicie się Państwo aktywnie włączać w ten projekt. Bez tego nic nie będzie. Zobaczcie na Pana Roberta. Zorganizował dzisiejsze spotkanie, jutrzejszy obiad. Pan Jan ufundował nocleg w hotelu dla mnie i dla mojej koleżanki Monique. Czy to takie trudne?

– Dobrze – rzekł Kamil – Na którą Panie sobie życzą fryzjera? Kogo mam zapisać? Pani Sandra i Pani Monique…

– Pudło.

– Yyyyy – zakłopotał się Kamil.

– Monika Pudło. Nazywana pieszczotliwie przez najemców Monique. To będzie wasz marketingowiec. Świetny fachowiec.

I profesjonalista.

Janusz wyciąga z kieszeni telefon. Łączy się online. Przeszukuje nerwowo internet. Odrywa wzrok od ekranu.

– Mam. Monika Pudło. Absolwentka Wyższej Szkoły Marketingu w Przasnyszu. To ma być ten super marketingowiec?

– Proszę Pana – wtrąciła się Sandra – Tu nie chodzi o papiery. Profesjonalizmu nie uczą w szkołach. Proszę doczytać gdzie ta Pani  pracowała? Dobrze, ja Panu powiem. Pracowała dla Star Development, Marmur Development, Sea Develop, “Bar u Grażyny” , Johnson Development i Cat International Project. Pracowała jako marketingowiec w czwartej co do wielkości galerii w Ciechanowie.

– I z informacji wynika, że chyba kiepsko pracowała skoro galeria w 70% stoi pusta. Tak przynajmniej piszą na stronie tej galerii.

– Tak piszą?

– Nie, tylko, że w 70% pusta.

– Tak. Wg moich informacji obiekt przechodzi fazę rekomercjalizacji. To jest proces. To musi trwać. Zresztą znam tam osoby zarządzające. To profesjonaliści. Dobrze, idziemy dalej. Czas nas nagli. Jak już mówiłam jutro podpiszecie Państwo umowy. Z naszej strony…

– Tak bez konsultacji z prawnikiem? – ktoś rzucił z sali. – Nie pozwalacie mi Państwo skończyć. Z naszej strony to będzie taki gift dla was. Nasz prawnik przygotował umowy specjalnie dla Państwa. Nie musicie dodatkowo płacić za konsultacje. To Pan Michel Colucci.

– Kolejne pudło? – ironizuje Janusz.

– Ha ha ha. Bardzo śmieszne. Apeluje o szacunek dla osób pracujących dla tego projektu. O szacunek dla projektu. I przede wszystkim o szacunek do developera. W moim środowisku jest takie powiedzenie:    „Brak szacunku dla developera    odróżnia człowieka biednego od milionera”.

Sandra jeszcze długo roztaczała cudowne wizje przed przedsiębiorcami. Spotkanie zakończyło się późnym popołudniem. Wieczorem Sandra i Monique usiadły na drinku w hotelowym lobby barze.

– O której jutro wstajemy? – zapytała Monique.

– Nie wiem. Jestem zmęczona tymi debilami. Jutro wizytacja. Nie możemy dać plamy.

– Odpuść trochę Sandra. Wiem, że jest ciężko. Sama się trochę denerwuje. Mam mieć przemówienie. Co ja mam mówić?

– To co zwykle. Że footfall, że wielokanałowość, że wszystko rośnie i takie tam.

– Ale przecież to są bzdury.

– No, są. Ludzie to lubią. Używaj anglojęzycznych terminów. To się nie połapią.

– A jak będzie jakieś trudne pytanie?

– Spoko. Zadbałam i o to. Powiedziałam im, że boimy się prowokacji. Pytania będą na kartkach, będziemy znali je wcześniej. Nie dopuścimy niewygodnego pytania. proste! Wiesz czym gardzę Monia?

– Nieudacznictwem!

– Nie. Frajerstwem gardzę Monia. Frajerstwem. Idziemy spać. jutro ważny dzień. Jak się nie uda to będzie kicha. Ja nie wrócę na podlaską wieś. Do chłopaków w wytuningowanych Kadetach. Nie wrócę. Kończ już i do spania.

– Już się zbieram.

cdn.

Zdjęcie ilustruje rolę jaką odgrywają obie panie-akwizytorki. Co ciekawe akwizytorzy nie mogą korzystać z galerii handlowej jako terenu do pracy jak i żebracy. Na zdjęciu fragment regulaminu jednej z „dworcogalerii”. O akwizycji traktuje m.in. film- Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych na youtube. Czekamy na kolejną część tej historii…

Szczęście po lubelsku-poradnik najemcy

Lublin. Sierpień minionego roku kilka miesięcy po otwarciu.

-To weekendowa galeria handlowa, w tygodniu nie ma tu ludzi. Za stoisko 2x2m płacimy 2000 złotych brutto i musieliśmy zapłaciliśmy też 3 miesięczną kaucję. Mamy miesięczny okres wypowiedzenia. W umowie m.in. jest zapisane, że za opuszczenie stoiska powyżej godziny płacimy karę w wysokości 100 euro. Za brak sprawozdania finansowego o obrotach jest 1000 złotych kary. Zresztą nie pamiętam już czy złotych czy euro… -opowiada sprzedawca plastrów.

Zamawiam kawę w pięknie zrobionej kawiarni weneckiej. Spotykam właściciela. Młody najemca.

–Mamy już 170.000 złotych długu. Przez 2-3 miesiące byli klienci, zaspokoili ciekawość i nie wrócili. Teraz i w weekendy szału nie ma. Jest nas czworo. W spółce była Brytyjka i moich dwóch braci. Wzięliśmy 400.000 złotych leasingu na urządzenia do produkcji lodów. Nie wiemy co robić. Doszło do nieoficjalnego spotkania najemców. Wszyscy zadłużeni po uszy. Wystraszeni. Chcę stąd wyjść bez kar-opowiada.

