Gdybyś nie wiedział to w Polsce jest Dolina Krzemowa-poradnik najemcy

Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie dzwonił czy zadawał pytań. Dziś system retail zwizualizuję tak.

retail

„Witam, jestem jednym z najemców ch modo w Warszawie. Na naszym forum internetowym dowiedziałem się o Państwa Organizacji jak i również, że pomogliście Państwo jednej z koleżanek w wyjściu prawnym z tego szamba. Mój statut jest taki, że półtora tyg. temu zablokowano mi dostęp do lokalu a następnie wywieziono z niego towar. Nikt się ze mną nie kontaktował w tej sprawie a ja złożyłem wypowiedzenie umowy w związku z zaistniałą sytuacją i wezwałem do zwrotu zagarniętego majątku. Oczywiście jest to błądzenie dziecka we mgle, gdyż po tym jak zostałem wraz z innymi osobami wręcz oszukany nie stać mnie na prawników i sam te pisma napisałem. Czy są Państwo w jakiś sposób w stanie mi pomóc? Ta osoba z modo z forum podobno otrzymała taką pomoc od Państwa i ma już temat zamknięty”.

Każda sytuacja jest inna. Formuła firmy. Umowa. Stawki. Bez pieniędzy na prawnika nie jest pan w stanie nic zrobić. To brutalne, ale nie ma co się łudzić czy zwodzić. Jeśli towar został zajęty to pan go nie odzyska. Pozostaje panu wyjazd z kraju. Zresztą nie pan pierwszy i nie ostatni. Dołączy pan do pozostałych.

I kolejne pytanie.

„Czy można taką umowę rozwiązać za porozumieniem stron?”

Nie. Pani nie jest stroną w tej umowie. Porozumienie wchodzi w grę jedno. W zależności od czasokresu „umowy najmu” płaci pani bez względu na to, czy najem trwa czy nie  i porozumienie wówczas jest w realizacji. Jeśli ma pani pieniądze może pani unieważnić tę umowę i pozwać wynajmującego. Sugeruję –nie płacić.

Kolejny link podesłany przez czytelnika dotyczy Doliny Krzemowej.

– „Kołobrzeg to chyba ostatnie miasto 50-ci tysięczne bez nowoczesnego centrum handlowego gdy tymczasem siła nabywcza mieszkańców, niskie bezrobocie i dodatnia migracja ludności pozycjonują to miasto znacznie wyżej niż wynika to tylko z jego wielkości. Zielona Góra natomiast to prawdziwa perełka wśród miast z przedziału 100-200 tys mieszkańców. Rozwój branży nowoczesnych technologii i sprzedaży internetowej nominuje to miasto do nazwy polskiej „Krzemowej Doliny” z wysokopłatnymi miejscami pracy w branży informatycznej – mówi Grzegorz Pękalski z Retail Concept, która odpowiedzialna jest za komercjalizację projektów”.

http://www.propertynews.pl/centra-handlowe/karuzela-kreci-sie-coraz-szybciej,44656.html

I sygnał z Zielonej Góry od czytelnika czyli z Doliny Krzemowej.

„Zielona Góra, dziś z ciekawości tam pojechałem… generalnie na kilkadziesiąt lokali wynajęte 3 lub 4. Pan Drwięga życzy sobie umową na minimum 10 lat… 2 czynsze do przodu. Tuż obok – no 300 m centrum handlowe Auchan, 1000 m Tesco. Generalnie budynek od 2011 stoi pusty”.

Co ciekawe w Dolinie Krzemowej zamknięto Biedronkę. To druga zamknięta Biedronka w tym mieście.

http://finanse.wp.pl/kat,1033691,title,Tragedia-w-Zielonej-Gorze-bo-zamkneli-Biedronke,wid,18301632,wiadomosc.html

I fragment rozmowy z Mieszkańcem Wrocławia, który podesłał linka

http://www.gazetawroclawska.pl/wiadomosci/a/nielegalna-betoniarnia-kurzy-na-borowskiej-inwestor-nawet-o-niej-nie-wie,9907830/

A potem podzielił się ratailovymi doświadczeniami.

Dzień dobry. mogę z pamięci zliczyć GH wrocławskie, ale coś w tym mogę pominąć. Mam wyrywkową wiedzę, ze słyszenia. Sam omijam GH, wolę dać zarobić lokalnym przedsiębiorcom lub kupić przez internet.

Co do Sky. Byłem kilka razy. Dosłownie. Raz odbierałem zamówienie internetowe w Neonecie. Kilka razy tylko na parkingu, mają tam bowiem rozsądną cenowo myjnię i wulkanizację. Oni na ruch nie narzekają. Moje punto II wygląda tam niczym melex przy luksusowych autach tam pielęgnowanych.

Pierwszy raz byłem w Sky w wakacje 2012. Upały straszne były, a ja szukałem klimatyzowanego miejsca, żeby dokończyć pracę dyplomową. Po drodze zaliczyliśmy sklep z butami. Ekspedientka była wręcz szczęśliwa, że pojawił się klient. Ze znalezieniem miejsca w kawiarni również nie było problemu. Stolik do wyboru, do koloru.

Ostatnio byłem tam 31-12-2015. Wrażenia te same, co wcześniej. Sky jest wspaniałe. Ja zawsze mówię, jak ktoś pyta, że wspaniałość tego miejsca polega na tym, że idąc do dowolnej kawiarenki, można wybrać sobie niemalże dowolny stolik, a i nie będzie problemem usadowienie się tak, żeby można było spokojnie porozmawiać.

Owszem, trochę dzieciaków z rodzicami było w parku rozrywki dziecięcym. Największym ruchem cieszy się jedynie Piotr i Paweł oraz makdonald, a to za pewne dlatego, że spożywka zawsze jakoś idzie, zresztą jedno i drugie zlokalizowane są bardzo blisko wejścia od strony przystanku tramwajowego.

Tam akurat jest głód spożywki, bowiem niedługo mają Aldi stawiać.

w innych nie bywam generalnie. Od wielkiego dzwonu Arkady. Ostatnio, jak zima na chwilę rzuciła mrozem -15stopni i szukałem względnie ciepłego miejsca, żeby wymienić ramkę tablicy rejestracyjnej. Mówiąc, że nie bywam w galeriach, mam na myśli, że nie pędzę tam, jak te dzikie tłumy. Dla mnie to smutna konieczność.

