Daliście się naciągnąć, łapanka wypaliła-poradnik najemcy

Taki nadszedł list.

„Dzień dobry, jestem najemcą lokalu w galerii Vivo! Stalowa Wola, niestety mamy duży problem z dyrektorem galerii panem Piotrem F. (…), z tego co wiem wcześniej był dyrektorem galerii Tarnovia , doszły mnie słuchy że „utopił” tą galerię, może miałby Pan więcej informacji na ten temat ?? Niestety ten Pan to taki typowy dyrektor galerii, nie odpisuje na meile, nie odbiera te i nie oddzwania, przedstawia chorą odwiedzalność i twierdzi że wszyscy są bardzo zadowoleni tylko nie my. Prywatni najemcy od jakiegoś czasu nie płacą czynszów bo ich na to nie stać, do sklepów wchodzi po 20 osób dziennie…, zerowe utargi są bardzo częste. Galeria nic nie robi żeby nam pomóc, nie przekazuję informacji do właścicieli, generalnie nas olewają. Walczymy o obniżkę czynszów oraz zmianę Pana dyrektora bo razem z nim idziemy na dno. Jeśli ma Pan jakieś informację na temat tego Pana to bardzo proszę o kontakt. Z góry dziękuje i pozdrawiam”.

Dzień dobry. Od trzech lat piszę na ten temat. Pisałem też o tym, że Vivo nie ma przyszłości. Że ta inwestycja nie ma sensu. Te informacje były i są dostępne. Pisałem o takim sposobie zarządzania i ujawniłem na czym ten mechanizm polega. To nie jest kwestia konkretnej osoby tego lub innego dyrektora, ale systemu. Świadome działanie. Od początku do końca po to, aby wyciągnąć maksimum pieniędzy.

Zastanawiam się jak to jest, że pojawiło się tak wiele publikacji na temat galerii handlowych w mediach, a jednak znajdują się chętni? Powiem więcej galeria Vivo była opisana też na lokalnych forach internetowych na etapie budowy. Kilkudziesięciu ludzi kontaktowało się ze mną na tym etapie (podesłali mapki rzekomych najemców))  i nie weszli do tego budynku. Nie podpisali tych umów. Dziś są wygranymi, bo dali się przekonać blogerowi czy temu o czym pisali byli już dziś najemcy-z reguły bankruci. Ta informacja była mocno dyskutowana na forach internetowych, a sposoby wyjścia zostały wielokrotnie opisywane na blogu czy w komentarzach i /lub w książce. Nie można wg mnie dziś wychodzić z założenia nieświadomości. Najemcy podpisujący umowy np. w 2011 roku (to rok podpisania umowy przeze mnie) po:

a) czytali i słyszeli o rekordach frekwencji,

b) nie słyszeli o bankrutach i skandalicznym zarządzaniu poprzez lekceważenie, strach i kolejne kredyty (kary za informacje „osobom trzecim” to skuteczny kaganiec)

c) nie mieli informacji o tym dlaczego upadło wiele sklepów sieciowych, franczyzowych czy innych punktów,

d) prawnik poza lakonicznym stwierdzeniem, że umowa jest jednostronna nie miał wiedzy na temat egzekucji w realu i nie specjalizował się w temacie. Nie miał pojęcia o tym że należy frekwencję (odwiedzalność) wyegzekwować na piśmie jako konkretny dokument (wszystko na gębę), nie wiedział jak zabezpieczyć klienta.

Rozumiem państwa sytuację. Trzeba jednak poklikać. Poczytać. A dziś co państwu pozostaje?Dokładać, wyprzedawać się. Zadłużać. Lub zrzeszyć. „Galeria nic nie robi”. A co ma robić? Za uszy ludzi wyciągnąć z domów i nakazać zakupy? Galeria nic nie zrobi, bo nie jest w stanie. Zbudowali budynek odpowiadający 20 osobom dziennie w pani przypadku. Pewnie zdarza się, że tych osób jest więcej lub mniej. Ten model biznesowy przy takich kalkulacjach nie ma racji bytu. Daliście się państwo naciągnąć. Na duże pieniądze. Dziękuję za ten sygnał życząc państwu zdrowia-bo to jest istotne i pomysłu na siebie, bo w gh -jej nie ma. Przedstawione przez panią spostrzeżenia są tylko kalką. Potwierdzeniem mechanizmów i prania mózgów. Zapewniam panią. Że ci „wszyscy zadowoleni” to bank, firma zarządzająca i inwestor. Nie można wykluczyć, że są też i tacy którzy „pana Boga za nogi chwycili”. To z reguły Ci z umowami intencyjnymi czyli kto ile może, od obrotu lub na zasadzie „widzimisię”.

Model biznesowy w systemie retail oparty jest na sponsorowanych materiałach quasi prasowych. Reklamy natywnej. I takie materiały pojawiać się będą bez względu na to, co się dzieje w realu. Przykład z wczoraj podesłał czytelnik. Klasyczny materiał nie prasowy choć zamieszczony w prasie.

http://forsal.pl/artykuly/1021066,male-miasta-na-celowniku-nadchodzi-rewolucja-w-handlu.html

centrum_handlowe

 

P.S. Pozdrawiam przy okazji panów dyrektorów gh. Czytelników. To miłe mieć i tam swoich wprawdzie „nie fanów”, ale świadomość bycia gdzieniegdzie czytanym sprawia, że blog nie umrze śmiercią naturalną…

https://www.wprost.pl/529655/Bankructwa-i-milionowe-dlugi-Kulisy-biznesu-galeryjnego

 http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/821752,prowadzenie-biznesu-w-galerii-handlowej-bywa-trudne.html

http://olsztyn.wyborcza.pl/olsztyn/1,48726,17203779,Handlowcom_z_Galerii_Warminskiej_biznes_sie_nie_kreci.html

http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35055,17700277,Wyznania_bylej_pracownicy_zarzadu_galerii_handlowej_.html

http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3546771,naukowcy-architekci-i-najemcy-galerii-handlowych-wieszcza-ich-koniec,id,t.html

http://wpolityce.pl/kultura/253904-autor-przeliczonych-rozjezdza-walcem-galerie-handlowe

http://natemat.pl/160603,z-wierzchu-bogactwo-i-swiatla-a-na-zapleczu-ciemnosc-i-placz-nad-dlugami-wstydliwe-kulisy-galerii-handlowych

http://natemat.pl/157533,jak-upada-wielki-handel-w-lodzi-otwarto-o-jedna-galerie-handlowa-za-duzo

http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/27705/w-obronie-najemcow-w-galeriach 

Niestety kilka tekstów zniknęło z sieci. To jedynie 20 procent tekstów (linki powyżej) dedykowanych gh w Polsce zainspirowanych tutaj. Resztę można doszukać.

5 milionów (długu) PLN w 6 lat – czyli bilet w jedną stronę-poradnik najemcy

Retailova sekta nie ma już argumentów, a portfel długów-rośnie. Ruch w retailu jak w mrowisku. Im więcej długów tym więcej nerwów. W środku. Już w kwietniu zostaną wręczone kolejne branżowe nagrody Avards. I więcej procesów. I pustostanów. Upada Praktiker. Zamyka blaszaki w Rybniku, Opolu, Rzeszowie i Lublinie.

Marki tzw. premium uciekają. Top Shop szybciutko zwinął żagle w Złotych Tarasach, Dorothy Perkins pozostawiła po sobie wspomnienie. Trudno ustalić wysokość czynszu, ale w okolicach 120-150 euro z metra. Czyli brytyjskie marki nie idą. River Island też wrócił na wyspy. Tam gdzie z reguły  trafili byli najemcy gh, a dziś czytelnicy bloga.

Dziś warto odwiedzić pustoszejące sklepy Marcksa Spencera i upadłe modo w stolicy. Zakupy za niewielkie pieniądze i nieoficjalny czynsz dla Chińczyków za symboliczną złotówkę PLN.

Tymczasem czytelnicy piszą.

Napisał parę zdań.

„Witam pana chciałbym nawiązać z panem kontakt, prowadziłem w galerii handlowej kilka sklepów franczyzowych marek LPP po 6 latach zostały mi tylko długi sięgające około 5mln zł.”

Były rekin biznesu dziś jest za granicą. To interesujący sygnał. Przecież tam ciągle rośnie. Wprawdzie wyniki lekko falują, ale to wina pogody. Jest za ciepło, albo za zimno, pada lub jest sucho. Stąd lekkie spadki, a rekin biznesu? Cóż nie miał pojęcia. Analfabeta.

Sieć „Czas na herbatę” realnie się rozwija. Minimalistyczne lokale plus logiczna postawa zarządzających marką sprawia, że co roku- powoli-tych sklepów przybywa.  Recepta jest prosta. Policzalna. Minimum metrów, minimum czynszu i maksimum towaru i realne szacunki. Dlaczego nie ma 60 sklepów tylko 17 ? Właściciele nie niszczą ludzi opowiadając niestworzone historie typu 3 miliony „wizytujących” „odwiedzających” lub/ i „klientów”w miesiąc.

„Niezwykle rzadko czytam blogi- Pana blog mnie zaintrygował bo pokazał skalę świństwa jakie robi się ludziom, którzy nie czekają z założonymi rękami na pracę ale chcą mieć coś własnego, mają na to pomysł i energię. Mieszkam w Sierpcu- niewielkim 20.000 tysięcznym mieście niedaleko Płocka i chociaż to nieprawdopodobne, kilka miesięcy temu trwała dyskusja, czy nie zgodzić się na budowę galerii handlowej. Przyjechali bardzo profesjonalni panowie z Warszawy przedstawiający swoje wyliczenia- ilu będzie odwiedzających, jakie zyski itd. Oczywiście galeria miała się mieścić na terenie obecnego zrujnowanego dworca PKS. Panowie zaproponowali nawet wielkodusznie, że sfinansują dwa czy trzy nowe stoiska autobusowe – dzięki lekturze Pana bloga wiem już dlaczego. Na całe szczęście mamy mądrego, młodego burmistrza, dzięki któremu te plany legły w gruzach. Proszę o tych świnstwach mówić, trąbić wszędzie gdzie się da”.

„Dziękuję za podjęcie tematu. Nigdy nie interesował mnie biznes w galerii, jednak parę lat temu moja bliska znajoma odczuła opisywane przez Pana problemy na włąsnej skórzei. Raczej staram się unikać takich miejsc, ale temat dla ważny z powodów jakie Pan poruszył w wywiadzie w GW. Mianowicie wymieranie funkcji ulic handlowych, a tym samym zmiana klimatu pewnych części miasta. Mieszkam w BB od 2 miesięcy, i jestem poruszuszona dziadzieniem np ul. 11 Listopada, z którą pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa (wtedy Dzierżyńskiego:)) jako ruchlliwą i pełną życia. Obecnie banki, ciucholandy i „wszystko za 4 zł”. Przez 10 lat mieszkałam w Krakowie i tam również galerie powstają, chociaż wydaje się, że nie ma dla nich ani miejsca, ani klientów. Nie umiem zrozumiec decyzji władz miasta… Ale wierzę w edukację, akcje społeczne i szerzenie świadomości. Ludzie muszą znać prawdę, a władze granicę swoich działań. I to, ze ich decyzje mają działania długofalowe. Wydaje się, że o tym nie wiedzą i nie mają pojęcia jak wyglądają dobrze funkcjonujące miasta na zachodzie.

„Znalazłem Pana książkę w kawiarni w Katowicach. Z powodu Pana imienia stwierdziłem że ją przeczytam i przeczytałem. Wsiąkłem w nią bez opamiętania, czytałem kiedy tylko mogłem. Kiedy słyszę/czytam/oglądam o takich ludziach jak Pan, niosących pomoc (choćby samo wysłuchanie) innym znowu zaczynam wierzyć w ludzkość. Nie mam żadnej historii, która Panu pomoże w napisaniu kolejnej książki (którą na pewno kupie), ale mogę sam od siebie tylko napisać że od zawsze uważałem centra handlowe za „centrum konsumpcyjnego zła”, a teraz się przekonałem jeszcze że w takim miejscu oprócz „zbaraniałego” tłumu bezcelowo gapiącego się na wystawy, stoją też dramaty ludzi, którzy wciągnięci w tryby tych machin g.h. próbują jakoś wyjść z twarzą”.

I kolejny list.

„Gratuluję Panu książki o galeriach handlowych ‚Przeliczeni’. Też zawsze chciałem opisać takie ‚pomysły’. Takich ‚pomysłów na biznes’ jakie oni ‚stosują’ to w piekle by nie wymyślili.
Denerwują mnie, to najłagodniej powiedziane. Uwielbiam małe sklepy i firmy, kontakt ze sprzedawcą czy właścicielem, uwielbiam wiedzieć co robię od początku do końca, żadnych zas*anych ‚tajemnic’.