Bracia w wieku 30, 36, 38 lat są z Lubartowa. Wszyscy mają rodziny. Prowadzą sezonowy serwis opon, który generuje jakieś zyski. Są utopieni na wiele lat. Co im pozostaje? Londyn? Berlin? Zmywak czy sprzątanie hoteli? Zajęcie domów?

Felicity_korytarze_1

Galeria być może jest rentowna dla inwestora. Kilka dni temu dostałem stamtąd zdjęcia.

„Panie Danielu przesyłam zdjęcia zamkniętych lokali z CH Atrium Felicity Lublin: kawiarni „La Piazza”, kawiarni „You and Me” oraz sklepu obuwniczego „Centro”.
Centrum funkcjonuje od marca 2014 r. Ruch w tygodniu jest taki, że można jeździć samochodem po korytarzach nie robiąc nikomu krzywdy …
Przesyłam też parę zdjęć korytarzy – zrobiłem je w poniedziałek 29.06 o godz. 14.30

Felicity_korytarze_2

Felicity_korytarze_3

Felicity_korytarze_4

Felicity_La_Piazza_1

Felicity_La_Piazza_2

Za tymi wyklejankami była wenecka kawiarnia. Włoski styl. Elegancko i profesjonalnie.

Felicity_La_Piazza_3

Felicity_You_a_Me_1

Felicity_You_a_Me_2

Felicity_You_a_Me_3

Felicity_Centro_1

Felicity_Centro_2

Nie wiadomo z jak wysokim długiem wyszli bracia. I kiedy to odrobią. Zostali naciągnięci i omamieni „sukcesem”. Felicity-znaczy szczęście. Trudno powiedzieć w jakim znaczeniu.

Wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej sugeruję nie zaciąganie kredytu, nie korzystanie z leasingu, ani z żadnych podobnych wynalazków. Zakleją lokal-tak, aby kolejny się nie domyślił, nie dowiedział, kto za tym wyklejeniem „stoi”, jak skończył i gdzie.

Bez przyszłości-poradnik najemcy

Bochnia liczy ok. 30 tysięcy mieszkańców. Bezrobotnych jest ponad 3200 osób. Jednym z większych pracodawców w Bochni jest lokalny Społem. W rynku żółto-czerwono. Niewiele jest takich miast w Polsce i nie wiele takich rynków jak tam. 250 osób ma stałą i stabilną pracę. Warto to zobaczyć.

20150630

Ta polska marka kojarzona  z komuną, peerelem i obciachem w Bochni obciachem nie jest. Zarządzający Społem nie wyprzedali majątku i własne sklepy prowadzą w dużej mierze we własnych lokalach.

201506303

 

201506304

 

201506305

 

201506307

Jeszcze do nie dawna w barze mlecznym zupa kosztowała 1,40 a pierogi 2,50. Dotacje zostały zabrane barom mlecznym, bo ktoś z Ministerstwa Finansów uznał, że przeliczenia nie były właściwe i dotacje pozabierano barom mlecznym. Ceny poszły w górę, ale Społem bar ten utrzymuje.

201506308

 

201506309

 

201506310

W środku nowocześnie.

201506311

I własny supermarket. Wielkopowierzchniowy sklep. Podatki zostają na miejscu.

201506312

Dało się nie tylko nie wyprzedać, ale i coś zbudować.

201506313

Wyrzucona trochę na zewnątrz centrum miasta retailowa galeria wypluwa kolejnych „uszczęśliwionych” zapowiadając kolejne otwarcia.

2015063010

Tak wiosenno i letnio.

20150631

 

20150632

 

201506331

 

20150634

Do opalania pozostaje słońce.

2015063051

 

2015063061

Wyrżnięci najemcy opuszczają to specyficzne rondo.

Bochnia jest mimo wszystko dobrym przykładem jak zadbać o długofalowy rozwój. Prawie stuletnia tradycja robi wrażenie.

Galerie handlowe padają jak muchy. Rekorowo szybki upadek i zamknięcie nastąpiło w Bukareszcie. Pół roku trwała „kariera” całej galerii handlowej. To jest temat bez przyszłości, bez racjonalnego myślenia, bez perspektyw i jakiejkolwiek przewidywalności.

Wyprać kasę, złupić ludzi, zastraszyć, zabrać majątki. Mamić jak długo się da. Na tym to polega. Łatwy pieniądz- szybka piłka.

wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej weź pod uwagę, że żadna galeria handlowa nie dotrwała nie tylko do stu, ale nawet 50 lat. Jej „żywotność” to ok. 30 lat. w USA. I nic więcej. Nie buduj przyszłości w oparciu o system retail. Niszczy miasta, wyludnia ulice, niszczy to co chciałeś budować lub zbudowałeś przez lata. Prowadzi do ruiny. Tarnovia w Tarnowie zamienia się w kino. Galeria, która ma niespełna 6 lat. Powoli chyli się ku upadkowi. Zresztą zniszczyli wiele polskich firm, nie tylko tam.

P.S. Polecam Bochnię na wycieczkę. Kopalnię soli warto zobaczyć. Sól bocheńska lecznicza za worek jedyne 6 złotych. Fajny rynek. Wiele zabytków. To jedno z najstarszych miast w Polsce.

CV do apteki-poradnik najemcy

Spada bezrobocie. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. I tego się trzymajmy. Spadnie jeszcze bardziej w Bochni (małopolskie).

W ścisłym centrum miasta stoi okazały budynek. Z zewnątrz wygląda jak elegancka kamienica, ale w środku trwają intensywne prace. Powstaje w centrum w tym właśnie budynku galeria bocheńska tzw. „Solna”.