Tuż po świętach wielkanocnych byłem w Auchan na Bielanach. Godzina czasu, żeby się pokręcić, w oczekiwaniu na Norauto. Pustki. Aut niby multum na parkingu, a to chyba w większości pracownicy. Gdybym musiał, nie miałbym problemu z policzeniem mijanych ludzi.

Podobno ruch tam strasznie spadł po rozbudowie tuż obok centrum Bielany wrocławskie – Aleja Bielany.

To tyle z Wrocławia.

A teraz Tarnów i plany powiększenia Gemini Jasna Park z 30.000 m2 do 70.000m2. To ta najsłynniejsza w Polsce, którą odwiedzało 5 potem 6 a teraz 7 milionów ludzi rocznie.

http://tarnowska.tv/aktualnosci/czytaj/8491,rozbuduja-gemini-park-tarnow.html

http://tarnow.pl/Miasto/Aktualnosci-tarnowskie/Osiem-metrow-niezgody

Szkoda czasu na opisywanie zapotrzebowania w Tarnowie, uszczęśliwiania mieszkańców, 900 miejsc pracy, wpływów do budżetu i krzemowego portfela mieszkańców tego miasta.

https://www.facebook.com/lukaszenkoopolsce/photos/a.841608505880730.1073741843.678787028829546/841613342546913/

 

I ciekawy link z Łodzi.

http://m.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl/artykul/pierwszy-sklep-w-galerii-tomaszow-bedzie-gotowy-w-maju

I parę zdań ze Zgorzelca.

„Witam, rozmawialiśmy jakiś czas temu – w sierpniu chyba. Szkoda, że nie zajechał Pan do Zgorzelca. Próbowałam się dogadać z galerią i przyszedł moment, że zgodzili się na czynsz 10% od obrotu. Bardzo się ucieszyła, bo to jeszcze był moment, że byłam gotowa dołożyć do sklepu przy takich warunkach. Radość trwała krótko, bo po paru dniach napisali, ze bank nie zgodził się na takie warunki i podali mi swoje z zastrzeżeniem, że muszę natychmiast wpłacić 5 tys. albo zamkną mi sklep itd. I mogę wówczas znów negocjować albo przystanę na ich warunki. Zeszli mi 25% z czynszu, co niewiele w sumie zmieniło, i przeliczyli kilka czynszów na czynsze od obrotu. Ale zastrzegłam sobie, że gdy firma franczyzowa wypowie mi umowę, to ja im mogę wypowiedzieć. Do kwietnia musiałam trzymać pracownicę z urzędu pracy, więc trochę odczekałam i dostałam wypowiedzenie od franczyzodawcy i od razu dałam wypowiedzenie galerii. Jestem jeszcze do końca maja, ale będę starała się załatwić jeszcze, ze do końca kwietnia. Kontaktowałam się z P. Hanclewskim, ale niestety nie stać mnie było na jego usługę.”

I na koniec to co najistotniejsze. Tym razem dotyczy Gemini Park w Bielsku-Białej po obejrzeniu filmu na youtube.com

„Dzięki za materiał o galerii w BB, który miałem przyjemność obejrzeć. Byliśmy już na etapie podpisywania umowy (research robił pracownik). Dzięki Tobie uniknęliśmy wdeptywania w duże G.”

Takie sygnały też są-od ludzi, którzy nie podpisali umów. Ludzi, którzy siedzą w tzw. biznesie z wieloletnim doświadczeniem lub „myśleli o galerii handlowej”. Udało się wspólnie-wybić im ten pomysł z głowy.

Pozdrawiam. Do następnego.

 

 

Nowa twarz komercjalizacji?-poradnik najemcy

Żeby nie było tak straszno i poważno i wszystko na „nie” to zobaczmy koszyk zakupów w jednym z marketów, gdzieś na wschodzie. Aby zwiększyć obroty na podpisanych umowach warto pomyśleć o wiosennych kreacjach dla pań z firm komercjalizujących? Może na to ktoś się złapie?

j23

Albo inaczej. Nie wykluczone, że producent wejdzie z nową franczyzą do g w Podkowie Leśnej.

Udanego week. Pozdrawiam.

Zgwałcona pośród 28 milionów ludzi-poradnik najemcy

Czytelnik podesłał materiał o gwałcie zbiorowym na kobiecie na parkingu gh. Pomimo ochrony, monitoringu i posterunku policji, który został posadowiony na gruntach gh. 

g2

Znamienne są wypowiedzi angielskich zarządzających jak i marketingowy przekaz. Do gwałtu doszło w niespełna 100 tysięcznym mieście Dartford.

https://www.google.pl/search?q=bluewater+shopping+centre&biw=1600&bih=799&source=lnms&tbm=isch&sa=X&sqi=2&ved=0ahUKEwjc6Pv_7KHMAhUiKpoKHWKRAF0Q_AUIBygC&dpr=1#imgrc=b0_CFpFdgni_fM%3A

„Bluewater zostało otwarte w 1999 roku. Znajduje się w nim ponad 300 sklepów i 60 restauracji. Parking może pomieścić 13 tysięcy samochodów. Rocznie centrum odwiedza ok. 28 milionów klientów”.

http://maximus.media/aktualnosci.html?id=3989&t=mloda-kobieta-zgwalcona-zbiorowo-na-parkingu-przed-centrum-h

Wikimedia

Borough of Dartford – dystrykt w Anglii, w północno-zachodniej części hrabstwa Kent. Centrum administracyjne dystryktu znajduje się w Dartford.

Dystrykt ma powierzchnię 17,77 km2, od północy graniczy przez rzeką Tamizę z dystryktem Thurrock w hrabstwie Essex, od zachodu z London Borough of Bexley, zaś od południa i wschodu odpowiednio z dystryktami Sevenoaks i Gravesham w hrabstwie Kent. Zamieszkuje go 97 365 osób.

Czyli mechanizm ten sam co w Polsce. Tarnów odwiedza 7 milionów, Pcim 6 milionów, Bródno k/Parczewa 8 milionów ludzi.

Nie dajcie się na to nabrać. Pozdrawiam.