Napisałbym na prywatny e-mail do Pana, ale go nie znalazłem, dlatego piszę na ten który udało mi się znaleźć.

Sam jestem inżynierem chemikiem, kiedyś byłem jednym z lepszych chemików w południowej Polsce. To co widziałem w firamch w latach 1998-2008 (kiedy jeszcze miałem tak zwaną pracę) to był syf, oszustwa, paranoja poparta pracą pozorowaną, przekupstwem, cuchnącymi interesami, kumoterstwem a zapewne i lichwą, ale do wielu rzeczy nie miałem wglądu.

Większość z tych firm i wydziałów, na których pracowałem, już nie istnieje. W efekcie jestem bezrobotny w sumie już 12 lat (w tym bez zasiłku 10 lat).

Oczywiście, ten syf jest ogólny, każdy kto musi płacić haraczozus to wie, dlatego dziwię się, że człowiek o tak szerokich horyzontach jak Pan dał się oszukać. Chyba, że miał pan złych doradców…

Ja zawsze liczę zus nie tak jak pseudo-ekonomiści bankowcy, że brakuje im tyle i tyle i że znowu trzeba podwyższyć.

Ja PRZELICZAM możliwości firmy i pracowników, know-how szefa i specjalistów. Zawsze wychodzi mi, że najwyższy zus możliwydo zapłacenia w przeciętnej firmie wynosi od 200 zł miesięcznie (tyle co na Litwie) do 400 zł miesięcznie (tyle co w Czechach).

To jest tyle, aby można było zatrudnić 20 wyrzuconych fachowców, a nie zatrudniać 2-ch filozofów od palikota, petru czy balcerowiczA. Niech się byli sekciarze PZPR/UB/SB nie oburzają, bo nie mają na co. Taki jest stan polskiej gospodarki po 25 latach przemian, firmowanych zresztą przez nich i przez wynajętych leszków i innych filozofkUW z tylnego siedzenia.

Ale co się stało, że Pan im też uwierzył ? Ja od 20 lat mówię, że to co się w Polsce dzieje
to jest jedno Wieeeelkie oszustwo (por. Wielki Przekręt – książka prof. Kazimierza Poznańskiego z 2001 roku) i nie można nikomu ufać.

Kto zaufa, ten zginie. Około 2000 roku patrzyli na mnie jak na ‚dzień świra’. Teraz już się tylko odwracają. To, że im nie wyszło to niby moja wina. Bo krakałem.

Rozwój w PL ?…  Dziś o coraz mniej stanowisk (głównie w skundlonych filiach korporacji) bije sie coraz więcej coraz starszych ludzi, głównie karierowiczów.

Nieraz 90% formy przeważa już nad 10% meritum treści. Mam smutne doświadczenia w najlepszym wypadku jałowej współpracy. PAPIERY, PAPIERY, PAPIERY… To, co można powiedzieć w 10-20 minut – to musi być NAPISANE W 1-2 GODZINY, ROZWINIETE
aby np. mało rozgarnięty szef zrozumiał, albo nawet żeby zabić czas, zabić świeżą myśl przewodnią Wynalazcy itp. Ewentualnie żeby to wykraść i dać komuś innemu. Gotowe. Spisane !

Nic nie robią przez 5 lat a potem praca ma być wykonana w 5 tygodni. Szopka i kabaret, kpina z Człowieka, z Wiedzy, z Nauki, z Wynalazczości i tego wszystkiego, na czym jest zbudowana Solidna Firma. Nieraz nawet w nudnych serialach brazylijskich było
więcej polotu niż w stęchłych systemach firmowo/instytutowo/ korporacyjnych.

Moje dobre pomysły i przyszłe patenty oparte na szerokiej wiedzy i odległych nieraz skojarzeniach zostały, jak oceniam, w 90% podeptane. Kiedyś chciałem być jednym z najlepszych chemików w województwie i temu służyło moje samokształcenie.

Przykładowo, w jednej z firm, gdzie pracowalem w 1994 roku była jeszcze biblioteka, gdzie zetknąłem się z monumentalnymi dziełami Karrera, Costina Nenitescu, Fieserów, Ullmanna i innymi.
Dzięki tym dziełom uzyskałem solidną wiedzę chemiczną, znacznie bardziej rozszerzoną w stosunku do tej ze studiów.

Przede wszystkim zaś poznałem REGUŁY CHEMICZNE i tysiące przykładowych opisów reakcji, bez których trudno o sukcesy w syntezie chemicznej.

Dlatego właśnie wielu młodych absolwentów – chemików, ma obecnie tak mało sukcesów. Oni nie znają tych dzieł, są uczeni pobieżnie. Ustanawianie kolejnych konkursików na poziomie gimnazjum nic nie zmienia. Dodatkowo – młodzi absolwenci uczelni potem w firmie są skuci przez szefów lodowym – betonowym ISO 9001 prowadzonym z reguły w kołchozowym stylu. (zacne wyjątki tylko potwierdzają regułę).

Zahukani w kozi róg, zastraszeni zwolnieniami, zakazami, nakazami, mają związane ręce. Muszą słuchać się oderwanych od rzeczywistości różnych działaczy, isomanów, managerów, przekupionych handlowców i ich ‚niby-prawd’ wziętych ‚z sufitu’. Muszą (poprzez prezesów) słuchać bankierów bez pojęcia o chemii (co na jedno wychodzi). Muszą spełniać nierealne wymogi (kosztem Własnych, Rzetelnych i Prawdziwych Badań, prowadzących do Celu).

A wszystko to przy nieraz kompletnym braku tej ‚nadmiarowej Wiedzy’ którą posiadają ludzie Wielcy. Nawet nie tylko przy braku tej Wiedzy, ale i celowej ignorancji Wiedzy, no bo przecież ‚iso-9001 /w wydaniu kołchozowym/ nie pozwala mieć jakiejkolwiek Własnej Wiedzy’. A co dopiero własnych Modeli, Przemyśleń, Projektów…

Z tego wynika, że nikt z obecnych ‚szefów’ nie współpracuje z uczelniami, adiunktami, bo nie mają ani o czym ani jak z nimi rozmawiać itd. Ale tak już jest od 20 lat. Tak działa ‚system’ oligarchiczny.

Bankierzy znają zaś tylko tabliczkę mnożenia i procenty składane. Za to mają możliwość wpływania na psychikę i obsadzanie Zarządów. Ich działalność przypomina trening pływaków w NRD w latach 1980-tych: płyń szybko ! Rekiny cię gonią ! Medale się jakiś czas sypały,tylko jak potem zagospodarować ludzkie psychiczne wraki ?…

Summa summarum, w roku 2005 chciałem powtórnie pożyczyć część z tych książek z tej biblioteki. Okazało się, że ci, co tam pracują – – NIE WIEDZĄ, O JAKIEJ BIBLIOTECE JA MOWIĘ. I O JAKICH KSIAZKACH !…

Po wielu moich monitach okazało się, że owszem, jest jakiś pokaźny zbiór ksiażek. Ale w zasadzie – w likwidacji. Nie ma kart bibliotecznych i ponad połowy książek. Ręce opadają mi od pamiętnego 2004 roku. Tu się nic nie patentuje. Sam już nie wiem co mam zrobić, do  kogo napisać, aby nie zmarnować do końca talentu, który kiedyś miałem. Mogę przynajmniej ostrzegać innych i niniejszym listem to czynię.

To bardzo dobrze, że Pan wydał książkę PRZELICZENI.
Trochę prawdy się przyda w tym zakłamanym świecie.

Totalnym kłamstwem jest także to, że w Polsce brakuje inżynierów.

W Polsce za to jest najwyższy zus w UE i na świecie (ok. 1000 zł na miesiąc !). Wg mnie to zabije każdą myśl o rozwoju, ale o tym jakoś mało kto mówi. Dla porównania w Czechach ichniejszy zus wynosi ok. 400 zł miesięcznie na osobę, zaś na Litwie – około 200 zł !
Normą w UE (oprócz PL) jest to, że podatki płaci się od zarobionych pieniędzy (a nie od niezarobionych, jak zus) oraz to, że bogatsze firmy płacą wyższe podatki. W PL mamy od lat prawo afrykańskie: najwięksi płacą najmniej. W ten sposób dawni partyjni
bonzowie i jacyś hochsztaplerzy (mieniący się właścicielami galerii handlowych itp.) urośli do rozmiarów mega-poczwarek. Ale oczywistym jest, że w motyle się nigdy nie przekształcą.

Nie mówiąc już o dochodzie bez podatku, którego śmieszna wartość (ok. 3080 zł rocznie, trudno użyć mi słowa ‚wysokość’) jest około 10 razy niższa niż w państwach europejskich i niższa nawet niż w połowie krajów afrykańskich.

Chciałbym przekonać do moich koncepcji premiera Morawieckiego, jednak nie wiem jak to zrobić. Moja wolność naukowo-gospodarcza i zaczynanie od czegoś małego ale działającego nie ma nic wspólnego z bezsensownym mega-libertynizmem petrU czy michnikA (systemem skierowanym do 5 procent najbogatszych obywateli). Niestety, taki ukryty system libertyńsko-zamordystyczny (bankokracja-zusokracja) jak widzę, wyznają chyba także doradcy Morawieckiego (ciekawe skąd się wzięli), a to już niedobrze.

Powtarzam im więc, że za pomocą zusu i tego typu idiotycznych chwytów uczelnie i rządzący (przynajmniej 25 lat do 2015 roku) chcieli utrzymać swą wszechwładzę i kontrolę, oligarchię a także wykradanie pomysłów i przyszłych patentów. Oczywiście, to się nigdy nigdzie nie uda, w ZSRR się też nie udało, ale póki co – od 25 lat jak na razie tracą na tym głównie tacy ludzie, jak ja i przeciętne firmy, które przez ich zalegalizowane złodziejstwo nigdy nie będą mogły wyrosnąć technologicznie w górę.

Średnie firmy od około 2009 roku (tusk) nawet znikają z tzw. rynku.

Ja nic w tym kraju nie osiagnąłem, a trzyma mnie tu jedynie reumatyzm. Od wyjazdu na tzw. zachód zatrzymał mnie najpierw ponad 5-letni okres przejściowy na niezatrudnianie polaków, a teraz zalew przybyszy ze wschodu, którzy zabierają mi pracę w niektórych jeszcze normalnych, zachodnich firmach (bo w PL już ich chyba nie ma – zus wykoślawił już chyba  
wszystkie).

W każdym razie służę Panu swoim doświadczeniem. Niektóre z wydarzeń mam nawet spisane aby nie zapomnieć. Bo potem przyjdzie jakiś nowy baLcerowicz i będzie mi
wmawiał ciemnotę, że to że mnie zdeptano to moja wina. Mnie, który mógłbym być konkurencją dla połowy firm farmaceutycznych i podobnych w Europie i na świecie !

Czasem piszę do różnych chemików, że nie możemy się dać zadeptać, że wiedzy nabywanej przez lata i schowanej w tysiącach opracowań nie da się zastąpić kulawym iso-9001,
chińskimi surowcami i paroma świstkami lub zezwoleniami od ludzi, którzy sami się namaścili na najmądrzejszych, obojętnie czy są z KC-PZPR, z UW, z banków, od Szulca czy z jakiś innych ‚urzędów’.

A dziś napisałem także do pana”.

I kolejny retailovy sygnał. Z Gdańska.

„Prowadzę aptekę w CH Osowa w Gdańsku. Niestety ilość klientów galerii nie napawa optymizmem. Do interesu trzeba dopłacać. Firma APSYS i Pradera zarządzają galerią. Chciałbym rozwiązać umowę, która niestety jest obowiązująca jeszcze 4 lata. Czy zna Pan kogoś, kto już taką drogę  z nimi przechodził? Czy są prawnicy, którzy się tym specjalizują i mają z nimi doświadczenie. Jeszcze nie rozpocząłem żadnych czynności, ale aby przeżyć staje się to konieczne. Proszę o radę, pomoc”.

I takich sygnałów od galerników jest coraz więcej. Z gh. I prób samobójczych jest coraz więcej. Rok do roku to z 5000 do 7000 osób za rok 2016. Przykre i dołujące. Nie ma na to siły. Ale są wyjścia z sytuacji.

Londyn. Kilka dni temu. Ruchliwe ulice. Metro jak pajęczyna. Wszędzie pełno ludzi z całego świata. W kawiarniach, restauracjach, pubach, w zakładach usługowych. Sklepy wszelkiej maści. Warzywniaki. Metropolia tętni życiem. I Polacy. Jeden księguje, drugi zarządza własną firmą kurierską z Węgier do UK. Trzeci rozkręcił portal, czwarty ciągle zmienia pracę. Kombinują. Dają radę inni nie.  Wydaje się, że UK już więcej nie pomieści. Jest inaczej. Mieści. Wciąż szukają ludzi-również z Polski. 30 tysięcy polskich spółek i 70 tysięcy na zasadzie samozatrudnienia. Przy minimalnej pensji we własnej firmie 2 funty składki tygodniowo na starcie. Spekulacje co będzie jak będzie nie mają na razie znaczenia. Czas pokaże.