Co ciekawe trwa rekrutacja w aptece naprzeciw przyszłej, ale na razie wciąż niedoszłej galerii handlowej. Można przyjść do apteki i złożyć swoje CV. Stanowiska są różne. Od fryzjera przez makijażystkę, kasjerów, barmanów, nawet dekorator ma szansę. Jest tylko jeden szkopuł. To wielkie otwarcie trwa już wg różnych źródeł blisko dwa lata.

O rekrutacji trąbi lokalny portalik, drugi-konkurencyjny pieje z zachwytu, że już lada dzień galeria zostanie otwarta.

201506302

-Panie jak my to do grudnia skończymy to będzie dobrze-mówi mi jeden z pracujących w środku robotników.

Faktycznie roboty trwają, ale do końca jeszcze sporo pracy. Końca na razie nie widać.

Aplikację do pracy można też wysłać mailem. Przestrzegam jednak najemców przed podpisywaniem tam umów.

201506300

W 2013 roku przedstawiciel firmy komercjalizującej na portalu retailnet zapewniał, że „trwają ostatnie prace wykończeniowe” i trwają ostatnie zaawansowane rozmowy z najemcami. Przyznacie, że to dość specyficzne poczucie czasu wg retailu.

„Bocheńska Galeria Solna swoim zasięgiem obejmie nie tylko Bochnię, ale również okoliczne miasta. Bliska odległość od Wieliczki, Niepołomic, Brzeska i Krakowa oraz położenie miasta przy trasie A4 sprawia, iż dotarcie do Galerii Solnej jest łatwe i komfortowe. Łącznie w zasięgu bezpośredniego oddziaływania galerii znajdzie się ponad 260 tys. osób”.

201506301

To fragment teksu reklamowego. Przestrzegam przed dosłownym traktowaniem jego brzmienia. Wg autora tekstu tuż obok galerii „Solnej” w odległości kilkudziesięciu metrów ma się znajdować zabytkowa kopalnia soli. Ona jest i owszem, ale autor zdaje się nigdy w Bochni nie był i zapomniał dodać, że w odległośći kilkunastu metrów od tej galerii handlowej są delikatesy i społemowski sklep spożywczy. Kopalnia jest w zupełnie innym miejscu.

W Bochni jest już jedna duża retailowa galeria handlowa.

-Podpisanie tam umowy, to założenie sobie pętli na szyję-słyszę od ludzi dobrze zorientowanych w lokalnych realiach handlowych. Odwiedziłem i tę drugą galerię. Szału nie ma.

Ta w rynku ma niestety szansę nie tylko na pogrążenie małych najemców, ale w znaczący sposób uderzy w mocną markę jaką w Bochni jest lokalny Społem. Zastanawia mnie jednak czy faktycznie ta nic nie mająca wspólnego z solą galeria jest faktycznie skomercjalizowana, bo pianie w tym momencie o jej rzekomym sierpniowym otwarciu wydaje się być na wyrost i być może jest to wołanie do „tłumu” chodźcie-jeszcze macie szansę…

Sugeruję rozwagę w podejmowaniu decyzji, bo w tej branży-absolutnie wszystko-może się zdarzyć i pamiętajcie, że tutaj wszystkie chwyty są dozwolone-bez ochrony prawnej i bez wyobraźni przestrzennej.

Wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej weź gruby margines na to co czytasz czy słyszysz. Rzadko jedno i drugie ma cokolwiek wspólnego z tzw. „prawdą” i tzw. logiką. Widzicie te ćwierć miliona ludzi zasięgu? A jedzie im tam czołg?

Galeria Polskie Meble-poradnik najemcy

Nie jestem zwolennikiem tezy w kontekście retailu, że istotne są tylko polskie marki. Wg mnie jeśli ktoś coś budował i próbował w Polsce sprzedawać to żadna satysfakcja z tego, że sieć upadła. Że została wykopana z galerii handlowych i zajęto jej towar.

Tam pracowali ludzie, którzy nie rzadko z dnia na dzień tracili zajęcie i jakiekolwiek dochody.Dawali z siebie wszystko i okazało się, że to -na nic. Będąc „ortodokso-narodowcem” miałbym do wyboru albo samochód marki Polonez (skądinąd świetny w swoim czasie)  po liftingu, albo rower Szarik lub/i mógłbym się przemieszczać tradycyjnie-piechotą w zimie chodząc w srebrnych relaxach z Nowego Targu. Też po liftingu. I też kultowe.

Czyli nie wszystko jest „be”. Polska branża meblarska stawia odpór Ikei czy Jyskowi niemniej jednak łatwo nie jest. Polskie okna, drzwi, meble od lat cieszą się uznaniem za granicą, w krajach Beneluxu, Francji czy we Włoszech. To polscy specjaliści, którzy potrafili się obronić. Podobnie z oknami. Jakość i determinacja-przynoszą efekty czym skwapliwie potrafili się też chwalić… politycy. Polskie prywatne firmy na bazie swojej jakości mają wyrobioną markę.

Co nie oznacza jednak, że galerie  meblowe nie odczuwają zalewu chińskim szajsem mebli od Agnieszki czy Agaty czy jak jej tam. Sporo chińszczyzny. Badziewna jakość, za nie zawsze najniższą cenę. Jaki to ma wpływ na polskich producentów? Zobaczmy zdjęcia.

20150703_114837_resized1

20150703_114842_resized

20150703_114845_resized

20150703_114856_resized

20150703_114917_resized

20150703_115031_resized

20150703_115034_resized

Zdjęcia przysłał czytelnik Kamil. Dziękuję. I przypomnę, że przybywa szajsu w galeriach handlowych. W lokalach ustawiane są meble-jak na wystawie, po to, aby zrobić sztuczny tłum. Nie widziałem mebli z Kalwarii Zebrzydowskiej. 