P.S. Czy w gh są wyciszane próby porywania dzieci? Jedni twierdzą, że tak, drudzy, że nie. Link podesłał czytelnik z Krakowa.

http://www.wielodzietni.org/discussion/9530/uwaga-porywaja-dzieci

P.S. Nie słyszałem o próbie gwałtu np. w sklepie w centrum polskiego miasta. W gh jest to jednak możliwe.

http://fakty.interia.pl/tagi-proba-gwaltu,tId,144711

 

 

Koniec mitu- czyli pustoszeje Galeria Mokotów w Warszawie-poradnik najemcy

Jedną z ulubionych i najbardziej prestiżowych gh w stolicy jest galeria Mokotów. Czterogwiazdkowa. Ekskluzywne sklepy, marki, spory ruch i dobra lokalizacja. Gdyby przyjąć obiegowe opinie to jedna z dwóch najbardziej ulubionych obok Arkadii. Złote Tarasy to dworcogaleria więc jej czasu nie warto poświęcać.

Warto zobaczyć jak wygląda dziś galeria Mokotów. Kiedyś tętniąca życiem i z kolejką chętnych do wynajęcia. O ile rotacja to w gh „normalne” o tyle zamknięcie Pizzy Hut może dziwić. Wydawać by się mogło, że i marka i produkt mocny. Krótko mówiąc pustostanów i tutaj w tym prestiżowym miejscu- wymownie przybywa.

115

 

210

37

46

55

66

67

Szklane witryny zostały zabudowane ściankami z karton gipsu po to, aby nie raziły klientów podczas remanentów tych, którzy karierę biznesową  już zakończyli. To ciekawe rozwiązanie. Na ścianki naklejki i będzie to wyglądało dobrze. 

94

 Tymczasem w środku, za ściankami ludzie…”na walizkach”.

1014

-Zamykam, nie otwieram-słyszę za karton gipsem.

Czy to schyłek świetności czy kolejny remodeling? Biorąc pod uwagę czynniki ekonomiczne stawiam na schyłek. Powolne wymieranie i powrót tam, gdzie jest wrócić-do małych knajp, kawiarni czy bistro. Ale nie wszędzie jest gdzie wrócić choć gdzie nie gdzie ulice powoli się odbudowują.

Ten przykład dla potencjalnego najemcy czy biorcy franczyzy jest jak czerwona lampka. Powinna się zapalić. Bo to jest stolica dużego kraju, a nie z całym szacunkiem –Zgorzelec. Obroty spadają i gdyby przyjąć, że nagle oto uwikłani w umowy „najmu” ( a tak realnie w wyroki) mogą pozamykać lokale to stawiam na 80 procentowe wyjścia w trybie natychmiastowym. Dlatego to pozornie jeszcze się kręci. Jeszcze próbuje sprawiać wrażenie. Jeszcze nie jeden uwierzy zarówno w nie logiczny biznesowy „model” jak i frekwencję.

I o tej ostatniej jeszcze parę zdań.

„Centra handlowe niezmiennie od lat są ulubionym miejscem zakupów większości Polaków. Świadczą o tym niezbicie publikowane co miesiąc wskaźniki tzw. odwiedzalności tego typu placówek. To z kolei sprawia, że właściciele firm, których działalność skoncentrowana jest na klientach detalicznych, marzą o tym, by znaleźć się w gronie najemców którejś z popularnych galerii”.

http://pierwszymilion.forbes.pl/7-biznesow-idealnych-na-wyspe-w-galerii-handlowej,artykuly,173120,1,1.html#

Pierwszy milion ma się tak do rzeczywistego miliona w gh jak milion mieszkańców Zgorzelca do 20 milionów stolicy.

Być może kiedyś ten pierwszy milion „prasowy” pokaże nam też te miliony nie ludzi. I takie teksty należy brać na dystans. 

O ile wyspy same  w sobie nie niosą ryzyka, o tyle autor nie zna zapisów umów. A w nich w 90 procentach nie ma mowy o „zakazie konkurencji” czyli np.

Nie ma wyspy z e-fajkami. Ktoś je wprowadza po czym w alejce po drugiej stronie staje kolejna z e-fajkami. Niezmiernie rzadko się zdarza, że jest zgoda na wyłączność. Czyli jeśli ktoś znajdzie produkt, nową usługę wymyśli, którą za pośrednictwem wyspy chce sprzedawać, to musi mieć świadomość, że to nie ma sensu. Bo dziś powiedzmy, że stoiska firmy X z kosmetykami nie ma, a za miesiąc są te same tylko z drugiej strony. Przykładów można by mnożyć. O tym piszą i mówią ludzie.

Tytuł tego „pierwszego miliona” równie dobrze mógłby być płatnym materiałem. Nie ma biznesów idealnych na wyspę. Nie w galerii handlowej. Nie zabezpiecza Cię ani prawo, ani umowa pisana, a tym bardziej słowna. Większość Polaków wg tego teksu robi zakupy w gh. To nie jest tak. Warto o tym wiedzieć przed, a nie po.

A zmieniając temat polecam tekst plus forum na portalu http://www.dlahandlu.pl. O franczyzie Delikatesów Centrum. Kiedyś jeden z czytelników bloga zasugerował, że to fajna franczyza. Napisałem do właścicieli. Uprzejmi. Do spotkania jednak nie doszło. Nie byli zainteresowani. Czytając tekst na portalu www.dlahandlu.pl już rozumiem dlaczego. Polecam i tekst i to co pod nim. Szacunek dla portalu, że tego nie czyści.

http://www.dlahandlu.pl/franczyza/franczyzobiorca-dc-po-ii-edycji-akademii-przedsiebiorczosci-przetrwalo-mniej-niz-50-proc-sklepow,51138.html

http://www.dlahandlu.pl/forum/51138_0.html

I na koniec dla zainteresowanych jak retail podbija Indie.

http://antykruchosc.blox.pl/2016/04/Indyjski-retail-idzie-pod-prad.html#comments

 

 

 

Upadek w Krakowie-poradnik najemcy

Upadek gh Plaza. Był już omawiany tutaj. Kraków. Zdjęcia podesłał czytelnik.

 p11

p21

p41

p31

p32
p61

p7

 

p8

 p9

 W OIsztynie tymczasem w gh pojawiły się nowe marki.

o5

o2

 Ciekawy tekst. To pierwszy tak szczegółowy tekst dotyczący zarobków w gh.

http://m.bankier.pl/wiadomosc/Schowani-w-cieniu-Biedronki-Warunki-pracy-w-galeriach-handlowych-7359549.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=sm&utm_campaign=socialfb

W ostatnich dniach na głucho pozamykała swoje sklepy francuska marka Celio. Szybko. Trzy lata sześć sklepów. Zapowiedzi na zasadzie otworzymy 35 sklepów. Nie zdążyli otworzyć siódmego. Ale zdaniem portalu retailnet tu cytat: „Marka ubiera klientów w ponad 60 krajach na 5 kontynentach. Aktualnie sieć Celio liczy ponad 1000 sklepów i stale się rozwija”.

http://retailnet.pl/2016/04/11/107550-francuska-marka-odziezowa-zamknela-sklepy-w-polsce/

Polecam też to. Przed podpisaniem umowy w gh.

http://www.tvorion.pl/index.php?action=show_news&idNews=20285

Dzięki za zdjęcia. Pozdrawiam i czekam na kolejne. Widzisz jak się rozwijają? Podeślij zdjęcia.