Początek roku był kijowy. „Frekwencja” na spotkaniu ze zmarłym  Marcinem była taka na jaką zasłużył. Mnóstwo ludzi. Realnie. 

Jeszcze jedno. Dla zainteresowanych. W Krakowie. Trzeba się spieszyć. I kontraktować.

http://biznes.lovekrakow.pl/aktualnosci/obok-bonarki-stanie-kolejna-galeria-handlowa_18576.html

W Posnanii (tej nowej)  już dostali domiar. Tzn fv. Przeliczyli się i obciążyli różnicą wybranych najemców-tylko nie przekazujcie nikomu. Toż to tajemnica. Poliszynela.

http://natemat.pl/200731,o-obnizeniu-skladek-dla-przedsiebiorcow-gadali-przez-rok-a-tylko-zus-dotrzymal-slowa-i-je-podwyzszyl

Do następnego.

 

 

 

Pozostanie w pamięci

Msza w intencji tragicznie zmarłego Marcina w sobotę- 07.01 w kościele Chrystusa Króla przy ul. Straconki 12 w Bielsku Białej o godzinie 11.30. Pochówek na Cmentarzu Komunalnym na Leszczynach przy ul. Krasickiego w Bielsku Białej.

Na prośbę ojca zmarłego wpis pozostaje w pamięci bloga.

Dla przypomnienia publikowana już kiedyś rozmowa z przedstawicielem branży dilerskiej w Polsce.

 

Biznes na płytkach

 

Jedną z głównych gałęzi każdej gospodarki jest biznes samochodowy. Dilerski. Pionierem w Polsce handlu samochodami pozostanie dr Jan Kulczyk. Nieodłącznie kojarzony z marką Volkswagen. Jeden z najbogatszych Polaków wiedział jak zarobić na samochodach, zbudować sieć i w odpowiednim momencie się wycofać.

 

W najlepszych czasach, kiedy w Polsce sprzedawało się wszystko co czwarty Polak jeździł samochodem kupionym w salonie Jana Kulczyka. Dr Jan Kulczyk za samochody płacił gotówką. W książce autorstwa Cezarego Bielakowskiego i Piotra Nisztora pt. ‘Jan Kulczyk-biografia niezwykła” czytamy „Dlaczego wycofał się z tak intratnego biznesu? Koncerny motoryzacyjne zmieniały strategie-przejmowały sieci sprzedaży swoich aut. Kończył się czas niezależnych dystrybutorów”.  Kulczyk chciał kupić udziały w sprzedawanym koncernie, ale Niemcy nie chcieli go wpuścić. Postanowił im sprzedać biznes. 700 milionów złotych. Tyle koncern zapłacił w najlepszym do transakcji momencie. Rynek się nasycił, biznes przestał być tak opłacalny jak kiedyś.

 

Oparty na systemie quasi franczyzowym interes na łamy gazet w pejoratywnym ujęciu trafił w 2001 roku w nieistniejącym dziś Życiu Warszawy.

 

– „Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!?-zastanawiała się gazeta. „Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić… – mówią przyjaciele Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. – Na rękach denata znaleziono ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele – przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim.

 

Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym. Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł się jak zwierzyna? Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała Iberia i… nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem, gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się bankrutem” („Dilerzy przeciw Seatowi” 05.02.2003r.)

 

Zdaniem gazety kilkudziesięciu dealerów Seata straciło majątki życia. Niektórzy popełnili samobójstwa, inni trafili do zakładów psychiatrycznych. Pomysł na biznes zakończył się katastrofą. 70% procent dilerów miało stracić swoje salony. Mieli płacić za know how w tym pontony czy za udział w Targach w których nie uczestniczyli. Iberia broniła się twierdząc, że podpisali umowy więc mają płacić. Sprawa trafiła do prokuratury. Jedni pozywali drugich. Z perspektywy czasu wydaje się, że opowieści dilerów seata to wymysł ludzi, którzy nie potrafili prowadzić salonów. Czyli sfrustrowani dilerzy mają pretensje do świata o to, że …nie płacili. Salony zostały przejęte. Wg ówczesnego zarządu Iberii-nie mieli sobie nic do zarzucenia. Dilerzy mieli płacić za samochody m.in. gotówką. Takich pieniędzy nie mieli.

 

Prezes Związku Dilerów Samochodowych w Polsce dziś nie chce nawiązywać do tamtych lat. Rozmawiamy o tym w jakich warunkach dziś prowadzi się biznes.

 

Marek Konieczny: branża dilerska w Europie i Polsce to jest specyficzny rodzaj franczyzy czyli to jest tzw. model autoryzacyjny. W polskim prawie oba te terminy nie są dookreślone nawet w dokumentach, które przygotowują importerzy. Z prawnego punktu widzenia model franczyzowy w żaden sposób nie jest opisany w motoryzacji. Ona ma specyficzną ustawę europejską, która potocznie jest nazywana GVO która na kilkustronicowym dokumentem który próbuje opisać ten model funkcjonowania co jest wolno franczyzodawcom czyli importerom i czego nie wolno wobec nich robić.

 

Opisano to jako klauzule dozwolone i niedozwolone .To są bardzo krótkie zapisy. Gdybyśmy chcieli taki model opisać w jaki sposób tworzy się sieć sprzedaży samochodów to mamy tutaj bardzo prosty dwupoziomowy w każdym kraju model funkcjonowania. Praktycznie w każdym kraju europejskim istnieje ktoś taki, kto spełnia rolę generalnego importera czyli kogoś kto odpowiada za daną markę w danym kraju i on wybiera sobie sieć dystrybucyjną w zależności od modelu, konceptu i czasu – kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy stają się jego autoryzowanymi przedstawicielami. Czyli przy pomocy umowy autoryzacyjnej, bo nie używa się nazewnictwa „franczyzowa” daje im prawo do sprzedawania towaru danej marki i reprezentowania tej marki w danym regionie. Czyli podpisuje umowę autoryzacyjną i ty będziesz dilerem marki A w mieście B.

 

To jest franczyzowa czy nie jest?

 

Jest autoryzacyjna vel franczyzowa zaraz to wytłumaczę.

 

Umowy są zaszyfrowane?

Z jakiegoś powodu to jest tak, że importerzy wstydzą się swoich umów. Próbują wmawiać, że one są tylko między importerem a dilerem, że nie mają prawa pokazywać tych umów prawnikom, innym pracodawcom, organizacjom. Nikomu.

 

Prawnikom?

Tak. Niektórzy importerzy posunęli się do tego że zaszyfrowali umowy. Umowa miała swój specyficzny kod. Jest do tego specjalne oprogramowanie, które jakby popełnia niewidoczne dla przeciętnego człowieka błędy w tekście. Po wydrukowaniu takiej umowy trudno taki szyfr zauważyć. Jest jak linie papilarne. Każda jest inna. Kidy ktoś wydrukował mimo wszystko taką umowę bez polskich znaków czy z jakimiś brakami np. dla prawnika to importer to z systemu jest w stanie wychwycić. Importerzy twierdzą że przekazanie takie umowy osobom trzecim jest złamaniem prawa. Straszą werbalnie. O karach nie słyszałem.

 

I to świetnie działa?

 

Nie działa. Mamy podstawowy element. Ubezwłasnowolnienie tym modelem umowy autoryzacyjnej jest bardzo duże. Być może nie tak duże jak w klasycznych umowach franczyzowych, gdzie nie występuje nawet marka przedsiębiorcy, ale jest nieznośne. Dilerzy nie są w stanie kontrolować własnego majątku.

 

Do roku 2013 w momencie, kiedy diler marki „A” chciał sprzedać swój biznes innemu dilerowi marki „A” funkcjonującemu w tej samej sieci mógł to zrobić bez zgody franczyzodawcy. 3 lata temu to się zmieniło co powoduje, że ten diler musi przy każdej transakcji, przy pozbyciu się własnego przedsiębiorstwa nawet w ramach tej samej sieci uzyskać zgodę importera. Połową majątku tego człowieka dysponuje importer.

 

Badania rynkowe i transakcje, które odbywają się na polskim i europejskim rynku pokazują , ze ten sam obiekt i ta sama firma z autoryzacją jest warta mniej więcej połowę tego co firma bez autoryzacji. W przypadku zastosowania tego modelu w innych branżach być może to nie jest aż tak bolesne. Jednak w naszej branży jest coś takiego co się nazywa wysokonakładowością. Czyli żeby wejść w biznes dilerski próg inwestycyjny jest dzisiaj w najmniejszej miejscowości w Polsce ok. 5 mln złotych w przypadku miasta do 50.000 mieszkańców.

 

W przypadku większych miast to jest 10 czy 15 milionów złotych. W Europie jest to nazywane biznesem wysokonakładowym. Dlatego też ten biznes powinien być bardziej chroniony niż w przypadku innych franczyz. W momencie kiedy ktoś wchodzi w taką franczyzę z tak dużymi pieniędzmi, a później importer-franczyzodawca bez żadnego uzasadnienia pozbawia go tego biznesu to takie obiekty bardzo trudno zamienić na coś innego.

 

Są pozbawiani majątku?

 

Oczywiście. Co chwilę się zdarzają. To jest biznes w Polsce który skupia 800 firm, to jest 1500 punktów dilerskich. To nie jest zjawisko masowe, ale niestety coraz częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami.

 

Może nie znają się na biznesie?

 

Zacznijmy od takiego czyli gdzie nie ma winy franczyzodawcy żeby nie bić w czambuł importerów. Czyli zabiera się do tego ktoś kto nie potrafi się dostosować do tego modelu, nie rozumie, nie potrafi czy przekracza granice umowne i prawne. Łamie zasady i nie spełnia warunków wynikowych, sprzedażowych. Ten ostatni powód zdarza się dość rzadko czyli z powodów wynikowych. Ten kto w to wchodzi nie ma żadnej gwarancji i ochrony, że w pewnym momencie importer poda bardziej lub mniej realny powód i człowiek traci wszystko. Położenie tych pieniędzy na stację dilerską jest „umoczeniem go”. Nie da si tego zamienić na sklep meblowy czy hamburgerownię. Przejście na inną markę jest bardzo trudne, bo rynek jest nasycony.

 

Jak to się odbywa?

 

Importer wypowiada umowę. Nieruchomość zostaje przy właścicielu, ale przedsiębiorstwo jest warte połowę co przedsiębiorstwo z autoryzacją a żeby autoryzację zdobyć trzeba włożyć gigantyczne pieniądze, aby spełnić standardy importerskie czyli franczyzowe. W tej branży nie ma wprawdzie opłaty na „wejście ”ani opłat miesięcznych ale są opłaty zawarte w bardzo wielu innych miejscach.

 

Jakich?

 

Musimy zbudować obiekt o odpowiedniej powierzchni, odpowiednim wyglądzie, wyposażeniu, który kosztuje ogromne pieniądze. Dostawcą lub kontrolerem dostawców jest importer. Importerzy samochodowi są np. niezwykle podnieceni w temacie płytek podłogowych czyli są one fetyszem. Można zażartować, ze płytki są najważniejszym elementem w salonie samochodowym.

 

Płytki?

One mają swoją wielkość, normę, wielkość, kolor. Importer zmusza dilera żeby te płytki kupił w konkretnym miejscu, u konkretnego dostawcy za konkretne pieniądze zwykle 5 razy drożej niż można, by takie same płytki można kupić na wolnym rynku w Polsce. Płytki tak samo wyglądające dla klienta nieodróżnialne.

 

Zwykle importer nie wnika czy rzeczywiście chodzi właśnie o te a nie inne płytki ale faktura jest z odpowiedniej firmy którą wskazał i ważne jest to czy kwota się zgadza. I te standardy dotyczą wszystkiego: mebli, urządzeń, oprogramowania, modeli technicznych, materiałów reklamowych, stron internetowych, modeli marketingowych. Wszystkiego. Jedynie niektóre marki pozwalają kupować na wolnym rynku, ale w większości importer narzuca w 100 procentach.

 

Czyli teoretycznie gdyby chciał kupić system nowocześniejszy, tańszy, sprawniejszy i wprowadzający oszczędności to nie może go kupić?