Prędzej znajdziemy plastikowe stoły, krzesła, parasole-na grilla w sezonie letnim i w krótkiej perspektywie na śmietnik-jeśli mówimy o meblach „po sezonie”. Znamienne są też te tłumy nabywców.

Wniosek: galerie handlowe nie są oknem na biznesowy świat, jeśli były to na kilka lat-są coraz częściej cmentarzyskami firm i przedsiębiorstw. Przekształcają się w funeretail. W „biznes” funeralny.

Uwaga na portfele!-poradnik najemcy

Dla osób, które nie wynajmowały lokali w galeriach handlowych czy centrach handlowych wiele zachowań ze strony wynajmującego jest niezrozumiałych czy wręcz nieprawdopodobnych. Niemniej jednak nie piszemy tutaj o sytuacjach wyimaginowanych, ale praktykach gangsterskich. Wiem, że to mocne słowa.

Niemniej jednak jeśli ochrona zajmuje torebki, a w nich portfele, dokumenty osobiste to jak to nazwać inaczej? Jeżeli „partnera” traktuje się jak złodzieja, oszusta i człowieka, który ma złą wolę w sensie nie płacenia to jak to inaczej nazwać?

Jeżeli zarząd za dług wygenerowany niekompetencją budowlańców czy zarządzających chce np. przejąć restaurację to jak to nazwać? Jeżeli ludzi się zastrasza i szantażuje to jakie można znaleźć słowa zastępcze? 

To nie są kalumnie. A czasy bezkarności i ciszy owianej „tajemnicą handlową” możemy uznać, za minione. Bandyckie zachowania należy piętnować i nie bać się. Trzeba to ucywilizować.

zdj.: http://www.tygodnikzamojski.pl

O komentarz do zajęć majątku poprosiłem mecenasa. 

„Częstą praktyką w Galeriach Handlowych jest wejście Wynajmującego lub Zarządcy do lokalu najemcy bez jego zgody i zajęcie wszystkich znajdujących się tam rzeczy wraz z wymianą zamków od lokalu.

Na skutek tego działania najemca zostaje pozbawiony możliwości korzystania z lokalu oraz wszystkich znajdujących się tam ruchomości. Co ważne, znam przypadki gdzie najemca został w ten sposób pozbawiony kasy fiskalnej, która znajdowała się w lokalu.

Bardzo często takie postępowanie Wynajmującego jest sprzeczne z prawem.

Najemca na podstawie art. 344 kodeksu cywilnego, może wnieść pozew o naruszenie posiadania i domagać się by Sąd przywrócił naruszone posiadanie. W takim postępowaniu Sąd nie analizuje czy posiadanie było zgodne z prawem czy nie lub też czy posiadacz był w dobrej lub złej wierze. Sąd bada tylko czy doszło do samowolnego naruszenia posiadania. Jeśli tak, to nakazuje przywrócenie stanu poprzedniego.

Jest to silny instrument prawny, gdyż w polskim prawie posiadanie jest bardzo mocno chronione.  Wielokrotnie najemcom, których reprezentowaliśmy udawało się uzyskać korzystny dla siebie wyrok, gdzie wynajmujący zmuszony był ponownie udostępnić najemcy lokal wraz ze znajdującymi się tam ruchomościami.

Należy pamiętać, że na wniesienie pozwu do Sądu najemca ma tylko 1 rok, który liczony jest od chwili naruszenia posiadania. Po tym terminie następuje przedawnienie”.

 Adw. Tomasz Henclewski

Henclewski & Wyjatek Adwokaci

Dodam, że w ostatnim czasie natknęliśmy się na błędy w fakturach. Błędy w naliczaniu odsetek. Błędy w odliczaniu VAT-u. Do tej pory nikt na to nie zwracał uwagi, a nie tylko najemca, ale Skarb Państwa stracił setki milionów złotych. 

To nie jest tak, że w tych sprawach będziemy milczeć. Ostrzegamy i ostrzegać będziemy wskazując, gdzie i na czym polegają wały do tej pory nie ujawniane. Przemilczane.Widzę te tłumy chętnych do podpisywania umów. Te kolejki potencjalnych najemców i te miliony ludzi, które czegoś od galerii czy centrum oczekują. Nie przeceniam bloga, nie uważam, aby za jego sprawą lawinowo miały posypać się te trefne puzzle. Jakiś tam drobny wkład w rzeczywistość mamy. 

Wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej pamiętaj, że mogą Ci zająć nawet Twój portfel.

Pędokpiną na wakacje-poradnik najemcy

Dziś o chłodzie. Upalne dni mają to do siebie, że w Polsce występują rzadko. Ale jak się już trafią- to tropikalnie. Wówczas szukamy chłodu. Galerie są klimatyzowane. Czyli, kiedy leje-dają dach nad głową, a kiedy jest tak jak dziś-dają chłód. Klima jednak nie ma znaczącego związku z obrotami. Czyli ich nie podnosi.

Dziś zwizualizuję system retail w ten sposób.

Retail

Tak wyglądają Twoje urlopy i wakacje po „zarabianiu” w centrum czy galerii handlowej.

Tak też za jakiś czas będą wyglądali ludzie od retailu na swoich wakacjach. I jest to jakieś pocieszenie. Puszczają ludzi w skarpetkach i też ich to dopadnie.

To zdjęcie przypomina też Kopaczową, która klimatyzowaną pędokpiną pojechała do Łodzi robić pijar. Szkoda, że nie w manufakturze w lokalach po bankrutach czyli w miejscu z którego Łódź słynęła-zakładów włókienniczych. Dziś straszy tam „cud junesko”-przyciągający turystów, bezdomnych  i bezrobotnych.

Do Łodzi pojechał też polski podróżnik Seweryn Falkowski. Zabrałem go wczoraj na stopa. Idąc po znakach w kierunku muzeum zaszedł pod słynny zadłużony na setki milionów szpital. Ministrą wtedy była Kopaczowa. Dziś nie wielu o tym pamięta.