P.S. Franczyza się robi. Bardzo ciekawy temat.

 

 

Molochy złudzeń i „umowy najmu”-poradnik najemcy

Kilka sygnałów od czytelników. Najpierw z Wrocławia.

 

– „Złożyliśmy wniosek do sądu o ogłoszenie upadłości – mówi Marzena Krupińska, prezes zarządu tej spółki. Jej upadłość nie oznacza końca popularnej marki STP Multifood – Centrum Kuchni Polskiej działało na zasadzie franczyzy”.  Cały materiał tutaj:

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/wiadomosci/a/koniec-jedzenia-na-wage-trzy-restauracje-stp-zamkniete,9845804/

„Nie znam się, ale myśl przyszła mi taka, że kolejną spółką chcą się ratować; coś mi też mówi, że gdyby nie pchali się do GH, wszystko byłoby dobrze. Pozdrawiam z Wrocławia miasta przesyconego molochami złudzeń”.

I z Gniezna. Były najemca CH Max wrócił tam gdzie czynsze pozwalają funkcjonować.

 fajki_1

I z Bielska Białej.

„WITAM.
3000 miejsc pracy ???
Proponuję zarchiwizować tego newsa i sprawdzić np. za 3 lata:
http://biznes.onet.pl/wiadomosci/handel/3-tys-nowych-miejsc-pracy-w-powstajacym-centrum-ha ndlowym-posnania/0wpg1t

M.”

I Warszawy jest taki.

Temat retailu, „umów najmu”, skandalicznego traktowania ludzi, niszczenia małej przedsiębiorczości trafił do Kancelarii Prezydenta, a ściślej-do jego reprezentantów. Kilka punktów dostaną na piśmie. Co ciekawe-wysłuchali-a to już dużo. Abstrahując od politycznych poglądów to jest temat ponad polityczny. Retailove lobby jest też w Rosji, Ukrainie  czy w Chinach-bez znaczenia jaki ustrój i kto rządzi. Ważne jest, abyś przed podpisaniem umowy wiedział-z czym to się je. I o co w tym chodzi. Żebyś tego nie podpisał i nie dołączył do ludzi o których dziś pisze wirtualnapolska.

„Problemy Ani zaczęły się od 20 tys. zł. Tyle bowiem dostała z urzędu pracy na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. 30-latka chciała prowadzić niewielki sklep ze zdrową żywnością. Po początkowym zainteresowaniu, liczba klientów zaczęła jednak spadać. Większość osób przychodziło porozmawiać, nic nie kupowali. Sklep zaczął przynosić straty, a kobieta wzięła kolejną pożyczkę. Okazało się jednak, że na zupełnie innych warunkach niż początkowo sądziła – oprocentowanie było wielokrotnie wyższe. Zadłużenie, mimo kolejnych wpłat nie malało, wręcz przeciwnie. W efekcie Ania nie wytrzymała presji i podjęła próbę samobójczą”.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,Kredyt-az-po-grob-W-Polsce-wzrasta-liczba-osob-z-depresja-z-powodow-finansowych,wid,18257486,wiadomosc.html?ticaid=116d03 

O to chodzi, żeby się nie dać w tę matnię wciągnąć. Czytać, przekazywać dalej i dalej. Bo to jest koniec galerii handlowych w Polsce. Lawinowe bankructwa zresztą towarzyszą galeriom nie od dziś. Ale budują następne. I należy zrobić ile się da, aby podnosić świadomość. Dziękuję za linki. Pozdrawiam.

 

 

 

Po wirusie?Nie do końca.

Facebook już działa. Poszły wirusy do niektórych znajomych, ale na szczęście sam facebook to naprawił. Na prywatne czaty poszły filmiki z grafiką znajomych zachęcające do tego żeby kliknąć. To był wirus. Haker albo roboty. Szybka informacja jednak sprawiła, że udało się nie poinfekować komputerów znajomych. Dziękuję za podpowiedzi co zrobić żeby konto było aktywne. Jest w porządku. Można swobodnie rozmawiać. Trzeba jednak zachować ostrożność. Problem nie do końca jest rozwiązany.

http://www.antyradio.pl/Technologia/Internet/Przestepcy-atakuja-uzytkownikow-Facebooka-w-Polsce-7948

Biznes na centymetrach-poradnik najemcy

Dziś o kreatywności. Nie tej w sensie księgowania papierów czy wypłacania pod stołem, ale wychodzącej naprzeciw czasom współczesnym. Deweloperzy  vel budowlańcy mają to do siebie, że nie tylko rządzą samorządami i mają je nierzadko w kieszeni, ale dobijają milimetry kwadratowe na maksa.

Odnosi się to w szczególności na parkingach podziemnych zarówno w gh jak i w tzw. apartamentowcach. Czyli upychamy na siłę ludzi, sklepy, sklepiki, ruchome schody, rury, filary, zakręty, znaki drogowe, sygnalizację. Sprzedajemy miejsca parkingowe za dziesiątki tysięcy pomimo, że aby móc swobodnie wjechać czy wyjechać to trzeba kilka razy się złamać. O komforcie piwnicy  zapomnij chyba, że za dopłatą. Czasami się zdarza „miejsce parkingowe” w „gratisie”.

Kiedy budujesz budkę z kebabem, parówkami czy kurczakami to tzw. służby usłużnie pokażą Ci procedury, przepisy, nauczą cię higieny, przesuną kibelek o centymetr po to, abyś wiedział, że to nie jest tak hop siup. I czekasz miesiąc, rok, aż wreszcie służba uzna, że ty parobku możesz otworzyć kanapki. Pomijam wyręby zdrowych drzew, zabór ziemi na parki, skwery i takie tam nie potrzebne nikomu widzimisię. Tutaj służby są „bezradne”.

W przypadku gh służby na baczność czapkują i kwitują kwity, że rzekomo jest wszystko zgodnie z procedurami i prawem tzw. „budowlanym”.