 

Nie. Musi spełnić standardy producenta. Czyli w przypadku klasycznej franczyzy za którą płaci franczyzobiorca np. „za wejście” i nazywa się to opłatą franczyzową w tym przypadku jest poukrywana w różnego rodzaju opłatach. Kiedyś dilerzy policzyli, że importer mógłby funkcjonować i żyć bez sprzedaży samochodów. Gdyby policzyć koszty poboczne za które płacą dilerzy.

 

Czyli samochody są dodatkiem…

 

Można tak powiedzieć i przyjąć taki model, że przy zerowej sprzedaży samochodów importer funkcjonuje i żyje z różnych innego rodzaju opłat płaconych przez dilerów.

 

Czy ludzie i o tym nie wiedzieli? Widziały gały co brały.

 

Wiedzieli. Załącznikiem do umowy dilerskiej jest tzw. księga standardów tj. książka w której są poszczególne opisy. Spory na ten temat jak dalece może się posunąć importer w narzucaniu ciągle się toczą. Komisja Europejska próbowała wytrącić importerom z rąk i mówić że diler ma prawo do samodzielnych decyzji. Dziś mamy do czynienia  z pewnego rodzaju kontrrewolucją i od kilku lat Komisja Europejska przestałą się tym przejmować i wspiera producentów a nie Małe i Średnie Przedsiębiorstwa. Nikogo nie obchodzi los tysiąca iluś polskim firm i 20 tysięcy w Europie, bo należy dodać że ten zawód cieszy się dużym wprawdzie prestiżem ale też najniższym zaufaniem obok polityków i prawników. Więc kogo to obchodzi?

 

Czyli nie zarabiają?

 

Zarabiają.

 

To o co chodzi?

 

O to, że człowiek musi mieć w biznesie wolność wyboru. O to, że w modelu klasycznej franczyzy każdy zapłaciłby uczciwą stawkę za wejście, procent od obrotu i mógł wyjść z tego biznesu. Element kontrolowania przedsiębiorcy jest nieznośny, bo te standardy-zdaniem wielu dilerów nijak mają się do podnoszenia sprzedaży, a są jedynie narzędziem do wyciągania od nich kolejnych pieniędzy.

 

Płacą i też padają. To nie jest tak, że płacą i są szczęśliwi. Też przepłacają za meble i różne dziwne rzeczy. Też przebudowują. Odświeżają.

 

No dobrze, ale jeśli przebudowa kosztuje dwa miliony złotych to robi różnicę. Kredyt zaciągany jest w banku który jest w jakiś sposób poukładany z importerem. On ma go w kieszeni jak deweloper frankowicza.

 

To po co przebudowuje?

 

Bo musi. Nie ma wyjścia.

 

To bez sensu.

 

No bez. Nikt w Europie nie zrobił badań jaki wpływ ma przebudowa lokalu na zadowolenie klienta czy zmiana ciągła płytek. Zrobili to Amerykanie w ramach akcji Diler 2020 i wyszło im, że to bez sensu. Że to nie działa i nie ma związku na sprzedaż, obsługę klienta. Teraz kolejne stany wprowadzają zakaz narzucania takich klauzul i o to toczy się wojna bo ustalono że raz na 20-25 lat wystarczy.. Okazało się i poszło na to setki tysięcy dolarów-na te badania, że wymiana mebla nie ma znaczenia i te standardy to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy przez importera.

 

Taki system-model biznesowy. Wszystko albo nic.

 

Żeby to wszystko faktycznie było wszystkim to bym się zgodził natomiast przed wejściem w ten biznes należy pamiętać, ze z jednej strony jest wysokodochodowy,  a z drugiej między 60-70 procent jedzie na kredytach. Ostatni z bankrutów wyszedł z bilansem minus 27 milionów złotych. Zadłużenie wyniosło dwukrotność wartości firmy. Przez dwadzieścia lat był liderem wprawdzie nie w pierwszej setce, ale był gwiazdą.

 

Te standardy jednak doprowadziły do totalnej ruiny. Tego biznesu nie da się zatrzymać, to jest ciągły pęd, presja i kolejne koszty. Z tego biznesu nie da się wyjść. Ci którzy wyszli to albo skutecznie reinwestowali i nie stracili. Udało im się to sprzedać albo jak to się dzieje tracą absolutnie wszystko. Bo jeśli mają ustalone z importerem, że dostaną procent marży od samochodu i trzy procent od realizacji standardów a okazuje się że ich nie spełniają to nie są w stanie normalnie funkcjonować.

 

Może nie spełniają.

 

Na zamówienie importera. Czyli powiedzmy, że jest robiona sonda telefoniczna czy klienci są zadowoleni i z tego badania wychodzi, że nie są -to straty idą w kilka milionów złotych na koniec roku. Badanie nie jest weryfikowalne przez dilera. Powiem więcej diler nie myśli o tym, że ktoś może ciąć po to, żeby mu nie wypłacić pieniędzy.

 

Z reguły kiedy importer ma problemy to badania są zaniżane po to, aby nie wypłacić ludziom pieniędzy. A przecież obaj wiemy, że jeśli jakiś marketer nie trafi w dobry moment to pan z różnych względów nie jest w danym momencie w ogóle zadowolony i to ma przełożenie na wynik ankiety. Nasze humory czasami są uzależnione od różnych czynników i nie jest to w żaden sposób reprezentatywne. Taki bonus to czasem nawet 2-3 miliony rocznie. Diler dostaje np. 1/3.

 

I zamożny diler kończy karierę w skarpetkach.

 

Bez skarpetek. Takich przypadków rocznie jest kilka. Spektakularnych. W minionych latach było ich więcej a ubezwłasnowolnienie jest tak daleko posunięte, że łamane są prawa do dysponowania swoim majtkiem. Czyli firmy dealerskie na rynku są warte ok. 6-7 miliardów złotych z czego połowa jest w rękach Niemców, Francuzów, Japończyków i paru jeszcze innych nacji. Połowa majątku małych i średnich przedsiębiorstw jest w zupełnie innych rękach.

 

Mamy też takich, którzy zainwestowali gigantyczne pieniądze i poszli z torbami, zostali z pustymi salonami, halami i są bankrutami z dziesiątkami milionów długów. Jeden z dilerów zbudował blacharnię namówiony przez importera i z milionera stał się człowiekiem bez grosza, domu. Gdyby mógł dysponować swoim majątkiem i mógł wyjść w odpowiednim momencie to do tej sytuacji mogło by nie dojść. Gdyby nie koszty standardów ludzie mogliby funkcjonować. Znane są przypadki samobójstw, depresji. To jest przykre i można tego uniknąć.

 

Gdyby nie było standardów nie byłoby sieci.

 

Jasne, że tak. Każdy z nas ma świadomość, że są menegerowie gdzieś tam u góry, ale z ludźmi na dole też należy się liczyć. Tego niestety nie ma i o to walczymy, żeby to zmienić. Nikt z dilerów samochodowych nie brał pod uwagę, że tutaj nie chodzi o samochody-bo biznes jest w innym miejscu.

 

Afera zupełnie niezależna od sprzedawców czyli vvgate wpłynęła na wyniki sprzedażowe w Polsce?

 

Nie. Nie w Polsce. W Polsce na ten skandal reakcja jest żadna. Świadomość ekologiczna jest żadna i odnotowujemy wzrosty. Polacy mają to w dupie. Dilerzy odnotowują wzrosty.

 

We franczyzie to bywa tak, że dziś jesteś-jutro cię nie ma. Pojawiają się marki-krzoki, których jedynym celem jest złapanie frajera. W tej branży też tak bywa?

 

Kilka lat temu kiedy mówiono o wejściu na europejski rynek chińskich samochodów pojawił a się w Polsce spółka która zaczęła opowiadać, że jest przedstawicielem handlowym jednej z chińskich marek. Otworzyli bardzo ładne biuro, kupowali ogłoszenia, zaczęli szukać przedstawicieli regionalnych, brali pieniądze (kilkadziesiąt tysięcy). Iluś ludzi w to weszło a firma z rynku zniknęła. Tłumaczyli się, że rozmowy na autoryzację tej marki zostały zerwane natomiast sama marka nie miała pojęcia o tym procederze. To był blef który nie miał nic wspólnego z biznesem. Ci co wzięli zniknęli, a Ci co dali to się nie przyznają. W grę mogło wchodzić kilkaset tysięcy złotych.

 

Po co pan o tym nam opowiedział?

 

Chcę zwrócić uwagę na problem. Podzielić się wiedzą i z jednej strony przestrzec, bo to jest rentowny mimo wszystko biznes, ale z drugiej strony człowiek w takim układzie jest pozbawiony swoich praw. Góra nie wszystko wie najlepiej. Ludzie się starają, wypluwają flaki. Poświęcają rodziny, talenty i zaangażowanie. I bywa, że wszystko na nic. Trzeba to uregulować inaczej, bo jeśli nie-to ten sprawdzony system-nie przetrwa. Sprzedawca samochodów wchodził w to dla samochodów, a nie dla płytek i kolejnej zmiany wizualizacji.

Rozmowa autoryzowana. Przeprowadzona w sierpniu 2016 r.

Czytelnik podesłał do podlinkowania. Bez związku z tematem.

http://katowice.tvp.pl/28448260/potrzeba-trzystu-tysiecy-na-terapie-w-niemczech

 

Bezdomni z bankomatów-poradnik najemcy

Po świąteczno noworocznych zakupach czas na trzynastkę. Czyli fv w nagrodę. Trzynasty czynsz wyssany z palca po to, aby skonsumować to co wypracowała firma najemcy. Czyli grudniowy zysk trzeba podzielić na papier toaletowy dla wynajmujących. Ten nowoczesny model biznesowy kończy się zwykle utratą dachu nad głową.

Bankomat

Ci bezdomni z bankomatów wskazują  nie wprost  gdzie w przyszłości można nocować. Już nie tylko w kanałach, piwnicach i noclegowniach, ale bankomatach BZWBK czynnych 24 h.

bankomat1

Ciepło bankomatów pozwala na przetrwanie.

bankomat3

Bez czynszu i wezwań do zapłaty.

 

Trend zauważalny w stolicy jak zwykle w takich przypadkach schodzi niżej, do innych miast. Nowa miejscówka dla życiowych bankrutów.

Dlatego też obserwując rynek już dziś warto pomyśleć jak zagospodarować nikomu niepotrzebne metry kwadratowe w Zakopanem. Wydawać by się mogło, że taka lokalizacja musi wypalić. Okazuje się jednak, że w stolicy Tatr nowy szklany bunkier, który przysłonił góry straszy pustostanami.

pustostan

kichakicha3

kicha4

kicha5

kicha2stan

pustostan2

pustostan4

Chętnych na najem brakuje. Co w takim razie zrobić z tym fantem? Oddać bezdomnym. 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019383,title,Lublin-zwloki-mezczyzny-w-centrum-handlowym,wid,18661367,wiadomosc.html?ticaid=11860c

I ciekawostka z retailovego świata.

http://retailnet.pl/2017/01/02/113290-centrum-siodemka-nie-powstanie/?utm_content=buffer2f831&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer

 

 

Start-end czyli z reklamówkami chyłkiem uciekał-poradnik najemcy

s0

Kiedy tyle się dzieje wokół i całkiem niedaleko (Berlin) to mam wrażenie, że temat retailu nie ma najmniejszego znaczenia. Że rozmawiamy o czymś co w gruncie rzeczy istotne nie jest. Temat systemu retail jest jednym z wielu i to tym, który de facto ma znaczenie dla iluś jednostek, tych w zdecydowanej mniejszości biorąc pod uwagę ilość podmiotów gospodarczych i ludzi jako takich. Napisałem, że wg mnie-subiektywnie-przyszłością są nowoczesne technologie, ale nie dodałem, że jest jeszcze jedna „gałąź” zupełnie podcięta w ostatnich leciach. Fach. Konkretna umiejętność czegoś i nie przy maszynie dla kogoś, ale dla siebie. Umiesz coś zrobić sam, jesteś wygranym. Nie potrafisz-możesz stać przy maszynie lub/i stać się specjalistą od zawieszania lampek świątecznych na kilka tygodni.

Możesz też być chwilowo Mikołajem i dorobić parę groszy. W ostatnich tygodniach zaliczyłem ok. stu rozmów z polskimi pracodawcami. Z różnych branż, z całej Polski. Portal który okazał się –na dziś- narzędziem potrzebnym wygenerował prawie pół miliona odświeżeń. W kilka tygodni. Czyli porównując z blogiem przeliczeni to nokaut. Dla bloga. To jest dowód na to, że temat jest tematem niszowym. I tu i tam ten sam człowiek. A taka różnica. Wiem jednak czego chcę i na spokojnie, dzień po dniu portal już jest numerem jeden, ale nie oznacza, że kopiści śpią. Już kopiują.