Pod tym szpitalem znaki do muzeum się kończą. Taka kpina- jak to pędokpiono.  

Na szczęście to się zużyło. I teraz czas na polskie pociągi. I polskie klimaty. ”Zmienimy się dla siebie”. 

Życzę Wam fajnych wakacji. Na luzie. (fot. internet)

P.S. Jak znajdziecie czas to podeślijcie wakacyjnie- jakieś zdjęcia z tych zaj…”zachodnich galerii handlowych”.

 

„Nie mam więcej siły”-poradnik najemcy

„Przez siedem lat tylko raz byłam dwa tygodnie na urlopie. Nie dorobiłam się majątku. Wszystko inwestowaliśmy z mężem w interes, żeby mieć godną starość…”. – Te gorzkie słowa płyną z ust pani Alicji Bobber, która razem z mężem siedem lat temu postanowiła wejść do galerii Ascana w Gorzowie Wielkopolskim. Do dzisiaj Bobberowie dorobili się dwóch milionów długów!

Z panią Alicją spotykam się w Poznaniu. Kiedy dowiedziała się, że w tamtejszym hotelu OSON organizuje spotkanie z najemcami, postanowiła przyjechać aż spod Szczecina.
– Cieszę się, że mogłam tu przyjechać i spotkać się – mówi na wstępie drżącym z emocji głosem. – Przynajmniej nie zwariuję… Człowiek musi z kimś rozmawiać, mieć poczucie, że ktoś inny chce go jeszcze chociażby wysłuchać.
Patrzę w oczy tej czterdziestoczteroletniej kobiety i widzę, jak nieustannie delikatnie, niemal niedostrzegalnie, drżą jej mięśnie wokół oczu.
Wciąż nie mogę uwierzyć… – mówi tymczasem szeptem pani Alicja, a chwilę później zaczyna opowiadać…

Nasza przygoda z galerią zaczęła się w 2007 roku. Nasz znajomy prowadził w galerii Ascana dwa lokale gastronomiczne. Szło mu całkiem dobrze, ale miał już pomysł na inny biznes i pewnego dnia zaproponował, abyśmy przejęli jego restauracje. Po namyśle, po sprawdzeniu dokumentacji, przychodów, wydatków, uznaliśmy z mężem, że zaryzykujemy. Miała to być nasza inwestycja na starość. Pewny biznes zamiast żebraczej emerytury państwowej. Przejęliśmy więc restaurację Akropolis – 19 metrów kwadratowych z czynszem 70 Euro za metr kwadratowy i Karczmę o powierzchni 52 metrów kwadratowych za 56 Euro miesięcznie za metr.

Remont obu lokali, ich adaptacja i doposażenie kosztowało nas prawie 400 tys. zł. W tym celu zaciągnęliśmy kredyty hipoteczne zastawiając mieszkanie rodziców męża, babci i moich rodziców. Mieliśmy więc pieniądze, a dodatkowo bank otworzył nam limit w koncie do 200 tys. zł. Zabraliśmy się do roboty.

0013

Na początku nawet nie marzyliśmy o tym, aby zarabiać. Cieszyliśmy się, że starcza na koszty działalności i wszystkie opłaty łącznie z pensjami dla pracowników – wszyscy zatrudnieni byli na etatach. Klientów było dużo, jedzenie im smakowało, widzieliśmy przez sobą perspektywy dalszego rozwoju.

002

Rok 2008

Okazało się, że nasze znakomicie położone przy wejściu do galerii lokale nie są już tak dobrze położone, bo galeria zlikwidowała dotychczasowe wejście z uwagi na jakieś wady projektowe. Nagle znaleźliśmy się na końcu „łańcucha pokarmowego”. Zanim klienci zdołali do nas dotrzeć, zdążyli zaliczyć już po drodze kilka innych barów, kawiarni i knajpek.

Zaczęliśmy więc po jakimś czasie negocjować z galerią cenę za czynsz, bo skoro położenie się diametralnie zmieniło, to należałoby, uważaliśmy, zrekompensować nam to w czynszu. Ale to było naiwne życzenie. Dyrektor w galerii nic nie mógł, a zarząd w Warszawie nie widział powodu odpowiadać na pisma. A do tego zamiast obniżki przyszła podwyżka!

W końcówce marca dostaliśmy dodatkowo faktury do zapłaty rozliczające rok poprzedni w zakresie części wspólnych. Okazało się, że do dopłaty jest blisko 14 tys. zł  za 4 miesiące działania galerii! Gdzie miesięczne opłaty z tamtego okresu były wg umowy. Tłumaczono nam, że pracownik się pomylił i naliczył zbyt niskie zaliczki…

Przy okazji próśb o zmniejszenie czynszu na Akropolisie pierwszy raz usłyszeliśmy, że to nie wina zamknięcia popularnego wejścia od strony parkingu, a nasza. Bo na pewno coś się klientom w naszej ofercie nie podoba, może w wystroju lokalu, może za drogo, zróbcie coś, zmieńcie, inni zarabiają świetnie! Nie straciliśmy jednak nadziei i zapału do pracy.

Rok 2009

Jeszcze jest w miarę dobrze, wciąż nie brakuje na opłaty. Akropolis nie odzyskał już swojej świetności. My za to nabieramy doświadczenia, klienci nas lubią, galerie z Polski wysyłają nam oferty współpracy, no nic tylko cierpliwie czekać, aż zaczniemy zarabiać. Właściciel Askany zaczyna tymczasem budowę drugiej galerii w mieście, wymienia listę najemców, którzy wejdą. Po namowach podpisujemy umowę na lokal ok 70 m2.