Rozmowy z ludźmi i umiejętność słuchania mają swoje dobre strony w sensie poznawczym. Oto jedna z nich. Swego czasu w Bielsku Białej wyburzano szkieletor czyli nie dokończony „biurowiec”. Stał kilkadziesiąt lat i czekał na lepsze czasy. Podobne szkieletory stały w Tychach (nie istnieje) i w Krakowie (ma być rozebrany).

W końcu uznano, że szkieletor straszy i trzeba coś z nim zrobić. Przetarg. Firma. I problem. Nie zastosowano metody „na wybuch” tylko na kulę czyli z dźwigu kula rozwalała kolejne kondygnacje. Dlaczego nie wybuch? Okazało się stojąca gh grozi zawaleniem w przypadku wybuchu, bo brakuje w fundamentach stalowych elementów i jest ryzyko, że  podczas detonacji się zawali.

Dziś ta gh wygląda jak pająk i powoli się rozjeżdża. Na razie stoi. Przed przetargiem jednak nie było wiadomo o niespodziance w postaci trefnej budowy. Firma, która wygrała przetarg zapłaciła więcej za kulę niż za wybuch.  Firma o tym nie powie. Papierów nie przedstawi, ale faktycznie przyglądając się temu centrum widać, że się rozkracza.

Warto o tym wiedzieć dziś choć sprawa jest stara. Nowe jednak są w budowie. Spaprane projekty które w przypadku PCC spadły ludziom pod nogi, bo nie na szczęście na głowy. Znaczenie ma o tyle, że jeśli coś się zawali to najemca jest skończony. I nic go nie chroni-żaden paragraf. Prawo cywilne tak ma się do tych relacji jak retail i biznes. 30 letnie umowy to Kasprowy Absurdu.

Należy przyswoić takie określenia jak: policja, prawnik, prokuratura, windykacja, syndyk, sąd, biegły, przeksięgowanie, komornik, licytacja, psychotrop itp.

Dlatego też wielu szuka poza bryłami sposobu na biznes. I taki znalazłem w sieci. Czyli polska firma wychodzi na przeciw deweloperskim architektom, ale przede wszystkim mieszkańcom tzw. apartamentowców którzy rowery trzymają na balkonach jak kiedyś Balcerek gołębie.

Firma ma swój profil na facebooku. Oto co robią.

zdj.facebook.pl

sz

sz2

sz3

 

sz4

Ktoś wpadł na pomysł jak zarobić na bublach architektonicznych i tych zaoszczędzonych milimetrach do kwadratu. Ale pomysł-moim subiektywnym zdaniem-kapitalny. I używając nomanklatury retailovej „biznes nie wypalił” powiem tak: ten biznes ma sens.

W dużych miastach i tam gdzie nie ma miejsca na symboliczne słoiki. Trzymam kciuki za pomysł i to jest właśnie to. Pomysł na biznes. Nie franczyzowy. Nie jakiś tam wymyślony na potrzebę chwili, ale faktycznie potrzebny.Podajcie to dalej. Bo to jest tego warte.

sz5

Właściciel firmy porzucił korporację i poszedł w tym kierunku. Zapewnia o terminowości wykonania jak i elastyczności proponowanych rozwiązań. Firma na rynku istnieje od czterech lat i robi swoje. 

Tutaj znajdziesz więcej.

http://www.bloomszafygarazowe.com/

Czyli coś wynika z czegoś. Jest potrzeba-jest klient, jest pieniądz i jest zajęcie. Połączone przyjemne z pożytecznym.

Kiedy potrzeba jest sztucznie nadmuchiwana to w pewnym momencie ten nadmuchany balon-musi pęknąć. Jak retailova bańka.

Modoszok-poradnik najemcy

 

Ostatnie dni są intensywne. Wspomnę, że dziś miałem okazję poznać kilku ciekawych ludzi w Kancelarii Prezydenta RP. W ramach spotkania z komisją do spraw Dialogu Społecznego zasygnalizowałem kilka wątków. Teraz jednak nie mam już czasu, aby to uszczegółowić. Zrobię to w poniedziałek.

 

Inicjatorem spotkania jest Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców zrzeszające ponad 1300 podmiotów gospodarczych w Polsce. Prezes Bożena Kolba „podłączyła”  Ogólnopolskie Stowarzyszenie Ochrony Najemców w galeriach handlowych  i tematy ważne z punktu widzenia małych podmiotów.

 

Temat galerii handlowych był subtelnym dodatkiem. Padło kilka zdań o franczyzie. Nie wykluczone, że wreszcie w niedalekiej przyszłości, ktoś konkretnie się tym zajmie.

 

Tymczasem polecam dzisiejszy tekst autorstwa Tomasza Molgi. Wybrał się na zakupy w Warszawie.

 

„Nowy menedżer centrum handlowego Modo poprosił właścicieli butików o wystawienie na korytarze manekinów. W dramatycznym akcie rozpaczy, wesoło przyodziani statyści mają ożywić centrum handlowe, w którym zupełnie nie ma klientów. Zamiast kwitnącego handlu, przybywa tam opuszczonych krat w butikach, których właściciele nie bacząc na grożące kary finansowe, uciekli”.

 

(…)O to dowód, że w Warszawie powstała jedna galeria handlowa za dużo. Wchodzę przez główne drzwi galerii handlowej Modo i… szok. 

 

U Grycana jedna pani miesza kawę. Przy kebabie zero klientów. U Łukasza Jemioła sprzedawczyni nerwowo nadaje nogą telegraf. Pusto u Teresy Rosati, w butiku Paprocki& Brzozowski sprzedawczyni patrzy z żalem w oczach: „przyjdź, zapytaj o coś nudzi mi się”. Z kolei Takeshy Kurosawa spuścił kratę nie zostawiając nawet wywieszki „zaraz wracam”.

(…)Wznieciła bunt handlowców przeciwko tureckim właścicielom Modo. Powiedziała, że ich biznes to klapa, odmówiła płacenia czynszu i wyprowadziła się. Teraz jej lokal przykrywają plansze „Modo, ceny dla każdego”. Na tym nie koniec konsekwencji. Bizneswoman wystawiono notę odsetkową na ponad 260 tys. zł. Do boju przystąpili prawnicy obu stron”.