Jestem zdania, że to dobrze. Bo konkurencja mobilizuje do działania. Uruchamia szare komórki i pojawiają się wciąż nowe możliwości, których jak  do tej pory-nie zauważono. To pozwala nie być zbyt pewnym siebie, ale daje impuls do rozwoju. Tymczasem w gh rozwoju nie ma. A jeśli jest-to dla nielicznych. I nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej i że mityczny grudzień to 12 h non stop się kręci. Bo się nie kręci. Faktem niepodważalnym jest to, że grudzień to topowy miesiąc. Że niektórzy potrafią odrobić straty. Warto jednak wiedzieć, że niektórzy. Że grudzień nie uciągnie. Nie ma takiej możliwości. W radiowej Trójce dowiedziałem się, że ceny żywności poszły w górę co zmniejsza deflację i że paliwa pójdą w górę co zwiększa i zwiększy w przyszłym roku koszty.

Czytelnicy bloga wciąż zadają pytania i przekierowuję ich do kancelarii prawnych. Żeby wspólnie poszukali tych milionów ludzi i rozchorowanych lub/ i nieudanych poprzedników. Bo o i ile temat retailu jest tematem niszowym o tyle dla zainteresowanych „robieniem biznesu” wciąż aktualnym. Tym bardziej, że się buduje i budować będzie. Czyli retail i blog są w pewnym sensie jak wino. Tym bardziej ważne jest to, że miesięcznik Własny Biznes Franchising postanowił zabrać się za opisywaną przez fb sieć pijalni czekolady. Podlinkuję kiedy się pojawi. A dziś zarekomenduję inne pismo czyli Start Up Magazine.

Czyli kwartalnik dedykowany środowisku start upów. Ciekawe sugestie, podpowiedzi i rekomendacje, ale też praktyczne uwagi jak coś robić w sieci.

start_up

zdj.www.startupmagazine.pl

Podkreślam, że praktyczne- czyli- oparte na doświadczeniu. 

Swoim doświadczeniem podzielił się też czytelnik. Tym razem z wizyty w gh Sandecja. Ochrona miała mentalny problem podczas robienia fotek. Zestresowały się obie strony. Niepotrzebnie. Zdjęcia dostałem kilkanaście dni temu. Czyli w grudniu. I kilka spostrzeżeń czytelnika. Wybrał się na zakupy o godzinie 16.00.

s13

s27

 

s34

s42

s53

s61

s7

s81s9

 

s10

 

s112

s122s131

s14

s15

 k27

 

 k35

 

k53

k63

miki

I resume od czytelnika.

„Galeria Sandecja powstała w listopadzie 2009 r.
Był to czas kiedy wydawało się że hossa w biznesach galeryjnych nie tylko w N Sączu będzie trwała w nieskończoność . Bardzo sprytnie wykorzystali te nastroje właściciele m.in galerii „SANDECJA” w NOWYM SĄCZU zawierając z optymistycznie nastawionymi przyszłymi najemcami umowy najmu na okres minimum 5 lat a w wielu przypadkach na 10 lat !
 
Wysokość czynszów oczywiście z sufitu 25-35 EURO netto w zależności od usytuowania plus koszty tz. wspólne ( reklama itp. )
Po hucznym otwarciu obiektu gdzie na dobry początek i ku uciesze potencjalnych klientów zagrali BRACIA CUGOWSCY szybko bo po ok 6-ciu miesiącach okazało się że działalność w tym obiekcie poza sieciówkami nie rokuje nadziei na dochodowa działalność !
 
Podnajemca dwóch butików odzieżowych był pierwszym , który zorientował się ze możliwość zarabiania w tym obiekcie to fikcja – zorganizował po 6-ciu miesiącach działalności protest z kilkoma najemcami (z kilkoma bo większość się bala konsekwencji ) w celu obniżenia drakońskich czynszów widząc co się dzieje . W związku z niepłaceniem przez podnajemce czynszu – zaaresztowano mu boksy i dla postraszenia pozostałych podnajemców naliczono mu kolosalna kwotę do zapłaty za caly 5-cio letni okres trwania umowy najmu na ponad milion złotych.
 
Biznesmen który miał dobrze prosperujący biznes pozagaleryjny stracił dorobek życia i wyjechał z małżonka dla której otworzył „biznes w galerii” do pracy w Niemczech, aby spłacać długi: dom i hurtownia win poszła na poczet waścicieli galerii .
 
Znajoma,która miała umowę na 5 lat z odzieżą damska stwierdziła ze lepiej opuścić  ta galerie po
3-ch latach i zgodzić się na płacenie za 2 pozostałe lata już nie będąc w galerii SANDECJA czynsz w mniejszym wymiarze niż wg. umowy – Dobrodzieje zgodzili się pobierać zamiast 8000 tys. zl za 60 m 2 tylko 2000 tys .zl za nieistniejacy już podmiot przez 2 lata – biorąc pod uwagę fakt że podmiot ten był parę razy poddawany relokacji ze względu na zmieniająca się sytuacje w galerii to przecież jest jakieś kuriozum !!! ( na szczęście ta osobę było na to stać – ale przecież nie o to chodzi – brak elementarnego poczucia przyzwoitosci !!! )
 
Bardzo wartościowy podmiot z ekskluzywna odzieżą LOOPING BOUTIK w dobrej lokalizacji na parterze – świetne firmy ARMANI , GUESS itp. Podmiot istniejący na sądeckim rynku od 20-tu lat . Po 20 tu paru miesiącach działalności w SANDECJI chyłkiem w reklamówkach wynosi towar potajemnie żeby ochrona nie wyczaila !
 
Zostają manekiny bo tego nie dało się niepostrzeżenie wynieść i trochę ciuchów na wieszakach dla niepoznaki. Właścicielka – bankrutka wylatuje do USA.
 
To tyle na temat galerii Sandecja który ma odpowiednik bliźniaczy w TARNOVI w Tarnowie.
Więcej informacji za 3 lata bo tyle jeszcze niektórzy tam maja umowy a już sprzedali swoje domu i nie chcą na razie rozmawiać z wiadomych powodów !”

W mailu nie wspomniałem o tym że Sandecji wyniosły się nawet sztandarowe marki galerie LPP czyli RESERvED, HOUS CROOP,MOHITO- a franczyzobiorca tych marek próbował handlować outletem marek Zara Stradivarius Berschka w przystępnych cenach – przy czynszu 30000, za 600 m 2 też się nie obronił i jest w likwidacji!”

Tyle od czytelnika.

Retail=start end.

Czytelnikom życzę spokojnych Świąt, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że ta „pastorałka” Ani Rusowicz &gości „Odwołano Narodzenie” czyli nowość w Trójce z 40 miejsca ostatniego notowania-wyjątkowo na czasie.

Fajnego Sylwestra. Spotkamy się tutaj po Nowym Roku. 

 

 
 
 

 

Jakby czuł koci miętkę-poradnik najemcy

Zainteresowanie blogiem jest sinusoidalne. Raz w górę, raz w dół. W zależności, gdzie trafia w sieci. I w zależności komu na czym zależy i jak ujmuje dane zagadnienie-tak też jest przedstawiane. Najwygodniejszy oręż jaki można wyciągnąć to polityka. Tam można wrzucić wszystko. I pozytywnie i negatywnie. Temat w Tarnowie  rozbudowy gemini  parku trafił na łamy Forbsa. Na pierwszą exluzywną stronę. Potem sesję, a potem do publicznej debaty bardziej lub mniej emocjonalnej na forach internetowych, portalach i w niektórych mediach. Uporządkujmy jednak kilka faktów.

Radni powiedzieli „nie” rozbudowie gh, wspierani przez lokalne środowiska prowadzące działalność gospodarczą. To spora grupa ludzi myślących. Radni są pod naciskiem sztucznie wywołanej akcji zbierania podpisów „za” rozbudową i lokalnego- jeszcze-prezydenta. Nie znam człowieka więc przyjmuję do wiadomości informacje zasłyszane, że bardzo wspiera ten pomysł.

Zależy mu na rozbudowie galerii handlowej. Przekonuje „za” rozbudową gh. Jakby czuł koci miętkę.

Nie on pierwszy i nie ostatni. Nic nowego. Ale czymś nowym jest zbojkotowanie przez władze miasta otwarcia monstrum w Poznaniu. Czyli jeśli ktoś ma inne zdanie na temat retailovych gh i się określa, że „nie”  to wyciągany jest argument, że to zemsta-polityczna.

Przywołam jednak spotkanie. Dwa lata temu w Jaworznie na Śląsku. Tam lobbysta-prezydent wespół zespół przepchnął w centrum gh. Tuptał, zachęcał, kręcił się jakby wyczuł koci miętkę. Banerki na falistej blasze powiesił. I ku mojemu zdziwieniu były marszałek województwa śląskiego, senator Platformy Obywatelskiej pan Bogusław Śmigielski-kontrkandydat na prezydenta- zaprosił januszy biznesu czyli nas- na spotkanie z przedsiębiorcami w sprawie, budowanej gh w tym mieście. Z mojej perspektywy wówczas to zaproszenie miało charakter instrumentalny. Czyli zwrócenie uwagi kandydata na prezydenta, zdobycie paru głosów i osłabienie prezydenta-lobbysty.

Bo w tamtym momencie klamka zapadła, inwestycja ruszyła więc spotkanie miało jeszcze jeden dodatkowy cel -żeby ludzie prowadzący tam swoje kramy- nie weszli do tego budynku. I to się udało. Nikt nie podpisał umowy. Nikt. Z naszego punktu widzenia to było najistotniejsze. Nie miało znaczenia, że i wówczas miałem alergię na hasło Platforma Obywatelska. Pomimo to pojechałem. Żeby było ciekawiej  z najemcą z …Platformy Obywatelskiej. Bo to nie jest temat polityczny, a jeśli jest – to nie powinien nim być.

Relacja ze spotkania.

https://www.youtube.com/watch?v=ouq8JlqKe1Q

http://twj.pl/index.php/miasto/503-atrakcja-czy-pulapka

Zatem powróćmy do Tarnowa i oddajmy głos tym którzy nie chcą rozbudowy gh i zabudowania m.in. placu zabaw dla dzieci.

Stanowisko Izby Przemysłowo-Handlowej w Tarnowie w sprawie ewentualnej rozbudowy Galerii Handlowej GEMINI Park Tarnów

Ponieważ temat rozbudowy galerii handlowej Gemini Park Tarnów wraca pod obrady rady miasta, pragniemy przedstawić stanowisko nie tylko zrzeszonych w naszej izbie przedsiębiorców, ale również tych niezrzeszonych. Jest to również głos tej części mieszkańców Tarnowa, którzy przekazują do nas swoje opinie i sugestie.

 

Próbuje się nam przedstawić sytuację, gdzie być albo nie być naszego miasta, jego rozwój, postrzeganie i finanse zależą od wielkości galerii handlowej, a jej rozbudowa spowoduje skok cywilizacyjny miasta i regionu. Te niczym nieuzasadnione opinie wprowadzają w błąd mieszkańców miasta i zafałszowują rzeczywisty obraz rzeczy.

 

Duże galerie handlowe funkcjonują w Tarnowie od 7 lat. Czy wniosły coś, co przyczyniło się do rozwoju miasta? Czy Tarnów zaczął się wtedy dynamicznie rozwijać? Obserwacje wszystkich nas wskazują, iż od tego czasu Tarnów jest w stałej zapaści, a jego znaczenie degraduje się z roku na rok. Nie możemy stwierdzić, że to galerie były tego przyczyną, choć ich powstanie spowodowało spustoszenia wśród małych i średnich firm handlowych w Tarnowie, wiemy za to na pewno, że w niczym miastu nie pomogły.

 

Miastu bardziej potrzebna jest dobra współpraca z rozwijającymi się ostatnio dynamicznie Zakładami Mechanicznymi, Grupą Azoty i innymi firmami produkcyjnymi i innowacyjnymi, których potencjał jest spory i na pewno są duże rezerwy rozwojowe dla dobrej współpracy z władzami miasta. Pojawiają się już pierwsze głosy o takich możliwościach. Jest też zapewne rezerwa w lokalnych przedsiębiorcach, którzy nie mogą jakoś liczyć na pomoc urzędu miasta. Rozwój miasta to także budowa pozycji tarnowskiej PWSZ, bo to ona, a nie duży sklep, może decydować o funkcji stolicy subregionu tak jak pozostała baza edukacyjna oraz oferta kulturalna samorządowych, jak i prywatnych placówek kulturalnych. Ważne jest też uporządkowanie komunikacji w mieście, czemu poświęcone było np. ostatnie spotkanie zorganizowane przez IPH, na którym nie było nikogo z władz miasta, ale które za to chętnie wspierają swą obecnością działania spółki Gemini Holding.