Rok 2010

Zaczyna się. Bank w styczniu wypowiada nam limit na 200 000 zł. Tłumaczą, że kryzys, branża gastronomiczna jest zagrożona, więc proszę zrozumieć…  Mamy 30 dni na oddanie pieniędzy. Kanał i piekło. Płacząc udaje nam się zamienić limit na kredyt 10 tys. zł miesięcznie. W galerii tymczasem coraz mniej ludzi. Właściwie klientów jest tyle samo, ale wartość paragonów o wiele niższa. Galeria wprowadza nowych najemców gastronomicznych, bo jak twierdzą muszą czymś przyciągnąć ludzi do miejsc, w których nie ma ruchu.

Prośby o obniżenie czynszu nie przynoszą skutku. Zaczynają się więc opóźnienia w płatnościach. Poznajemy stanowczą  panią z windykacji. W dyrekcji galerii tymczasem twierdzą, że skoro spadły nam obroty, to musimy pomyśleć, co robimy źle. Słyszymy, że powinniśmy zachęcać klientów – najlepiej promocjami.

Rok 2011

Bez zmian, jest coraz gorzej.

Rok 2012

Jeszcze gorzej. W naszych głowach puchnie myśl, że coś robimy źle. Ale dobrze, cieszą się w galerii, że współpracujemy z nią i bierzemy udział w różnych akcjach, których koszty ponoszę ja i potem jeszcze w opłatach marketingowych. Galeria co chwilę ma dla mnie propozycję darmowego przygotowania cateringu w zamian za tzw. reklamę.

0032

0042

0053

0063

0071

0081

0091

0101

011

012

Tymczasem budują drugą galerię. W Askanie cały rok prowadzą akcje marketingowe na rzecz Nova Park. Pytam w końcu co to za sens, skoro tu jest coraz gorzej, a oni mi na to, że to nasz wspólny interes!!!

Końcówka roku – oznajmiamy im, że nie wchodzimy do Nova Park. Nie mamy pieniędzy na inwestycję. Poza tym zmieniły się plany galerii i dostaliśmy lokal 160 m2 (!!!) zamiast o połowę mniejszy. Zapytałam, jak ja mam dać rade na takim lokalu skoro KFC ma o połowę mniejszy. Ale oni we mnie wierzyli! „No, pani Alicjo, czynsz będzie niższy, bo to duży lokal a pani coś wymyśli. Faktycznie, czy się stoi, czy się leży, czy za 70m, czy za 160m trzydzieści tysięcy się należy…

Boże, ile nocy nie przespaliśmy rozmyślając. Lepiej nie wchodzić, no ale obiecali, że jak wejdziemy to dadzą nam jeszcze 160000 na adaptację lokalu i zmniejszą czynsz w Askanie. Pomożemy, pani Alicjo, pomożemy!!! Co zrobić, trzeba coś wymyślić. Wymyśliłam – z części lokalu zrobiłam kebab na foodcourt, z części restaurację, wszystko na wspólnej kuchni – ekonomicznie. Damy radę, jesteśmy z mężem bardzo pracowici, żadnej pracy się nie boimy – ze wszystkim sobie poradzimy.

Rok 2013

Prace w galerii dobiegają końca, przejmujemy lokale, to co trzeba w nich zrobić, to kosmos, wszystko firmami, które galeria wynajmuje. Wykonali prace, a potem położyli nam zlecenia do podpisu i zapłaty. Żadnych materiałów, sprzętów nie można do lokalu dowieźć, bo trzeba się zapisać na wjazd. A kolejka na kilka dni. Zrobiłam awanturę i powiedziałam, że maja po mnie zadzwonić, jak uporządkują burdel. Więc jako jedna z nielicznych nie musiałam się ostatecznie zapisywać na to, że transport przywiezie coś do mojego lokalu. Ale skoro się odezwałam, to chcieli pokazać, kto rządzi i pani architekt powiedziała, że nie odbierze szklanych witryn, bo są plastikowe…

Nadszedł dzień otwarcia. Piękny. W galerii mało lokali otwartych, bo nie wszyscy zdążyli. Ale jakie piękne otwarcie: prezydent miasta, oficjele, jakaś gwiazda i catering z Sheratona w Poznaniu! Oczywiście byłam zaproszona, ale jak tu pójść, kiedy w galerii otwartych kilka lokali, wiec cały Gorzów snuł się po tych otwartych. Szczęście trwało dwa tygodnie. Zero ludzi. I, o matko! nikt nowy się nie otwiera.

Po chyba czterech miesiącach Apsys spotkał się z najemcami na zebraniu, w hotelu, darmowa kawa i ciasto. Porozmawiać o planach marketingowych na dany rok. Zajebiste mieli plany. Zatrudnili specjalną firmę. Cały ich plan opierał się na tym, że firma będzie dostarczała jakieś maszyny do losowań, a my będziemy przekazywali fanty. Wszystkie, dokładnie wszystkie akcje opierały się na fantach ze sklepów albo w formie bonu, albo materialnej. Zwróciłam im wtedy uwagę, że nie muszą płacić firmie marketingowej, że skoro to my opłacamy akcję podwójnie, opłata marketingowa plus fanty, to po co płacić trzeci raz firmie. A ponadto nie będzie to żadną zachętą ponieważ już wszyscy mają same promocje, aby tylko ktokolwiek się pojawił.

Było tak dobrze, że otwarcie było w kwietniu, a w czerwcu mój mąż juz miał ciężką depresję. To inteligentny facet, wiedział, że jesteśmy w gównie bez wyjścia. Galeria otwarta w połowie, reszty najemców nie ma. Obroty w Askanie o pięćdziesiąt procent w dół. Najemcy zaczęli się buntować i w końcu galeria zrezygnowała z czynszu na pół roku. Za prąd w lokalu, w którym nie było co robić miesięcznie płaciłam 6000 zł. Pomimo braku opłat czynszowych budżet miesięczny nie domykał się na ok 30000 zł. Firmę męża wykończyliśmy.