To fragment. Cały materiał jest tutaj. Polecam.

http://natemat.pl/176639,pierwsza-galeria-handlowa-w-warszawie-bliska-upadku-nie-znam-tu-nikogo-kto-nie-ma-strat

Na Białołęce buduje się kolejne monstrum. Przed podpisaniem umowy w gh sugeruję wybrać się do modo. Nie tylko dlatego, żeby wspomóc, ale żeby zobaczyć jak to może wyglądać na Białołęce. Marketing ten sam, chwyty te same, umowy podobne. Opowieści, zasięgi, wyliczenia i fałszywe dane. Nihil novi. Trzymam kciuki za kancelarie prawne. I przypominam o wyroku Sądu Najwyższego w sprawie nakładanych kar. 

1 Nie można zastrzec kary umownej na wypadek opóźnienia w zapłacie

Kary umowne to najpopularniejsze zabezpieczenia umowne. Często postanowienia regulujące zasady ich naliczania i zapłaty formułowane są w niewłaściwy sposób.

Kara umowna jest to rodzaj sankcji za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania wynikającego z umowy. Zastrzeżenie kary umownej co do zasady wyłącza możliwość dochodzenia odszkodowania za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy. Jeżeli zatem istnieje ryzyko, że w wypadku niewykonania umowy przez drugą stronę szkoda przewyższy wysokość kary umownej, warto dodać do umowy postanowienie dające możliwość dochodzenia odszkodowania przewyższającego wysokość zastrzeżonych kar.

Do najczęściej popełnianych błędów należy zastrzeganie kary umownej na wypadek niespełnienia świadczenia pieniężnego – karę umowną można zastrzec jedynie na wypadek niespełnienia świadczenia niepieniężnego i w tym zakresie przepisy o karze umownej mają charakter bezwzględnie obowiązujący. Świadczeniem pieniężnym jest np. obowiązek zapłaty ceny. W wypadku opóźnienia w zapłacie wierzyciel może żądać odsetek za nieterminowe wykonanie zobowiązania – nie może jednak żądać zapłaty kary umownej. Zastrzeżenie obowiązku zapłaty kary umownej na wypadek niewykonania zobowiązania pieniężnego jest nieważne.

Swoboda kształtowania postanowień dotyczących kar umownych

Przepisy o karze umownej mają charakter dyspozytywny, co oznacza, że strony mogą w umowie dowolnie regulować postanowienia ich dotyczące. Dla przykładu, kary umowne z reguły są niezależne od wysokości szkody, a nawet od samego faktu jej powstania. Tym też kara umowna różni się od zwykłego odszkodowania, którego uzyskanie wymaga wykazania istnienia szkody i jej rozmiaru. Brak zależności pomiędzy karą umowną a wystąpieniem szkody oznacza, że wierzyciel nie musi wykazywać nie tylko wysokości szkody, ale także tego, że w ogóle jakąkolwiek szkodę poniósł. W razie ewentualnego postępowania sądowego wierzyciel będzie musiał wykazać jedynie, że doszło do niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, a także, że zastrzeżona została kara umowna na wypadek niewykonania czy nienależytego wykonania zobowiązania.

Podstawą do żądania zapłaty kary umownej jest zatem sam fakt niewykonania lub nienależytego wykonania umowy przez jedną ze stron. Pomimo to, w umowie można zastrzec, że kara umowna jest uzależniona od powstania szkody i takie zastrzeżenie umowne jest dopuszczalne właśnie ze względu na dyspozytywny charakter przepisów o karze umownej. Istnieje także możliwość rozszerzenia i ograniczenia zakresu odpowiedzialności dłużnika – strony mogą zastrzec karę umowną także na wypadek zaistnienia siły wyższej. Można również zastrzec, że dłużnik będzie obowiązany do zapłaty kary umownej tylko wtedy, gdy nie wykona zobowiązania jedynie z winy umyślnej.

Kara umowna na wypadek rozwiązania umowy

W umowach często spotyka się kary umowne zastrzeżone na wypadek odstąpienia lub wypowiedzenia umowy przez jedną ze stron na skutek okoliczności, za które odpowiada druga strona umowy. W takim wypadku odstąpienie od umowy czy jej wypowiedzenie jest wynikiem niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania przez jedną ze stron, a zatem kara umowna jest zastrzeżona de facto nie z uwagi na odstąpienie od umowy, ale z uwagi na niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy, upoważniające kontrahenta do odstąpienia od umowy.

Często w taki właśnie sposób strony próbują obejść zakaz zastrzegania kar umownych na wypadek niewykonania świadczenia pieniężnego – w umowie postanawia się, że np. w wypadku opóźnienia w zapłacie ceny przez jedną ze stron, druga będzie mogła od umowy odstąpić i, w wypadku skorzystania z uprawnienia do odstąpienia od umowy, będzie jej przysługiwała kara umowna w określonej wysokości. Takie postanowienie również jest nieważne. Jeżeli bowiem powodem odstąpienia od umowy jest niewykonanie świadczenia pieniężnego – nieuiszczenie w terminie zapłaty należności nie można żądać kary umownej, bo kara umowna nie może być zastrzeżona na wypadek niewykonania świadczenia pieniężnego.

Wysokość kary umownej

Co do zasady strony mogą dowolnie ustalić wysokość kary umownej. Przyjmuje się jedynie, że nie powinna przewyższać wielkości świadczenia, którego wykonanie ma zabezpieczać. Kara umowna powinna być określona w umowie kwotowo albo przez wskazanie jej podstaw. Te podstawy muszą być wskazane w sposób umożliwiający w prosty, matematyczny sposób ustalenie jej wysokości. Kara umowna nie może być zastrzeżona w ten sposób, że dopiero w przyszłości następowało będzie wskazanie podstaw do jej naliczenia. Na ogół wysokość kary określa się jako procent wartości całości lub części świadczenia lub według stawki pomnożonej przez ilość dni zwłoki. Kary z różnych tytułów mogą być łączone, jeżeli wzajemnie się nie wykluczają.

Miarkowanie kary umownej

Są sytuacje, w których kara umowna może zostać zmniejszona na korzyść strony umowy, zobowiązanej do jej zapłaty. Instytucja miarkowania kary umownej, czyli jej częściowego zmniejszenia, ma zastosowanie jeżeli zobowiązanie zostało w znacznej części wykonane lub gdy kara umowna jest rażąco wygórowana. Do zmniejszenia kary umownej może dojść wyłącznie na wniosek dłużnika. Co prawda część doktryny uznaje, że żądaniem takim jest sam wniosek o oddalenie powództwa, to jednak z takim stanowiskiem trudno się zgodzić. Wydaje się, że choć dłużnik nie musi wprost zgłosić wniosku o miarkowanie kary umownej, to jednak powinien podnieść zarzut rażącego wygórowania kary umownej.

http://www.vat.pl/aktualnosci-podatkowe/2014/archiwum-2014-i/2201-nie-mozna-zastrzec-kary-umownej-na-wypadek-opoznienia-w-zaplacie-9768/

Wykastrowana intuicja=wykastrowany system retail-poradnik najemcy

Rozmowa z dr Leszkiem Mellibrudą-psychologiem biznesu.