 

Mając pełną świadomość tego, iż w obecnych czasach obiekty handlowe nie mają żadnej funkcji miastotwórczej, władze Kielc, miasta z wielu powodów podobnego do Tarnowa, powiedziały niedawno „nie” budowie kolejnej galerii handlowej. I nie tylko, że przy akceptacji radnych uchwaliły plan zagospodarowania przestrzennego, który takie działania właścicielowi gruntu uniemożliwiał, ale wręcz odkupiły te tereny, by służyły one mieszkańcom miasta, zakładając, iż handel w tym miejscu ma mieć symboliczne rozmiary. Tymczasem władze Tarnowa zatrzymały się w czasie co najmniej 30 lat temu, twierdząc, że rozbudowa galerii to motor napędowy rozwoju naszego miasta.

 

Takie słowa w ustach prezydenta miasta budzą smutek i refleksję. Czy możemy przy takiej władzy liczyć na zatrzymanie degradacji Tarnowa, gdy przy braku jakichkolwiek pomysłów na rozwój miasta jego przyszłość wiąże się z rozbudową wielko powierzchniowego sklepu?

 

Prezydent Roman Ciepiela zapomnieć chce, co może dziwić, gdyż działo się to też bardzo intensywnie za jego pierwszej kadencji, że w momencie gdy padały kolejne zakłady przemysłowe, a funkcjonujące drastycznie redukowały zatrudnienie, to mali tarnowscy przedsiębiorcy wzięli na siebie ciężar rozwoju miasta. To tarnowscy handlowcy i rzemieślnicy byli siłą napędową tego miasta, to oni przynosili dochody do budżetu, które w przeciwieństwie do czasów obecnych rozwijało się dynamicznie. To dzięki ich, często wielopokoleniowej pracy można było utrzymać miejskie instytucje. Czy teraz są już niepotrzebni? Czy można ich wyrzucić na śmietnik historii, dlatego że przyszedł ktoś z workiem nowych świecidełek, by „kolonizować” nasze miasto?

 

Nie przez przypadek wspominamy tu o „kolonizacji”. W galerii Gemini Park Tarnów lokalni przedsiębiorcy zajmują tylko ok. 5% powierzchni handlowej, resztę zajmują placówki firm spoza Tarnowa. Te płacą podatki w miastach, gdzie mają swoje siedziby, a wypierają lokalnych przedsiębiorców, co powoduje, iż wykazując dochody z podatków, jakie płaci z tytułu podatków od nieruchomości właściciel galerii Gemini, trzeba je urealnić, odejmując od nich zmniejszone lub utracone wpływy od innych, lokalnych podmiotów.

To, co pozostanie, może okazać się niewielką kwotą, zwłaszcza że tak prezydent, jaki i Gemini Holding nie chcą uwiarygodnić podawanej publicznie kwoty wpłacanych podatków, które według nich stanowią na chwilę obecną ok. 0,4% budżetu miasta Tarnowa. Tak, mówimy o kwocie 0,4%, która teoretycznie wzrosnąć może o 0,25%. I dla tej ćwiartki procenta budżetu mamy zaryzykować przyszłością setek rodzimych firm? A uwzględniając różnicę pomiędzy wpłatą od Gemini a brakiem wpłat od lokalnych przedsiębiorców, ta wartość może już być zupełnie niezauważalna.

Kolejnym, powtarzanym mitem jest powstanie nowych miejsc pracy w związku z rozbudową galerii. Jeżeli w galerii zatrudnione zostanie 900 osób, to co najmniej 900 osób straci pracę w innych miejscach. To oczywiste, gdyż tarnowski biedny rynek nie będzie miał siły nabywczej, by utrzymać dodatkowe sklepy. Stanie się to kosztem już istniejących i zatrudnionych w ich osób. To samo dotyczyć będzie usług tak gastronomicznych, jak i tych związanych z obsługą nieruchomości. Stracą pracę serwisanci, pracownicy firm ochroniarskich i sprzątających, informatycy czy księgowi w biurach rachunkowych. Przeżywaliśmy to już w momencie otwarcia galerii Tarnovia i Gemini, tym razem może być jeszcze gorzej.

 

Osobną, nie mniej ważną kwestią jest to, jakie miejsca pracy tworzy galeria i czy tego oczekuje tarnowski rynek. Już dzisiaj jest problem ze znalezieniem chętnych do pracy jako sprzedawcy w sklepach. Nie ma zainteresowanych. To niskopłatne miejsca w obiekcie czynnym 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Nie tego oczekuje tarnowski rynek pracy i Tarnów. Miastu potrzeba dobrze płatnych miejsc pracy, pozwalających na realizację swoich życiowych planów dobrze wykształconym i ambitnym mieszkańcom regionu. To zatrzymać może upadek miasta.

 

Gemini zabrało z ulicy Krakowskiej sklepy Croop i Reserved, konkurencji z galeriami nie wytrzymał też sklep sieci Divers na Wałowej, co wskazuje, iż nieprawdą jest też stwierdzenie, że galeria nie zabiera sklepów z handlu ulicznego.

 

Ze strony Gemini Holding padają stwierdzenia mające wpłynąć na opinię mieszkańców i radnych, że brak akceptacji dla planów ich spółki zrazi potencjalnych inwestorów do lokowania swoich pieniędzy w Tarnowie. Odwracając tą kwestię. Jakie to firmy zainwestowały w Tarnowie w związku z tym, że akceptowano bez ograniczeń wszystkie pomysły właścicieli galerii Gemini? Ponadto powiedzieć należy jasno, nie każda inwestycja jest dobra dla miasta i nie każdą władze miasta powinny wspierać.

 

Jeszcze raz popatrzmy na przykład Kielc, gdzie powiedziano, że już jest wystarczająco dużo powierzchni handlowej i tego rodzaju inwestycje nie są oczekiwane i nie będą wspierane przez władze miasta. W Poznaniu obecny prezydent miasta nie przyszedł na otwarcie nowej największej galerii w mieście, demonstrując tym swoje stanowisko. Tarnów, jak ostatnio wyliczono, posiada jeden z najwyższych wskaźników obiektów wielkopowierzchniowych na 1000 mieszkańców w kraju. Ponadto jesteśmy w ścisłej czołówce, jeżeli chodzi o ilość dyskontów typu Lidl, Biedronka i im podobne. Na jeden tego typu sklep przypada mniej niż 5000 mieszkańców. Bijemy tym parametrem średnią krajową dwukrotnie. A małopolską czterokrotnie. Tak więc i Tarnowowi nie potrzeba kolejnych inwestycji w galerie handlowe. A jeżeli sytuacja w mieście się zdecydowanie poprawi, czego życzymy sobie wszyscy, to są na to zarezerwowane miejsca na obrzeżach miasta. Nie ma potrzeby tworzenia uciążliwości w postaci koncentracji handlu w jednym miejscu w mieście.

 

Oczekujemy zatem od Prezydenta Miasta Tarnowa, by zajął się aktywną działalnością na temat rozwoju miasta na innych obszarach niż handel i skoncentrował się na aktywnym poszukiwaniu obszarów tematycznych do rozwoju miasta i argumentacji, dlaczego warto u nas inwestować. Rolls Royce inwestuje w Ropczycach. Ma utworzyć 3000 miejsc pracy. To jest temat do rozmowy, a nie rozbudowa galerii. W tym kierunku działań oczekujemy. Jeżeli nie ma gruntów, to niech miasto stara się je pozyskać. Czy poczyniło w tym kierunku jakiekolwiek działania? Choćby rozpoznawcze?

 

Pojawia się wątek, iż Gemini Holding to polska firma. Nie osądzamy, jakie to ma znaczenie, bardziej co prawda przekonywałby argument, że firma jest zarejestrowana w Tarnowie i tu płaci podatki. Ale faktem jest, iż pomimo tego, że powstała z połączenia z Gemini Holdings z „s” na końcu z cypryjską spółką, jest ona własnością polskich przedsiębiorców. Tak jak polscy przedsiębiorcy byli właścicielami centrów handlowych Max i Echo w Tarnowie.

 

Dzisiaj jedno jest w rękach irlandzkich, drugie amerykańskich. Tak to już jest, że centra buduje się, rozwija, a gdy osiągną odpowiednią wartość, sprzedaje. Tak wygląda ten rynek. Ostatnio nawet Grażyna Kulczyk sprzedała swój Stary Browar w Poznaniu. Jaką mamy gwarancję, że właśnie prowadzone działania nie zmierzają do tego, by podnieść wartość Gemini Park Tarnów przed planowaną sprzedażą? Czy też uwierzymy na słowo tak jak w kwestii budowy Parku Legionów?

 

Ostatnim argumentem ze strony przedstawicieli Gemini Holding jest pismo, w którym reprezentująca tą spółkę kancelaria prawna żąda zmiany uchwały podjętej 30 czerwca przez radę miasta oraz straszy konsekwencjami, gdyż, ich zdaniem, pogorszy ona już istniejące warunki, gdyż gdyby chcieli wyburzyć swoją galerię i postawić ją w innym kształcie na nowo, to nie mogą robić tego w dowolny sposób, bo ogranicza ich wprowadzona linia zabudowy, której wcześniej nie było. Linia ta wprowadzona przez radnych zapobiegać miała zbliżeniu się galerii do os. Legionów, a zatem dbała, by nie pogorszyły się już trudne warunki życia w tym rejonie. By galeria nie weszła prawie do domów. Pomijając kwestię realności wersji przebudowy galerii w obecnym jej rozmiarze, trzeba jednak zauważyć, że prezydent obawia się roszczeń ze strony galerii, gdyby zaistniała mocno hipotetyczna sytuacja, tymczasem nie martwi go możliwość pozwu ze strony setek tarnowskich przedsiębiorców, którym zgoda na rozbudowę galerii realnie przyniesie straty.

 

Nie wnikając w to, w jaki sposób galeria prowadzi opisywany przez siebie dialog z klientami, pragniemy też poinformować, że do nas zgłaszają się dziesiątki osób, które będąc przeciwne rozbudowie galerii, nie mogą zrozumieć poparcia władz miasta dla tego pomysłu i chcą wyrazić swój sprzeciw. Tzw. ankieta, zbierająca dla właściciela Gemini wyłącznie podpisy poparcia dla rozbudowy, nie dawała możliwości oddania głosu przeciw rozbudowie. To i sposób zbierania podpisów, brak ich weryfikacji, a zatem i ich mała wiarygodność opisywane były w mediach, ale ponieważ podnosi się ich kwestię publicznie, postanowiliśmy sprawdzić, czy są też głosy przeciwne. I tak zaledwie w kilka dni bez wsparcia medialnego i tylko za pomocą kilku wolontariuszy zebraliśmy ponad 700 głosów pod petycją żądającą od tarnowskiego samorządu zaprzestania prac umożliwiających rozbudowę Gemini Park Tarnów. Mamy więc podstawy twierdzić, iż gdybyśmy tą akcję prowadzili tak długo i z takim rozmachem, jak to czyniła firma na zlecenie właściciela galerii, to zebralibyśmy nie mniej głosów przeciw rozbudowie, niż zebrano za.

 

Ponadto warto się tu też zastanowić nad wartością samej ankiety. Tak sformułowane pytanie, bez świadomości podpisujących dla konsekwencji takiej decyzji, porównać można do zadania młodzieży szkolnej pytania, czy chcą by było lekcji mniej i były o połowę krótsze. Wynik takiej ankiety jest oczywisty i łatwy do przewidzenia. Ale czy to oznacza, że powinno się lekcje skrócić i zredukować ich liczbę? Czy też powinni o tym decydować ci, którzy odpowiadają za poziom wykształcenia młodzieży i mają wiedzę, czym taki ruch by się zakończył, niwecząc cały proces edukacji i obniżając poziom wykształcenia społeczeństwa.

 

Zatem od rady miasta, mającej pełny mandat od mieszkańców Tarnowa, oraz od Prezydenta Romana Ciepieli, który też został wybrany głosami tarnowian – często tych, przeciw którym teraz występuje, popierając rozbudowę galerii, oczekujemy, że mając większą od przeciętnego mieszkańca miasta wiedzę i doświadczenie samorządowe, podejmą decyzję także w oparciu o przewidywane długoterminowe skutki takiej rozbudowy.

 

Naszym zdaniem, które staraliśmy się tu krótko uzasadnić, decyzja taka powinna uniemożliwić rozbudowę galerii Gemini Park Tarnów i uporządkować kwestie planistyczne w takim zakresie, za jakim zagłosowali radni 30 czerwca.