Mąż nie mógł dojść do siebie, leczenie. Musiałam sobie radzić. Z pustej restauracji, żeby przyciągnąć ludzi z miasta zrobiłam właściwie dom kultury. Piękny czas, piękne spotkania, ale wszystko darmo, a jeszcze trzeba było zapłacić. Od dłuższego czasu radziliśmy się prawników, co robić – wszyscy rozkładali ręce.

013

014

015

016

017

018

019

020

021

 

023

Punkt kulminacyjny nastąpił, kiedy okazało się, że chcą mi pokazać, kto tu rządzi i odcięli mi prąd w Askanie za niedopłatę 600 zł… Potem wydzwaniali żebym się nie wygłupiała, że to tylko 600 zł, żebym pożyczyła, że Nova Park jeszcze nie ma odciętego prądu. Powiedziałam, że dość mam długów, tyle kłopotów, że nie mam więcej siły.

Całe wyposażenie zostało w lokalach, tylko leasing pozabierał swoje sprzęty. Obydwie galerie naliczyły 12 miesięczne kary. Długów, gdybym chciała spłacić, to już będzie ponad 2 miliony. Ale nie wiem dokładnie, bo to jest poza moim zasięgiem. Pism od komorników już nawet nie czytam. Mąż w zeszłym roku miał bardzo poważny wypadek, leżał w śpiączce. Jak się wali, to na całego.

Tekst: obserwator. 

Spotkanie, czerwiec 2015, Poznań.

Paweł Kukiz o „polskich” galeriach handlowych-poradnik najemcy

W temacie galerii handlowych, centrów i zagranicznych dyskontów, które drenują kieszenie i duszą ten kraj trudno uniknąć perspektywy na przyszłość.

Daniel Passent na swoim blogu wczoraj, zabrał głos w sprawie „kukizowców”, którzy chcą w Polsce zmian systemu, ordynacji wyborczej i opodatkowania galerii handlowych. Materiał Passenta postanowił na stronę  główną wrzucić onet.

Stek bzdur i pseudo-gospodarczo-polityczno-populistyczne rozważania. Z tekstu wynika jakoby młodzi ludzie przypominający kiboli zjechali do Lubina. Albo pan Passent ma kulawy wzrok, albo tam nie był. Rozumiem, że „zza biurka” takie teksty lewym palcem prawej stopy można płodzić. I mącić w mózgach.

Z perspektywy czytelnika ”strach się bać”. Już przed pierwszą turą wyborów prezydenckich i drugą wydawało się z wielu materiałów prasowych, że jeśli wygra  Duda, to wybuchnie wojna. Nie wybuchła.

Na dziś najpewniejszą tarczą antyrakietową są niemieckie Lidle, Kauflandy, Aldi, francuskie „oszołomy”, „ikeje”, „jyski”, „castoramy”  „karfury” i brytyjskie Tesca. Mniej istotne wydają się być portugalskie Biedronki. Nie zapominajmy też o amerykańskim drimie i zagranicznych funduszach w których rękach jest wiele galerii handlowych w Polsce. Nieopodatkowanych -państwa w państwie. Takie hybrydy nowotworowe. Niszczą. Pod płaszczykiem „tajemnicy handlowej” w klimacie en Passent.

Aby się upewnić jak to jest z Pawłem Kukizem postanowiłem z nim porozmawiać. Sprowokował mnie pan Daniel swoimi przemyśleniami.

Co więcej, w bieżących materiałach prasowych albo dywagacje o programie, albo o personaliach. I kociokwik. Że ktoś do kogoś nie zadzwonił albo, że ktoś o kimś zapomniał. Takie „pępkowe świata”. Apologeci systemu od prawa do lewa wiedzą lepiej. Zatem do źródeł.

-Witam panie Pawle.

-Witam.

-Czytał pan książkę Przeliczeni o galeriach handlowych? Dałem ją jednemu z pańskich współpracowników. Taki  gospodarczy materiał na przyszłość. O „polskich” obozach handlowych.

-Szczerze mówiąc nie przeczytałem. Nie mam czasu nawet z żoną porozmawiać, dlatego proszę wybaczyć, ale na razie nie.

-To niech pan nie czyta. Zachęcam, aby znalazł pan chwilę i wszedł na youtuba. Tam jest film dokumentalny o galeriach handlowych. Będzie szybciej.

W Lubinie mówił pan m.in. o „banksterce”. Może pan rozwinąć tę myśl?

-„Banksterka” po polsku to zostawienie ludzi z problemem. Samych. Kredyt we franku to spekulacja, kredyt w złotówkach to lichwa. Proszę pana to nie może być tak, że establishment robi wodę z mózgu społeczeństwu. Od 89 roku rządzą w 65 procentach ci sami ludzie, te same kliki. Dbają tylko o swój interes, a nie interes społeczny. Kapitały przepływają-między nimi. To jest sitwa.

-Podobno nie da się tego zmienić.

 –Jak to się nie da? Da się. Wszystko się da zrobić. Na Węgrzech opodatkowano sklepy wielkopowierzchniowe i nic się nie stało. Węgrzy nie bali się zmian i społeczeństwo na tym skorzystało.

My jeśli chcemy zmiany to mamy dziś wybór, a w zasadzie we wrześniu. Referendum w sprawie JOW-ów będzie kluczowe i bardzo ważne dla Polski. Nie dla Kukiza. Dla naszych dzieci i wnuków. Trzeba ten system rozwalić. Jeśli społeczeństwo nie zrozumie tego, to nie będzie mogło mieć do nikogo pretensji tylko do siebie. Samo siebie będzie dalej łupić.

Jest szansa, jest dobry moment i referendum odpowie nam na  wiele pytań. Trzeba zrobić wszystko, aby przekroczyć 50 procentowy próg frekwencji, a potem możemy mówić o programach i zmianach.