Czy w swojej dotychczasowej pracy spotkał się pan z ludźmi którzy stracili wszystko w galeriach handlowych? Czy ten temat był-jest panu znany?

 Z takimi, którzy stracili wszystko na rzecz galerii handlowych nie miałem okazji się spotkać – oni jednak częściej chodzą do adwokata, sądu a gdy to nie pomaga pozostaje im często psychiatra. Ale kilkakrotnie miałem okazję rozmawiać (również doradzać) w obliczu zagrożenia nierentownością małego sklepu i budowaniem strategii całkowitego wycofania się z galerii. Zatem miałem okazję nie tylko obserwować ale i częściowo doświadczać (bo emocje są „zaraźliwe”) poczucia przerażenia, trwogi i beznadziejności wynikającej z całkowicie pesymistycznej przyszłościowej wizji biznesowej w związku z narastającym zadłużeniem wobec wynajemcy powierzchni handlowej oraz miejscami paranoicznym zapisom umowy przy uporczywie utrzymujących się na niskim poziomie obrotach i dochodach właściciela. Ostatnio (w lutym 2015) miałem również okazję rozmawiać w trakcie Ogólnopolskiej Konferencji nt renegocjacji zorganizowanej przez Hallmark Events w Warszawie i pracować warsztatowo z grupą 20tu biznesmenów z całego kraju – najemców powierzchni handlowych w dużych centrach przeżywających różnego typu kłopoty i problemy z wynajmującymi. Niektórzy z biznesmenów opowiadali bardzo dramatyczne historie – dobrze, że współprowadzącym ze mną zajęcia był znany poznański adwokat.

Człowiek który stracił wszystko wpada w panikę. Co wg pana powinien robić aby ustrzec się desperackich decyzji?

 Trafnie Pan sformułował to pytanie, gdyż rzeczywiście oddaje ono powszechny sposób myślenia w sytuacji bardzo poważnych kłopotów finansowo-biznesowych. W przypadku niepowodzenia, gdzie w grę wchodzą poważne sumy, czasami daleko przekraczające aktualne możliwości biznesowe człowieka pojawia się czasami psychologiczne zjawisko „czarnego wulkanu”.  Zwykle wulkaniczne wybuchy cechuje masa rozpalonej do czerwoności lawy i białego dymu – w przypadku zjawiska „czarnego wulkanu” mamy do czynienia z niezwykle silnie rozpalonymi emocjami, które powodują lawinę „czarnych strumieni myślowych” pełnych przerażenia, pesymizmu i skojarzeń odbierających nadzieję. Osoby będące pod wpływem działania „czarnego wulkanu” w pierwszej fazie „mentalnej erupcji” wpadają w panikę. Specyfika dalszych faz przebiegu tego procesu w dużym stopniu zależy od okoliczności towarzyszących procesowi utraty majątku. Otoczenie wzmacniające pesymizm, czasami nieświadomie w niebezpiecznej postaci tzw. życiowego realizmu, mogą torować ścieżkę apatii, smutki do reakcji depresyjnych włącznie. Jeśli taki biznesmen trafi jednak na „właściwe źródła oparcia” ma szansę przetrwać a nawet po przeżyciu takiego kataklizmu może zmienić się korzystnie a wręcz stać się jeszcze bardziej twardym i odpornym na różnego typu zagrożenia oraz życiowe lub biznesowe turbulencje. Podkreśliłem „właściwe źródła oparcia” gdyż nie jest prawdą, iż każda osoba kierująca się rozsądkiem, dobrą wola i chęcią pomocy jest źródłem wzmacniającego oparcia. Właściwością skutecznego oparcia dla osoby w skrajnie trudnym położeniu jest umiejętność „uniesienia ciężaru emocjonalnego” związanego z działaniem „czarnego wulkanu” i to w sposób, który z jednej strony umożliwia jej przepływ „złych” emocji a z drugiej strony daje szanse w kolejnej  perspektywie (po złości, utracie nadziei i rozpaczy) do poszukiwań innych, nowych rozwiązań. Dojrzałości pomagacza musi towarzyszyć mądrość życiowa oraz wyobraźnia biznesowa, która m.in. polega na cierpliwym rozważaniu różnych opcji i wielu scenariuszy działań finansowych, organizacyjnych, prawnych, i wielu, wielu innych. Osoby skłonne do szybkich porad i klepania po plecach ze słowami „spoko, czas leczy wszystkie rany” najczęściej „wspierają” samych siebie we własnym „lustrze mentalnym”. Co nie oznacza, że przytulenie i bliskość fizyczna (najlepiej płci przeciwnej) nie ma charakteru balsamu… ale często nie wystarcza do mozolnego układania życia „po nowemu”.

Wielu spotkanych przez mnie najemców straciło wiarę w ludzi, w wartość słowa, ustaleń. Jak odbudować zaufanie do człowieka?

 Gdy wali się wszystko, gdy rzeczywistość burzy marzenia, tworząc nowe trudne do wyobrażenia perspektywy, gdy ludzie wydają się potworami z nie policzalnymi dnami zła, łatwo utracić wiarę w ludzi, wypowiadane przez nich słowa czy respektowane wartości.  Dla niektórych takie traumatyczne doświadczenie jest traumą czasami na wiele lat, a mogą się również pojawiać takie przypadki, w których pozostają do końca życia różnego typu „odpryski” tak traumatycznego doświadczenia zawodowego w biznesie. Odbudowa czy odzyskiwanie zaufania do ludzi jest procesem niezwykle złożonym i czasochłonnym. Ale możliwym. Zwykle, tak traumatycznie doświadczeni ludzie zaczynają odbudowę zaufania w relacjach z najbliższymi. Ale czasami, to pułapka, gdyż bardzo powszechną w takich sytuacjach jest pojawianie się zasad „Trójkąta Dramatycznego”. Osoba czująca się (lub faktycznie będąca) „ofiarą” znajduje zwykle oparcie w „ratowniku”, którym może być ktoś z rodziny lub bliski przyjaciel (przyjaciółka). Gdy ta wzajemna więź wsparcia powstanie, automatycznie powstaje  tendencja spostrzegania innych (a szczególnie mających związek z traumą) jako prześladowców. Ten sposób patrzenia na innych może się utrwalać w mechanizmie wzajemnego wspierania się ofiary i ratownika. Pułapka polega na tym, iż osoba dająca wsparcie równocześnie (często nie świadomie) wspiera uprzedzenia wobec innych i potwierdza (pogłębia) nieufność i dystans wobec innych. Antidotum na takie relacje z „Trójkąta Dramatycznego” polega na dostarczaniu doświadczeń związanych z rozszerzeniem i pogłębianiem zaufania do innych i nie wzmacnianiem  nieufności, której szczególnie w naszym kraju, w ostatnim okresie coraz więcej.