Rada Izby Przemysłowo-Handlowej w Tarnowie

 

Tyle ze strony IPH. Czyli reasumując. Mój udział był minimalny. Decydującego wpływu nie miał. Mam nadzieję, że podniósł świadomość. Nic więcej. Być może utwierdził w przekonaniu o słuszności tej decyzji. Analogicznie powracając do Jaworzna. Tam nikt nie podpisał umowy, ale centrum pustoszeje. Przybywa lokali do wynajęcia. Wystarczy zadzwonić do lokalnych stowarzyszeń-zapytać jaki wpływ na rozwój miasta ma budowa w centrum gh.

 

Jeśli jakimś cudem decyzja w Tarnowie zostanie odkręcona to te niby 700 miejsc utraconych pracy przekuje się na zamknięcie firm, które istnieją od lat i zatrudniają setki ludzi. Bez względu na to, kto będzie rządził za rok, dwa czy pięć. Bo system retail nie ma politycznych barw pomimo, że pani Ola Jakubowska była rzecznika rządu nie jest już dyrektorem gh w Podkowie Leśnej.

Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie. Z kolejnych w innych miastach-już nie skorzystam. Bo dziś można machać szabelką walcząc o samorządowe mandaty piętnując taki czy inny budynek w centrum czy poza miastem tylko po to, aby zdobyć głosy. Nie zamierzam- w tym uczestniczyć.

 

Pozdrawiam bankrutów z Tarnowa, tych przeszłych, obecnych i przyszłych. Bo łapanka wciąż trwa.

 

I na zakończenie jeden z kolejnych sygnałów. Tym razem przeliczony jeden z dwudziestu trzech w dwa lata z Olsztyna.

„Galeria Warmińska na swojej stronie podaje, że 8 mln klientów rocznie ją odwiedza.

milek

Gdyby tak było, przyjmijmy proste założenie: 8 000 000 klientów to średnio miesięcznie 666 666 odwiedzin /30 dni = 22222 osób odwiedzających galerię każdego dnia. Gdyby z tych 22222 osób chociaż 3% (666 osób dziennie) zaszło do mojego lokalu na 1 kawę po 5,90 brutto (nie na deser, nie na lody, nie na obiad za 50 PLN ale na 1 kawę po 5,90) mój dzienny obrót zamykałby się na poziomie 3929, 40 czyli x 30 dni w miesiącu powinienem zarabiać na tym interesie 117 882 PLN brutto/m-c. I TO PRZY ZAŁOŻENIU ŻE KLIENT KUPUJE 1 NAJTAŃSZY PRODUKT. Tymczasem obroty kształtowały się na poziomie kilkanaście do 41 tyś brutto !

 

(ocenzurowano)

 TUTAJ WIDAĆ DOKŁADNIE CO OZNACZA SŁOWO „PRZELICZENI” WŁAŚNIE TAKIE ANALIZY ROBIĄC CZŁOWIEK WIERZY ŻE TEN BIZNES NIE MA PRAWA SIĘ NIE UDAĆ” Skoro odwiedza 8 mln klientów biorąc taką kalkulację NA 8 MLN PROCENT ZAROBIĘ”.

Czytelnik ma ok. dwóch milionów długów wynikających z kar, niezapłaconych czynszów etc.

 

 

 

 

 

Gh w monstrualnej wersji w Tarnowie-nie będzie-poradnik najemcy

Witam nowych czytelników. Komentarz do dzisiejszego materiału z portalu natemat jest taki:

komentarz

http://natemat.pl/195919,bloger-zatrzymal-warta-miliony-budowe-galerii-handlowej-w-tarnowie

Czyli radni pokazali charakter-Ci z PiS-u i niepisu nie dali się zbałamucić. Pozdrowienia dla całej ekipy bliźniaczych bankrut parków. W szczególności Rafy Beniteza. Jak Liverpool za jego kadencji.

 

 

Buczy pod nosem, że do Kościoła-poradnik najemcy

-Zbieramy podpisy za obroną handlu w niedzielę. Mamy kilkanaście złotych za godzinę pracy. Nawet dwadzieścia złotych, a koordynatorka 30 złotych. Pracujemy po 12 godzin i zbieramy podpisy klientów za tym, aby pomysł zamknięcia również gh został wycofany- tłumaczy hostessa zbierająca podpisy.

Podchodzi senior. Na oko plus 60 i zaczyna się „dialog” .

-Do Kościoła!!!A nie siedzieć tu i namawiać ludzi-buczy pod nosem.

Zaskoczona dziewczyna rezolutnie pyta.

-A pan co tu dziś robi? My pracujemy.

Senior strzelając piorunami pełnymi niedzielnej miłości – prosto w oczy hostessie-oddalił się na zakupy.

http://www.takdlaotwartychniedziel.pl/fakty-mity.html#tekst

Ile jest takich dialogów? Jestem zdania, że pomysł zakazu handlu w niedzielę nie podniesie handlu rodzimych sprzedawców, a dobije tych którzy są w środku lub/i wstrzyma zarobki tych, którzy zarabiają. Ci, choć w mniejszości-jednak są. Okazuje się że można pomieszać z poplątaniem modlitwę z wpływem na to czy ludzie mają iść do pracy czy nie. Bo zbieranie podpisów w tej sprawie w Kościołach w jakimś stopniu wywarło nacisk i rzekomą obronę małego polskiego handlu. Bo w zasadzie można też wyłączyć stacje radiowe, telewizyjne, portale żeby w niedzielę nie nadawały, bo wtedy lecą spoty czy banery i też jest to forma handlu czasem antenowym. Ludzie pracujący w niedzielę- nie w handlu- też mają rodziny i wchodzenie z tym pomysłem teraz, kiedy rynek jest przesycony nie jest pomysłem życiowym. Dla najemców ma to znaczenie.

 

Bo jeśli ktoś robi obrót w niedziele np. 8.000 złotych to razy cztery robi kwotę. Bez tego obrotu i tak ciężkie płytki kwadratowe staną się betonową płytą na i tak dociążonych ludzi. Dlatego ten pomysł jest absurdalny z punktu widzenia najemców. Ostatecznie z wchodzeniem do gh należy się wstrzymać, bo podjęcie decyzji w cieniu nawet najbardziej społecznych intencji nie będzie miało racjonalnego bytu. W zasadzie gh będzie można traktować jako miejsca, gdzie zarabia się dwa razy. W piątek i sobotę. I pokapie w tygodniu.

W pierwszy weekend zebrano ok. 75.000 podpisów za tym, aby pomysł zakazu wycofano. Akcja trwa. Na razie nie wiadomo czy i jaki wywrze wpływ. Wiadomo, że obecni guru biznesu skutecznie zniechęcają do robienia czegokolwiek. Pomysły celnie punktuje Cezary Kaźmierczak-szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce.

http://innpoland.pl/131265,to-dorznie-klase-srednia-ekspert-ktory-popieral-dobra-zmiane-bez-zludzen-o-gospodarce

Związek działa aktywnie.

http://zpp.net.pl/zostan-czlonkiem-zpp/obrona-czlonkow/

Przed wejściem do gh w przyszłym roku warto tez zajrzeć w kalendarz. I dokonać analizy dni wolnych od pracy i świąt i przemnożyć przez lata trwania umowy.

Jak podaje kalendarz świąt w przyszłym roku to 115 dni wolnych od pracy przy uwzględnieniu weekendów i świąt. Biura podróży już wyliczyły skwapliwie i oferty na majowy weekend to okazja, aby się wyrwać nie na trzy dni.

http://www.romantycznyweekend.eu/search,oferta,majowka.html

W międzyczasie dość nieoczekiwane wyjście z Polski zapowiedziała sieć

MarksSpencerotwarciepierwszegosklepuMSwLodzi

Na zdj. Otwarcie pierwszego sklepu Marc&Spencer w Łodzi.

 

Likwiduje wszystkie swoje sklepy. Ze względu na to, że się nie opłaca. Czynsz plus pozostałe koszty są powodem wyjścia tej sieci. Za niskie obroty w stosunku do czynszu.

Również w międzyczasie portal franczyzawpolsce.pl podjął temat za blogiem sieci kawiarni z belgijskimi pralinami. Właściciel rozmowny nie jest.

„Z pytaniami ile lokali zostało zamkniętych, jakie są tego przyczyny i ile pijalni działa obecnie zwróciliśmy się do Michała Piaseckiego, pełnomocnika zarządu firmy. Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi, gdyż na każdy telefon z redakcji Franczyzawpolsce.pl odpowiadał, że nie ma czasu na rozmowę”.

http://franczyzawpolsce.pl/aktualnosci/7187-wstrzasnelo-franczyzowa-siecia-mount-blanc

Odpowiadając na postawione pytanie należy je odwrócić. Czyli ile ich pozostało. Kilka z kilkudziesięciu. Zdjęcia z poprzewracanymi wazonami są już nieaktualne. Sprzęt trafił na portale aukcyjne żeby odzyskać cokolwiek. Na rozmowę natomiast znalazł czas Gino Maes z Antwerpii. Belg, który wprowadzał praliny na zasadzie franczyzy.

Kilkanaście lat temu pierwszy franczyzobiorca okradł go z pomysłu i towaru.  W jedną noc pozamieniał loga, zmienił nazwę , a potem rozbił fajnie rozwijającą się sieć i rozwijał swoją. Opatentowaną. Z dokumentacji wynika, że koszt inwestycji to nie deklarowane 300 tysięcy czy 350 tysięcy ale 500, 600 czy 700 tysięcy. Taki patent na frajerów. Dziś zamiast deklarowanych obrotów prokuratury, sądy, prawnicy, koszty, stres i…

14938324_1325269564158518_5980049542290363686_n

Dlatego dzięki tej publikacji portalu dedykowanego franczyzie jest szansa na to, że ta spirala się skończy. Ważne jest to, że portal zauważył temat i podał go dalej.

Sami biorcy diagnozują to tak.

Franczyzobiorcy (FB) opracowali schemat działania.

I Faza.

Przedstawiciel franczyzodawcy – Michał P. celowo przedstawia kandydatom na franczyzobiorców fałszywe dane nt.:

  • opłacalności inwestycji (zwrot po 2,5 roku – a w rzeczywistości 80% franczyzobiorców bankrutuje w ciągu 1 roku od otwarcia kawiarni),

 

  • kosztów inwestycji (350 tys., a kończy się na 600 tys.) 

 

 

  • wyników osiąganych przez innych franczyzobiorców (FB) w porównywalnych wielkościowo i lokalizacyjnie (wszystkie kawiarnie są dochodowe, świetnie sobie radzą – w rzeczywistości w ciągu 5 lat zamknięto 17 lokali, co potwierdzili świadkowie – byli FB – na procesie przed Sądem Okręgowym w Krakowie sygn. IX GC 997/13)

 

  • preferowana lokalizacja kawiarni – centrum handlowe

 

 

  • jednostek własnych – MB nie posiada jednostek własnych, tylko działające na preferencyjnych warunkach jednostki franczyzowe, prowadzone przez członków zarządu i wspólników MB, którzy jako osoby fizyczne zakładają spółki cywilne i w takiej formie prowadzą rzekomo własne jednostki MB. Podmioty te posiadają odmienny od MB NIP. REGON i w żaden sposób nie są powiązane finansowo i organizacyjnie z MB, więc nie mogą być nazywane jednostkami własnymi. Gdyby były prawdziwymi jednostkami własnymi, wszelkie zyski ze spółki-córki trafiałyby do centrali sieci MB, wpływając na jej rozwój. W rzeczywistości zyski z tych punktów trafiają okrężną drogą na konta twórców sieci (patrz: schemat graficzny). Poza tym działają one na warunkach korzystniejszych, niż inne jednostki franczyzowe (brak opłat franczyzowych, zakup towarów i usług na preferencyjnych warunkach – vide zeznania świadka M.P. przed SO w Krakowie w sprawie IX GC 997/13) , a wyniki tych tzw. „własnych jednostek” trafiają do wyliczeń efektywności działania wszystkich jednostek sieci, zafałszowując ją. Nikt z normalnych FB nie jest w stanie uzyskać rentowności porównywalnej z tzw. jednostkami własnymi
  1. FAZA – po podpisaniu umowy franczyzowej
  • pobieranie od FB zaliczek na poczet przyszłej inwestycji

 

  • kupowanie elementów wyposażenia kawiarni bezpośrednio od ich producentów, za pieniądze pobrane w formie zaliczek od FB

 

 

  • fakturowanie i sprzedawanie mebli, oświetlenia, wyposażenia kawiarni z narzutem co najmniej 100%. Czyli FB kupuje np. meble od MB, która to spółka nie jest ich producentem, a jedynie pośrednikiem i wystawcą faktury

III. FAZA – uruchomienie kawiarni

  • pierwsze zatowarowanie – koszt ponad 100 tys. zł (koszt nie ujmowany w kalkulacjach kwoty inwestycji)

 