I propozycjach. My musimy zmienić władze, a nie żyć jak w Matrixie.

-W „Złotych Tarasach” w Warszawie udzielał pan wywiadu i wówczas powiedział pan patrząc na te mury, że nie o to nam wszystkim chodziło.

-Bo nie o to chodziło. Bo to nie jest nasze. To nie jest polskie. Zagraniczne kapitały wysysają wszystko. Drenują ten kraj. Jesteśmy tanią siłą roboczą i magazynem Europy. Ja wiele w życiu podróżowałem. Byłem w Stanach, w Kanadzie, w Australii. Tam nie buduje się takich galerii w centrach miast. To jest na obrzeżach, a nie w środku miasta! Tutaj wybijają małych przedsiębiorców, niszczą rodzinne firmy. Miasta pustoszeją. Co to ma znaczyć, że nie płacą podatków. Tutaj zarabiają i tutaj mają płacić.

-Nie płacą. Od murów nie płacą, od wyposażonych lokali nie płacą. Ktoś wyposaża, potem go wyrzucają, wchodzi następny i nie płacą od ścian. A wartość jest znacząco podniesiona. Ukrywają to przed skarbówką. Zresztą skarbówka tym się nie zajmuje. Od zysków też nie płacą, bo nie wykazują. Uciekają w kredyty i koszty  z sufitu. Są zwolnieni. Jak święte krowy.

Wielkopowierzchniowe sklepy musimy opodatkować zdecydowanie. Temu trzeba położyć kres. Wie pan ja bym takie centra pozamykał w niedzielę, żeby Ci mniejsi, którzy jeszcze zostali w centrach miast, mogli coś zarobić. Żeby cokolwiek ożywić te centra. I nie kierują mną względy religijne, ale społeczne. Dla tych mniejszych. Dla firm rodzinnych. Zresztą jak pan pamięta powiedziałem w Lubinie, że Kukiz nie ma patentu na wszystko. Nie jestem omnibusem. Dlatego zapraszam różne środowiska do współpracy. Także w sprawach gospodarczych. Ale podkreślę raz jeszcze z całą mocą, że  wszystko jest w rękach ludzi. Wszystko. Trzeba odwagi do zmian. Zaufania. Taki test będzie we wrześniu podczas referendum.

To jest tak, jakby pan jechał samochodem pod słońce i narzekał, że panu świeci po oczach. Żeby nie raziło co pan musi zrobić? Zmienić kierunek, a nie narzekać, że świeci. Różowymi okularami nic pan nie zmieni.

-W galeriach handlowych zniszczono tysiące polskich firm, poprzez chore prawo pozwalające na stosowanie „nadzabezpieczeń” i kłamliwe, przestępcze sposoby zwabiania najemców. UOKiK nie widzi w tym nic złego, że pod „tajemnicą handlową” zagraniczna sieć nie płaci, a polski przedsiębiorca tego nie wiedząc, że ten drugi nie płaci -wpada w pułapkę. Prawo go nie chroni. Sądy mają związane ręce, bo przedsiębiorca nie jest konsumentem, a inwestor jest  panem i władcą. Czy w przyszłości widzi pan pole do współdziałania na tej płaszczyźnie, aby wreszcie zrobić z tym w Polsce porządek?

-Każdego dnia robię swoje. I proszę, aby każdy walczył na swoim polu. Jestem gotów zrobić porządek przy wsparciu społecznym. Wiele zrobimy dla Polski. Wiele jest zaniedbań i zaszłości. Trzeba to naprawić. W wielu dziedzinach chroniono obcy kapitał niszcząc nasz-kapitał ludzki. Ten najważniejszy kapitał. Staliśmy się skolonizowanym krajem pod obcym butem. Nie dajmy się zniszczyć do końca. Nie dajmy się manipulować. Trzeba zostawić strach. Własne ambicje. Kłótnie i podziały. Tak jak powiedziałem-mnie nie da się kupić.  Jestem otwarty na wszystkie środowiska, które chcą konstruktywnej zmiany. Wierzę, że Polska potrafi.

Dziękuję.

W Lubinie media „okupowały” Kukiza. Każdy chciał zdobyć „setkę”, zdjęcie. 

20150627

Dziennikarze przeprowadzali sondy, kto i jak odebrał spotkanie. Ekipa TVN 24 rozmawiała z dwojgiem młodych ludzi. Opowiadali o niskich zarobkach i pięknych galeriach w których nie robią zakupów, bo nie mają pieniędzy. Ludzie nie wchodzą w dywagacje, kto z kim i jak ma pójść do wyborów. Chodzi o zmianę. Nie dla zmiany. Po to, żeby się nazywało, żeby znów było tak samo.

201506271

-Skąd pani jest?-pytam ok. 60 letnią kobietę.

-Z Wrocławia.

-Czego pani oczekuje?

-Nie wiem. Przyjechałam z ciekawości. Wie pan, ja bym nie chciała żeby to się skończyło jak z Palikotem. W Polsce trzeba coś zmienić, bo mnie się żyje coraz trudniej.

Wcześniej na konferencyjnej sali jak w ulu. Ciekawość i oczekiwanie. Burza mózgów.

Wyjeżdżając z Lubina zaglądam do galerii handlowej. 

201506270

Potężna. Kilkupiętrowa. Ludzie jak zwierzęta w boksach.

2015062711

Pozostałości po upadłej sieci. Zajęty towar. Butów w Centro już nie kupisz.

201506272

To taka bankstero-gangsterka-w białych rękawiczkach. Po cichu. Po „polsku”.

201506274

 

201506275

wniosek: jeśli jesteś przed podpisaniem umowy w galerii handlowej to poczekaj, na  zmianę przepisów, bo jeśli dziś podpiszesz-to się nie pozbierasz.