 

Jak pokonać barierę że jako mały jestem bez szans w sporze w wielkim kapitałem?

 Takie bariery wcale nie są tylko w głowach tych „mniejszych”. I mimo wielu deklaracji oficjeli, polityków czy przedstawicieli wielkich koncernów lub sieciowych korporacji, ze mały biznes jest ważny, ze się liczy, ze należy go wspierać… często obserwujemy w życiowych, biznesowych sytuacjach dyskryminację tych firm, których zaplecze finansowe (i nie tylko) jest dużo skromniejsze. Oczywiście psycholodzy odradzają skrajne, negatywistyczne słowa i sformułowania, więc i ja muszę stwierdzić, iż beż szans jesteśmy jedynie, gdy nasz mózg przestaje z nami współpracować. W życiu, tak jak i w biznesie zawsze można liczyć na jakąś szansę (nie mówiąc o szczęściu)…nawet wówczas gdy wydaje nam się, że nic już nie możemy zrobić albo, że zrobiliśmy już wszystko. Zresztą to właśnie nastawienie może być źródłem przegranych lub porażek w zmaganiach z wielkim kapitałem. Czasami nazywamy to nastawienie „językowym sztyletem o dwóch ostrzach”.  To nastawienie najczęściej jest wyrażane dwoma zdaniami – „ostrzami językowego sztyletu”: „jestem bez szans” lub „zrobiłem już wszystko, co można”. Takie zwroty, zdania, myśli to autodestrukcyjne narzędzia kastrujące intuicję i poza stereotypowe myślenie w poszukiwaniu wyjścia lub znajdywaniu na pierwszy rzut oka niemożliwych do osiągnięcia rozwiązań. Z wielkim kapitałem, często konkurencją wielu przegrało ale byli i tacy, którzy potrafili wygrywać. Jedną z cech, która wyróżniała zwycięzców w takich nie równych bojach była zdolność odrywania się od realiów i bolesnej rzeczywistości na rzecz budowania nowych spojrzeń i koncepcji, które zaskakiwały w ostatecznych rezultatach. I rzadko kiedy od początku było wiadomo, że tacy zwycięzcy wygrają. Ich cechą jednak była bezwarunkowa wiara w swoje zwycięstwo i nadzwyczajna niezłomność w działaniu dzisiaj nazywana determinacją w przekraczaniu własnych Rubikonów.

Wspomniał pan że w przypadku retailu trudno rozmowy na poziomie najemca-właściciel traktować jako negocjacje. Jakiego by pan użył w tych przypadkach sformułowania?

Gdy rozmowy handlowe prowadzone są w klimacie jednostronnej rozgrywki z pozycji siły, to trudno mówić o negocjacjach. Pojęcie negocjacji bardzo często jest nadużywane. A w sytuacjach, w których pojawiają się groźby, szyderstwa, kpiny czy przemoc psychiczna nie mówiąc o fizycznym zagrożeniu (pamiętamy tzw. „negocjacje”: z górnikami manifestującymi pod bramą Jastrzębskiej Spółki Węglowej), to raczej powinniśmy mówić o „teatrze negocjacyjnym” a nie rokowaniach opartych o zasady i sztukę negocjacyjną. To, że każdy chciałby jak najwięcej dla siebie wynegocjować, to norma. To, że w negocjacjach najważniejszym wymiarem jest komunikacja nie dla wszystkich jest oczywiste. W ramach tej komunikacji, która nie rzadko towarzyszy różnym rozgrywkom ważne jest respektowanie powszechnie przyjętych norm i zasad. Do niech należy przede wszystkim szacunek i respekt wobec drugiej strony.

Dlatego tak ważnymi w fazie prenegocjacji (rozmów wstępnych) są ustalenia dotyczące zasad i warunków wyjściowych (nie mylić z „warunkami brzegowymi” najczęściej opisującymi minimalne lub maksymalne wartości strat i zysków). A więc jeśli zdarza się, że jedna strona nie chce w ogóle rozmawiać – ani na poziomie prenegocjacji, czyli rozmów wstępnych ustalających zasady, przebieg i istotę negocjacji (chociażby w postaci timingu przeczytania i podpisania umowy i dodatków), ani później podczas spotkania biznesowego, to trudno mówić o negocjacjach. Raczej, taki biznes wygląda na podpisywanie „inwestytury wasali”, co w średniowieczu feudałowie robili ze swoimi niewolnikami w ten sposób legalizując ich poddaństwo i zgodę na służbę, czasami dożywotnio…..Ale dobrze jest też pamiętać, że w europejskim feudalizmie wasal mógł mieć swojego wasala…. w naszym, chorym czasami wydaniu relacji biznesowych nie ma na to miejsca.

(Rozmowa opublikowana w książce „Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” dostępnej na stronie http://www.danieldziewit.com.pl)

Dr Leszek Mellibruda „zęby zjadł” na biznesie. Dla jednych będzie autorytetem dla innych nie. Dodam od siebie, że w przypadku szantażu karami należy zachować spokój. Kary? Nie do wygrania w sądach. Psychologiczny bat. Nie należy się go bać paraliżując swoje działania czy decyzje. Interpretacja Sądu Najwyższego jest jednoznaczna. Nakładanie tych kar nie jest zgodne z polskim prawem. Dlatego też siłowe zamykanie rolet, odcinanie prądu czy próby zastraszania-nie wytrzymały próby czasu. Prehistoria retailova. Mam wrażenie, że niektórzy nie czytają bloga. I dobrze. Ci którzy na niego trafili-mimo wszystko-moim subiektywnym zdaniem-mają trochę w tym wszystkim szczęścia. Bo nie każdy je miał. Pozdrawiam.