  • FB od początku ponoszą straty na działalności – to jest początek ich szybkiego końca
  • FB dostrzega, że koncept nie jest sprawdzony, przetestowany, a poziom rzeczywistych obrotów uzyskiwanych w otwartym lokalu znacznie odbiega od założeń. Jest to standard,
  • obowiązek zakupu ponadnormatywnych ilości towaru od MB, nie dostosowanych do możliwości sprzedażowych FB bez możliwości ich zwrotu. Tak powstają olbrzymie zapasy i straty
  • popsucie relacji między FB, a Mount Blanc
  • sugestie ze strony MB, że FB po prostu nie potrafi stosować się do reguł, wszystko robi źle i dlatego straty
  1. FAZA – schyłek
  • mija kilka miesięcy od otwarcia kawiarni – FB dostrzega beznadziejność swojej sytuacji, działa dalej pogłębiając straty w obawie przed konsekwencjami ze strony MB i galerii handlowej,
  • FB próbuje negocjować obniżenie czynszu w galerii – bezskutecznie
  • FB próbuje negocjować warunki dostaw od MB – bezskutecznie. Musi kupować narzucone jednostronnie przez MB ilości towaru, konieczne przy częstych zmianach asortymentowych (święta, Walentynki, Dzień Matki itp. wiele okazji)
  1. FAZA – bankructwo FB
  • FB zamyka lokal już po kilku miesiącach od uruchomienia (80% w czasie pierwszego roku)
  • galeria wszczyna czynności w celu egzekucji kar umownych
  • M.P.  w imieniu MB albo proponuje przejęcie wybudowanego przez FB lokalu wraz z wyposażeniem za ułamek jego wartości. Znane są przypadki, że zaproponował 80 tys, za wyposażenie warte 450. tys. Czyni tak tylko wtedy, gdy lokalizacja jest obiecująca i rokuje sukces dla tzw. „jednostek własnych” pracujących na o wiele większych marżach niż zwykli FB (np. kupują pralinki po ok. 30 zł/kg, gdy zwykły FB po 100 zł/kg; podobnie kawa, opakowania prezentów itp.). W takim przypadku zawierane jest z FB porozumienie, a gotowy, nowiutki lokal z wyposażeniem przejmują Sylwia W.-. i Grzegorz T. w ramach jednej z kilku posiadanych przez siebie spółek cywilnych. Znany jest przypadek z Bielska – Białej gdy MB celowo dostarczał duże ilości towaru do bankrutującego lokalu, a później przejął tę kawiarnię, rozliczając tenże niezapłacony przez FB towar. Zyski z tych punków trafiają nie na konta Mount Blanc, ale na prywatne konta członków zarządu –wyprowadzanie pieniędzy,
  • gdy lokalizacja kawiarni nie rokuje – MB wnosi przeciw swojemu FB pozew do sądu o zapłatę kar umownych za bezpodstawne rozwiązanie umowy i zamknięcie kawiarni. Kwoty: od 100 tysł do 200 tys. zł. Mount Blanc albo sprawę wygrywa – otrzymując żądaną kwotę z odsetkami albo w trakcie procesu zawiera z FB ugodę i szybko, bez długotrwałego procesu odzyskuje część żądanej kwoty. Pieniądze wpływają do centrali sieci

Wnioski:

  1. Mount Blanc zawsze zarabia:
  • kupuje elementy wyposażenia lokali za pieniądze FB (zaliczki)
  • refakturuje zakupiony od producentów sprzęt dokładając ogromną marżę i następnie sprzedaje FB
  • do momentu bankructwa FB – dostarcza mu ogromne ilości towaru, bez możliwości zwrotu
  • po bankructwie FB, wykorzystując jego kłopoty i stan psychiczny (dodatkowy spór z galerią, częste załamania nerwowe) – członkowie zarządu w ramach prywatnej działalności przejmują za bezcen wybudowany lokal z wyposażeniem, na którym MB już zarobił, wyposażając go i zatowarowując. Niekiedy odkupuje same wyposażenie i później sprzedaje kolejnym FB
  • po bankructwie FB, poprzez sąd egzekwuje olbrzymie kary umowne lub doprowadza do korzystnej dla siebie ugody, z czego też są pieniądze,
  1. MB powiększa swój majątek bez angażowania środków własnych
  2. Członkowie zarządu MB, na bankructwie swoich FB korzystają – powiększają prywatny majątek i wyprowadzają pieniądze z sieci franczyzowej na prywatne konta.

 

„Opisany mechanizm funkcjonowania sieci MB jest zaplanowany, zorganizowany (mózg operacji – Michał P.) i nosi znamiona oszustwa, ponieważ FB są nakłaniani do podpisania rygorystycznej umowy franczyzowej w oparciu o przedstawione im na etapie negocjacji fałszywe dane nt. funkcjonowania sieci i dochodów osiąganych przez już działających w niej FB. Gdy już wpadną w sidła, stosowany jest schemat wyssania od nich wszystkiego, co zainwestowali (przejęcie lokali i wyposażenia, za które też przepłacili MB) i co mają na prywatnych kontach (kary, ugody)”.

Franczyzobiorcy Mount Blanca podkreślają, że chcieli wejść w sprawdzony model biznesowy. W coś co prosperuje i pozwoli prowadzić działalność. Straty szacują różnie od 500.000 złotych do kilku milionów biorąc pod uwagę kary od wynajmujących.

Podkreślają, że nie chodzi o zemstę, ale elementarne poczucie tzw. etyki w biznesie i uczciwości. Niektórzy mieli duże doświadczenie w biznesie, inni- żadnego. Wg nich P. na rozprawach twierdzi, że zarabia na meblach. Śmieje się biorcom w twarz. Inwestuje w apartamenty w Zakopanem.

 

Co robi dziś Gino Maes? Wprowadza nową markę na zasadach franczyzy.

logo

Nauczony doświadczeniem robi to inaczej. Firma ma coraz więcej klientów choć sieci pijalni czekolady już nie rozwija. Jak rozwijają się dziś państwo Maes? I co jest źródłem sukcesu sieci Czas na Herbatę? O tym następnym razem. A na zakończenie coś z innej beczki. W kontekście poprzedniego wpisu. Linka podesłał czytelnik bloga.

 http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/cudzoziemcy-od-kilku-dni-obserwowali-sklep-rossmann-wezwano-policje,11469360/ 

P.S. Nasz blog trafił do zaszczytnego grona „Blogów tygodnia” za miniony tydzień. Nie wiem czy to ilość wizyt, czy ktoś go wyróżnił. Bez znaczenia.  Fajnie. Że wciąż się czyta)))Pozdrawiam.

Ten wczorajszy wkurw, czyli au widersechen

Bywa tak, że coś się zmienia z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Że robisz coś po cichu bez jakiegoś halo, a tu nagle czytasz o swoim projekcie na portalach w sąsiednim kraju, potem w swoim. I jesteś zawalony w sensie dosłownym. Mailami, telefonami, zapytaniami, propozycjami, zaproszeniami na spotkania. Starsi znajomi sobie przypominają-którzy dawno zapomnieli. Nagle.

Dzwonią. Tak czy inaczej jest to miłe pomimo wszystko. I staram się to wszystko ogarnąć.  Tym bardziej, że prawa ręka projektu  jest po drugiej stronie i kontakt jest utrudniony. Bo kolejki, bo wizy, papiery, podpisy, pieczątki. Mam wrażenie, że pomysł wypali. Nie koniecznie tylko na lokalnym rynku. Bo projekt, który wpadł mi do głowy w grudniu minionego roku nabiera rozpędu, rumieńców. Może z dumy nie puchnie, ale idzie do przodu. Powoli. Krok po kroku. Dzień za dniem.

Kiedy bardzo zależy i wydaje się, że coś jest „skazane na sukces”-np. gh w systemie retail to okazuje się, że jest skazaniem na banicję. Społeczną. I takich ludzi spotkałem setki. Niestety. Albo stety. Nie wiem jaki tego wszystkiego jest sens, ale jedno jest pewne. Nie było by projektu gdyby nie gh. Nie byłoby bloga gdyby nie gh. Nie było by ciśnienia, co dalej robić. Gdzie wyczaić niszę. Czyli zrobić coś unikalnego, co będzie ludziom przydatne. I faktycznie to działa.

W marcu portal pojawił się w sieci. Niektórzy nie rozumieli o co w tym ma chodzić. I oprócz oczywistości robisz coś czego nie zrobił nikt. I już. I teraz kolejny krok. Przemyślany. Zaobserwowany między wierszami. Czyli Niemcy. Bliźniaczy projekt jest prawie gotowy. Kojarzenie Niemców-pracodawców z obywatelami Ukrainy-za pomocą platformy niemieckojęzycznej zadebiutuje w przyszłym tygodniu.

Flag_of_Germany.svg

I jest niepewność, ale i spokój, że to narzędzie zrewolucjonizuje kontakty między pracodawcami i szukającymi pracy. Że wytyczy nowe kierunki kontaktu. Być może nie będzie to rewolucja kopernikańska, ale życiowa na pewno. I Ci którzy zarzucają mi, że sprowadzam do Polski banderowców czy ludzi, którzy mają czarne podniebienie mogą być spokojni. Pomogę im przejechać dalej żeby tu nie gryźli. I przypomnę ten wczorajszy wkurw, że ich tu sprowadza, a za chwilę drugi, że ich wyprowadza dalej. 

Na teraz projekt nabiera rozpędu. W przyszłym tygodniu ma trafić do jednego z największych programów telewizyjnych za miedzą. Coś w rodzaju talk show na poważne tematy. I profili zawodowych przybędzie. Już jest blisko 2500. I przybywa. Kiedy to piszę ktoś się loguje. Kiedy to czytasz to nie wiem co o tym myślisz, ale w jakimś sensie przy dużej dozie szczęścia i przypadkowości jest jak jest.

Dzwonią pracodawcy. Słucham. Lubię słuchać. Ciekawe doświadczenie.  To nie dzwonią galernicy. Ci-niestety tkwią w miejscu w którym są. Z pełną świadomością, że ma to średni sens lub żaden. Niektórym udało się pomóc, innym nie. Niektórych przestrzec-innych nie. A niektórzy-nieliczni -trafili.

I na odpowiednich ludzi, realne warunki i ze swoim produktem. Sporo się dzieje w międzyczasie w retailu. Kolejne otwarcia i miliony nie ludzi. Dziś jest lament, że brakuje rąk do pracy. Pisałem o tym dawno. Wielu bankrutów uciekło, wielu zadłużonych po uszy ludzi szuka swojej szansy tak jak dziś „ludzie ze Wschodu”-szukają swojej szansy. Poza tym demografia jest nieubłagana.  Nie wiem jak traktować prośby żebym pisał nadal bloga, bo są też takie żebym się zamknął. Przychylając się do tych pierwszych powiem tak. To miłe. Karmi próżność. Mam do tego dystans. I nie wiem co o tym myśleć kiedy  Żabka pisze do mnie propozycje, żebym stał się szczęśliwym uśmiechniętym biorcą. System stanął na głowie. Żabka chce płacić 6500 za wejście „ z gwiazdką”  czyli jeśli spełnisz warunki umowy. Sześć tysięcy pięćset złotych płaci Żabka. Żebyś otworzył jej sklepik. Przecież za sukces się płaci-czyli w  drugą stronę. To Ty masz płacić za wejście. Dlatego tak trudno pisać o franczyzie w sposób jednoznaczny. Bo ona ma dwie różne twarze. Podobnie jak człowiek. Jedną przed lustrem kiedy jest sam, a drugą kiedy widzą inni.

Napisałem, że przyszłość nie leży w metrach kwadratowych, ale technologiach. Nie napisałem, bo przeczytałem o tym w gazetach, ale coś zbudowałem. Podjąłem ryzyko. Reasumując portal się zwrócił. I mam kolejkę klientów. I fajnie. O to chodzi. Żeby coś było potrzebne. Nie idealne i nie zaspokoi wszystkich i nie raz się pewnie coś posypie. Bo to normalne. Że coś się sypie. Chodzi o to żeby to jakoś pozbierać.

Do następnego. Pozdrawiam.

P.S. Tym którzy gratulowali i kibicują – serdecznie dziękuję.  

 

O nowym biznesie i czy się rozwija

Dziękuję za kolejne linki i zdjęcia. Dziś jednak o czymś innym (jestem w trasie). Pytacie o to jak idzie portal, czy się rozwija.

http://pracadlaukrainy.pl/news/fakti-ictv-pishut-pro-nas

Stali czytelnicy wiedzą, że nie epatuję. Ale dziś jest wyjątkowa okazja, aby zapowiedzieć, a w niedzielę się spotkać. Tutaj.

TVN24_BiS_logo_duze

W niedzielę o 12.30. Zapraszam. Na pytania dotyczące głównego tematu bloga zadawane na fejsie odpowiem w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam.